Witam, nie mogę zrozumieć swoich uczuć, nie znajduję logicznego wytłumaczenia na to dlaczego tak czuję - Przez około 7 lat byłam w związku, który się dość nieoczekiwanie rozpadł, szukałam wtedy chyba jakiegoś pocieszenia i natrafił się On, były to niezobowiązujące spotkania, nie za bardzo podobał mi się jego charakter a fizycznie też nie było to to,(lubię mężczyzn z szerokimi ramionami) ale miał coś takiego w sobie co mnie od niego uzależniało, no i ten jego głos... przeżyliśmy świetne chwile, czułam się przy nim jak bogini, ale nie wyobrażałam sobie ani przez minutę żebym mogła z nim spędzić życie,więc ten związek nie miał dla mnie dalszego sensu. Rozstaliśmy się, wyjechałam do innego miasta, poznałam Obecnego, zamieszkaliśmy razem, pojawiła się nasza córeczka, potem synek. W trakcie pierwszej ciąży On próbował mnie odnaleść, nie mógł o mnie zapomnieć, ja też czasem o nim myślałam, nie mogłam go nigdy na dobre wyrzucić ze swojej głowy. Miesiąc temu wróciłam do naszego miasta ( w którym mieszka też On), mój Obecny jest na około rok za granicą, więc jestem sama z maluszkami. Mieszkam w małym mieście więc czasem zdarzy nam się spotkać, a na domiar złego narzeczony mojej siostry jest Jego przyjacielem i spotykają się bardzo często, ja przez to czasem muszę rezygnować np z wspólnych wyjść z siostrą, nie dam rady całkiem Go wyrzucić z życia, a myślę o nim coraz częściej. Wiem, że nadal bardzo mu się podobam (pewnie by chciał jakiś romansik,ale z mojej strony nie ma takiej możliwości, nie uznaje zdrad). Nie chodzi mi o to co mam zrobić, tylko o to dlaczego tak często o nim myślę i nie mogę przestać. Mój związek jest udany,choć brakuje w nim parę rzeczy. Dlaczego mimo długiego czasu ( 4 lata) nadal się męczę, przecież ja nie chcę z nim być, czyżby chodziło tylko o sex? jeżeli tak, to jak pozbyć się tych mysli co zrobić, nie chcę ranić Obecnego tym że nadal myślę o innym, chcę być w porządku i nie chcę od niego odchodzić żeby spełnić jakieś tam swoje żądze. Co zrobić, żeby wybić tamtego z głowy i w końcu żyć normalnie ? Pomóżcie
Podobne tematy
Nie chodzi mi o to co mam zrobić, tylko o to dlaczego tak często o nim myślę i nie mogę przestać. Mój związek jest udany,choć brakuje w nim parę rzeczy. Dlaczego mimo długiego czasu ( 4 lata) nadal się męczę, przecież ja nie chcę z nim być, czyżby chodziło tylko o sex? jeżeli tak, to jak pozbyć się tych mysli co zrobić, nie chcę ranić Obecnego tym że nadal myślę o innym, chcę być w porządku i nie chcę od niego odchodzić żeby spełnić jakieś tam swoje żądze. Co zrobić, żeby wybić tamtego z głowy i w końcu żyć normalnie ? Pomóżcie
U sąsiada trawa wydaje się zawsze bardziej zielona ![]()
Chyba przypisałaś mu wszystkie atuty męskości. Miłość platoniczna jest fajna, tak długo jak siedzi w głowie, jeśli możesz w swojej wyobraźni patrzeć się na niego, jak na tego NAJ... ale w realu blaknie.
Może dokładnie na odwrót - nie unikaj spotkań z nim, ale spójrz się na niego nie przez różowe okulary.
Może masz rację, żeby przyzwyczaić się do jego obecności, żeby mi spowszedniał, może i to jest jakieś rozwiązanie, ale co będzie jak zacznę jeszcze bardziej o nim myśleć, to nie będzie samobój mojego związku ?
Druga kwestia jest taka, że mój Obecny, wie że wcześniej byliśmy razem, zna go i kategorycznie nie chce żebym spotykała się z nim, jest zazdrosny.
Wiesz czemu tak jest? Bo nie potrafimy się cieszyć z tego co mamy. Ciągle nam czegoś brakuje a nawet nie wiemy do końca czego...syndrom księżniczki? Usiądź i na spokojnie przeanalizuj swoje małżeństwo- Co Ci nie odpowiada i co Ci odpowiada. Spisz to żeby nie zapomnieć.
Pokaż to swojemu mężowi. Powiedz za co go kochasz, co uważasz że świetnie robi, co robi za mało a mógłby więcej. Co Ci się nie podoba, czego nie znosisz, co byś chciała, żeby robił inaczej.
Sama to sobie w końcu uświadomisz i on będzie miał jasne wyznaczniki do radosnego, wspólnego życia.
Życie w małżeństwie jest trudne, tym bardziej jak się nie zna myśli drugiej osoby.
Lepiej będzie jak całą energię skierowaną na myślenie o tym byłym (co, dlaczego i po co) skieruj na swoje małżeństwo.
Pewnie w biegu codziennego życia brakuje Ci słodkich słówek męża, jakiegoś zapewnienia o swojej atrakcyjności, flirtu. A czemu Ty nie zaczniesz flirtować z mężem? Po co robisz sobie problemy i wplątujesz się w myślenie o kimś innym?
To o męża i swoje małżeństwo masz się troszczyć. Wpadniesz tylko w mini depresję, w końcu zaczniesz myśleć o tym, że popełniłaś błąd, po co? Podjęłaś decyzję o życiu obok innego faceta, więc troszcz się o to żeby było pięknie. Ulepszaj to co masz.
Muszę się z Tobą nie zgodzić, ponieważ ja bardzo się cieszę z Tego co mam, mam fajne życie, ludzi wokół siebie, robię to co kocham, spełniam się w pracy, spełniam pasje, jestem zadowolona i dumna ze swoich pociech. Jeżeli chodzi o Obecnego, to też nie jest tak jak piszesz, codziennie ze sobą rozmawiamy i widujemy na skypie, mówimy sobie miłe i kochane słowa, podobamy się sobie bardzo i o tym często mówimy
doceniamy się nawzajem, wspieramy, jesteśmy bardzo blisko siebie, wiemy jak nam mija lub minął każdy dzień, co czujemy, co chcemy, co poszło źle (chociaż teraz jest to utrudnione, bo Obecny jest za granica, ale dajemy rade). Staramy się być bardzo czujni na siebie. Wiesz, mi moje myśli są skierowane na Obecnego, i to bardzo.
Więc tym bardziej już nie rozumiem skąd się biorą te natrętne myśli o Byłym,nie ma dnia żebym nie myślała
? O co chodzi ? Już nic nie rozumiem.
to jestes w pełni zadowolona ze swojego związku? niczego Ci nie brakuje?
to jestes w pełni zadowolona ze swojego związku? niczego Ci nie brakuje?
Brakuję, ale nad tym pracujemy razem, wiem, że nie ma idealnych, bezproblemowych związków,dzieciaczki też mnie denerują, brat i siostra też, wkurzam się na koleżankę itp, tak to już jest, tyle, że tego czego mi brakuje Tamten Były też nie był wstanie mi tego dać.
Wiadomo, że też zdarzają się nam nieporozumienia, kłótnie, niezrozumienie.
Mój wcześniejszy długoletni związek ( 7 letni), był dość burzliwy, kochaliśmy się, on był dobrym człowiekiem, ale byliśmy zupełnie niedopasowani, kompletnie różne osobowości, wpadałam ciągle w depresje i miałam próbę samobójczą, przestałam go kochać już po 5 latach, ale z litości nie umiałam od niego odejść, byłam z nim ciągle choć marzyłam by poznać kogoś innego, pasującego do mnie, i taki właśnie jest mój Obecny, jesteśmy do siebie podobni. Dlaczego o tym piszę, bo boję się, że może to nie jest to, a ja jestem taki wierny pies łańcuchowy i będę, nie odejdę. Jestem zawsze bardzo zaangażowana w związek, ale też nie staram się go dusić. A może w ogóle nie powinnam się z nikim wiązać.
Wypiłam winko i idę spać.
Wiem, sprawa jest beznadziejna i chyba muszę z tym już żyć ![]()
moim zdaniem robisz problem na siłę.