witam Was Kochane
byc moze taki "problem" jak moj sie juz objawil na forum ale przebrnąć przez wszystkie....:)
Krotko i na temat :
jestem w zwiazku z facetem od prawie roku. znamy sie 25 lat ale stracilismy kontakt. w zeszlym roku spotkalismy sie przypadkiem i cos zaiskrzylo . Na poczatku było to tylko zauroczenie. i On i ja "po przejsciach" , kazde bało sie zaangazowac. randki, wspolne wyjscia, pieszczoty skrywane , seks dopiero po 2 miesiacach... Cudowny niepowtarzany , inny.... Niestety. I nie mieszkamy razem, oboje po rozstaniach mieszkamy wspolnie z matkami.... nie stac nas na samodzielny kąt. kolejny seks dopiero w listopadzie na wspolnym wyjezdzie. rzadkie spotkania , wyjscia , raz na miesiac poza tym rozmowy codzienne na sms, skype .... Praca, dom.... Niestety, mimo ze sie bronilam, zakochalam sie. jak głupia... Od niego uslyszlam ze nie uslysze dlugo ze mnie kocha, za bardz sie sparzył w życiu, za duzo dostal zdrad, niepewnosci, . Wiem ze jestem tylko ja , nie ma innej kobiety. ze jestem ważna dla niego, jestem kims komu ufa, kto jest tez jego przyjacielem, przy kim jest bezpieczny .On jest bardzo skryty, niewylewny, malo okazujacy uczucia i ja mam to samo. tyle ze to durne moje uczucie miłosci ......teraz spedzilismy ze soba 5 dni... 5 cudownych szalonych dni, nie tylko seks, takze BYCIE RAZEM . przytulanie sie, wtulanie sie w siebie i po prostu czucie ciepla drugiej osoby. próbuje sie "odkochac"... wiem ze jesli jedna strona jest bardziej zaangazowana jest niedobrze. jesli dam rade zwalczyc uczucie, moze bede trzezwiej na to patrzec
Czy wiec warto ? czekac na skradzione chwile? na seks co pół roku ? dac mu czas by "dojrzal" ? ja nie musze słyszec kocham Cię. chce czuc ze tak jest... Bo teraz - nie wiem
jak myslicie ?
Inka
Podobne tematy
Z twojego posta ja nie wywnioskowałabym, że on jest mniej zaangażowany od Ciebie.
Oboje jesteście po przejściach, i ciągnie się za wami bagaż trudnych doświadczeń. Jeśli facet został w przeszłości upokorzony przez swoja kobietą, to nic dziwnego, iż boi się szybko zaangażować. Jest to raczej przejaw zdrowego rozsądku. Fajnie, że Ci o ty wprost mówi, i że o tych trudnych rzeczach, rozmawiacie. Miej na uwadze to, iż mężczyźni zwykle ukrywają swoje zaangażowanie, dopóki nie poczują grunt pod nogami, gdyż boją odrzucenia , ośmieszenia (co jest zabójcze dla męskiego ego), szczególnie jak mają negatywne doświadczenia w przeszłości.
Doradzałabym Ci, abyś na ten moment wrzuciła na luz i cieszyła się chwilą. Nie stawiaj go też na piedestale, i ciesz się swoim życiem nie tylko w kontekście czasu spędzanego z nim.
dzieki Kochana , troche mi rozjasnilas.
kiedys uslyszalam ze jesli facet mowi w ten sposb to juz myslal w tej kategorii.... On nawet przy mnie nie wstydzi sie płakac.... pare razy to się zdarzylo i przezycie dla mnie bylo conajmniej dziwne...pierwszy raz jak go "opieprzyłam" ze nie dał mi znac jak dojechal w nocy z pracy do domu, bo ja sie zwyczajnie o niego boję..wtedy uslyszalam ze jestem pierwsza kobieta ktora sie o niego boi, martwi... On nie boi sie przy mnie otworzyc aczkolwiek idzie to bardzi powoli.... u mnie zreszta tez. Rozmawiac na pewne tematy dopiero zaczynamy opornie to idzie
wrzucam więc na luz
dzieki !
Inka