jestem ponad 2lata po slubie i mam 7 miesiecznego synka mój najwiekszy skarb na świecie ale już nie daje rady psychcznie poradzic sobe z problemami ktore mam z mężem. On nie potrafi zrozumiec ze znikanie na noc to co złego nieodbieranie telefonu po takich znknieciach dodam ze praktycznie co weekendowych ale na ktore zawsze znajdzie sie jakas wymówka uwaza za nic zlego. Dotego zdaza sie rówzniez ze nazwie mnie szmata suka albo tak jak dzis powie zamknij ryja , czasem mysle ze gdyby przywalil mi prosto w twarz mniej by bolało niz jego slowa. Zawsze bylam w nim zakochana jestesmy razem ponad 10 lat z przejsciami i chodz wiele razy bylo zle zawsze jakos dawalismy rade i myslalam ze pomalu naprostuje go bo tak naprawde uwazam ze jest dobrym czlowekiem uczynnym nawet za bardzo jesli chodzi o jego kolegow ktorzy sa jednym z najwiekszych problemow bo to z nimi spotyka sie w weekendy zamiast spedzic czas ze mna tak naprawde to szuka okazji zeby wyjsc z domu a swoje wyzwizka tlumaczy tym ze nikt tak jak ja nie potrafi wyprowadzic go z rownowagi.Ok nie jestem swieta ale czy mimo wszystko nenalezy mi sie odrobina szacunku co jak syn bedzie mial 3 lata i powie do mnie ty suko bo u tatusia uslyszy. Nie mialam ojca i wychowywala mnie mama znowu jego rodzice bardzo nam pomagaja i mam z nimi swietny kontakt wiedza ze jest czasem trudny we wspolzyciu. Kocham go tak bardzo mocnoa ale juz naprawde nie mam sily non stopprzebaczac nocnych znikniec i te wyzwiska to tak bardzo boli? Pomozcie co mam zrobic zeby to zmienic?
Podobne tematy
˝i chodz wiele razy bylo zle˝ - Czy to znaczy, ze zanim wzieliscie slub, on tez sie tak zachowywal? I co znaczy, ze ty tez nie jestes swieta?
W malzenstwie konieczny jest szacunek... Gdyby do mnie facet powiedzial ˝zamknij ryja˝, oprocz tego, ze odczulabym, ze kompletnie mnie nie szanuje, ja tez przestalabym szanowac jego. Czy taki chory zwiazek ma w ogole sens...
Kardynalny błąd - myślenie, że "go naprostujesz"!
Sama widzisz, że w ciągu tych 10 lat aniołem nie był.
Zastanów sie za co właściwie Ty go kochasz?
Szacunek to podstawa i słusznie sie obawiasz, że Twój syn przejmie wzorzec traktowania Ciebie jak szmatę, od tatusia.
Rzeczowa rozmowa, albo zacznie Cie szanować albo do widzenia!
Kardynalny błąd - myślenie, że "go naprostujesz"!
Sama widzisz, że w ciągu tych 10 lat aniołem nie był.
Zastanów sie za co właściwie Ty go kochasz?
Szacunek to podstawa i słusznie sie obawiasz, że Twój syn przejmie wzorzec traktowania Ciebie jak szmatę, od tatusia.
Rzeczowa rozmowa, albo zacznie Cie szanować albo do widzenia!
Rozmowa nic nie da.
Powiedz mu, że za takie traktowanie wprowadzasz embargo. Na seks, jedzenie, pranie itd. Jak koledzy są tacy ważni to niech mu piorą, gotują i się z nim bzykają.
Podstawa to konsekwencja; co powiesz to zrób.
Żądaj szacunku chociażby za to, że jesteś matką jego dziecka.