Witam Drogie Panie,
nie przypuszczałam, że będę jeszcze tworzyć jakiś wątek akurat w tym dziale a jednak.... ehh
Kto mnie pamięta to wie, że od mojego rozstania z narzeczonym minęło dwa lata (1,5 "formalnie"), dałam sobie czas, aby to wszystko gdzieś we mnie uspokoiło się. A teraz meritum.
Od jesieni tamtego roku spotykam się z chłopakiem o 8 lat starszym, któremu tak się poukładało, że mu związki z dziewczynami nie wyszły (ostatni bo podobno dziewczyna bardzo w trakcie się zmieniła na niekorzyść, ale generalnie nie chciał mówić o co chodziło bo uznał to za przeszłość, a poprzednia po 1,5 roku razem nie chciała zrobić kroku naprzód-z czego zrozumiałam, ze chyba chodziło o wspólne mieszkanie). Nim my się zaczęliśmy spotykać, był około dwóch lat sam. Ja początkowo byłam nastawiona na nie i raczej mówiłam, ze jedynie koleżeństwo wchodzi w grę, ale postarał się tak, że w końcu te koleżeńskie spotkania zmieniły się w randki. No i tak spotykaliśmy się do końca lutego, w między czasie zauważyłam parę cech, które nas różnią typu ja lubię rozmawiać, on jest raczej milczący, trochę inny gatunek książek nas interesuje, inna muzyka, ale było ok. Wkurzało mnie też z czasem to, że nie jest osobą bardziej "wylewną" i chodzi tu nie tylko o słowa, ale również o przytulanie (generalnie nie ma zbyt dużej potrzeby przytulania). To wszystko jakoś tak budowało mimo wszystko pewną obawę przed większym zaangażowaniem(bo może tylko do mnie nie chce się tak przytulać itp.) i koniec końców z całą pewnością mogę powiedzieć, że jeszcze się w nim nie zakochałam. Ale mi na nim zależy.
I właśnie od końcówki lutego do połowy marca mieliśmy sporą przerwę bo oboje byliśmy w rozjazdach i w tym czasie ponieważ (chyba z powodu oglądania jakiegoś romansidła zapytałam go o to czy za mną tęskni) dało mu to do myślenia. I po przemyśleniu sprawy doszedł do wniosku, że nie tęsknił za mną w tym czasie tak bardzo, aby mu mnie brakowało(tylko trochę i wystarczały mu nasze codzienne rozmowy), co de facto oznacza, że on również się we mnie jeszcze nie zakochał i zastanawia się czy to dlatego, że już jest za stary czy po prostu potrzebuje więcej czasu(wczorajsza rozmowa oczywiście wymuszona przeze mnie). Nie przeszkadzało by mi to gdyby zwyczajnie nie zaczął mnie olewać tzn. nagle stał się bardzo zajętą osobą i jakoś zaczął nas od siebie oddalać.(nadal codzienne rozmowy, ale unikanie dłuższych spotkań). Z tego też powodu zaczęłam z nim tą rozmowę, a by dowiedzieć się o co chodzi. Po rozmowie właśnie to usłyszałam, że przez ten czas zastanawiał się nad sobą i opisaną powyżej sytuacją i nie chce, żebyśmy się rozstawali tylko dali sobie jeszcze trochę czasu. Powiedziałam mu, że zgodzę się ale jeśli ma to wyglądać tak jak ostatnio to nie ma szans bo nic z tego nie będzie. Odpowiedział, że nie wiedział, że w ten sposób odbierałam jego zachowanie i że wszystko wróci do normy. Ustalenia z dziś więc zobaczymy.
Ale no właśnie. Nie mam zbyt dużego doświadczenia z facetami i nie wiem czy jest sens to dalej ciągnąć? Ja jestem osobą bardzo ostrożną, dopiero jak czuję się w relacji pewnie potrafię zaangażować się w pełni emocjonalnie(w byłego pokochałam po ponad roku chodzenia), a tu nie wiem czy będzie ten moment pewności(z drugiej strony mój były tez potrzebował około roku), więc rozumiem, że nie musi nic takiego do mnie jeszcze czuć, z drugiej strony wiem, że on również się zaangażował, ale teraz jestem pewna, że mniej niż ja.
Nie wiem Kobietki, może wy coś więcej zobaczycie, odpowiem na ewentualne pytania, bo nie da się tak opisać wszystkiego. Wiem, że już teraz byłoby mi ciężko to zakończyć, chociaż wiem że dałabym radę i po jakimś czasie bym się ogarnęła i trochę boje się że im później tym będzie gorzej.