netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Nie rozumiem jej... Całkowita sprzeczność.

33 odpowiedzi4 676 wyświetleńzałożony przez raptorrr, 02.04.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Nie rozumiem jej... Całkowita sprzeczność.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 34 ]

1

Temat: Nie rozumiem jej... Całkowita sprzeczność.

Pomyślałem, że też mogę założyć swój wątek. Może ktoś coś mądrego powie. Przekleję kilka moich wypowiedzi z innego tematu, to wystarczy do nakreślenia sytuacji.

Dopiero teraz, po kilku miesiącach dowiedziałem się prawdy o wszystkim... O tym, że moja historia jest równie banalna, co miliard innych. Ponad 3 lata związku, brak "motylków" po tym czasie, kilka imprez, szalone życie, no i... Oczywiście jakiś "ktoś", kto rozbudził fascynację, w wyniku której ona stwierdziła, że się wypaliła. Że przestała mnie kochać. Jakich ja bzdur nie usłyszałem, kiedy próbowała mi wytłumaczyć, dlaczego to się stało... Oczywiście nie miała odwagi tego skończyć sama. Plątała się w zeznaniach, ale nie miała odwagi przyznać, co jest na rzeczy... Normalnie jakbym nie znał człowieka. Powiedziałem: ok, skoro jesteś ze mną nieszczęśliwa, droga wolna. Powodzenia. Powiedziałem też, że nie ma mowy o żadnej przyjaźni, bo tylko będę się męczył, że nie chcę żadnego kontaktu. I co? I czemu ona nie daje mi spokoju? Czemu nie poświęci się swojemu szalonemu imprezowaniu, być może nowej znajomości (czy są razem - nie wiem, niedawno poinformowała mnie, że jest sama, chociaż nie pytałem i nie interesuje mnie to), tylko co jakiś czas szuka kontaktu?

Myślałem, że coś zrozumiała, że przemyślała. Ale tak nie jest. Ten kontakt jest... dziwny. Najpierw, ona odzywa się potulnie, pisze, że o mnie myśli. Że tęskni za mną. Ale kiedy tylko odpowiem, podejmę dialog, to ona się wycofuje... i zachowuje się jak żmija. Jakby tylko chciała zranić, ukąsić... Jakby bawiła się moimi uczuciami. Nie wie, czego chce. Jednocześnie przy każdej rozmowie wraca i wypomina mi, co było źle, co doprowadziło do rozstania. Najśmieszniejsze jest to, że sama sobie zaprzecza. Raz podaje jakiś powód, a następnym razem mówi coś zupełnie innego. Przestałem już brać to poważnie.

Nie rozumiem jednego: skoro ze mną jej "czegoś" brakowało (ona sama nie potrafi zdefiniować, co to było), skoro otwarcie mi mówi, że "się wypaliło" i że sama nie wie, o co jej chodzi i czego chce, to po co szuka kontaktu? To nawet nie jest zwykłe "cześć, co słychać". Nie. Ona pisze, że o mnie myśli, że tęskni. Nawet wspomniała coś o spotkaniu. Pozwoliłem jej odejść, bo bardzo tego chciała, a teraz nie pozwala mi się w pełni uwolnić od siebie. Czy to tylko furteczka na przyszłość...?

2

Odp: Nie rozumiem jej... Całkowita sprzeczność.

Nie wiem jaki masz tel ale moźe masz funkcję blokuj numer.Uaktywnij ją.
Innym słowem.
Jak nie będziesz reagowal na Jej zaczepki to być moźe Jej przejdzie.A jeśli w dłuższej perspektywie czasu nadal będzie szukała kontaktu to albo Jej naprawdę zależy na Tobie albo jest delikatnie mówiąc chora.

3

Odp: Nie rozumiem jej... Całkowita sprzeczność.

Tak pomyślałem... że może mimo tego, że sam się nie odzywam, to ona wciąż widzi tę furtkę, bo zawsze odpowiadam na jej kontakt. To był błąd, wiem, ale myślałem, że z czasem ona się ogarnie. Chciałem dać jej szansę. Teraz postanowiłem już twardo - zero jakiejkolwiek reakcji. Postaram się tego trzymać z całej siły. Bo jeśli ja odpisuję... to ona wie, że jestem. Że może robić co chce, a ja i tak czekam. Nie poczuła tak naprawdę, że mnie straciła.

4

Odp: Nie rozumiem jej... Całkowita sprzeczność.

witaj w klubie ja mam tak samo i też tego nie rozumiem no morze ja mam troche inaczej , na początku było super ,potem jej usługiwałem a jak się zbutowałem to zemną zerwała , a teraz pisze mi że to był błąd z tym że ja nie chce wracać do służby

5

Odp: Nie rozumiem jej... Całkowita sprzeczność.

Mój ex robił trochę podobnie. Odzywał się, robił podchody, spotykaliśmy się, brał co chciał łącznie z moją godnością i znów uciekał. Teraz , dzięki temu forum pojęłam, że on wcale mnie nie kochał, nie zależało mu na mnie. Jest niedojrzały psychicznie, nie chce być sam, nie chce mnie i w chwilach słabości czy gdy się nudzi lub czegoś potrzebuje odnawia kontakt. Nawet za cenę mojego kompletnego rozpierdolu psychicznego.
Polecam Ci - odetnij się na 100% - nie odpowiadaj, zwłaszcza, że jak sam napisałeś zachowuje się jak żmija. Pewnie piszę w gorszy dzień, ale za chwilę gdy poczuje się lepiej - znika.

6

Odp: Nie rozumiem jej... Całkowita sprzeczność.
arkadiusz3103 napisał/a:

witaj w klubie ja mam tak samo i też tego nie rozumiem no morze ja mam troche inaczej , na początku było super ,potem jej usługiwałem a jak się zbutowałem to zemną zerwała , a teraz pisze mi że to był błąd z tym że ja nie chce wracać do służby

i super! Ja też nie wracam do bycia słabą bidulką, która daje się wykorzystywać

7

Odp: Nie rozumiem jej... Całkowita sprzeczność.
raptorrr napisał/a:

Pomyślałem, że też mogę założyć swój wątek. Może ktoś coś mądrego powie. Przekleję kilka moich wypowiedzi z innego tematu, to wystarczy do nakreślenia sytuacji.

Dopiero teraz, po kilku miesiącach dowiedziałem się prawdy o wszystkim... O tym, że moja historia jest równie banalna, co miliard innych. Ponad 3 lata związku, brak "motylków" po tym czasie, kilka imprez, szalone życie, no i... Oczywiście jakiś "ktoś", kto rozbudził fascynację, w wyniku której ona stwierdziła, że się wypaliła. Że przestała mnie kochać. Jakich ja bzdur nie usłyszałem, kiedy próbowała mi wytłumaczyć, dlaczego to się stało... Oczywiście nie miała odwagi tego skończyć sama. Plątała się w zeznaniach, ale nie miała odwagi przyznać, co jest na rzeczy... Normalnie jakbym nie znał człowieka. Powiedziałem: ok, skoro jesteś ze mną nieszczęśliwa, droga wolna. Powodzenia. Powiedziałem też, że nie ma mowy o żadnej przyjaźni, bo tylko będę się męczył, że nie chcę żadnego kontaktu. I co? I czemu ona nie daje mi spokoju? Czemu nie poświęci się swojemu szalonemu imprezowaniu, być może nowej znajomości (czy są razem - nie wiem, niedawno poinformowała mnie, że jest sama, chociaż nie pytałem i nie interesuje mnie to), tylko co jakiś czas szuka kontaktu?

Myślałem, że coś zrozumiała, że przemyślała. Ale tak nie jest. Ten kontakt jest... dziwny. Najpierw, ona odzywa się potulnie, pisze, że o mnie myśli. Że tęskni za mną. Ale kiedy tylko odpowiem, podejmę dialog, to ona się wycofuje... i zachowuje się jak żmija. Jakby tylko chciała zranić, ukąsić... Jakby bawiła się moimi uczuciami. Nie wie, czego chce. Jednocześnie przy każdej rozmowie wraca i wypomina mi, co było źle, co doprowadziło do rozstania. Najśmieszniejsze jest to, że sama sobie zaprzecza. Raz podaje jakiś powód, a następnym razem mówi coś zupełnie innego. Przestałem już brać to poważnie.

Nie rozumiem jednego: skoro ze mną jej "czegoś" brakowało (ona sama nie potrafi zdefiniować, co to było), skoro otwarcie mi mówi, że "się wypaliło" i że sama nie wie, o co jej chodzi i czego chce, to po co szuka kontaktu? To nawet nie jest zwykłe "cześć, co słychać". Nie. Ona pisze, że o mnie myśli, że tęskni. Nawet wspomniała coś o spotkaniu. Pozwoliłem jej odejść, bo bardzo tego chciała, a teraz nie pozwala mi się w pełni uwolnić od siebie. Czy to tylko furteczka na przyszłość...?

Stary, zrobiłeś najlepszy krok, jaki mogłeś w podobnej sytuacji zrobić - otworzyć drzwi i powiedzieć "good bye". To znaczy najlepszy, by kobietę odzyskać smile Nie licz, że szybko się od Ciebie odczepi. Wiesz dlaczego? Bo pokazałeś jej prawdziwie męską postawę i tym samym uruchomiłeś jej poczucie winy, nie dając przy tym możliwości zrzucenia na Ciebie odpowiedzialności za całość. Nie będzie Ci łatwo się od niej uwolnić, paradoksalnie przez Twój ruch. Nawet jak będziesz jej tłumaczyć, że to koniec, to przez pewien okres czasu będzie Cię zamęczać. Albo to przeczekaj, albo podczas rozmowy postaraj się jak najdobitniej i oschlej ( ale nie niegrzecznie ) powiedzieć jej, że to, co między Wami było - już nie istnieje. Ale najpierw uzyskaj pewność, że chcesz to zakończyć na zawsze.

8 Ostatnio edytowany przez raptorrr (2013-04-02 19:23:19)

Odp: Nie rozumiem jej... Całkowita sprzeczność.
Fevers napisał/a:

Ale najpierw uzyskaj pewność, że chcesz to zakończyć na zawsze.

Właśnie w tym jestem rozdarty. Bo... teraz to jest tak... jakby były dwie różne osoby. Ta, która była ze mną w związku i która była dziewczyną mojego życia. I ta, która pojawiła się w pewnym momencie, krótko przed rozstaniem - niestabilna emocjonalnie, niedojrzała, egoistyczna manipulantka. I teraz pytanie: która jest prawdziwa? Czy ona mogła naprawdę aż tak skrajnie się pogubić sama ze sobą, że prezentuje teraz takie żałosne, sprzeczne same ze sobą zachowanie?

No i... przecież ona nie chce do mnie wrócić. Pisze, że myśli i tęskni, szuka kontaktu... ale jednocześnie nie chce wracać. To jest chore.

9

Odp: Nie rozumiem jej... Całkowita sprzeczność.
raptorrr napisał/a:
Fevers napisał/a:

Ale najpierw uzyskaj pewność, że chcesz to zakończyć na zawsze.

Właśnie w tym jestem rozdarty. Bo... teraz to jest tak... jakby były dwie różne osoby. Ta, która była ze mną w związku i która była dziewczyną mojego życia. I ta, która pojawiła się w pewnym momencie, krótko przed rozstaniem - niestabilna emocjonalnie, niedojrzała, egoistyczna manipulantka. I teraz pytanie: która jest prawdziwa? Czy ona mogła naprawdę aż tak skrajnie się pogubić sama ze sobą, że prezentuje teraz takie żałosne, sprzeczne same ze sobą zachowanie?

Twojej partnerki z przeszłości już nie ma. Pogódź się z tym. To, co masz w głowie, jej wizerunek  z czasów "przed" to martwy wizerunek. To jest ktoś zupełnie inny. Trzeba by było ją poznać na nowo, aby ocenić.

10

Odp: Nie rozumiem jej... Całkowita sprzeczność.

Tylko po co ona szuka kontaktu, i to w taki sposób, skoro nie chce do mnie wrócić?

11

Odp: Nie rozumiem jej... Całkowita sprzeczność.
raptorrr napisał/a:

Tylko po co ona szuka kontaktu, i to w taki sposób, skoro nie chce do mnie wrócić?

W tym sęk, że prawdopodobnie chce wrócić.

12

Odp: Nie rozumiem jej... Całkowita sprzeczność.

A po czym to wnioskujesz? I w takim razie, kiedy otwieram się na propozycję rozmowy z jej strony, to ona wszystkiemu zaprzecza i wycofuje się? To nielogiczne... Takim zachowaniem tylko sprawia, że tracę do niej szacunek i coraz bardziej skłaniam się ku temu, by już nigdy nie dać jej tej szansy...

13

Odp: Nie rozumiem jej... Całkowita sprzeczność.
raptorrr napisał/a:

A po czym to wnioskujesz? I w takim razie, kiedy otwieram się na propozycję rozmowy z jej strony, to ona wszystkiemu zaprzecza i wycofuje się? To nielogiczne... Takim zachowaniem tylko sprawia, że tracę do niej szacunek i coraz bardziej skłaniam się ku temu, by już nigdy nie dać jej tej szansy...

Ona się boi. Zrozum, że patrząc na Ciebie widzi siebie i cały syf, który zrobiła. Nie sądzisz chyba, że nie będzie dla niej problemu spojrzeć Ci w twarz? Każdy człowiek ma sumienie, tylko potrzeba róznych czynników, by się uruchomiło.

14

Odp: Nie rozumiem jej... Całkowita sprzeczność.

raptorr napisales wiele wskazowek sam dla siebie we wlasnych wypowiedziach. Z wlasnego doswiadczenia widze, ze masz doczynienia z taka sama osobistoscia jak moja jz, tzn., niedojrzala narcystyczna egoistka.
Z tego co piszesz, to z mojego punktu widzenia wytwarza sie u niej syndrom malpki skaczacej z liany na drzewa. Z jednej strony jestes Ty a z drugiej juz odsuniety pan x. Nie ma u niego punktu zaczepienia to "wraca" jak bumerang do Ciebie.

Ciekaw jestem u niej jeszcze jednego aspektu, co tez wynika z moich zwazkowych doswiadczen. Powiedz, jak wyglada jej relacja z matka/z rodzina, bo cos mi to wyglada, ze "dzieki" Tobie, probuje rzucic sie z pomostu rodzinnego na gleboka, zwiazkowa wode. Tylko zamiast skoczyc w przod to robi skok w tyl i szuka w Tobie poprzez zaczepki asekuracji do tego pseudoskoku z pomostu w doroslosc.

15

Odp: Nie rozumiem jej... Całkowita sprzeczność.

To wychodziłoby na to, że ona nie może poradzić sobie z własnym sumieniem i stosuje agresję jako mechanizm obronny? Jest słaba psychicznie... Ale jak rozmawiałem z nią ostatnio, zachowywała się niczym jadowita żmija, śmiała mi się w twarz... Podczas tej rozmowy, patrząc na nią, po raz pierwszy przeszło mi przez myśl, że ona ma jakiś problem z głową. To nie była skruszona postawa kogoś, kto zrozumiał popełnione błędy i chciałby je naprawić. Śmiała się, była ironiczna i cyniczna...

16

Odp: Nie rozumiem jej... Całkowita sprzeczność.

A może rozwiązanie jest proste. Pytasz czemu szuka kontaktu a później się wycofuje. Odpowiedz jest prosta, jest niedojrzała ? Chciała odejść i zadać Ci ból, nie udało się , pomacghałeś jej to teraz Cię nakręca i chowa się.
Po co to rozgrzebywać ? Po co analizujesz?
Nie chce z Tobą być jak sam piszesz, Ty jej powiedziałeś ładnie good bye i skorzystała z tego więc sprawa jest zamknieta. Nie wracaj do tego , nie reaguj.
Jak pisał fevers tej kobiety z przed już nie ma , teraz jest taka i widzisz do czego jest zdolna. Do czego chcesz wrócić do manipulowania ?

17

Odp: Nie rozumiem jej... Całkowita sprzeczność.
raptorrr napisał/a:

To wychodziłoby na to, że ona nie może poradzić sobie z własnym sumieniem i stosuje agresję jako mechanizm obronny? Jest słaba psychicznie... Ale jak rozmawiałem z nią ostatnio, zachowywała się niczym jadowita żmija, śmiała mi się w twarz... Podczas tej rozmowy, patrząc na nią, po raz pierwszy przeszło mi przez myśl, że ona ma jakiś problem z głową. To nie była skruszona postawa kogoś, kto zrozumiał popełnione błędy i chciałby je naprawić. Śmiała się, była ironiczna i cyniczna...

A wiesz o tym zapewne, ze najlepsza metoda obrony wlasnej glupoty w takich poczynaniach jakie wlasnie teraz odstawia Twoja Luba.
Poszukaj sobie ksiazki Jay Cartera pt "wredni ludzie" i przeczytaj. Otworza Ci sie oczy na wiele aspektow, ktore interpretujesz zupelnie odwrotnie.

18

Odp: Nie rozumiem jej... Całkowita sprzeczność.
bags napisał/a:

raptorr napisales wiele wskazowek sam dla siebie we wlasnych wypowiedziach. Z wlasnego doswiadczenia widze, ze masz doczynienia z taka sama osobistoscia jak moja jz, tzn., niedojrzala narcystyczna egoistka.
Z tego co piszesz, to z mojego punktu widzenia wytwarza sie u niej syndrom malpki skaczacej z liany na drzewa. Z jednej strony jestes Ty a z drugiej juz odsuniety pan x. Nie ma u niego punktu zaczepienia to "wraca" jak bumerang do Ciebie.

Ciekaw jestem u niej jeszcze jednego aspektu, co tez wynika z moich zwazkowych doswiadczen. Powiedz, jak wyglada jej relacja z matka/z rodzina, bo cos mi to wyglada, ze "dzieki" Tobie, probuje rzucic sie z pomostu rodzinnego na gleboka, zwiazkowa wode. Tylko zamiast skoczyc w przod to robi skok w tyl i szuka w Tobie poprzez zaczepki asekuracji do tego pseudoskoku z pomostu w doroslosc.

Jej relacje z rodziną są dobre. Wszyscy odbierają ją jako dojrzałą osobę, tak jak i ja ją widziałem w trakcie związku. Jednakże od jakiegoś czasu zachowuje się, jakby doświadczyła emocjonalnego regresu i chyba tylko ja to zauważyłem, z racji tego, że przechodziliśmy rozstanie - resztę otoczenia zmanipulowała i nie wiem, czy zdają sobie sprawę, co ona teraz prezentuje sobą. Ja to odbieram trochę tak, jakby nasza relacja ją zmęczyła, bo była dla niej zbyt dojrzała. Jakby gdzieś ominął ją ten "głupi" etap i chciała to teraz nadrabiać. W końcu mamy dopiero 22 lata oboje. Ja niestety jestem zbyt dojrzały emocjonalnie jak na swój wiek - widziałem w tej relacji przede wszystkim trwałe wartości, takie jak stabilizacja, poczucie wzajemnego wsparcia. Ona najwyraźniej wyobraża sobie miłość jako wieczne motyle w brzuchu. Nie jestem nudziarzem, lubiłem z nią chodzić na imprezy i szaleć, robiliśmy wspólnie wiele rzeczy, mieliśmy wspólne zainteresowania i pasje, nie nudziliśmy się. Dlatego nie rozumiem jej... Gdyby coś jej nie pasowało w naszej relacji, to skwasiłoby się to dużo wcześniej, a nie po 3 latach i to tak, że ona po kilku imprezkach nagle zaczyna mi wygarniać, jak to do siebie nie pasujemy i w ogóle...

19

Odp: Nie rozumiem jej... Całkowita sprzeczność.
raptorrr napisał/a:

Właśnie w tym jestem rozdarty. Bo... teraz to jest tak... jakby były dwie różne osoby. Ta, która była ze mną w związku i która była dziewczyną mojego życia. I ta, która pojawiła się w pewnym momencie, krótko przed rozstaniem - niestabilna emocjonalnie, niedojrzała, egoistyczna manipulantka. I teraz pytanie: która jest prawdziwa? Czy ona mogła naprawdę aż tak skrajnie się pogubić sama ze sobą, że prezentuje teraz takie żałosne, sprzeczne same ze sobą zachowanie?

No i... przecież ona nie chce do mnie wrócić. Pisze, że myśli i tęskni, szuka kontaktu... ale jednocześnie nie chce wracać. To jest chore.

Tak jak napisał wyżej Fevers. Tej pierwszej osoby, którą kochasz już nie ma (i prawdopodobnie nie będzie) - to konglomerat wspomnień i dobrych
chwil jakie ze sobą spędziliście. Ta druga? To prawdziwa ona. Może taka zawsze była, tylko wtedy kiedy myślałeś, że Cię kocha, on była dla Ciebie
po prostu dobra. Utrzymuje z Tobą kontakt, sprawdzając jednocześnie twoje uczucia, bo chce abyś był "odwodem taktycznym Naczelnego Wodza".
Kiedy coś się nie powiedzie z "motylami" to wróci do Ciebie, a jak pojawią się kolejne "motyle" to znowu odejdzie.

20 Ostatnio edytowany przez onaona (2013-04-03 12:41:59)

Odp: Nie rozumiem jej... Całkowita sprzeczność.
raptorrr napisał/a:

Pomyślałem, że też mogę założyć swój wątek. Może ktoś coś mądrego powie. Przekleję kilka moich wypowiedzi z innego tematu, to wystarczy do nakreślenia sytuacji.

Dopiero teraz, po kilku miesiącach dowiedziałem się prawdy o wszystkim... O tym, że moja historia jest równie banalna, co miliard innych. Ponad 3 lata związku, brak "motylków" po tym czasie, kilka imprez, szalone życie, no i... Oczywiście jakiś "ktoś", kto rozbudził fascynację, w wyniku której ona stwierdziła, że się wypaliła. Że przestała mnie kochać. Jakich ja bzdur nie usłyszałem, kiedy próbowała mi wytłumaczyć, dlaczego to się stało... Oczywiście nie miała odwagi tego skończyć sama. Plątała się w zeznaniach, ale nie miała odwagi przyznać, co jest na rzeczy... Normalnie jakbym nie znał człowieka. Powiedziałem: ok, skoro jesteś ze mną nieszczęśliwa, droga wolna. Powodzenia. Powiedziałem też, że nie ma mowy o żadnej przyjaźni, bo tylko będę się męczył, że nie chcę żadnego kontaktu. I co? I czemu ona nie daje mi spokoju? Czemu nie poświęci się swojemu szalonemu imprezowaniu, być może nowej znajomości (czy są razem - nie wiem, niedawno poinformowała mnie, że jest sama, chociaż nie pytałem i nie interesuje mnie to), tylko co jakiś czas szuka kontaktu?

Myślałem, że coś zrozumiała, że przemyślała. Ale tak nie jest. Ten kontakt jest... dziwny. Najpierw, ona odzywa się potulnie, pisze, że o mnie myśli. Że tęskni za mną. Ale kiedy tylko odpowiem, podejmę dialog, to ona się wycofuje... i zachowuje się jak żmija. Jakby tylko chciała zranić, ukąsić... Jakby bawiła się moimi uczuciami. Nie wie, czego chce. Jednocześnie przy każdej rozmowie wraca i wypomina mi, co było źle, co doprowadziło do rozstania. Najśmieszniejsze jest to, że sama sobie zaprzecza. Raz podaje jakiś powód, a następnym razem mówi coś zupełnie innego. Przestałem już brać to poważnie.

Nie rozumiem jednego: skoro ze mną jej "czegoś" brakowało (ona sama nie potrafi zdefiniować, co to było), skoro otwarcie mi mówi, że "się wypaliło" i że sama nie wie, o co jej chodzi i czego chce, to po co szuka kontaktu? To nawet nie jest zwykłe "cześć, co słychać". Nie. Ona pisze, że o mnie myśli, że tęskni. Nawet wspomniała coś o spotkaniu. Pozwoliłem jej odejść, bo bardzo tego chciała, a teraz nie pozwala mi się w pełni uwolnić od siebie. Czy to tylko furteczka na przyszłość...?

Jakie konkretne powody podaje?
Wiesz, generalnie czytając to zakładam, że byłeś kochającym i odpowiedzialnym facetem smile

Bo na tym forum aż roi się od skrzywdzonych kobiet, absolutnie nie mam zamiaru szukać winy w tobie. tylko sprawdzam jak było rzeczywiście.
Jak wam się ogólnie układało? Czy to był dobry związek? Oczywiście kłótnie są wszędzie, mam na myśli czy dbaliście o siebie, rozmawialiście, czy była przewaga dobrych czy złych chwil?
Jeszcze mi przeszło przez myśl, że być może ona boi się bliskości, ale z drugiej strony nie pasuje mi do tego ten ironiczny śmiech.

Nie potępię od razu tej dziewczyny, bo być może ona tylko zbłądziła, zachłysnęła się tymi imprezami i głupotą. Każdy błądzi, a moze ona faktycznie ju z wcześniej taka była, a ty tego nie widziałeś?

21

Odp: Nie rozumiem jej... Całkowita sprzeczność.

Nigdy wcześniej się tak nie zachowywała. Nigdy nie mówiła, że coś jej nie pasuje, że z czymś źle. Wręcz przeciwnie, snuła ze mną plany na przyszłość. Zresztą, gdyby jej było źle, to podejrzewam, że odczułbym to w jej zachowaniu. Że by się odsuwała ode mnie. Poza tym, jak już wcześniej pisałem, dobrze się czuliśmy ze sobą, było o czym porozmawiać, wspólne zainteresowania, pasje, czułość, namiętność.

A powody? Kosmiczne, w stylu właśnie "czegoś mi brakowało". "Zabrakło mi emocji". "Chyba się nie dobraliśmy". Co najlepsze, raz podaje jakiś powód, a potem sama sobie przeczy i mówi, że tak naprawdę to żaden problem. Widać, że się miota. Sam z niej wyciągnąłem, że pojawił się gdzieś ktoś trzeci. Nie miała odwagi przyznać, że kogoś poznała.

To był związek trudny ze względu na jeden czynnik - odległość, która zmuszała nas do częstej tęsknoty i sporych poświęceń. Ale wytrwaliśmy tak przez 3 lata. I przez te 3 lata ani razu nie usłyszałem od niej słowa wątpliwości. Nigdy żadne z nas się nie zawahało. To nas umacniało... Była więź, zaufanie, oparcie w trudnych chwilach.

22

Odp: Nie rozumiem jej... Całkowita sprzeczność.
raptorrr napisał/a:

Nigdy wcześniej się tak nie zachowywała. Nigdy nie mówiła, że coś jej nie pasuje, że z czymś źle. Wręcz przeciwnie, snuła ze mną plany na przyszłość. Zresztą, gdyby jej było źle, to podejrzewam, że odczułbym to w jej zachowaniu. Że by się odsuwała ode mnie. Poza tym, jak już wcześniej pisałem, dobrze się czuliśmy ze sobą, było o czym porozmawiać, wspólne zainteresowania, pasje, czułość, namiętność.

A powody? Kosmiczne, w stylu właśnie "czegoś mi brakowało". "Zabrakło mi emocji". "Chyba się nie dobraliśmy". Co najlepsze, raz podaje jakiś powód, a potem sama sobie przeczy i mówi, że tak naprawdę to żaden problem. Widać, że się miota. Sam z niej wyciągnąłem, że pojawił się gdzieś ktoś trzeci. Nie miała odwagi przyznać, że kogoś poznała.

To był związek trudny ze względu na jeden czynnik - odległość, która zmuszała nas do częstej tęsknoty i sporych poświęceń. Ale wytrwaliśmy tak przez 3 lata. I przez te 3 lata ani razu nie usłyszałem od niej słowa wątpliwości. Nigdy żadne z nas się nie zawahało. To nas umacniało... Była więź, zaufanie, oparcie w trudnych chwilach.

Zachowuje się może tak, bo pojawił się ktoś trzeci. Może szuka teraz dziury w całym. Niektóre osoby maja tak, że całą winę chcą wziąć na siebie, inne szukają winy w innych. Mówi się, że wina zawsze leży po obu stronach, ale nikt nigdy nie powiedział, że ta wina ma proporcje 50:50.
Tak więc skoro ona nie potrafi, ty zachowaj się dojrzale. Jedyne co możesz teraz zrobić to zająć się sobą.
może ona coś zrozumie, czasami ludzie naprawdę gubią się w swoim życiu - szczególnie w tym świecie pełnym nieścisłości, zepsucia, zaniku wyższych wartości.
Cokolwiek się stanie nie pozwól zatracić w tym wszystkim siebie.

23

Odp: Nie rozumiem jej... Całkowita sprzeczność.

Ja myślę,że właśnie odległość dzieląca was od siebie jest kluczem do zrozumienia rozpadu waszego związku.Jak długo miałaby jeszcze trwać taka ciagła rozłąka i wyrzeczenia,aby się spotkać,być razem? 3 lata związku na odległość to bardzo długo,za długo,czemu nie dążyliście do zamieszkania razem,komu z was było na ręke,aby trwać w takim związku?Kobiety zazwyczaj potrzebują stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa,obecności mężczyzny na codzień,nie tylko od święta.

24

Odp: Nie rozumiem jej... Całkowita sprzeczność.
walcząca z wilkami napisał/a:

Ja myślę,że właśnie odległość dzieląca was od siebie jest kluczem do zrozumienia rozpadu waszego związku.Jak długo miałaby jeszcze trwać taka ciagła rozłąka i wyrzeczenia,aby się spotkać,być razem? 3 lata związku na odległość to bardzo długo,za długo,czemu nie dążyliście do zamieszkania razem,komu z was było na ręke,aby trwać w takim związku?Kobiety zazwyczaj potrzebują stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa,obecności mężczyzny na codzień,nie tylko od święta.

Już tłumaczę. Właśnie, że dążyliśmy do stabilizacji. To miały być ostatnie miesiące rozłąki - po tym semestrze zamierzałem przenieść się na studia do jej rodzinnego miasta. Miałem zamiar poświęcić wiele, żeby zapewnić jej bliskość, której tak potrzebowała. Bardzo czekała na tę chwilę, często mi powtarzała, że cieszy się, że będziemy razem. Tak więc - były plany, żeby wreszcie ten czynnik wyeliminować. Wystarczyłoby nam wytrwać jeszcze te ostatnie miesiące - od wakacji bylibyśmy już razem.

To jest kolejna sprzeczność u niej - bo chodzi o to, że mieliśmy wspólne plany dotyczące stabilizacji. Ona często wspominała o dzieciach. W powietrzu wisiały oświadczyny, chociaż ja wolałem poczekać, aż sytuacja się unormuje, może złapię jakąś pracę, żebyśmy mogli zamieszkać razem, żeby zapewnić byt rodzinie. Tak zostałem wychowany - że facet jako głowa rodziny musi być oparciem dla partnerki, zwłaszcza, kiedy pojawiają się dzieci. Tymczasem jej się zachciało wolności, szaleństwa - i nagle wszystkie nasze plany poszły w pizdu. Tuż przed metą, kiedy nasza rozłąka miała się wreszcie skończyć - ona to wszystko przekreśliła.

25

Odp: Nie rozumiem jej... Całkowita sprzeczność.
raptorrr napisał/a:
walcząca z wilkami napisał/a:

Ja myślę,że właśnie odległość dzieląca was od siebie jest kluczem do zrozumienia rozpadu waszego związku.Jak długo miałaby jeszcze trwać taka ciagła rozłąka i wyrzeczenia,aby się spotkać,być razem? 3 lata związku na odległość to bardzo długo,za długo,czemu nie dążyliście do zamieszkania razem,komu z was było na ręke,aby trwać w takim związku?Kobiety zazwyczaj potrzebują stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa,obecności mężczyzny na codzień,nie tylko od święta.

Już tłumaczę. Właśnie, że dążyliśmy do stabilizacji. To miały być ostatnie miesiące rozłąki - po tym semestrze zamierzałem przenieść się na studia do jej rodzinnego miasta. Miałem zamiar poświęcić wiele, żeby zapewnić jej bliskość, której tak potrzebowała. Bardzo czekała na tę chwilę, często mi powtarzała, że cieszy się, że będziemy razem. Tak więc - były plany, żeby wreszcie ten czynnik wyeliminować. Wystarczyłoby nam wytrwać jeszcze te ostatnie miesiące - od wakacji bylibyśmy już razem.

To jest kolejna sprzeczność u niej - bo chodzi o to, że mieliśmy wspólne plany dotyczące stabilizacji. Ona często wspominała o dzieciach. W powietrzu wisiały oświadczyny, chociaż ja wolałem poczekać, aż sytuacja się unormuje, może złapię jakąś pracę, żebyśmy mogli zamieszkać razem, żeby zapewnić byt rodzinie. Tak zostałem wychowany - że facet jako głowa rodziny musi być oparciem dla partnerki, zwłaszcza, kiedy pojawiają się dzieci. Tymczasem jej się zachciało wolności, szaleństwa - i nagle wszystkie nasze plany poszły w pizdu. Tuż przed metą, kiedy nasza rozłąka miała się wreszcie skończyć - ona to wszystko przekreśliła.

A może pomimo deklaracji bycia razem , tuz przed meta zdała sobie sprawę,że skończy sie Jej wolność , zaczną sie obowiazki. Znam takie przypadki ,że związek funkcjonował super na zasadzie spotkań co jakis czas, a po zamieszkaniu razem wszystko zaczęło się psuć...Nie wiem..zreszta ja już Ci pisałam na moim watku może to taka osoba ? Może znałeś ja z tej strony świątecznej . aktorskiej , a prawdziwe Ja wyszło po Waszym rozstaniu..Możliwości jest kilka..Zapytaj Jej wprost o co Jej chodzi i może spotkanie face to face rozwiążę cos  w tej kwestii ?

26

Odp: Nie rozumiem jej... Całkowita sprzeczność.

Nie wiem kto wymyślił nas kobiety, ale musiał być geniuszem.

27

Odp: Nie rozumiem jej... Całkowita sprzeczność.
flourajda napisał/a:

Nie wiem kto wymyślił nas kobiety, ale musiał być geniuszem.

Ale jak rzekł Picasso ...Is­tnieją dwa rodza­je ko­biet: bo­ginie i wycieraczki.

28

Odp: Nie rozumiem jej... Całkowita sprzeczność.
hera.1 napisał/a:

A może pomimo deklaracji bycia razem , tuz przed meta zdała sobie sprawę,że skończy sie Jej wolność , zaczną sie obowiazki. Znam takie przypadki ,że związek funkcjonował super na zasadzie spotkań co jakis czas, a po zamieszkaniu razem wszystko zaczęło się psuć...Nie wiem..zreszta ja już Ci pisałam na moim watku może to taka osoba ? Może znałeś ja z tej strony świątecznej . aktorskiej , a prawdziwe Ja wyszło po Waszym rozstaniu..Możliwości jest kilka..Zapytaj Jej wprost o co Jej chodzi i może spotkanie face to face rozwiążę cos  w tej kwestii ?

Tyle, że żadne obowiązki nie miały się zacząć smile ja chciałem tylko studiować w tym samym mieście, co ona. Nawet byłem przeciwny temu, żeby natychmiast zamieszkać ze sobą (ona chciała!). Chciałem najpierw ogarnąć się w nowej sytuacji, do wspólnego zamieszkania trzeba dojrzeć. Bylibyśmy po prostu na wyciągnięcie ręki, moglibyśmy bawić się razem, ile wlezie... ona tak często powtarzała, że chciałaby móc częściej ze mną poimprezować, potańczyć.

A co do spotkanie face to face, to tu jest kolejna dziwna rzecz. Jak mówiłem, dzieli nas duża odległość. Zorganizowanie spotkania byłoby bardzo trudne. Niemniej jednak, ona ostatnio to zaproponowała - a kiedy zapytałem, jak sobie to wyobraża i po co w ogóle mielibyśmy się spotkać... to odparła, że tak po prostu, pogadać.

Nie wiem, w jakim świecie ta laska żyje, ale ja nie widzę siedzenia cały dzień w pociągu po to, żeby pogadać o pogodzie smile

29

Odp: Nie rozumiem jej... Całkowita sprzeczność.
raptorrr napisał/a:

Powiedziałem: ok, skoro jesteś ze mną nieszczęśliwa, droga wolna. Powodzenia. Powiedziałem też, że nie ma mowy o żadnej przyjaźni, bo tylko będę się męczył, że nie chcę żadnego kontaktu.

Szapoba, raptorrr. Naprawdę, trzeba mieć dużo szacunku wobec samego siebie, solidne podstawy, po prostu być mężczyzną, żeby tak zareagować. Kurcze, chciałbym móc cofnąć czas i być tak życiowo mądrym, jak ty w twoim wieku wink

Odnośnie do opisanej przez ciebie sytuacji - mi to się niestety widzi, że panna dłuższy czas na boki chodziła. Kto wie, może nawet stacjonarnego chłopaka miała? Cała sprawa pierdyknęła się w tym właśnie momencie, bo miałeś zmienić miejsce zamieszkania i cuś z tym fantem trzeba było zrobić. Chociaż, tak sobie myślę, że w tym całym k***stwie zachowała się po ludzku - zakomunikowała ci, że przestała cię kochać PRZED a nie PO twojej przeprowadzce.

30

Odp: Nie rozumiem jej... Całkowita sprzeczność.
wont napisał/a:
raptorrr napisał/a:

Powiedziałem: ok, skoro jesteś ze mną nieszczęśliwa, droga wolna. Powodzenia. Powiedziałem też, że nie ma mowy o żadnej przyjaźni, bo tylko będę się męczył, że nie chcę żadnego kontaktu.

Szapoba, raptorrr. Naprawdę, trzeba mieć dużo szacunku wobec samego siebie, solidne podstawy, po prostu być mężczyzną, żeby tak zareagować. Kurcze, chciałbym móc cofnąć czas i być tak życiowo mądrym, jak ty w twoim wieku wink

Odnośnie do opisanej przez ciebie sytuacji - mi to się niestety widzi, że panna dłuższy czas na boki chodziła. Kto wie, może nawet stacjonarnego chłopaka miała? Cała sprawa pierdyknęła się w tym właśnie momencie, bo miałeś zmienić miejsce zamieszkania i cuś z tym fantem trzeba było zrobić. Chociaż, tak sobie myślę, że w tym całym k***stwie zachowała się po ludzku - zakomunikowała ci, że przestała cię kochać PRZED a nie PO twojej przeprowadzce.

Sam z siebie taki mądry nie byłem, na szczęście znalazłem w odpowiednim czasie mądrych doradców... smile Bo najpierw było klasycznie: "ja nie wiem co czuję, potrzebuję czasu, przerwy". Ja najpierw powiedziałem ok, bo wtedy jeszcze klapki na oczach siedziały. Ale minął jeden dzień i powiedziałem sobie: nie, tak być nie może. No i powiedziałem jej, że skoro ona jest niepewna, to się pożegnamy, bo ja żadnych wątpliwości nie mam.

Co do tego stałego chłopaka - nie. Te plany z moją przeprowadzką mieliśmy już od dawna. Gdyby była jakaś grubsza intryga od długiego czasu, to prędzej, czy później bym się zorientował. Nie, to było tak: w pewnym momencie tak się złożyło, że z jakąś grupą znajomych ze studiów ostro imprezowali (przez cały tydzień niemalże). No i po tym zaczęła się dziwnie zachowywać, nagle dowiedziałem się, ile rzeczy jej nie pasuje w tym związku (przez 3 lata nic jej nie przeszkadzało). Dopiero niedawno dowiedziałem się, że wtedy, na tych imprezach, kogoś poznała. Sam musiałem to wydedukować niczym Sherlock Holmes, bo oczywiście odwagi cywilnej w niej za grosz. Twierdzi, że mnie nie zdradziła... ale oczywiście wiadomo... kiedyś dałbym sobie za nią rękę uciąć i wiecie co? I dziś bym, ku*wa, nie miał ręki...

Ale chyba z tym kolesiem coś jej średnio idzie... może jej dał kosza, może ona się póki co czai wokół niego, a on ją olewa... nie wiem, ale mam wrażenie, że jakby aktualnie przeżywała namiętny romans, to by nie szukała niczego u mnie a tym bardziej nie wypisywała, że tęskni...

31

Odp: Nie rozumiem jej... Całkowita sprzeczność.

Mogę poprosić któregoś z moderatorów o usunięcie wątku?

32

Odp: Nie rozumiem jej... Całkowita sprzeczność.

o ironio.. Skad ja to znam?? Mam bardzo podobnie jeszcze maz ma tez takie hustawki.. Dzwoni pare razy dziennie raz jest milutki jak aniolek a zaraz cham nie dopoznania.. Manipuluje mna a ja glupia sie daje... Mysle, ze Twoja ex dziewczyna sie pogubila i to bardzo szkoda tylko, ze nie potrafi sie okreslic o co naprawde jej chodzi.. Podpowiadaja Ci widze na forum blokade jej numeru itd.. A czy sam tego pragniesz?? Czy sam nie wiesz do konca jeszcze? Widze, ze martwi Cie stos pytan bez odpowiedzi.. Hmm moze warto sie zatrzymac na chwilke i pomyslec czego Ty chcesz?

33

Odp: Nie rozumiem jej... Całkowita sprzeczność.

zgapilam sie a to juz po watku ;p

Posty [ 34 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Nie rozumiem jej... Całkowita sprzeczność.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026