Witajcie,
Tak w tytule: wierzycie w karmę? Tj zjawiska odbijające się na Tobie za to co robisz. Czyli jeśli jesteś dobra to dobro do Ciebie wraca, a jak postępujesz źle - czepiają się do Ciebie na okrągło problemy. Myślicie, że istnieje coś takiego, czy może wszsytko co się dzieje to po prostu zbieg okoliczności?
Podobne tematy
2 2013-03-13 08:13:13 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-03-13 08:14:48)
Witajcie,
Tak w tytule: wierzycie w karmę? Tj zjawiska odbijające się na Tobie za to co robisz. Czyli jeśli jesteś dobra to dobro do Ciebie wraca, a jak postępujesz źle - czepiają się do Ciebie na okrągło problemy. Myślicie, że istnieje coś takiego, czy może wszsytko co się dzieje to po prostu zbieg okoliczności?
Prawo karmy mówi o konsekwencji za czyny. Jest wyrażone sugestywnie w Biblii:
"Kto sieje wiatr, zbiera burzę".
Zbieg okoliczności? A skąd się wzięły te okoliczności? Palacz zwiększa sobie prawdopodobieństwo utraty zdrowia, a potem dziwnym zbiegiem okoliczności ma raka?
Najlepsza książka o przypadku, jaka ostatnio wyszła to:
Michał Heller "Filozofia przypadku" (książka wydana w 2012 roku ma już drugie wydanie).
Najkrócej: życie jest splotem zdarzeń zdeterminowanych (bo prawa biologii są deterministyczne) i zdarzeń stochastycznych (zależnych od naszej woli), które stają się prawdopodobne.
http://www.youtube.com/watch?v=xA0RDNrFKic
P.S. Hassana, masz bardzo ładne... motto. Akceptacja niepowtarzalności to pozytywna karma.
Setki milionów Hindusów jest przekonanych o istnieniu karmy. Szczerze ... nie próbuj dogłębnie starać się zrozumieć karmy , bo zwariujesz.. Ja zwyczajnie ją akceptuje. U Hindusów karma jest jednym z elementów ich wierzeń w Krysznę, bóstwa , reinkarnację . Jeśli chcesz coś więcej to polecam Ci wyznawców Kryszny. Mają ogrom wiedzy na w/w tematy.. i są naprawdę super .
4 2013-03-14 21:50:33 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-03-14 21:51:02)
Setki milionów Hindusów jest przekonanych o istnieniu karmy. Szczerze ... nie próbuj dogłębnie starać się zrozumieć karmy , bo zwariujesz.. Ja zwyczajnie ją akceptuje. U Hindusów karma jest jednym z elementów ich wierzeń w Krysznę, bóstwa , reinkarnację . Jeśli chcesz coś więcej to polecam Ci wyznawców Kryszny. Mają ogrom wiedzy na w/w tematy.. i są naprawdę super .
O tak, wyznawcy mają ogromną wiedzę, zwłaszcza jeśli nie starają się zrozumieć jakiejś doktryny, (bo wtedy można zwariować) ale ją najzwyczajniej akceptują. Od akceptacji to wiedza rośnie w nieskończoność, a nawet czasem z powrotem.
5 2013-03-16 17:55:24 Ostatnio edytowany przez Tomek87 (2013-03-16 18:14:19)
Nie wiem czy wierzę w karmę, ale wierzę, że zło wyrządzone komuś wraca 10 razy silniejsze. Sam jestem tego przykładem zresztą... Zło do mnie wróciło o wiele silniejsze niz to ktore ja komuś wyrządziłem...
Na pewno to w co wierzymy ma ogromną moc, potrafi zmienić całe nasze życie i nas samych.
Wierzę ; )
Nie wierzę w karmę, bo popadłabym w paranoję. Uważam, że jak już, to ponosimy konsekwencję swoich czynów-przykład z paleniem.
Nie wierzę w karmę, bo popadłabym w paranoję. Uważam, że jak już, to ponosimy konsekwencję swoich czynów-przykład z paleniem.
Wg. mnie to jest wlasnie karma - odpowiedzialnosc za swoje czyny, co za tym idzie, swiadomosc tego co robimy, jak robimy, oraz ponoszenie tego konsekwencji. Pelniejsza wersja, to swiadomosc tego, ze to co robimy, nie robimy dla nagrody typu: bede dobra, wroci do mnie dobro. To jakas bzdura, ktora niestety dosc czesto ostatnio slysze.
O karmie poczytalam na tym forum, wiec znawca ze mnie zaden. Jednak wydaje mi sie, ze jest wielu ludzi, ktorzy dzialaja w mysl karmy, zgodnie z jej zasadami (jesli takowe istnieja).
Uwazam, ze jesli podejmujemy jakiekolwiek dzialanie, to powinnismy zdawac sobie sprawe z konsekwencji lub przynajmniej je sobie wyobrazic i poniesc tego konsekwencje ale czyny te nie moga byc wynikiem wyrachowania - jesli cos dam, to oczekuje w zamiam tego samego, obojetnie, czy jest to dobro, czy zlo. Dajac obdarowujesz rownoczesnie samego siebie - dobrem i zlem. Dajac przyjmuje. I tyle.
To wlasnie, umiejetnosc przyjmowania, jest najtrudniejsze i do zrozumienia, i do przyjecia (nomen omen); dajac i rownoczesnie przyjmujac wzbogacamy samych siebie, innych tylko posrednio, bo cokolwiek robimy, to w pierwszej kolejnosci dotyka nas samych.
Moze troche zagmatwalam ale po prostu nie wierze w karme w prymitywnej postaci - zlodziej ukradl, jego tez okradna, lub to co ukradl obroci sie przeciwko niemu. Owszem obroci sie przeciwko niemu ale niekoniecznie w tak zewnetrznej formie, raczej jego wnetrze (dusza; ja; cokolwiek to jest) wzbogaci sie o zlo, ktorego dokonal i swiadomosc tego, ze byl w stanie tego dokonac.
Podobnie dzieje sie z dobrem, niechby to byl nawet usmiech. Obdarowujac kogos usmiechem, najpierw my go odbieramy, potem ktos.
Nie upieram sie przy tym, ze mam racje. Tak to rozumiem, jesli jestem w bledzie, to chetnie wyslucham sprostowania ![]()
No i mialam nie starac sie rozumiec
? le jakos ta karme trzeba przyblizyc, zeby wiedziec o co chodzi, prawda?
apoteoza napisał/a:Nie wierzę w karmę, bo popadłabym w paranoję. Uważam, że jak już, to ponosimy konsekwencję swoich czynów-przykład z paleniem.
Wg. mnie to jest wlasnie karma - odpowiedzialnosc za swoje czyny, co za tym idzie, swiadomosc tego co robimy, jak robimy, oraz ponoszenie tego konsekwencji.
Ale czasem przytrafia się nam coś, co nie jest skutkiem naszych decyzji. A konsekwencje tego zdarzenia są dla nas bardzo przykre, pomimo, że to stało się nawet wbrew naszej woli.
Podałabym tu za przykład śmierć bliskiej osoby. Ludzie umierają, giną w wypadkach i tak już jest. To nie jest kwestia karmy.
Po drugie na nasze życie wpływ mają też czyjeś decyzje. Czy zgwałcona kobieta jest winna sama sobie? Nie. Czy dziecko jest samemu sobie winne, że urodziło się niepełnosprawne, czy to forma kary dla rodziców? ( przepraszam za drastyczne przykłady).
I gdyby była to kwestia karmy, to ludzie naprawdę popadliby w paranoję. Myślę, że nie można tłumaczyć sobie wszystkiego karmą. Myślę, że należy starać się zachować zdrowy rozsądek. ![]()
Apoteozo - tak wlasnie jest w zyciu. Ponosimy konsekwencje czyichs decyzji ale nie musimy a czesto i nie mozemy byc za to odpowiedzialni. Jedyna swoboda jaka dysponujemy, to to, jaka my podejmiemy decyzje, ponoszac konsekwencje czyjegos czynu, decyzji.
Przyklady sa na kazdym kroku. Tylko ze to jest nieco inna historia.
Nie wiem czy jasno to wyrazilam - dla mnie istotne w tym jest to, ze cokolwiek robisz, robisz najpierw dla siebie - bo to wlasnie wraca do ciebie. Nie skupiam sie na czynach innych, tylko na swoich, bo tylko za nie jestem w pelni odpowiedzialna, tylko na nie mam wplyw.
Mysle, ze w pewnym (nieco jednostronnym) stopniu, odpowiednikiem karmy w katolicyzmie jest sumienie - wewnetrzny straznik dobra i zla.
Na codzien nie zastanawiam sie nad tym, po prostu tak zyje.
Apoteozo - tak wlasnie jest w zyciu. Ponosimy konsekwencje czyichs decyzji ale nie musimy a czesto i nie mozemy byc za to odpowiedzialni. Jedyna swoboda jaka dysponujemy, to to, jaka my podejmiemy decyzje, ponoszac konsekwencje czyjegos czynu, decyzji.
Nie do końca. ![]()
Jeśli ktoś wierzy w Boga, to nie może jednocześnie wierzyć w istnienie karmy. Dlatego też każdy inaczej może interpretować łańcuszek przyczynowo-skutkowy. Jedni mogą ponosić konsekwencje swoich czynów, drudzy mogą mogą uznać, że np. "Bóg doświadcza tych, których kocha".
Ponadto wierząc w karmę, analogicznie wierzy się w reinkarnację. Zgodnie z tą filozofią, ludzie mogą ponosić karmiczne długi poprzednich wcieleń. Ludzie wierzący pokładają nadzieję w odpuszczeniu grzechów.
Zakładając, że czyjąś karmą jest cierpienie, to w takim wypadku nie powinniśmy się tym przejmować, ponieważ taka osoba musi odpracować za poprzednie wcielenie. A mimo wszystko ciężko jest być obojętnym wobec czyjegoś nieszczęścia.
No i wyszlo szydlo z worka ![]()
Wypowaidam sie w temacie sobie obcym, bo szczerze mowiac nie interesowalam sie nigdy wschodnimi religiami i buddyzm, hinduizm, krishna itd. sa mi raczej obce. Dlatego nie wiazalam karmy z reinkarnacja. Moja wypowiedz dotyczy raczej zrozumienia, niz deklarowania nie lub wiary. Po prostu ostatnio dosc czesto spotykam sie z wypowiedziami typu - o dobro do mnie wrocilo, zawsze wierzylam/lem, ze jesli bede dobra/y, to dobro wroci do mnie. Patrzylam raczej z niedowierzaniem na te osoby, bo przeciez dobro, zlo, to nie jest cos materialnego, ani tym bardziej cos w rodzaju pucharu przechodniego. Zaczelam dumac nad tym zjawiskiem i doszlam do takich wnioskow, jakie opisalam w poprzednich postach. Ostatnio w ogole dumam nad istota dobra i zla, pewnie stad taki poglad na te sprawy.
Jednak, czy nie wydaje Ci sie, ze jesli ktos bezwiednie, nieswiadomie zyje zgodnie z karma (spelnia warunki zwiazane z tym zjawiskiem (?)), to czy postepuje niezgodnie z zasadami swojej wiary? Czy grzeszy?
No nic. Trzeba bedzie poszerac w roznych zrodlach i dowiedziec sie czegos wiecej na ten temat, zeby moc sie wypowiadac ![]()
I jeszcze jedno - masz racje piszac o indywidualnej interpretacji lancuszka przyczynowo-skutkowego. Jednak wydaje mi sie, ze nawet wierzac w karme, nie wolno zostawic cierpiacej osoby, bo przeciez to bedzie sie wiazalo z nasza osobista decyzja (o nieudzieleniu pomocy), ktora przeciez w pierwszej kolejnosci dotknie nas samych. Jej.. znow dywaguje w tematach sobie obcych ![]()
Pozdrawiam ![]()
Pozdrawiam
No i wyszlo szydlo z worka
Wypowaidam sie w temacie sobie obcym, bo szczerze mowiac nie interesowalam sie nigdy wschodnimi religiami i buddyzm, hinduizm, krishna itd. sa mi raczej obce. Dlatego nie wiazalam karmy z reinkarnacja. Moja wypowiedz dotyczy raczej zrozumienia, niz deklarowania nie lub wiary.
Wierząc w karmę, chcąc nie chcąc opowiadasz się po jednej ze stron.
Po prostu ostatnio dosc czesto spotykam sie z wypowiedziami typu - o dobro do mnie wrocilo, zawsze wierzylam/lem, ze jesli bede dobra/y, to dobro wroci do mnie.
Jeśli wyznają religie Wschodu, to raczej naturalne jest, że w ten sposób postrzegają świat. Jeżeli wierzą w Boga, to raczej nie powinni szukać wygodnych dla siebie rozwiązań. Nie można wierzyć w sposób selektywny i nie powinno się swojej wiary modyfikować.
Patrzylam raczej z niedowierzaniem na te osoby, bo przeciez dobro, zlo, to nie jest cos materialnego, ani tym bardziej cos w rodzaju pucharu przechodniego. Zaczelam dumac nad tym zjawiskiem i doszlam do takich wnioskow, jakie opisalam w poprzednich postach. Ostatnio w ogole dumam nad istota dobra i zla, pewnie stad taki poglad na te sprawy.
Zgodnie z prawem karmy, ludzie dostają to, na co zasługują. I nie ma mowy tu o żadnej litości. Nie wierzę i nie chcę wierzyć, że ludzkim życiem kieruje "kosmiczna sprawiedliwość, która dokonuje się poprzez prawo przyczyn i skutków".
Jednak, czy nie wydaje Ci sie, ze jesli ktos bezwiednie, nieswiadomie zyje zgodnie z karma (spelnia warunki zwiazane z tym zjawiskiem (?)), to czy postepuje niezgodnie z zasadami swojej wiary? Czy grzeszy?
Dla ludzi wyznających wiarę chrześcijańską jest nie do przyjęcia wiara w prawo karmy i reinkarnację.
Jednak wydaje mi sie, ze nawet wierzac w karme, nie wolno zostawic cierpiacej osoby, bo przeciez to bedzie sie wiazalo z nasza osobista decyzja (o nieudzieleniu pomocy), ktora przeciez w pierwszej kolejnosci dotknie nas samych.
No właśnie, karma zakłada, że każdy zasłużył na swoje cierpienie, nawet kobieta zgwałcona na gwałt, inwalida na niepełnosprawność.
Wydaję mi się, że z karmy, to tylko wierzysz w łańcuszek przyczynowo-skutkowy. ![]()
Również pozdrawiam ![]()
Wydaję mi się, że z karmy, to tylko wierzysz w łańcuszek przyczynowo-skutkowy.
Najpierw sie doksztalce (co sie skalda na karme itd.), potem powiem czy to prawda - teraz po prostu - nie wiem. Moze masz racje? Moze nie?
Do nastepnego ![]()
apoteoza napisał/a:Wydaję mi się, że z karmy, to tylko wierzysz w łańcuszek przyczynowo-skutkowy.
Najpierw sie doksztalce (co sie skalda na karme itd.), potem powiem czy to prawda - teraz po prostu - nie wiem. Moze masz racje? Moze nie?
Do nastepnego
Ok, nie ma problemu, poczekam ![]()