Jesteśmy razem rok. Ja 25 lat, On 26. Od lutego zaczęło dziać się coś niedobrego. On zaczął okazywać mniej czułości, przestał prawić komplementy, przestał mówić, że kocha. Czułam, że już nie patrzy na mnie tak jak kiedyś. Pytałam co się dzieje, odpowiadał, że nie wie, że może praca, stres, nadmiar obowiązków. Przepraszał, mówił, że zauważył, że mnie zaniedbuje ostatnimi czasy, że postara się, żeby wszystko wróciło do normy. Trochę się poprawiło, starał się znajdować więcej czasu dla mnie, poświęcać mi więcej uwagi, częściej się kontaktować itp, ale w sferze uczuciowej, miałam wrażenie, że jednak dalej jest bez zmian. Ponad tydzień temu spędziliśmy wyjątkowo miły wieczór, wróciła nadzieja, że jeszcze będzie tak jak kiedyś. Jednak w nocy, gdy już zasypaliśmy, zapytałam go czemu przestał mówić, że kocha. Nie słyszałam tego od ok 3 miesięcy i bardzo mnie to martwiło. W wielkim skrócie w końcu, po nacisku z mojej strony wyjawił, że ma wątpliwości czy kocha, nie wie czy widzi siebie ze mną w przyszłości. Że jest mu dobrze ze mną, że świetnie się dogadujemy, tworzymy fajny, partnerski związek, ale mimo to on się zastanawia co do mnie tak naprawdę czuję. Zapytałam co w takim razie robimy. Odpowiedział, że kończąc swoje dwa poprzednie związki miał pewność, że podejmuje słuszną decyzję. W tym przypadku niczego nie jest pewny, tego co do mnie czuję i tego co teraz z nami będzie. Poprosił mnie o kilka dni na przemyślenie i poukładanie wszystkiego w głowie. Sama też przemyślałam całą sytuację i mimo, że kocham tego człowieka, zdecydowałam się na rozstanie. Spotkaliśmy się po 4 dniach. Byłam przekonana, że On podjął taką samą decyzję. Mówiłam pierwsza, powiedziałam, że nie mogę być z kimś kto nie jest w stanie obdarzyć mnie takim uczuciem jak ja jego (to ja więcej dawałam w tym związku, zawsze miałam wrażenie, że to mi bardziej zależy, że to ja bardziej kocham) i po tym wszystkim co ostatnio usłyszałam to mimo, że bardzo kocham to nie widzę innego wyjścia jak rozstanie. Zdziwił się niesamowicie, że zdobyłam się na taki krok. Powiedział, że przemyślał wszystko i podjął decyzję, że nie chce tego wszystkiego od tak przekreślać, nie chce poddać się bez żadnej walki. Ale szczerze przyznał, że dalej nie umie powiedzieć co do mnie czuję. Że opadło już pierwsze mocne zauroczenie i zastanawia się co za uczucie do mnie żywi. Że potrzebuję pociągnąć dalej ten związek, żeby upewnić się czy to jest to czy nie. Że nie może mi dać żadnej gwarancji, że wszystko się ułoży i będzie tak jak kiedyś. Powiedziałam, żeby dokładnie jeszcze raz wszystko przemyślał, że daje mu jeszcze jeden dzień. Kolejnego dnia dalej trwał przy swojej decyzji. W końcu dałam się przekonać. Nie rozstaliśmy się. Jesteśmy nadal razem. Ale teraz ja też mam wątpliwości. Czy to wszystko ma sens ? To co usłyszałam zmieniło moje podejście do niego. Już nie jestem taka jak kiedyś. Teraz ja podchodzę z dystansem.
Czy była to dobra decyzja ? Czy można mieć aż takie wątpliwości i chcieć dalej kontynuować związek ? A może to już tylko przyzwyczajenie z jego strony ?