Witam wszystkich!
Od miesiąca jestem sama! Po 11 latach (2 lata wspólnego zamieszkania) mój związek rozpadł się jak domek z kart. Od dłuzszego czasu nie było idealnie ale zawsze jednak razem. Po kolejnym kryzysie nie wytrzymałam i wyprowadziłam się. Teraz okropnie cierpie, zycie straciło sens!
Krótki zarys związku - Poznalismy się mając po 18 lat, początkowo było bardzo idealnie. Póżniej pojawiły się kryzysy. W ostatnim czasie tylko ja wychodziłam z inicjatywą ratowania związku. Mój partner przede wszystkim wytykał mi oziębłośc i brak żaru w sypialni. Ja czułam się wiecznie jak 5 koło u wozu, ostatnia na liście po meczach, lewych interesach, kolegach i dyskotekach. Gdy mój partner w ostatnich miesiącach zaczął przezywac ponownie "okres młodzieńczego uniesienia" ja coraz bardziej zamykałam się w 4 ścianach. Nic mnie nie cieszyło, nic nie sprawiało przyjemnosci! Powoli wewnętrznie zamieniałam się w staruszkę! Na nic nie miałam chęci a już tym bardziej na zbliżenia. Żal , smutek i rozczarowanie drugą osobą unicestwiło moje pożądanie. Nawet nie potrafiłam tego ukryc. Jednak nadal bardzo kochałam, wybaczałam brak czasu, ranne powroty z imprez, teksty z serii "że w ostatnim czasie traktował mnie wyłącznie jak materac", "że Nasz związek to tylko przyzwyczajenie". Wciąż prosiłam o rozmowę, przepraszałam i obarczałam się winą!! Im bardziej prosiłam o chwilę rozmowy, tym bardziej on nie miał czasu i odkładał ją na później. Na pytanie co dalej będzie z Nami? Co mam robic? Słyszałam tylko - "Rób co chcesz". Na pytanie czy ma inną, usłyszałam - "nie ale mam kilka na oku". Każde takie sformułowanie było jak silny, pozbawiający oddechu cios w brzuch. I w końcu coś pękło, umarło i dało krótkochwilową siłę na spakowanie rzeczy i wyprowadzkę! Widząc spakowane rzeczy, potrafił tylko powiedziec, że musi iśc do pracy a mi jak będzie zależało to poczekam na rozmowę do następnego dnia. Wychodząc stwierdził, że nikt nie będzie kochał mnie tak jak on! Czułam, że jeżeli zostanę jeszcze chocby jedną noc to się uduszę! Nie mogłam złapac oddechu, w głowie kłębiła się tylko jedna myśl - nie czekaj na niego i tak nie znajdzie czasu na rozmowę, uciekaj! Teraz jest tylko pustka, rozczarowanie i ten okropny przerażający ból. Nie chce się życ!I wciąż powracająca myśl - Czy dobrze zrobiłam?
Podobne tematy
Zrobiłaś najlepiej jak tylko mogłaś zrobić.. wiadomo, że teraz Ci ciężko 11 lat to sporo czasu, ale po co być w związku w którym zależy tylko jednej osobie?? Czy on sie teraz odezwał?? postanowił się zmienić?? Przepraszał? Pokazał , że zależy mu na Tobie?? Odpowiedzi na te pytania pozwolą odpowiedzieć Ci na pytanie czy dobrze zrobiłaś...
Dziękuję bardzo za wiadomośc! Od rozstania nie kontaktowaliśmy się ze sobą! Zupełna cisza!
współczuje....11 lat to kawał czasu...musisz nauczyc sie żyć sama na nowo bez niego... dasz rade bedzie cięzko bardzo ciezko ale poradzisz sobie nie takie tragedie na swiecie sie zdazały...wierze ze sobie poradzisz
No więc czym sie przejmujesz????? On ma Cie gdzieś... Byłaś to byłaś.. nie ma cie to cie nie ma.... Jak można byc takim człowiekiem, który widzi błędy tylko u kogoś a sam jest idealnym? Dziwie się Tobi, że tak długo z nim wytrzymłaś... ale jak to się mówi lepiej późno niż wcale.... Życzę Ci wytrwałości i mam nadzieję, że nawet jeśli się odezwie to jedna rozmowa czy jeden telefon nie zmieni Twojego zdanie i będziesz konsekwentna w tym co robisz dopóki On nie pokaże Ci, że jes Ciebie wart... chociaż wydaje mi się , że ten typ faceta nigdy się nie zmieni.
Dziękuję za odpowiedzi! Wytrzymawałam, bo naprawdę bardzo Go kochałam! (kocham?) Liczył się tylko on i nic innego nie było ważne! Nawet teraz, mimo bólu, żalu gdzieś na dnie serca tli się jeszcze nadzieja, że oprzytomnieje, wyciągnie wnioski i wróci!
bardzo dobrze zrobiłaś on nie był ciebie zupełnie wart. podziwiam że i tak tyle wytrzymałaś. wiem że ci ciężko ale on nawet nie widział w sobie błędu zmanipulował cię. byłaś "miłą kochającą dziewczyną" a on wiedział że czekać będziesz. w jednym miał rację to było przyzwyczajenie ale widać że z jego strony. osoba która kocha nie mówi że ma kogoś na oku osoba która kocha liczy się ze zdaniem kobiety z którą żyje......
musisz się wziąć się w garść ....... będzie lepiej z czasem będzie lepiej
wiesz dokładnie wiem co czujesz jednak z czasem nauczysz się samotności a w kolejnym etapie zrozumiesz że to był właściwy krok znów pokochasz i zaznasz ciepła i miłości .
Dziękuje wszystkim za słowa otuchy!!
Kobito! Jesteś moim mentorem, serio! Też chciałabym być tak silna jak Ty i umieć powiedzieć "dość". Wszystkie nieszczęśliwe babki powinny brać z Ciebie przykład. Teraz możesz żyć! Nie jesteś zależna od jakiegoś zidiociałego dziada! Odetchnij... wiosna w końcu jest:) Zazdroszczę...
Agol,jestes silna kobieta.Musisz wytrzymac w swoim postanowieniu.
Nie wchodz drugi raz do tej samej rzeki.Ja zostalam z malym dzieckiem po 12 latach bycia razem,wiec zdaje sobie sprawe co przezywasz.
Wasza milosc sie wypalila.Widocznie nie byliscie sobie przeznaczeni.
Powodzenia....
Dziewczyny ogromne dzięki za wsparcie! Szkoda że ból nie mija! I te przerażające poczucie winy! Jedno jest pewne, że mam zrobione okropne "pranie mózgu". Bo jak można nazwac takie dwulicowe podejście partnera? Raz mówi, że to co do mnie czuje to zwykłe przyzwyczajenie, a w drugiej minucie stwierdza, że nikt nie będzie mnie kochał w życiu tak jak on! Czy tak postępuje normalny człowiek?
Karmelko! Wierze, że i ty będziesz szczęśliwa! Życzę Ci wszystkiego najlepszego!
Mon61 przykro mi, że i Ty musiałaś przez to przechodzic! Życzę wszystkiego najlepszego. Mam nadzieję, że spotkasz wartościowego mężczyznę, który wynagrodzi Ci ból i cierpienie! Pozdrawiam!
Właśnie po to Ci to powiedział, żebyś miała poczucie winy i obwiniała siebie Zadawała sobie pytania: Może faktycznie miał racje? Jeśli on mnie tak naprawde kochał i nikogo juz nigdy takiego nie znajde? Może to faktycznie we mnie coś było nie tak? Faceci tacy juz są, ale nietędy droga Nie daj się zwieść takim gadaniem Wyprowadziłas sie i co? Gdzie on jest, gdzie jest ten tak strasznie kochający najbardziej na świecie? Kochana będzie Ci ciężko wiem jak to jest, ale wyprowadzając się pokazałaś mu, że jesteś silna i przede wszystkim szanujesz siebie Podtrzymuj to i nie ulegaj, nawet jak nagle mu sie zatęskni przyjdzie z podtulonym ogonem. Będzie Cie bolało, ale przytrzymaj go aby udowodnił Ci to, ze tak Ciebie strasznie kocha Zycze Ci wytrwałości i siły Nie poddawaj się!!!
Takaja dzięki za mądre słowa! Moim zdaniem on już nie przyjdzie! Bo jakby mu zależało to już by był.
Przykra sprawa.. Tyle lat wspólnego życia przekreślił
Współczuję.. ale podziwiam siły.. ja bym tyle nie wytrzymała i pewnie bym do niego zadzwoniła... Domyślać się tylko mogę jak Ci ciężko, dzielna jesteś i dasz radę. Pokaż mu ile stracił.
Tak 11 lat to ogrom czasu! Ogrom pieknych i smutnych wspomnień. Wszystko bym dała żeby wszystko było dobrze i znów mnie pokochał. Jednak pierwsza nie zadzwonię, bo przecież to On stwierdził, ze jestem tylko przyzwyczajeniem. Czy "przyzwyczajenie" ma jakąkolwiek szanse w walce o miłośc? Czy mężczyzna po takich słowach może jeszcze wrócic? Jestem rozbita i pusta w środku. Jestem tak zmęczona, że pozostało mi tylko prosic Boga żeby zabrał mnie do siebie!
Mon61 przykro mi, że i Ty musiałaś przez to przechodzic! Życzę wszystkiego najlepszego. Mam nadzieję, że spotkasz wartościowego mężczyznę, który wynagrodzi Ci ból i cierpienie! Pozdrawiam!
agol,po wielu wielu latach leczenia ran,poznalam wartosciowego mezczyzne.Od paru lat jestem jego zona.
Ty tez za jakis czas inaczej na wszystko spojrzysz.....
Na wszystko trzeba czasu
Tak 11 lat to ogrom czasu! Ogrom pieknych i smutnych wspomnień. Wszystko bym dała żeby wszystko było dobrze i znów mnie pokochał. Jednak pierwsza nie zadzwonię, bo przecież to On stwierdził, ze jestem tylko przyzwyczajeniem. Czy "przyzwyczajenie" ma jakąkolwiek szanse w walce o miłośc? Czy mężczyzna po takich słowach może jeszcze wrócic? Jestem rozbita i pusta w środku. Jestem tak zmęczona, że pozostało mi tylko prosic Boga żeby zabrał mnie do siebie!
Agol no teraz to mnie na łopatki rozłożyłaś... Jesteś wspaniałą, silną kobietą, która może mieć każdego faceta. Możesz sie zakochać i stworzyć wspaniały dom z kimś, kto będzie doceniał Twoje oddanie i miłość. Nawet nie myśl o tym bandycie, który ukradł Ci 11 lat życia- zupełnie bezsensownie! Głowa do góry i do przodu!
11 lat w związku, ale nie widzę żeby pojawiły się tu słowa takie jak dzieci, rodzina, małżeństwo. Jak mogłaś żyć w taki sposób jak opisujesz przez 11 lat? Dla mnie to jest nie do pojęcia. To musiało przerodzić się już w coś więcej niż tylko miłość - całkowite uzależnienie od Niego(obsesja), a to czego teraz doświadczasz to skutki detoksu. Świat się nie skończył, tylko po ostatnich 11 latach życia zrywając wkroczyłaś w nowy świat - świat bez Niego. Teraz niestety musisz nauczyć się żyć w tym nowym świecie i co najtrudniejsze - nauczyć się czerpać radość ze stanu wolności.
Poznaliście się, gdy mieliście po 18 lat w związku byliście 11 lat to mniej więcej wg moich obliczeń macie teraz po 29 lat. Podejdź do tego w ten sposób, że jesteś już dojrzałą kobietą, silną, ponieważ miałaś siłę zakończyć ten koszmar w którym o mało co byś się "udusiła" i zaczynasz nowe, lepsze życie, bo tym razem nie masz 18 lat i braku doświadczenia tylko 29 i cały bagaż doświadczeń po tych 11 latach.
Szczerze życzę Ci, abyś uwolniła się od tego cokolwiek łączy Cię z tym człowiekiem, bo jak wrócisz to nie wiadomo kiedy "ockniesz się" ponownie, a jeśli miałoby stać się to za kolejnych 11 lat to wtedy może już być za późno na dzieci, rodzinę, małżeństwo, aby zbudować cokolwiek...
Marku dziękuję za wsparcie i mądre słowa! Co do małżeństwa - jakoś nigdy nie miał odwagi mi się oświadczyc, później ja też przyjełam wolę pozostawania w "wolnym związku". Co do dzieci, to chyba instynkt samozachowawczy podpowiadał mi aby tak daleko niebrnąc! Początkowo ani ja ani mój były partner nie myśleliśmy o powiększaniu "rodziny". Ostatnio on obsesyjnie zapragnął dziecka, ja jednak nie mogłam się przy takich relacjach na to zgodzic. Moim zdaniem dziecko nic by tu nie naprawiło, a czy ja miałam prawo skazywac niewinną istotę na brak szczęścia? Bo czy w związku w którym matka jest nierozumiana, dziecko może byc szczęśliwe? Tak więc w ostatecznym rozrachunku, według jego relacji wyszłam na oziębłą babę, karierowiczkę! Ponadto stwierdził, że on chce miec rodzinę, tylko ja się do tego nie nadaję. Dodał jeszcze, że nie ma po co wracac do domu, i że jestem przewidywalna ("wiem co będzie z tobą za miesiąc, rok, 10 lat"). Przed moim odejściem, stwierdził że jeżeli chcemy dalej byc razem to musimy postarac się o potomstwo. Jednak on nie zamierza zmieniac swojego zachowania bo jest mu tak dobrze! Czy w takiej sytuacji miałam jakieś inne wyjście?
Beznadziejny dupek.Przeżyłam bardzo podobną sytuację.I daję Ci słowo,że bez problemu sie podniesiesz.A za jakiś czas nie będziesz rozumiała jak mogłaś kochaś kogoś takiego i znim być.
Beznadziejny dupek.Przeżyłam bardzo podobną sytuację.I daję Ci słowo,że bez problemu sie podniesiesz.A za jakiś czas nie będziesz rozumiała jak mogłaś kochaś kogoś takiego i znim być.
Mam nadzieję, że szybko to nastąpi!Bo jak narazie straszna pustka.
Gratuluję odwagi! A teraz nie ma co się depresjonować... Korzystaj z życia, wyjdź gdzieś (na początku będzie trudno, ale z czasem coraz lepiej)... Zrób to o czym zawsze marzyłaś, a nie mogłaś będąc z nim... A jeśli on się kiedyś zmieni i wróci to będziesz już inną sobą. Silniejszą. Wtedy sama się zastanowisz, czy chcesz wracać. A jeśli on nie wróci?? Zobaczysz, że za jakiś czas będzie Ci łatwiej się z tym pogodzić...
Z całego serca dziękuję wszystkim za wsparcie! Dzięki Wam czuję się lepiej! Nie wiem czy to tylko tymczasowe uczucie euforii i czy jutro znów nie przyjdą ciemne chmury, ale jedno jest pewne - powoli zaczynam zauważac otaczających ludzi.
Agol,wiem co czujesz ,sama przechodziłam to samo,tylko ,że my wrócilismy do siebie,ale czuję ,że nie na długo... Jesli przezyłas miesiąc ,to przeżyjesz i następne.. Ja jestem radykalna,jesli się rozstaniemy,to o każdnym kontakcie nie ma mowy,tak najlepiej,nie wracać do tego nigdy. Zajmij sie sobą ,myś o przyszłości ,a nowa miłość przyjdzie sama,zobaczysz..Pozdrawiam Cię cieplutko
Agol,wiem co czujesz ,sama przechodziłam to samo,tylko ,że my wrócilismy do siebie,ale czuję ,że nie na długo... Jesli przezyłas miesiąc ,to przeżyjesz i następne.. Ja jestem radykalna,jesli się rozstaniemy,to o każdnym kontakcie nie ma mowy,tak najlepiej,nie wracać do tego nigdy. Zajmij sie sobą ,myś o przyszłości ,a nowa miłość przyjdzie sama,zobaczysz..Pozdrawiam Cię cieplutko
Alusiu dziękuje bardzo za wiadomośc! Sama nie wiem skąd wziełam na rozstanie siły. Myślę, że spowodowały to słowa - "Powiem Ci szczerze, że to co do Ciebie czuję to tylko przyzwyczajenie!" Dlaczego te słowa? Ponieważ dlamnie liczyło się tylko uczucie, nie wazny był wygląd czy pieniądze! Pragnełam tylko miłości, szacunku i szczerości!Słowa te zabiły wszystko, nic nie zostało oprócz żalu i szoku. Cóż innego mogłam zrobic przecież nie zmuszę nikogo do uczucia. Wyprowadziłam się i od tamtej pory nie mielismy ze sobą żadnego kontaktu. Mówisz, że Ty wróciłaś, ale czujesz, że nie nadługo - moim zdaniem powoli zaczynasz uświadamiac sobie , że nie tędy droga! Uważam że nie powinnaś w tym tkwic!! Ja też wracał i przeciągnęłam to do 11 lat. Czy było warto? Jak pokazują ostatnie dni - nie! Nadmienię, że przy ostatnich kryzysach to ja prosiłam o jeszcze jedną szansę, chciałam wszystko naprawiac, miałam ogromne poczucie winy - że za mało się staram, że nie daję z siebie wszystkiego itp. Jaki wynik próśb i powrotów? Mój partner, zaczął mnie lekceważyc, przestał liczyc się z moim zdaniem. Tak więc nic dobrego nie nastało!
bardzo mi przykro...ze tak ci sie potoczyl 11 letni zwiazek...ale z tego co napisalas to kawal egoisty z tego faceta...i wierze ze jest Ci ciezko na sercu, ale nie trac wiary, zaslugujesz na kogos kto bedzie cie kochal i rozwiazywal wspolnie z toba wasze problemy....ty chyba w tamtym zwiazku bylas zostawiona samej sobie...a on myslal ze go to nie dotyczy... Glowa do gory ja wierze ze bedziesz szczeslowsza bez takiego toksycznego zwiazku!!
Ten facet to ciota
nie wart ani jednego dnia
Agol jesteś silna udowadniasz to nam za każdym razem jak piszesz, sam fakt się już liczy, że nie wróciłaś do niego, pomimo bólu i pustki jakiej czujesz Tak trzymaj dalej ![]()
bardzo mi przykro...ze tak ci sie potoczyl 11 letni zwiazek...ale z tego co napisalas to kawal egoisty z tego faceta...i wierze ze jest Ci ciezko na sercu, ale nie trac wiary, zaslugujesz na kogos kto bedzie cie kochal i rozwiazywal wspolnie z toba wasze problemy....ty chyba w tamtym zwiazku bylas zostawiona samej sobie...a on myslal ze go to nie dotyczy... Glowa do gory ja wierze ze bedziesz szczeslowsza bez takiego toksycznego zwiazku!!
"Ty chyba w tamtym związku byłaś zostawiona samej sobie..." - Ta wypowiedź w 100% odzwierciedla stan mojej psychiki w tamtym okresie! Czułam się wiecznie samotna, zawsze coś było wazniejsze odemnie! Przestałam sobie z tym powoli radzic! Nie miałam chęci na gotowanie, sprzatanie itp. Mój partner po pracy, albo szedł na trenig, spotykał się w interesach ze swoimi znajomymi lub spał! Tak więc w zasadzie cały czas byłam sama! Moja flustracja wciąż rosła, nie miałam ochoty na okazywanie uczuc. Faktycznie powoli stawałam się odpychająca i oziębła. Miałam w sobie tyle żalu, że tak naprawdę przysłonił mi on sens dalszego istnienia. Mój partner nie widział w tym żadnego problemu, stwierdzał że musi zarabiac a ja wiecznie tylko czepiam się, jestem niezadowolona i oziębła. Ja wręcz przeciwnie - dla mnie związek to przebywanie razem! Gdy zapraszał mnie na kolację bądź kina to miałam wrazenie, że robi to tylko poto żeby usprawiedliwic swój weekendowy wyjazd na mecz! A co ja w tym czasie? Oczywiście po pracy, albo jechałam do rodziców bądź siedziałam sama w pustych czterech ścianach! Powoli zaczełam uciekac w internet on dawał mi pewnego rodzaju odskocznie! Nawet jak wracał do domu to ja byłam pochłonieta komputerem. Często obrażałam się i nie odbierałam jego telefonów, bo wychodziłam z założenia, że i tak powie że wróci za 2-3 godziny bo cos mu wypadło. Tak nie powinno chyba wygladac wspólne życie? A może ja poprostu oczekiwałam niemozliwego, moze wszyscy mają takie związki a ja szukałam dziury w całym? Jak to jest w waszych związkach?
to nie jest koniec świata. koniec świata by był gdyby Ciebie brakło na tym świecie. dopóki żyjesz możesz sobie radzić z wszelkimi przeciwnościami losu, nawet z końcem 11letniego związku.
Żyjesz dalej i możesz teraz robić to na co masz ochotę gdzie chcesz i z kim. A dzięki temu zapomnisz.
Oczekiwałaś ciepła troski miłości tego co każda kobieta w związku, to jest normalne, tylko niektórzy faceci niepotrafią zrozumieć tych naszych prostych potrzeb.
To nie koniec świata, jeśli sama tak mówisz to uwierzysz w to zmień nastawienie, i szukaj plusów w tym że jesteś teraz single. Trzymaj się:*
Tyle krzywdy mi uczynił a ja wciąż o nim myśle i rozpaczam. Czy to normalne? Czy wrócę do równowagi psychicznej?
hmm.. tak czytam.. i również jestem pełna podziwu dla Ciebie.. też chciałabym móc powiedzieć sobie dość.. ale nie potrafię...
nie mam na tyle odwagi.. boję się samotności.. i tego czy jeszcze ktoś mnie pokocha...
mój partner mówi, że mnie kocha.. ale gdy mówię coś o rozstaniu albo, żeby też się postarał.. żeby zaczął coś robić.. to słyszę tylko " przecież wszystko jest dobrze " .. nawet nie potrafię mu przekazać tego co czuję..
ehh.. znowu sie rozklejam nad sobą..
Zazdroszczę ;]
pozdrawiam cieplutko :*
Głowa do góry!!Pomyśl tak dobrze, że zmarnowałaś tylko 11 lat z tym debilem, a nie całe życie. A tak to masz jeszcze szanse na normalny związek , może rodzine i nawet dziecko. Na początku zawsze jest cieżko. Ale pamiętaj, że po każdej burzy wychodzi słońce.:):):)
Gratuluje sily i odwagi, kazda konieta powinna ja posiadac ,a smutek i poczucie pustki to noramlne ja po rozpadazie dwuletniego zwiazku i nie mieszkalismy razem nie moglam sie pozboerac ale wiem ze to minie,teraz jestes starsza i bardziej swiadomie patrzysz na wady i zalety innych wiec nastepny twoj wybranek to bedzie strzal w dziesiatke i pewnie spedzicie razem cale zycie tylko juz nie toleruj takiego ignorowania twojej osoby, pamietaj zwiazek powinien sie opierac na szacunki i zaufaniu i obie strony powinny zabiegac o wzajemne uczucie. Bardzo dobrze zrobilas, mowil ci ze nikt cie mocniej nie pokocha a on co tak bardzo cie kochal ze nawet nie zadzwonil nie wierz w taka milosc, wytrzymaj jeszcze chwile, a zobaczysz slonce zaswieci dla ciebie i spotkasz faceta godnego twoich uczuc.
Bardzo dziękuję za wsparcie! Niestety nie jestem tak silna jak myślicie! Z rozpaczą zauważam, że codziennie stawiam sobie pytania "Czy ja dobrze zrobiłam?" "Może powinnam poczekac na rozmowę, a nie uciekac?" Czy zbyt łatwo nie dałam umrzec 11 letniemu związkowi?" Coraz częściej czekam na jego telefon i coraz bardziej pragnę jego powrotu. I co najgorsze ....myślę, że gdyby przyszedł to bym mu wybaczyła. Tak więc stwierdzam że w moim przypadku powiedzenie "czas leczy rany" nie ma zastosowania!
To nie ty pozwolilas umrzec temu zwiazkowi to twoj byly zabijal go dzien po dniu i patrzyl jak gasnie.Kiedy probowalas ratowac wasze uczucie on kazal ci czekac bo wszystko bylo dal niego wazniejsze od waszego zwiazku. Tego zwiazku nie dalo sie uratowac, nie mialas zadnych szans, podtrzymywalas to uczucie na sile ale to raczej byla jednostronna milosc. wydaje mi sie ze twojemu facetowi bylo poprostu wygodnie bo mial wszystko gotowe jak u mamy. Wiem ze to co ci mowie jest przykre ale ile razy zadzwonil jak odeszlas, ile razy prosil zebys wrocila.To ze ci go brakuje to normalne , gdybys mieszkala jedenascie lat z kolezanka i by jej zabraklo tez bys teknilla.
Droga agol
To, że on na odchodnym powiedział Ci, że nikt nie będzie Cię kochał tak jak on nie znaczy absolutnie nic!! To są tylko słowa, a miłość to czyny. Popatrz trzeźwym okiem na Wasz związek i powiedz sobie wprost: czy to wszystko co Ci robił nazywa się miłością? Czy miałaś szacunek, bezpieczeństwo, przyjaźń, wsparcie i bliskość, co naprawdę miłością jest? Czy kiedy odeszłaś zawalczył o Ciebie w jakikolwiek sposób? Odpowiedź na wszystkie te pytania brzmi NIE. On Cię NIE KOCHA! Uświadom to sobie i zrozum, że odchodząc od niego uwolniłaś się od wszystkiego co złe. Za tym tęsknisz?O tym marzysz? O upokarzaniu, przedmiotowym traktowaniu, braku zrozumienia?
Najpierw uświadom sobie jaka jest prawda, potem powtarzaj ją sobie codziennie do znudzenia. W końcu to chore uczucie w Tobie umrze.
Czas leczy rany zawsze. Terapia odwykowa zawsze jest ciężka, a Ty byłaś od niego uzależniona i dlatego tak boli. Ale pomyśl, że ten ból minie, a gdybyś z nim została cierpiałabyś całe życie, a także zgotowałabyś w ten sposób piekło Waszym przyszłym dzieciom.
Miałam nadzieję, że po moim odejściu oprzytomnieje i wyciągnie stosowne wnioski. Myślałam, że może obudzi się z letargu i uświadomi sobie, że koledzy, treningi i dodatkowa praca to nie wszystko!Że ja naprawdę żyłam tylko dla niego (chociaż w ostatnim czasie nie potrafiłam tego okazac) i nie chciałam dla niego źle! Najgorsze jest to, że nie mogę pozbyc się ogromnego poczucia winy, że "za mało się starałam". "że zbyt często popadałam w złośc i apatię", "że byłam nieprzyjemna i często go odtrącałam", "Że temat dzieci dla mnie nie istniał". Może ja faktycznie jestem typem karierowiczki, której nie pisana jest rodzina? Myślę że nie powinnam nawiązywac nowych związków. Bo może to we mnie tkwi problem i to nie zaistniała sytuacja zrobiła ze mnie zimna i oschła istotę, tylko poprostu taka już jestem? Może to właśnie moje zachowanie sprawiło (zgodnie z jego słowami), ze nie miał po co wracac do domu.
39 2009-06-30 00:49:23 Ostatnio edytowany przez patia (2009-06-30 00:51:35)
Jak spotkasz wlasciwego faceta z naciskiem na wlasciwego to zaczniesz myslec o dzieciach o rodzinie, dobry byl ten twoj facet jeszcze chcial ci dziecko zrobic ty bylabys uwiazana a on by latal.To ze sie do ciebie nie odezwal to tylko potwierdza ze mu nie zalezalo, dlatego nie mozesz miec poczucia winy. co to za zwiazek w ktorym tylko jedna osoba tworzy dom a druga wraca jak do hotelu. Jak poklucilam sie z chlopakiem i wyszedl i nie wrocil na noc , nastepnego dnia wyslalam mu smsa ze sie wyprowadzam byl po 20 minutach wsiadl za kierownice kompletnie pijany ( nie pochwalam tego) ale byl migusiem zeby nasz zwiazek ratowac i wiecej nie mial takich pomyslow jak narazie ( oby nie zapeszyc) a swiety to on tez nie jest ale nie pozwolil mi odejsc. Przemysl to, wiem ze jest ci ciezko ale jak zrobisz pierwszy krok to do konca zycia bedzie robil to co mu sie podoba bo bedzie wiedzial ze i tak mu wybaczysz, a ty bedziesz meczyc sie w tym zwiazku. Moze meska duma mu nie pozwala odezwac sie do ciebie , ale jak mu zalezy to zmieknie, a jak nie to zapomnij jak najszybciej o nim znajdz sobie innego. Powiedz mi jak duzo czasu minelo od waszego rozstania.
ja tak dzis dłużej siedziałam na NK i tak szukałam znajomych, i tak naprawde sie przybiłam tym że ja jako jedna z niewielu jestem sama, brak meża, dzieci itp, reszta jest ustawiona jak to sie mówi, on poszedł w siną dal a ja jak kolek znów sama brak jakiego kolwiek faceta na horyzoncie powoduje we mnie wewnętrzny smutek i nie pookój że sama spędze reszte swojego życia...
agol
Oczywiście, możesz się teraz obwiniać i analizować cały związek pod kątem idealizowania byłego. Tylko, że to nie jest racjonalne myślenie bo spowodowane tęsknotą, która jest normalna na tym etapie. To wszystko nie zmienia faktu, że facetowi Twoje odejście nie dało w żaden sposób do myślenia. Nie zatrzymał Cię, nie zrobił nic bys wróciła. Jest więc oczywiste, że Cię nie kocha. Co więc chcesz teraz zrobić, po co? Chcesz żebrać u niego o kolejną szansę by przekonał się, że jesteś tak słaba i uzależniona od niego, iż może krzywdzić Cię jak chce, a Ty potem i tak wrócisz na kolanach?Myślisz, że to cokolwiek zmieni? Tylko tyle, że zamiast szacunku do siebie będziesz czuła wstręt. Facet nie szanuje tego, co przychodzi mu z łatwością. On Cię nie chce i dobrze bo tylko przy nim cierpiałaś. Pogódź się z tym i zamiast tracić energię na tęsknotę wyciągnij wnioski z jego i swojego postępowania, zajmij sie sobą i nie popełniaj tych samych błędów.Życie ma to do siebie, że boleśnie doświadcza nas dotąd aż czegoś nie zrozumiemy i nie zmienimy postępowania. Prosząc go o powrót będziesz się prosić o kolejne cierpienie.
Ręczę Ci za to, że nawet jeśli Ty też jesteś w jakimś stopniu winna, że Wam nie wyszło, a on by Cię nadal kochał pierwszy wyciągnąłby do Ciebie rękę, zaproponowałby co należy zmienić w Was obojgu żeby było lepiej. Nic takiego nie nastąpiło. Zrozum, że to definitywny koniec.
Jak spotkasz wlasciwego faceta z naciskiem na wlasciwego to zaczniesz myslec o dzieciach o rodzinie, dobry byl ten twoj facet jeszcze chcial ci dziecko zrobic ty bylabys uwiazana a on by latal.To ze sie do ciebie nie odezwal to tylko potwierdza ze mu nie zalezalo, dlatego nie mozesz miec poczucia winy. co to za zwiazek w ktorym tylko jedna osoba tworzy dom a druga wraca jak do hotelu. Jak poklucilam sie z chlopakiem i wyszedl i nie wrocil na noc , nastepnego dnia wyslalam mu smsa ze sie wyprowadzam byl po 20 minutach wsiadl za kierownice kompletnie pijany ( nie pochwalam tego) ale byl migusiem zeby nasz zwiazek ratowac i wiecej nie mial takich pomyslow jak narazie ( oby nie zapeszyc) a swiety to on tez nie jest ale nie pozwolil mi odejsc. Przemysl to, wiem ze jest ci ciezko ale jak zrobisz pierwszy krok to do konca zycia bedzie robil to co mu sie podoba bo bedzie wiedzial ze i tak mu wybaczysz, a ty bedziesz meczyc sie w tym zwiazku. Moze meska duma mu nie pozwala odezwac sie do ciebie , ale jak mu zalezy to zmieknie, a jak nie to zapomnij jak najszybciej o nim znajdz sobie innego. Powiedz mi jak duzo czasu minelo od waszego rozstania.
Droga Patio! Od naszego rozstania mija właśnie 2 miesiąc. Nie mieliśmy od momentu rozstania żadnego kontaktu. Myślę, że aktualnie mój eks przebywa zagranicą. Co do pierwszego kroku, to masz świętą rację. Ostatnim razem to ja wyciągałam pierwsza rękę do zgody, (bo zawsze czułam się winna) i faktycznie jego pewnośc i wysoka samoocena diametralnie wzrosła. Czy możliwe jest że po 11 latach związku już o mnie zapomniał?
agol
Oczywiście, możesz się teraz obwiniać i analizować cały związek pod kątem idealizowania byłego. Tylko, że to nie jest racjonalne myślenie bo spowodowane tęsknotą, która jest normalna na tym etapie. To wszystko nie zmienia faktu, że facetowi Twoje odejście nie dało w żaden sposób do myślenia. Nie zatrzymał Cię, nie zrobił nic bys wróciła. Jest więc oczywiste, że Cię nie kocha. Co więc chcesz teraz zrobić, po co? Chcesz żebrać u niego o kolejną szansę by przekonał się, że jesteś tak słaba i uzależniona od niego, iż może krzywdzić Cię jak chce, a Ty potem i tak wrócisz na kolanach?Myślisz, że to cokolwiek zmieni? Tylko tyle, że zamiast szacunku do siebie będziesz czuła wstręt. Facet nie szanuje tego, co przychodzi mu z łatwością. On Cię nie chce i dobrze bo tylko przy nim cierpiałaś. Pogódź się z tym i zamiast tracić energię na tęsknotę wyciągnij wnioski z jego i swojego postępowania, zajmij sie sobą i nie popełniaj tych samych błędów.Życie ma to do siebie, że boleśnie doświadcza nas dotąd aż czegoś nie zrozumiemy i nie zmienimy postępowania. Prosząc go o powrót będziesz się prosić o kolejne cierpienie.
Ręczę Ci za to, że nawet jeśli Ty też jesteś w jakimś stopniu winna, że Wam nie wyszło, a on by Cię nadal kochał pierwszy wyciągnąłby do Ciebie rękę, zaproponowałby co należy zmienić w Was obojgu żeby było lepiej. Nic takiego nie nastąpiło. Zrozum, że to definitywny koniec.
Kjersti jestem pod wrażeniem twojej mądrości. Powtarzam sobie podobne słowa codziennie, jednak mój "sprany"mózg nie przyjmuje ich do wiadomości. Bardzo mnie boli, że po tylu latach tak łatwo odpuścił. Że jednak nic dla niego nie znaczyłam! Mi bardzo trudno jest zapomniec, bo tak naprawdę to nie znam innego życia, czyli życia bez niego. Niestety 11 lat to nie 11 miesięcy. Ten czas sprawił, że wszystko co mnie otacza, kojarzy się tylko z nim. A najgorsze jest to, że nawet jeżeli z kimś wychodzę do pabu, restauracji to myślę tylko o nim i o zaistniałej sytuacji. Może byłoby mi łatwiej gdyby przy rozstaniu twardo i do końca utrzymawał, że mnie nie kocha, że to tylko przyzwyczajenie, a nie odwracał kota ogonem twierdząc "nie no uczucie jeszcze jest", "kto będzie cię kochał bardziej niż ja?" itp. Czasami mam wrażenie, (w przebłyskach racjonalnego myślenia), że on to robił z premedytacją, że sprawiało mu to przyjemnośc.
Nie sadzę żeby mógl tak poprostu zapomnieć, ale nie wiem czy ten facet wogole powinien byc z kimkolwiek. Nie wiem jak napoczatku sie zachowywal, ale tak jak ci napislam mysle ze koles poprosu potrzebowal takiej matczynej opieki i tyle. Bylo mu wygodnie w tym zwiazku pralas gotowalas i tak naprawde nic nie wymagals. Nawet w domu rodzinnym obowiazywaly by go jakie zasady, a przy tobie robil dokladnie to na co mial ochote a ty z jakiegos powodu znosilas to. Wiedzial ze moze robic co mu sie podoba bo ty i tak zawsze bedziesz przy nim i wszystko zniesiesz. A co do tego ze jest za granica, to nie ma znaczenia gdyby chcial zadzwonic to by zadzwonil, ja nie mieszkam w Polsce ale kilka razy w tygodniu dzwonie do rodziny i znajomych. Prawdopodobnie nie odezwal sie do ciebie bo liczy ze ty pierwsza wyciagniesz reke do zgody jak zawsze alebo meska suma mu nie pozwala. Ale ty nic nie mozesz zrobic poprostu przetszymaj to, musisz sobie odpuscic jesli on sie nie zmieni a to moze nastapic tylko jesli zrozumie ze naprawde cie starcil i zacznie probowac cie odzyskac pod warunkiem ze za szybko mu nie wybaczysz, albo zawsze bedzie takim dupkiem. A jesli tak to nie jest warty twojej tesknoty i smutku.
Nie sadzę żeby mógl tak poprostu zapomnieć, ale nie wiem czy ten facet wogole powinien byc z kimkolwiek. Nie wiem jak napoczatku sie zachowywal, ale tak jak ci napislam mysle ze koles poprosu potrzebowal takiej matczynej opieki i tyle. Bylo mu wygodnie w tym zwiazku pralas gotowalas i tak naprawde nic nie wymagals. Nawet w domu rodzinnym obowiazywaly by go jakie zasady, a przy tobie robil dokladnie to na co mial ochote a ty z jakiegos powodu znosilas to. Wiedzial ze moze robic co mu sie podoba bo ty i tak zawsze bedziesz przy nim i wszystko zniesiesz. A co do tego ze jest za granica, to nie ma znaczenia gdyby chcial zadzwonic to by zadzwonil, ja nie mieszkam w Polsce ale kilka razy w tygodniu dzwonie do rodziny i znajomych. Prawdopodobnie nie odezwal sie do ciebie bo liczy ze ty pierwsza wyciagniesz reke do zgody jak zawsze alebo meska suma mu nie pozwala. Ale ty nic nie mozesz zrobic poprostu przetszymaj to, musisz sobie odpuscic jesli on sie nie zmieni a to moze nastapic tylko jesli zrozumie ze naprawde cie starcil i zacznie probowac cie odzyskac pod warunkiem ze za szybko mu nie wybaczysz, albo zawsze bedzie takim dupkiem. A jesli tak to nie jest warty twojej tesknoty i smutku.
Dziękuje za wsparcie! Jednak muszę sprostowac, ze jezeli chodzi o dom to jestem beznadziejną gospodynią, tak więc pod tym względem nie miał ze mną dobrze. Moje życie przede wszystkim obracało i obraca się wokół pracy. Początkowo starałam się cos robic, ale później ogarnęła mnie niechęc! Przede wszystkim korzystalismy ze stołówek bądź gotowych dań. To raczej jemu dużą przyjemnośc sprawiało przygotowywanie posiłków np. kolacji. Problem tkwił w tym, że ja wiecznie czułam się samotna i jakos taka bardzo nie chciana. Wystarczyło, że zadzwonił jego kolega a on w ciagu 5 minut do niego jechał, moja osoba nie miała tu zadnego znaczenia, nie padło pytanie: "czy mamy cos zaplanowane?", "Czy nie bedzie Ci przeszkadzało jak wyjde" itp. On poprostu musiał jechac i już! Mógł spóźniac się lub przeciagac spotkania 0 2-3 godziny i nie widział w tym zadnego problemu. Kiedys powiedział mi, ze gdybym z nim nie zamieszkała, to byśmy sie nie widywali bo dzień dla niego jest za krótki i nie miałby czasu!
Myślę, że moim największym błędem było przystawanie na wszystkie jego pomysły! Gdy oponowałam to zawsze słyszałam, ze on musi zarabiac, trenowac itp. Więc wychodziłam z załozenia, że przecież nie wolno zabraniac nikomu samorealizacji i ulegałam. Z tym, ze gdy dostawał 1 palec to sięgał po całą rękę. Aż w końcu wogóle przestał się liczyc z moim zdaniem, twierdząc, ze mam za wysokie ego, jestem nudna i upierdliwa. Na koniec powiedział mi, ze jestem przewidywalna, że wie co będzie ze mną za dzień, miesiac, rok i 10 lat.
Kurcze gdyby chcial z toba spedzac czas jesli ty nie jestes mistrzem kuchni mogliscie to robic razem albo nie wiem inaczej podzielic obowiazki ty sprzatasz a on gotuje, ale tekst " powiedział mi, ze gdybym z nim nie zamieszkała, to byśmy sie nie widywali bo dzień dla niego jest za krótki i nie miałby czasu" swiadczy tylko o tym ze bylas tylko dodatkiem do jego zycia, a powinnas byc najwazniejsza, powinnas byc najpierw ty a potem reszta swiata a nie odwrotnie i wcale sie nie dziwie ze czulas sie samotna, powiedzial ze jestes przewidywalna, no to teraz dostal to czego chcial podejrzewam ze twoje odejscie i brak wiadomosci od ciebie klompletenie go zaskoczyly. Sama powiedz czy chcialabys spedzic zycie z czlowiekiem ktory liczy na twoje towzrzystwo tylko wtedy jak nie ma nic ciekawszego do roboty.A gdybyscie mieli dzieci to co musialby sie zapisywac w kalendarzu na piec minut rozmowy z ojcem. Przestan o nim myslec albo teraz on cos zrozumie albo nigdy nie znajdzie partnerki na cale zycie za to ty nie powinnas miec problemow z ulozeniem sobie zycia przy calej twojej tolerancji i cierpliwosci.
Tak naprawde on nie potrzebowal twojej bliskosci, twojego towarzystwa tylko swiadomosci ze jestes ze ma kogos kto na niego czeka i kogos kto go kocha go bezwzgledu na wszystko, ale chyba zapomnial ze milosc to starania obu osob, ze zaniedbywana umiera. Nie wiem prawdopodobie wystarcza mu rybki w akwarium bo nie wymagaja zbyt wiele uwagi i czulosci, a nadal bedzie mial swiadomosc ze ktos na niego czeka i nie wraca do pustego domu. Wiesz co jak poznasz innego faceta to dopiero wtedy zobaczysz jak dziwne bylo zachowanie twojego eks, nie wiem kto go tego nauczyl, dlaczego nigdy matka czy siostra czy nawet kumpel mu nie powiedzieli jak wiele bledow popelniał, jak bardzo musialo cie ranic to jego podejscie do zycia i waszego zwiazku.
Dziękuję Patia, nawet nie wiesz jak bardzo mi pomagasz!! Właśnie jestem w trakcie przygotowywania dla niego paczki z rzeczami które u mnie pozostały, czuję się okropnie! Nogi odmawiają mi posłuszeństwa, a oczy produkują tyle łez, że nie jestem wstanie ich wycierac! Tak w pewnym momencie ten związek zaczął przypominac koszmar, raniliśmy się nawzajem, gdy on próbował się zbliżyc, to ja odpychałam go i na odwrót. Ale ja już nie miałam siły na czułośc, wysilanie się w sypialni i inne "cuda". Bo czy można miec ochotę na seks, gdy słyszymy zdanie: "jesteś beznadziejna w łóżku", "a zreszto ostatnio traktowałem Cię tylko jak materac"?
Miałam przed oczami związki moich znajomych, gdzie mąż, narzeczony zawsze towarzyszył swojej wybrance! Miałam łzy w gardle, gdy słyszałam rozmowę tel. koleżanki z pracy z której wynikało, że jej chłopak pyta, czy nie będzie miała nic przeciwko temu, że w sobotę wybierze się z kolegami na mecz. U mnie było normą, że mój facet jeździł za ukochaną drużyną i nic mi do tego. Czasami o niczym nie wiedziałam i dopiero dzwoniąc z pracy dowiadywałam się, że właśnie jest w drodze do innego miasta. Po prostu zapomniał mi powiedziec! Gdy raz się zbuntowałam i stwierdziłam, że nie potrzebnie się wprowadzałam, bo nie ma dla mnie czasu i że może powinnam się wyprowadzic to słyszałam tylko - "rób jak chcesz". Ale wtedy jeszcze nie miałam siły na wyprowadzkę, mimo wszystko bardzo mi zależało! Kochałam go ponad wszystko! Mam nadzieje, że kiedyś to wszystko sobie uświadomi, że zda sobie sprawę, że nie chciałam dla niego źle! Zrozumie, że w tych warunkach odmowa tworzenia rodziny nie była tylko moim kaprysem i wyborem drogi kariery. I pomyślec, że teraz napewno zwala na mnie winę rozpadu związku. Bo przecież mnie nie wyganiał, sama się
"spakowała i sobie poszła - czyli jej nie zależało" Dziękuję, że mogłam to wszystko napisac, jest mi teraz trochę lżej!
50 2009-06-30 18:29:15 Ostatnio edytowany przez noelle87 (2009-07-01 20:18:06)
Sama widzisz ze to nie mialo szansy przetrwac no chyba ze masochistka jestes, zapomnij o nim a zobaczysz jak szybko ulozysz sobie zycie na nowo z kims kto na ciebie zasluguje naprawde. Masz racje pozbadz sie wszystkich jego rzeczy i zacznij wszystko od nowa.
Ciesze sie ze moge choc troche ci pomoc.
Ciesze sie ze moge choc troche ci pomoc.
Nawet nie wiesz jak mocno mi pomagasz! Dziękuję Ci bardzo!!
52 2009-07-01 01:44:23 Ostatnio edytowany przez noelle87 (2009-07-01 20:17:01)
Wiesz co a sproboj moze spojerzec na to inaczej ze koniec zwiazku to poczatek twojego nowego, lepszego zycia,jak tylko sie otrzasniesz (a zmierzasz ku temu, spakowanie jego rzeczy to byl duzy krok do wyzrucenia go z twojego zycia) i bedziesz gotowa na nowy zwiazek napewno poznasz faceta ktory bedzie sie liczyl z twoim zdaniem, bedzie spedzal z toba czas i bedziesz dla niego najwazniejsza osoba na swiecie. Uwierz mi ze tacy faceci naprawde istnieja .
Nie dziekuj ze ci odpisuje, sama nieraz bylam nieszczesliwa przez faceta,teraz jestem z kims wartym moich uczuc ale i tak nieraz mam ochote go udusic, ale za takie traktowanie jak opisalas to nie wiem co bym zrobila z nim zanim bym go wykopala z mojego zycia.
Patio, w prawym dolnym rogu każdego napisanego przez Ciebie posta znajduje się opcja "edytuj". służy ona temu by można było edytować swój tekst bądź dodać do niego coś nowego, zamiast dodawania nowego posta zaraz za nim, tak, że mamy potem kilka postów od jednego autora napisanych jeden pod drugim. Pomóż redakcji w utrzymaniu porządku na forum i staraj się używać opcji jakie ono udostępnia. Z pozdrowieniami, Noelle87
Myślę, że jest mi tak ciężko bo nie byłam z nikim innym, wszystkie najlepsze lata poświeciłam właśnie jemu. Wszystko kojarzy się tylko z nim. Często się zastanawiałam i zastanawiam, czy ja poprostu nie wyolbrzymiałam swoich problemów, może w każdym związku są takie same sytuacje? Może byłam za słaba by walczyc? Najgorsze jest to ze w jednym dniu był najwspanialszym człowiekiem na świecie, a w drugim potrafił o 100 stopni zmienic swoje nastawienie i zachowanie. Następowało typowe "pranie mózgu". Z całą pewnością (zawsze będę to powtarzała) ja również nie jestem bez winy, jednak zachowanie mojego byłego uniemozliwiało mi podejmowanie jakichkolwiek słusznych decyzji. Ja przez ostatnie miesiące byłam jak w letargu, moja koleżanka (notabene psycholog) stwierdziła, ze miałam typowe objawy depresji. Żal mi, że tak skończyła się znaczna częśc mojego życia. Przykro mi również z tego powodu, że tak mało dla niego znaczyłam!
agol nasza sytuacja jest bardzo podobna. ja z moim bylym tez spedzilam najlepsze lata mojego zycia. Uwazam ze zrobilam zle bo nie walczylam o ten zwiazek, nie zrobilam nic by ratowac nasza milosc a czasem trzeba. Myslalam ze milosc sie skonczyla, teraz wiem ze sie mylilam ale na wszystko jest juz za pozno. Tak bardzo zaluje, serce rozrywa mi zal i tesnota. Zyje w poczuciu winy. On jest moja miloscia, ja juz niego niestety nie, chociaz w glebi serca ciagle mam mala nadzieje ze on sie opamieta i wroci, ze zrozumie ze mnie kocha i powinnismy byc razem a ten zwiazek ktory teraz ma to tylko chwilowe zauroczenie. Moim jedynyn i najwiekszym marzeniem zycia jest to by wrocil. Zycie bez niego nie ma dla mnie sensu. Chcialabym zeby byl moim mezem. Mam juz 25 lat i stara dupa jestem. Czas na meza i dziecko a ja to wszystko zaprzepascilam. Moze gdybym byla mlodsza latwiej by mi bylo sie otrzasnac i zapomniec o nim ale w tym wypadku uwazam ze to czlowiek z ktorym powinnam spedzic reszte zycia. Mam wrazenie ze nie znajde juz zadnego ktory bedzie chcial spedzic ze mna reszte zycia i z ktorym bede szczsliwa.
Droga Ago! Widzisz ja walczyłam, prosiłam o szczerą rozmowę, niestety nic nie otrzymałam. Inicjatywa rozstania wypłynęła od niego, ja nic już nie mogłam zrobic. No chyba, że pozbawiłabym się resztek godności, która mi została. Nawet te ostatnie ziarna godnosci bym poswięciła, ale upokorzenie było zbyt bolesne. Zrozumiałam, ze ja nic dla niego nie znaczę! Czasami nie da się walczyc, myslę, że też byś nic nie osiągnęła. Gdyby darzył Cię prawdziwą miłością to wasz związek by trwał do dziś! Trzeba spojrzec prawdzie w oczy i zapomniec! 25 lat to zadna starośc, jeszcze wszystko przed Tobą! Ja powtarzam sobie codziennie, ze on poprostu "umarł" i już nigdy nie wróci. Jeżeli będziesz rozpamiętywała, to on nigdy od ciebie "nie odejdzie" i naprawdę zostaniesz sama.
ja do mojego bylego pisalam sms, nie dostalam zadnej odpowiedzi. Wkoncu napisalam do niego dlugi list. Wyznalam mu co czuje, ze przepraszam, kocham, blagalam by wrocil. Napisalam ze chce z nim byc na zawsze. Odpisal mi ze nic juz nie koge zmienic, ze on jest szczesliwy i nawt jakby byl sam to by nie wrocil. Zalamalam sie totalnie. Napisal ze juz nic wiecej nie moge zrobic. Czuje sie jakby zabral ze soba moje serca i ja nie jestem zdolna pokochac nikogo innego. Bez niego tak naprawde nie zyje, to nie zycie, to myslenie o nim. nic nie ma sensu, nic nie cieszy. to agonia. Zyje tak jakbym czekala juz tylko na smierc bo to jedyny moment kiedy przestane o nim myslec.
konsekwencji zycze i powodzenia na nowej sciezce!
58 2009-07-02 11:06:30 Ostatnio edytowany przez patia (2009-07-02 11:09:39)
A ja uwazam, ze jak bylo zle to nie ma sesu tego ciagnac, jasne byl twoim jedynym chlopakiem, z nikim innym nie bylas, dlatego masz tyle watpliwosci czy postapilas slusznie, ale uwierz mi ze tak.Nikt nie zasluguje na takie traktowanie,wiem ze jest ci cieszko zyc bez niego i zyc samej po tylu latach, ale moge ci obiecac, za rany sie zagoja tylko daj sobie szanse, to tylko kwestia czasu kiedy zapomniesz o nim, zacznij wychodzic do ludzi ( nie mam na mysli pracy) odmien sie troche,to zawszse pomaga, nowa fryzura,jakis parodniowy wypad ale nie na pustkowie,teraz musisz poznawac ludzi, znalezc cos co zapelni pustke po nim. Dopada cie depresje,kup jakis deprim czy cos,zamiast chlipac rob wszystko zeby sobie pomoc. Niestety temu zwiazkowi juz nikt nie pomoze, wiec przestan o tym myslec.Wiem ze niedlugo poczujesz sie lepiej,tylko daj sobie szanse,i nie mow ze najlepsze lata poswiecilas temu chlopakowi , bo jeszcze wiele lepszych przed toba sama sie przekonasz.
Tak "temu związkowi już nic nie pomoże", to swięte słowa. Właśnie dzisiaj odkryłam, że ja tu wypłakuje oczy a mój eks loguje się na portalach szukajac niezobowiazującego związku. Aż mi się słabo zrobiło! Poprostu szok! Dopiero dwa miesiące mija a on już nowe relacje, i pomyslec, że chciał rodzinę zakładac! Brak mi słów!
mój tez chcial ze mna rodzine zakladac a teraz ma inna ktora jak sam powiedzial kocha tak jak mnie kiedys!! Te slowa mnie najbardziej zabolaly, napisalam mu ze zadnej nie bedzie kochal jak mnie i takiego zwiazku i milosci jaka byla miedzy nami juz mu sie nie powtorzy. wierzcie mi bardzo sie kochalismy i bylismy dobrze dobrani, najwyrazniej nowa "milosc" zaslepila mu oczy. Ciagle czekam i mam nadzieje ze sie ocknie...
Aga! Moim zdaniem powinnaś skorzystac z porady psychologa! Może on poprzez terapię pozwoli Ci dojśc do siebie i zaangażowac się w inny związek. Dalsze rozpamiętywanie byłego i wmawianie sobie, że jest on jedynym nie ma sensu!!
wiesz Aga, tak piszesz że życie nie ma sensu bez niego, że to ten jedyny bla bla bla- a to nie on jest zaślepiony nowym zwiazkiem tylko Ty jesteś zaślepiona nim! i to jest chora miłość! on z Tobą nie będzie-Waszego związku już nie ma- jesteś Ty, jest on ale nie ma Was! masz depresję-ktoś musi Ci pomóc bo sama sobie nie poradzisz a co gorsza odnoszę wrażenie że możesz zatruć życie nie tylko sobie ale i swojemu ukochanemu..
ludzie rozstają się, wiążą-taka kolej rzeczy,a zamiast myśleć że to ten jedyny dla Ciebie zrozum że Ty dla niego nie jesteś tą jedyną. a im prędzej to zrozumiesz to tym lepiej dla Ciebie. smutne ale prawdziwe.
moim problemem jest chyba to ze ja nie potrafie sobie wyobrazic przyszlosci z nikim innym. Boje sie ze nikt mnie juz nie pokocha tak jak on kiedys. Dziekuje dziewczyny za wszystkie porady. Dzieki wam moje myslenie powoli sie zmienia. Musze bardziej skupic sie na sobie i swoim zyciu niz na mysleniu o nim. Sa dni kiedy malo o nim mysle ale sa tez takie w ktorych ogarnia mnie rozpacz. Przedemna jeszcze dluga droga do tego by calkowicie o nim zapomniec, by na jego widok lzy nie plynely do oczu, lub gdy ktos wymawia jego imie nie ogarnial mnie smutek i zal.
aga dam ci dobrą rade ja kiedyś nie wyobrażałam sobie życia bez mojego ukochanego i po roztaniu zeszłam się z nim potem było dziecko i ślub a teraz zostałam sama on odszedł zostawiając bagaż z którym bardzo cięzko się uporac. Jesteś młoda nie masz zobowiązań , dzieci, wspólnego dorobku życie stoi przed tobą otworem dziś wiem że wiele bym dała by miec właśnie taką swobode i spokojnie bez targania się rozstac. Spotkasz na swojej drodze wielu cudownych facetów tylko musisz to dostrzec, wiadomo ze teraz świat ci się zawalił ale czy wolała byś rozstac się z nim tak jak ja po12 latach.
Moje Drogie! Nie wiem czy to tylko chwilowy wzlot, ale czuję że upływ czasu i zerowy kontakt z moim eks zaczyna czynic cuda! Od paru dni przesypiam całą noc, a myślenie o moim byłym nie sprawia mi już ogromnego bólu. Jego twarz powoli przysłania mgła. Wprawdzie myślę o tym co było, ale bez wielkiej rozpaczy. Czasami jeszcze coś ukłuje w sercu, jednak nie jest to już przeszywający ból, wywołujący odrętwienie i łzy. Uświadomiłam sobie, że to była chora miłośc, w której doznałam syndromu Marylin Monroe. Tak bardzo chciałam , żeby mnie kochał, że zaprzedałam swoją godnośc. Wasze słowa zaczęły powoli we mnie kiełkowac. Zrozumiałam, że lepiej stracic 11 lat niż całe życie. Ten związek niszczył nas oboje. On nie był złym człowiekiem, ale pogubił się tak jak ja. Ponadto pogodziłam się z myślą, że mogę byc sama. Nie życzę źle mojemu byłemu, niech znajdzie szczęście, którego pragnie. Dla siebie proszę jedynie o spokój i żeby uczucie zapomnienia postępowało. Jeżeli chodzi o mężczyzn, to nie szukam nikogo! Teraz jest czas aby odzyskac wewnętrzną harmonię. Dziękuję wszystkim za wsparcie! W chwili zwątpienia, proszę o mądre rady!