Jestem trochę po 30-tce. Od bardzo dobrych kilku lat byłam z kimś w związku, każde z nas chciało czego innego, ja rodziny a on nie, zastanawiałm się nad odejściem, później była kłótnia i pojawiłą się propozycja wyjścia na kawę z kolegą z pracy. Kręciał się wokół mnie od dłuższego czasu. Ja miałam nieudany związek, w jego też coś nie grało. Kolega odrobinę starszy ale z dużo młodszą partnerką. Każde z nas myślało o stabilnym związku, rodzinie, domku ![]()
Jedna kawa, było fajnie, druga i zaiskrzyło z obu stron. Znałam go trochę, było mi z nim po prostu dobrze, nagle poczułam, że to ten facet, ten jedyny, nigdy tak się nie czułam, czułam się sobą, WRESZCIE
Zakończyłam stary związek z wielkim hukiem, on też powiedział dziewczynie o mnie. Wiem, że był płacz i błaganie o jeszcze jedną próbę. Kilka dni później poszliśmy ze sobą do łóżka.... zrobiliśmy to w samochodzie. Poszliśmy na spacer i tak po prostu wyszło. Bardzo byliśmy siebie spragieni.
Od tego momentu coś zaczęło się psuć, odwołał kino, mój przyjazd, bo nagle przyszła była, swój przyjazd bo za późno wrócił, na dzień kobiet wieczorem obiecał kwiaty, też nie było. W domu nie odbierał telefon, dopiero wieczorem i później pisał albo gadał do późna. Gdy zapytałam czy to koniec, dlaczego się odemnie odsunął powiedział, że mi się wydaje ale ciagle był zimny. W pracy wodził za mną oczami, chciał się całować ale z dnia na dzień było go dla mnie coraz mniej. Wiem, że nie miał łatwego życia i przez to stał się bardzo zaradny i jednocześnie skryty.
Któregoś dnia zauważyłam, że coś jest faktycznie nie tak i zapytałam czy sypia ze swoją byłą, która nie jest byłą. Chciał zaprzeczyć ale nie zdążył. Powiedziałam, że nie chcę i nie miałam być tą 2-gą. Później napisałam mu, że mnie bardzo zranił i że w moim sercu nie ma miejsca dla niego. Napisał, że stchórzył, że to było prawdziwe i przeprosił. Tyle byłam warta, jedno zdanie ???
Trzymam się na dystans, nie parzę gdy przechodzi, on też już mnie unika.
Kocham go jak wariatka, nie chce mi się żyć, raz chciałabym o niego powalczyć (ja z małolatą, do tego ładną) a czasem sobie myśle, że to nie ma sensu. Nie wiem jak do niego dotrzeć. Czy ma to sens ? Sądziłam, że gdy się od niego odsunę to będzie chciał powalczyć ale tego nie zrobił. Byłam naiwna i jak zwykle za dobra dla faceta ?
Podobne tematy
Nie, to nie Ty byłas za dobra...to on jest za mało dobry widocznie. Zobacz... Ty miałaś problem w związku, on o tym wiedział i wykorzystał sytuację. Wiedział, że mało potrzeba, aby spragnioną uczuc i bliskości kobietę zwabic, więc Cię zwabił. Zobaczył co i jak, a gdy sie okazało że Ty za dużo oczekujesz po tym związku to uciekł. Uciekł do młodszej, która widocznie jeszcze nie chce wielkich zobowiązań. Jak dla mnie to dupek. Im szybciej o nim zapomnisz, tym lepiej dla Ciebie kochana. Od dawien dawna wiadomo...że "miłość" w biurze nikomu na dobre nie wyszła. Pracować razem gdy jest dobrze, nie zawsze jest łatwo...tym bardziej po zerwaniu...wtedy całkowita klapa... Nie pakuj sie w to drugi raz, on nie jest tego warty. Jeśli mu zależało, albo zależy nadal...to niech udowodni to czynami, a nie "wodzeniem oczyma".
:* dziękuje
Zgadzam się. To on nie zasłużył. To on nie umiał być w porządku...
Na pewno świetna z Ciebie kobieta a wartościowy mężczyzna wciąż gdzieś tam na Ciebie czeka:) I pewnie zajdziecie się szybciej niż myślisz:)
Głowa do góry!