netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

co to za miłość....

49 odpowiedzi12 303 wyświetleniazałożony przez LIDKA7, 03.03.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » co to za miłość....

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 50 ]

1

Temat: co to za miłość....

Mam 37 lat. Swojego męża poznałam mając 18. Pobraliśmy się osiem lat później. I zaczął się mój koszmar.... zniszczył mi życie.
Kochaliśmy się bardzo. Tak mi się wydaje, że mnie kochał. Ja wyszłam za niego z miłości. Byliśmy bardzo narwani, często się kłóciliśmy ale jedno za drugim świata nie widziało. Szybko się godziliśmy.
Pierwszy raz uderzył mnie trzy miesiące po ślubie. Bo nie wrócił z pracy a ja nie wiedziałam co się dzieje i gdzie jest. Znalazłam go w barze z kolegami i chciałam żeby wyszedł. Bardzo mu się to nie spodobało. Kupił kwiaty i przeprosił. Wybaczyłam. Za cztery miesiące zaszłam w ciążę. Uderzył mnie jak byłam w trzecim miesiącu ciąży. W święta Wielkanocne. Wtedy pomógł jego ojciec, wytłumaczył, załagodził. W zasadzie to samo robił w swoim domu, tam też była przemoc i alkohol, mój mąż tej przemocy również doświadczał.
Jestem kobietą atrakcyjną, wykształconą,  prowadzę własną firmę, kupiłam mały dom przed ślubem jeszcze, trochę zaniedbany ale własny. Pomimo tych problemów cieszyłam się, że jesteśmy razem. Ale coraz więcej pił. Nie mógł opanować ilości spożywanego alkoholu, mieliśmy dużo znajomych, często spotykaliśmy się w ogrodzie. Było dobrze, nie za każdym razem były awantury.
Potem znowu mnie uderzył, trzymając na rękach 6-miesięcznego synka przeleciałam przez pół pokoju i zatrzymałam się na szafie.
Wtedy zapewne uszkodził mi kręgosłup ale nie zrobiłam badań, bo po co ? Kochałam go.

Żyliśmy razem, dalej ale już jakby coś się przełamało we mnie. Wolałam spędzać czas gdzie indziej, z kim innym, z dala od domu. Nie zdradzałam go, ale i tak każdy mężczyzna w moim otoczeniu był mianowany na mojego kochanka. Nawet jego koledzy.
Prowadziłam firmę, często jeździłam do ludzi, spotykałam się też z kontrahentami, czasami musiałam pracować do nocy.Miał mi to za złe. O to też były awantury. W opiece nad dzieckiem pomagała nam jego mama.

Potem już nie pamiętam jego pobić, było coraz więcej i coraz częściej. Wzywałam policję. Kazałam się wyprowadzać z domu. Jechał do rodziców ale po kilku dniach wracał, przeważnie ja wyciągałam pierwsza rękę na zgodę. Wiedział, że to zrobię.
Dom wymagał remontu, wspólnymi siłami robiliśmy sobie wszystko w domu i ogrodzie, że teraz jest ładnie. Zawsze były wymówki i pretensje, że to nie jego dom tylko mój a on jest tylko parobkiem. Ja tego tak nie widziałam. Cieszyłam się, że mamy gdzie mieszkać, traktowałam ten dom jak nasz wspólny. Faktycznie,potem już często po awanturach kazałam mu wypier...  ale to chyba bardziej ze strachu a nie z nienawiści.
Potem już przestał się kontrolować, nawet przy znajomych potrafił mnie uderzyć, raz rzucił nożem we mnie, wyzwiska typu niedojeb, mongoł,kurwa były na porządku dziennym. A wcześniej byłam jego sikoreczką. teraz przy znajomych mówił o mnie "ta", nawet imienia nie wymieniał. Na to wszystko patrzył nasz syn.
Pękło coś we mnie. Bałam się go. Bałam się wracać do własnego domu. Seks był tylko na potrzeby jego zaspokojenia. Nawet nie próbowałam tego zmienić, jak mnie dotykał brało mnie przerażenie. Dotyk nie sprawiał mi żadnej przyjemności a wręcz przeciwnie. Spaliśmy na oddzielnych łóżkach.
Chciałam się rozstać ale kochałam go. Sprawiał mi ból, nocami siedziałam na forach szukając wyjścia z sytuacji a on oskarżał mnie, że randkuję przez internet. Nigdy tego nie zrobiłam. Wyjechałam na wakacje bez niego, ale ze znajomymi. Oskarżył swojego kolegę, że jest moim kochankiem i wtedy już się zaczęło piekło. Byłam wyzywana prawie codziennie.

W końcu się odważyłam, po awanturze z nożem wezwałam policję. Mąż tak się zachowywał, że policjant się pytał czy nie jest chory psychicznie. Kładł się na podłodze i nie chciał wyjść. W końcu go wyprowadzili.
Spakowałam go. Od tamtej pory minęło już 14 miesięcy. Skupiłam się na wychowywaniu i opiece 10 letniego synka, który niestety miał duże problemy w szkole i w kontaktach z rówieśnikami.
Przez ten czas kontaktowaliśmy się z mężem z racji dziecka, raz było lepiej raz gorzej, kłóciliśmy się ale on nie przepraszał potem, ale zaprosił na świeta. Pojechałam z dzieckiem. Pisał do mnie smy raz miłe fajne, raz obraźliwe. Nie wiedziałam co zrobić.
Bałam się jego powrotu. Ale czekałam, że mnie przeprosi obieca zmianę, poprawę, powie że mnie kocha, że świata poza mną nie widzi. Chyba jestem głupia.
Kilka dni temu powiedział mi, że mnie nie kocha, że spotkał kogoś i chce sobie układać życie na nowo. Nie będzie o mnie walczył, bo już nie chce.
Bardzo to przeżyłam, płakałam po nocach i nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Facet, który tak mnie traktował chce dać mi wolność a ja wyję z jego powodu ??? Zastanawiam się czy może ja go dalej kocham, czy to forma jakiegoś uzależnienia ? Może powinnam pójść do psychiatry ?
Zaproponowałam przyjaźń i naprawę naszych złych relacji ze względu na dziecko, on mi cały czas powtarzał  że nic między nami już nie będzie, że się nie ułoży. A ja chcę zgody. Dla dziecka. Niech widzi, że rodzice pomimo że nie są razem potrafią się ze sobą dogadać i szanować wzajemnie.
Jestem samodzielną kobietą, daję sobie radę po jego odejściu ale co jest ze mną nie tak ? Może ja go dalej kocham ?
Ale nie chcę aby był ze mną, bo się boję. Tak, chyba tak. Chociaż nie wiem czy nie chcę. Nie będę o niego walczyć. Szukam zrozumienia dla samej siebie, co mi jest. Chora miłość zniszczyła mnie.

2

Odp: co to za miłość....

Zawsze się zastanawiałem dlaczego bite i upokarzane kobiety dalej siedzą ze swymi wybrankami. Dla mnie to dziwne, bo mężczyzna nie będzie nigdy siedział z kimś kto go pobije, powyzywa itp.. Te wszystkie gadanie o miłości, o dobru dziecka to zwykłe okłamywanie siebie. Bo przecież wiadomo że dla dobra dziecka wychowanie bez ojca ale w spokoju niż w piekle krzyków, obrażania, jest zdecydowanie lepsze, a miłość - jeśli takowa istnieje to jest to chora miłość. Miłość to przyzwyczajenie, ale i bezpieczeństwo, zaufanie, szacunek. W takowej sytuacji istnieje tylko przyzwyczajenie, ale i one jest chore - bo przyzwyczajenie do patologicznego człowieka jest chore z gruntu, to jak przyzwyczajenie do bólu, który być wcale nie musi.

Doszedłem do wniosku, że albo jest to sprawa emocji, taki osobnik dostarcza ich wielu, nie ważne, że negatywne, ale bywają piękne, jak się ludzie godzą. Emocje to czynnik niezwykle ważny dla każdej kobiety, stąd tak wielu porządnych, miłych, spokojnych facetów przegrywa, bo najzwyczajniej w świecie poprzez swój schematyzm działania, ten spokój zanudzi kobietę...
Są również osoby, które lubią cierpieć, tak, lubią. Ból dostarcza im energii, ból powoduje że czują, że żyją, wbrew pozorom szukają go. Ból to droga, to oczyszczenie takie, nadaje głębi ludzkiemu życiu. I na pewien zwichrowany sposób takowe osoby mogą go lubić.
Najważniejsza sprawa i myślę, że dotyczy większości przypadków to przeorana psychika. Psychika oparta na uczuciu, które potęguje się wraz z liczbą niepowodzeń. Nie bez przypadku mówi się, że ciężkie doświadczenia łączą ludzi, cementują, bo one wzmacniają uczucie. Lecz owe uczucie jest kulawe z  gruntu bo bazuje na akceptacji tego co nieakceptowalne - poniżenia, wmawiania bzdur, bicia, zastraszania. Każdego człowieka można złamać, jak szybko zależy od siły psychicznej jego, i zbudować od nowa. To jest swoista tresura ludzi, coś jak z tresurą psów do walki = bij psa od małego, to wyrośnie zły i zabójca, daj mu dobroć, to wyrośnie dobry i opiekuńczy pies.

Trzeba zadać sobie pytania podstawowe jednak.
1. Czy poniżanie i bicie człowieka jest normalne
2. Czy nienawiść do drugiej osoby jest akceptowalna
3. Czy jeśli ktoś mówi, że jest się śmieciem, nikim, pionkiem to należy to zrozumieć
4. Czy mam odwagę walczyć o lepszą przyszłość, czy wolę gnić w bagnie
Pozdrawiam

3 Ostatnio edytowany przez onaona (2013-03-03 10:48:25)

Odp: co to za miłość....
LIDKA7 napisał/a:

Mam 37 lat. Swojego męża poznałam mając 18. Pobraliśmy się osiem lat później. I zaczął się mój koszmar.... zniszczył mi życie.
Kochaliśmy się bardzo. Tak mi się wydaje, że mnie kochał. Ja wyszłam za niego z miłości. Byliśmy bardzo narwani, często się kłóciliśmy ale jedno za drugim świata nie widziało. Szybko się godziliśmy.
Pierwszy raz uderzył mnie trzy miesiące po ślubie. Bo nie wrócił z pracy a ja nie wiedziałam co się dzieje i gdzie jest. Znalazłam go w barze z kolegami i chciałam żeby wyszedł. Bardzo mu się to nie spodobało. Kupił kwiaty i przeprosił. Wybaczyłam. Za cztery miesiące zaszłam w ciążę. Uderzył mnie jak byłam w trzecim miesiącu ciąży. W święta Wielkanocne. Wtedy pomógł jego ojciec, wytłumaczył, załagodził. W zasadzie to samo robił w swoim domu, tam też była przemoc i alkohol, mój mąż tej przemocy również doświadczał.
Jestem kobietą atrakcyjną, wykształconą,  prowadzę własną firmę, kupiłam mały dom przed ślubem jeszcze, trochę zaniedbany ale własny. Pomimo tych problemów cieszyłam się, że jesteśmy razem. Ale coraz więcej pił. Nie mógł opanować ilości spożywanego alkoholu, mieliśmy dużo znajomych, często spotykaliśmy się w ogrodzie. Było dobrze, nie za każdym razem były awantury.
Potem znowu mnie uderzył, trzymając na rękach 6-miesięcznego synka przeleciałam przez pół pokoju i zatrzymałam się na szafie.
Wtedy zapewne uszkodził mi kręgosłup ale nie zrobiłam badań, bo po co ? Kochałam go.

Żyliśmy razem, dalej ale już jakby coś się przełamało we mnie. Wolałam spędzać czas gdzie indziej, z kim innym, z dala od domu. Nie zdradzałam go, ale i tak każdy mężczyzna w moim otoczeniu był mianowany na mojego kochanka. Nawet jego koledzy.
Prowadziłam firmę, często jeździłam do ludzi, spotykałam się też z kontrahentami, czasami musiałam pracować do nocy.Miał mi to za złe. O to też były awantury. W opiece nad dzieckiem pomagała nam jego mama.

Potem już nie pamiętam jego pobić, było coraz więcej i coraz częściej. Wzywałam policję. Kazałam się wyprowadzać z domu. Jechał do rodziców ale po kilku dniach wracał, przeważnie ja wyciągałam pierwsza rękę na zgodę. Wiedział, że to zrobię.
Dom wymagał remontu, wspólnymi siłami robiliśmy sobie wszystko w domu i ogrodzie, że teraz jest ładnie. Zawsze były wymówki i pretensje, że to nie jego dom tylko mój a on jest tylko parobkiem. Ja tego tak nie widziałam. Cieszyłam się, że mamy gdzie mieszkać, traktowałam ten dom jak nasz wspólny. Faktycznie,potem już często po awanturach kazałam mu wypier...  ale to chyba bardziej ze strachu a nie z nienawiści.
Potem już przestał się kontrolować, nawet przy znajomych potrafił mnie uderzyć, raz rzucił nożem we mnie, wyzwiska typu niedojeb, mongoł,kurwa były na porządku dziennym. A wcześniej byłam jego sikoreczką. teraz przy znajomych mówił o mnie "ta", nawet imienia nie wymieniał. Na to wszystko patrzył nasz syn.
Pękło coś we mnie. Bałam się go. Bałam się wracać do własnego domu. Seks był tylko na potrzeby jego zaspokojenia. Nawet nie próbowałam tego zmienić, jak mnie dotykał brało mnie przerażenie. Dotyk nie sprawiał mi żadnej przyjemności a wręcz przeciwnie. Spaliśmy na oddzielnych łóżkach.
Chciałam się rozstać ale kochałam go. Sprawiał mi ból, nocami siedziałam na forach szukając wyjścia z sytuacji a on oskarżał mnie, że randkuję przez internet. Nigdy tego nie zrobiłam. Wyjechałam na wakacje bez niego, ale ze znajomymi. Oskarżył swojego kolegę, że jest moim kochankiem i wtedy już się zaczęło piekło. Byłam wyzywana prawie codziennie.

W końcu się odważyłam, po awanturze z nożem wezwałam policję. Mąż tak się zachowywał, że policjant się pytał czy nie jest chory psychicznie. Kładł się na podłodze i nie chciał wyjść. W końcu go wyprowadzili.
Spakowałam go. Od tamtej pory minęło już 14 miesięcy. Skupiłam się na wychowywaniu i opiece 10 letniego synka, który niestety miał duże problemy w szkole i w kontaktach z rówieśnikami.
Przez ten czas kontaktowaliśmy się z mężem z racji dziecka, raz było lepiej raz gorzej, kłóciliśmy się ale on nie przepraszał potem, ale zaprosił na świeta. Pojechałam z dzieckiem. Pisał do mnie smy raz miłe fajne, raz obraźliwe. Nie wiedziałam co zrobić.
Bałam się jego powrotu. Ale czekałam, że mnie przeprosi obieca zmianę, poprawę, powie że mnie kocha, że świata poza mną nie widzi. Chyba jestem głupia.
Kilka dni temu powiedział mi, że mnie nie kocha, że spotkał kogoś i chce sobie układać życie na nowo. Nie będzie o mnie walczył, bo już nie chce.
Bardzo to przeżyłam, płakałam po nocach i nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Facet, który tak mnie traktował chce dać mi wolność a ja wyję z jego powodu ??? Zastanawiam się czy może ja go dalej kocham, czy to forma jakiegoś uzależnienia ? Może powinnam pójść do psychiatry ?
Zaproponowałam przyjaźń i naprawę naszych złych relacji ze względu na dziecko, on mi cały czas powtarzał  że nic między nami już nie będzie, że się nie ułoży. A ja chcę zgody. Dla dziecka. Niech widzi, że rodzice pomimo że nie są razem potrafią się ze sobą dogadać i szanować wzajemnie.
Jestem samodzielną kobietą, daję sobie radę po jego odejściu ale co jest ze mną nie tak ? Może ja go dalej kocham ?
Ale nie chcę aby był ze mną, bo się boję. Tak, chyba tak. Chociaż nie wiem czy nie chcę. Nie będę o niego walczyć. Szukam zrozumienia dla samej siebie, co mi jest. Chora miłość zniszczyła mnie.

CZego się spodziewasz? Każdy ci napisze zostaw go! Pomyśl o dziecku, jak mój tato czasem bił matkę, to byłam pewna, że zaraz ją zabije! Dziś mu wybaczyłam jakoś, bo to przecież ojciec, mamy całkiem dobry kontakt, ale mam też bolesne rany, które bardzo bolą, a pretensje zawsze miałam do matki, nigdy nie do ojca, bo to ona mogła odejść, a on wcale nie musiał się zmienić...

4

Odp: co to za miłość....
Remi napisał/a:

Te wszystkie gadanie o miłości, o dobru dziecka to zwykłe okłamywanie siebie. Bo przecież wiadomo że dla dobra dziecka wychowanie bez ojca ale w spokoju niż w piekle krzyków, obrażania, jest zdecydowanie lepsze, a miłość - jeśli takowa istnieje to jest to chora miłość.


święte słowa!

Doszedłem do wniosku, że albo jest to sprawa emocji, taki osobnik dostarcza ich wielu, nie ważne, że negatywne, ale bywają piękne, jak się ludzie godzą. Emocje to czynnik niezwykle ważny dla każdej kobiety, stąd tak wielu porządnych, miłych, spokojnych facetów przegrywa, bo najzwyczajniej w świecie poprzez swój schematyzm działania, ten spokój zanudzi kobietę...
Są również osoby, które lubią cierpieć, tak, lubią. Ból dostarcza im energii, ból powoduje że czują, że żyją, wbrew pozorom szukają go. Ból to droga, to oczyszczenie takie, nadaje głębi ludzkiemu życiu. I na pewien zwichrowany sposób takowe osoby mogą go lubić.

ale to w dalszym ciągu jest patologiczne, te kobiety przestają w pewnym momencie życia wierzyć, że można żyć inaczej , a ja nie wierzę, że są one masochistkami. Kilka miesięcy detoksu i szybko zobaczą, że życie może być inne, spokojniejsze - tak wygląda terapia dla kobiet kochających za bardzo, izoluje się je od mężczyzn, ale to wymaga wiele siły...

Najważniejsza sprawa i myślę, że dotyczy większości przypadków to przeorana psychika. Psychika oparta na uczuciu, które potęguje się wraz z liczbą niepowodzeń. Nie bez przypadku mówi się, że ciężkie doświadczenia łączą ludzi, cementują, bo one wzmacniają uczucie. Lecz owe uczucie jest kulawe z  gruntu bo bazuje na akceptacji tego co nieakceptowalne - poniżenia, wmawiania bzdur, bicia, zastraszania. Każdego człowieka można złamać, jak szybko zależy od siły psychicznej jego, i zbudować od nowa. To jest swoista tresura ludzi, coś jak z tresurą psów do walki = bij psa od małego, to wyrośnie zły i zabójca, daj mu dobroć, to wyrośnie dobry i opiekuńczy pies.

Trzeba zadać sobie pytania podstawowe jednak.
1. Czy poniżanie i bicie człowieka jest normalne
2. Czy nienawiść do drugiej osoby jest akceptowalna
3. Czy jeśli ktoś mówi, że jest się śmieciem, nikim, pionkiem to należy to zrozumieć
4. Czy mam odwagę walczyć o lepszą przyszłość, czy wolę gnić w bagnie
Pozdrawiam

5

Odp: co to za miłość....

To nie miłość. To uzależnienie.
Bardzo współczuję.
Nauczyłaś się "funkcjonować" w tej patologii i inaczej wydaje Ci się, że nie potrafisz.
Szkoda, że na to wszystko patrzył Wasz syn. Oby nie wyniósł wzorca, że kobiety traktuje się tak jak robił to Twój mąż.

6

Odp: co to za miłość....

Boże, ja to wszystko wiem. Tak samo obie tłumaczę ale nie wychodzi. Zawsze byłam bardzo emocjonalna i to jest chyba to. Myślałam, że już uwolniłam się od niego jak się wyprowadził, zaznałam trochę spokoju w domu.ale to nie tak, on dalej gdzieś siedzi we mnie w środku. Nawet nie jestem zainteresowana szukaniem nowej miłości i budowania nowego związku. To paranoja jakaś. Powinnam pójść do psychiatry po coś na uspokojenie ? Czy jakieś grupy wsparcia ?


Remi napisał/a:

Zawsze się zastanawiałem dlaczego bite i upokarzane kobiety dalej siedzą ze swymi wybrankami. Dla mnie to dziwne, bo mężczyzna nie będzie nigdy siedział z kimś kto go pobije, powyzywa itp.. Te wszystkie gadanie o miłości, o dobru dziecka to zwykłe okłamywanie siebie. Bo przecież wiadomo że dla dobra dziecka wychowanie bez ojca ale w spokoju niż w piekle krzyków, obrażania, jest zdecydowanie lepsze, a miłość - jeśli takowa istnieje to jest to chora miłość. Miłość to przyzwyczajenie, ale i bezpieczeństwo, zaufanie, szacunek. W takowej sytuacji istnieje tylko przyzwyczajenie, ale i one jest chore - bo przyzwyczajenie do patologicznego człowieka jest chore z gruntu, to jak przyzwyczajenie do bólu, który być wcale nie musi.

Doszedłem do wniosku, że albo jest to sprawa emocji, taki osobnik dostarcza ich wielu, nie ważne, że negatywne, ale bywają piękne, jak się ludzie godzą. Emocje to czynnik niezwykle ważny dla każdej kobiety, stąd tak wielu porządnych, miłych, spokojnych facetów przegrywa, bo najzwyczajniej w świecie poprzez swój schematyzm działania, ten spokój zanudzi kobietę...
Są również osoby, które lubią cierpieć, tak, lubią. Ból dostarcza im energii, ból powoduje że czują, że żyją, wbrew pozorom szukają go. Ból to droga, to oczyszczenie takie, nadaje głębi ludzkiemu życiu. I na pewien zwichrowany sposób takowe osoby mogą go lubić.
Najważniejsza sprawa i myślę, że dotyczy większości przypadków to przeorana psychika. Psychika oparta na uczuciu, które potęguje się wraz z liczbą niepowodzeń. Nie bez przypadku mówi się, że ciężkie doświadczenia łączą ludzi, cementują, bo one wzmacniają uczucie. Lecz owe uczucie jest kulawe z  gruntu bo bazuje na akceptacji tego co nieakceptowalne - poniżenia, wmawiania bzdur, bicia, zastraszania. Każdego człowieka można złamać, jak szybko zależy od siły psychicznej jego, i zbudować od nowa. To jest swoista tresura ludzi, coś jak z tresurą psów do walki = bij psa od małego, to wyrośnie zły i zabójca, daj mu dobroć, to wyrośnie dobry i opiekuńczy pies.

Trzeba zadać sobie pytania podstawowe jednak.
1. Czy poniżanie i bicie człowieka jest normalne
2. Czy nienawiść do drugiej osoby jest akceptowalna
3. Czy jeśli ktoś mówi, że jest się śmieciem, nikim, pionkiem to należy to zrozumieć
4. Czy mam odwagę walczyć o lepszą przyszłość, czy wolę gnić w bagnie
Pozdrawiam

7

Odp: co to za miłość....

Właśnie tego się boję. Staram się wychowywać syna na dobrego człowieka, on bardzo trzyma moją stronę i dlatego nawet bardzo często kłóci się z ojcem. Wielokrotnie było tak, że mój mąż zamiast porozmawiać z synem i załagodzić konflikt, kazał się ubierać i odwoził go do mnie. Jak rzecz. Straszył go, że nie będzie go zabierał do siebie. Nie mogę izolować syna od ojca. Ale czy on go nie kocha ? Albo znęcał się nade mną a teraz będzie stosował przemoc psychiczną nad dzieckiem ?

Zielony_Domek napisał/a:

To nie miłość. To uzależnienie.
Bardzo współczuję.
Nauczyłaś się "funkcjonować" w tej patologii i inaczej wydaje Ci się, że nie potrafisz.
Szkoda, że na to wszystko patrzył Wasz syn. Oby nie wyniósł wzorca, że kobiety traktuje się tak jak robił to Twój mąż.

8

Odp: co to za miłość....
LIDKA7 napisał/a:

Właśnie tego się boję. Staram się wychowywać syna na dobrego człowieka, on bardzo trzyma moją stronę i dlatego nawet bardzo często kłóci się z ojcem. Wielokrotnie było tak, że mój mąż zamiast porozmawiać z synem i załagodzić konflikt, kazał się ubierać i odwoził go do mnie. Jak rzecz. Straszył go, że nie będzie go zabierał do siebie. Nie mogę izolować syna od ojca. Ale czy on go nie kocha ? Albo znęcał się nade mną a teraz będzie stosował przemoc psychiczną nad dzieckiem ?

Zielony_Domek napisał/a:

To nie miłość. To uzależnienie.
Bardzo współczuję.
Nauczyłaś się "funkcjonować" w tej patologii i inaczej wydaje Ci się, że nie potrafisz.
Szkoda, że na to wszystko patrzył Wasz syn. Oby nie wyniósł wzorca, że kobiety traktuje się tak jak robił to Twój mąż.

Cóż małżonek znęca się nad Wami psychicznie.
Najgorsze, że nie interesują go również uczucia dziecka. To chyba największa zbrodnia rodzica jaką może zafundować dziecku.
Oczywiście, że nie możesz izolować, pytanie czy Twoje dziecko chce tych spotkań?
Dzieci rozumieją i czują znacznie więcej niż nam się wydaje i czasem wręcz modlą się o rozwód rodziców gdy w domu naprawdę źle się dzieje.
Poczytaj o uzależnieniu.
Po prostu uzależniłaś się od swojego oprawcy.

9

Odp: co to za miłość....

Dzięki bogu że ten dupek znalazł kogoś innego bo pewnie pozwoliła byś mu wrócić do siebie ...

Jedyna słuszna rada dobry psycholog ! i naprawdę udaj się do tego psychologa bo jest on niezbędny pomoże Ci ogarnąć to wszystko i ułożysz sobie życie od nowa w końcu normalnie 3mam za Ciebie kciuki !

10

Odp: co to za miłość....

Jezu, dziękuję Wam za wszystkie opinie i odpowiedzi, bardzo wiele dla mnie znaczą. Powoli utwierdzam się w przekonaniu, że dobrze zrobiłam rozstając się z nim ale... właśnie pozostaje to ale. Kwestia walki samej z sobą. Muszę skorzystać z porady specjalisty lub grupy wsparcia i może się wyrwę z tej patologi.

11

Odp: co to za miłość....
LIDKA7 napisał/a:

Jezu, dziękuję Wam za wszystkie opinie i odpowiedzi, bardzo wiele dla mnie znaczą. Powoli utwierdzam się w przekonaniu, że dobrze zrobiłam rozstając się z nim ale... właśnie pozostaje to ale. Kwestia walki samej z sobą. Muszę skorzystać z porady specjalisty lub grupy wsparcia i może się wyrwę z tej patologi.

Terapia i fachowa literatura.
Otwierają boleśnie oczy.

12

Odp: co to za miłość....

Czy myślicie, że po czymś takim co mnie spotkało w małżeństwie - alkohol, bicie i poniżanie przez męża, jest potem możliwa z nim przyjaźń ? Przyjaźń to może za dużo powiedziane ale zwykła znajomość czy to spowoduje, że nie będę potrafiła wyrwać się z tego związku i iść dalej ??? Mnie chyba podświadomie do niego ciągnie...

13

Odp: co to za miłość....

Na poczatku raczej nie jest to mozliwe. Wiesz nigdy nie moglam zrozumiec kobiet ktore sa bite, przy kazdej rozmowie sie skarza a jak ktos radzi zeby odeszly to sie denerwuja i zaczynaja wybielac swojego kata. Znam taka babke ktora maz oklada i za kazdym razem podczas rozmowy sie zali. Ale jak wszyscy dookola jej mowia kobieto ocknij sie i odejdz to ona sie zlosci i zaczyna krzyczec ze nikogo nie prosi o rady.
To nie jest milosc, to uzaleznienie, byc moze kochasz za bardzo. Myslalas o jakiejs terapii?

14

Odp: co to za miłość....

Ale ta bita i ta co trwa przy alkoholiku to ta sama drużyna kochane! Ta sama.

15

Odp: co to za miłość....

Teraz to wiem

16

Odp: co to za miłość....
LIDKA7 napisał/a:

Skupiłam się na wychowywaniu i opiece 10 letniego synka, który niestety miał duże problemy w szkole i w kontaktach z rówieśnikami.

A wiesz że to przez Ciebie? Jego ojciec jest po prostu chory psychicznie, ale matka? Niby samodzielna, pewna siebie, wykształcona i nie potrafiła swojego własnego dziecka obronić przed tym co się działo w Waszym domu, a na pewno nie raz widział jak tatuś tłucze mamusię, nazywa ją "kurwą", a mamusia na kolanach go przeprasza. Powinnaś się wstydzić.

17

Odp: co to za miłość....
madoja napisał/a:
LIDKA7 napisał/a:

Skupiłam się na wychowywaniu i opiece 10 letniego synka, który niestety miał duże problemy w szkole i w kontaktach z rówieśnikami.

A wiesz że to przez Ciebie? Jego ojciec jest po prostu chory psychicznie, ale matka? Niby samodzielna, pewna siebie, wykształcona i nie potrafiła swojego własnego dziecka obronić przed tym co się działo w Waszym domu, a na pewno nie raz widział jak tatuś tłucze mamusię, nazywa ją "kurwą", a mamusia na kolanach go przeprasza. Powinnaś się wstydzić.

Zdaję sobie sprawę, że za długo to ciągnęłam. Kochałam go. I ciągle słyszałam od swojej teściowej i teścia, że przecież "przysięgałam" na dobre i złe ! Teść też był alkoholikiem a teściowa została z nim do końca. Mi też tak wmawiali,że tak trzeba. Ja do tej pory myślę, że go kocham chociaż rozsądek podpowiada co innego ! Ale dam radę. Muszę dać radę.

18

Odp: co to za miłość....

A Ciebie Niunia co złego spotkało ze strony kochanego mężczyzny ?

niunia77 napisał/a:

Teraz to wiem

19

Odp: co to za miłość....
LIDKA7 napisał/a:

Mam 37 lat. Swojego męża poznałam mając 18. Pobraliśmy się osiem lat później. I zaczął się mój koszmar.... zniszczył mi życie.
Kochaliśmy się bardzo. Tak mi się wydaje, że mnie kochał. Ja wyszłam za niego z miłości. Byliśmy bardzo narwani, często się kłóciliśmy ale jedno za drugim świata nie widziało. Szybko się godziliśmy.
Pierwszy raz uderzył mnie trzy miesiące po ślubie. Bo nie wrócił z pracy a ja nie wiedziałam co się dzieje i gdzie jest. Znalazłam go w barze z kolegami i chciałam żeby wyszedł. Bardzo mu się to nie spodobało. Kupił kwiaty i przeprosił. Wybaczyłam. Za cztery miesiące zaszłam w ciążę. Uderzył mnie jak byłam w trzecim miesiącu ciąży. W święta Wielkanocne. Wtedy pomógł jego ojciec, wytłumaczył, załagodził. W zasadzie to samo robił w swoim domu, tam też była przemoc i alkohol, mój mąż tej przemocy również doświadczał.
Jestem kobietą atrakcyjną, wykształconą,  prowadzę własną firmę, kupiłam mały dom przed ślubem jeszcze, trochę zaniedbany ale własny. Pomimo tych problemów cieszyłam się, że jesteśmy razem. Ale coraz więcej pił. Nie mógł opanować ilości spożywanego alkoholu, mieliśmy dużo znajomych, często spotykaliśmy się w ogrodzie. Było dobrze, nie za każdym razem były awantury.
Potem znowu mnie uderzył, trzymając na rękach 6-miesięcznego synka przeleciałam przez pół pokoju i zatrzymałam się na szafie.
Wtedy zapewne uszkodził mi kręgosłup ale nie zrobiłam badań, bo po co ? Kochałam go.

Żyliśmy razem, dalej ale już jakby coś się przełamało we mnie. Wolałam spędzać czas gdzie indziej, z kim innym, z dala od domu. Nie zdradzałam go, ale i tak każdy mężczyzna w moim otoczeniu był mianowany na mojego kochanka. Nawet jego koledzy.
Prowadziłam firmę, często jeździłam do ludzi, spotykałam się też z kontrahentami, czasami musiałam pracować do nocy.Miał mi to za złe. O to też były awantury. W opiece nad dzieckiem pomagała nam jego mama.

Potem już nie pamiętam jego pobić, było coraz więcej i coraz częściej. Wzywałam policję. Kazałam się wyprowadzać z domu. Jechał do rodziców ale po kilku dniach wracał, przeważnie ja wyciągałam pierwsza rękę na zgodę. Wiedział, że to zrobię.
Dom wymagał remontu, wspólnymi siłami robiliśmy sobie wszystko w domu i ogrodzie, że teraz jest ładnie. Zawsze były wymówki i pretensje, że to nie jego dom tylko mój a on jest tylko parobkiem. Ja tego tak nie widziałam. Cieszyłam się, że mamy gdzie mieszkać, traktowałam ten dom jak nasz wspólny. Faktycznie,potem już często po awanturach kazałam mu wypier...  ale to chyba bardziej ze strachu a nie z nienawiści.
Potem już przestał się kontrolować, nawet przy znajomych potrafił mnie uderzyć, raz rzucił nożem we mnie, wyzwiska typu niedojeb, mongoł,kurwa były na porządku dziennym. A wcześniej byłam jego sikoreczką. teraz przy znajomych mówił o mnie "ta", nawet imienia nie wymieniał. Na to wszystko patrzył nasz syn.
Pękło coś we mnie. Bałam się go. Bałam się wracać do własnego domu. Seks był tylko na potrzeby jego zaspokojenia. Nawet nie próbowałam tego zmienić, jak mnie dotykał brało mnie przerażenie. Dotyk nie sprawiał mi żadnej przyjemności a wręcz przeciwnie. Spaliśmy na oddzielnych łóżkach.
Chciałam się rozstać ale kochałam go. Sprawiał mi ból, nocami siedziałam na forach szukając wyjścia z sytuacji a on oskarżał mnie, że randkuję przez internet. Nigdy tego nie zrobiłam. Wyjechałam na wakacje bez niego, ale ze znajomymi. Oskarżył swojego kolegę, że jest moim kochankiem i wtedy już się zaczęło piekło. Byłam wyzywana prawie codziennie.

W końcu się odważyłam, po awanturze z nożem wezwałam policję. Mąż tak się zachowywał, że policjant się pytał czy nie jest chory psychicznie. Kładł się na podłodze i nie chciał wyjść. W końcu go wyprowadzili.
Spakowałam go. Od tamtej pory minęło już 14 miesięcy. Skupiłam się na wychowywaniu i opiece 10 letniego synka, który niestety miał duże problemy w szkole i w kontaktach z rówieśnikami.
Przez ten czas kontaktowaliśmy się z mężem z racji dziecka, raz było lepiej raz gorzej, kłóciliśmy się ale on nie przepraszał potem, ale zaprosił na świeta. Pojechałam z dzieckiem. Pisał do mnie smy raz miłe fajne, raz obraźliwe. Nie wiedziałam co zrobić.
Bałam się jego powrotu. Ale czekałam, że mnie przeprosi obieca zmianę, poprawę, powie że mnie kocha, że świata poza mną nie widzi. Chyba jestem głupia.
Kilka dni temu powiedział mi, że mnie nie kocha, że spotkał kogoś i chce sobie układać życie na nowo. Nie będzie o mnie walczył, bo już nie chce.
Bardzo to przeżyłam, płakałam po nocach i nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Facet, który tak mnie traktował chce dać mi wolność a ja wyję z jego powodu ??? Zastanawiam się czy może ja go dalej kocham, czy to forma jakiegoś uzależnienia ? Może powinnam pójść do psychiatry ?
Zaproponowałam przyjaźń i naprawę naszych złych relacji ze względu na dziecko, on mi cały czas powtarzał  że nic między nami już nie będzie, że się nie ułoży. A ja chcę zgody. Dla dziecka. Niech widzi, że rodzice pomimo że nie są razem potrafią się ze sobą dogadać i szanować wzajemnie.
Jestem samodzielną kobietą, daję sobie radę po jego odejściu ale co jest ze mną nie tak ? Może ja go dalej kocham ?
Ale nie chcę aby był ze mną, bo się boję. Tak, chyba tak. Chociaż nie wiem czy nie chcę. Nie będę o niego walczyć. Szukam zrozumienia dla samej siebie, co mi jest. Chora miłość zniszczyła mnie.

Lidka7 czy próbowałaś kiedyś odejść? Jeżeli tak, to jak długo nie byliście razem?

20

Odp: co to za miłość....
LIDKA7 napisał/a:

A Ciebie Niunia co złego spotkało ze strony kochanego mężczyzny ?

niunia77 napisał/a:

Teraz to wiem

Alkoholizm...

To moj watek
http://www.netkobiety.pl/t48828.html

21

Odp: co to za miłość....

ONAONA odeszłam, a dokładniej jego zabrała policja po awanturze z wyzwiskami i rękoczynami. Całe szczęście mieszkanie jest moje, inaczej wylądowałabym pewnie pod mostem. Mój jeszcze mąż mieszka u mamy od 14 miesięcy i właśnie dlatego jestem taka zła na siebie, że wciąż o nim myślę. Ostatnio trochę częściej się spotykamy, ze względu na dziecko, które miało problemy w szkole i tak mi coś drgnęło w sercu. A potem on mi powiedział, że z kimś się spotyka.Nie wiem czy to prawda ale nie wiedziałam co powiedzieć, dwa tygodnie wyłam na okrągło. To jest przerażające !!!
Powinnam się cieszyć, że mam go z głowy a jest na odwrót. A najbardziej mnie męczy czy to prawdziwa miłość czy faktycznie uzależnienie od Niego ? Ale jest mi dobrze samej, odzyskałam spokój. Chociaż czasem czuję się samotna.

22

Odp: co to za miłość....
niunia77 napisał/a:
LIDKA7 napisał/a:

A Ciebie Niunia co złego spotkało ze strony kochanego mężczyzny ?

niunia77 napisał/a:

Teraz to wiem

Alkoholizm...

To moj watek
http://www.netkobiety.pl/t48828.html

No i popłakałam się czytając Twój wątek i wypowiedzi innych dziewczyn. W zasadzie Niunia, ONAONA I ZIELONY DOMEK to taki mix mnie. Wy jesteście jeszcze młode i dużo czasu przed wami. Ja mam 37 lat, w zasadzie jeszcze nie myślę żeby umierać ale mam poczucie że zmarnowałam trochę życia. Tylko nie wiem jeszcze czy to ja byłam złą żoną czy on złym mężem ??? Paranoja.
Zazdrość ? Jestem zła, że on o mnie nie walczył tylko znalazł sobie inną ? Nie wiem do końca czy kogoś ma ale sama myśl przyprawia mnie o szaleństwo.
Chyba liczyłam, że mnie kocha, że wpadnie z bukietem kwiatów, weźmie w ramiona, obieca że się zmieni i będziemy żyć długo i szczęśliwie......chyba mi odbija przed 40....
dziewczyny ja w zasadzie oprócz niego to nie miałam innych facetów, nawet nie wiem jak się na randki umawiać, całe życie spędziłam z nim....a i tak byłam dla niego k...ą.

23 Ostatnio edytowany przez niunia77 (2013-03-09 01:33:07)

Odp: co to za miłość....

Lidko jestes mloda kobieta. Swiat stoi przed Toba otworem. Moj chlopak byl moim pierwszym, dal mi to czego tak pragelam i dlatego tak ciezko mi bylo od niego odejsc. I oszem jestem mu wdzieczna ze mi to dal, szkoda tylko ze przez pare miesiecy. Trzeba sie pogodzic ze to juz nie wroci. Tez jestem zla za to ze pieprzy ze kocha a nic nie zrobil przez tyle czasu zeby byo lepiej tylko chlal. Trzeba sprobowac ulozyc zycie na nowo. Trzymam za Ciebie kciuki i zycze szczescia.

24

Odp: co to za miłość....

Jakoś muszę sobie z tym wszystkim poradzić chociaż nie bardzo wiem jak. Chyba czas leczy rany. Może właśnie to, że on się z kimś spotyka zabije tę miłość we mnie. Na razie cierpię i jest mi bardzo źle.

Dzisiaj synek ma spać u niego, mam nadzieję że będzie spokojnie, chociaż pewnie nie obędzie się bez prania mózgu dziecku...

25

Odp: co to za miłość....
LIDKA7 napisał/a:

Jakoś muszę sobie z tym wszystkim poradzić chociaż nie bardzo wiem jak. Chyba czas leczy rany. Może właśnie to, że on się z kimś spotyka zabije tę miłość we mnie. Na razie cierpię i jest mi bardzo źle.

Dzisiaj synek ma spać u niego, mam nadzieję że będzie spokojnie, chociaż pewnie nie obędzie się bez prania mózgu dziecku...

LIDKA Ty w jakiś sposób nadal jesteś od niego uzależniona, dlaczego nadal interesuje Cię co on i z kim robi, tej następnej to należy współczuć, a nie jej zazdrościć.
Obudź się dziewczyno, masz dziecko!
Sama sobie to robisz. Nie rozumiem, minęło już tyle czasu.

26

Odp: co to za miłość....

Postanowiłam wykorzystać dzisiejszy wieczór i fakt, że syn śpi u ojca. Zamierzam wyjść ze znajomymi i dobrze sie bawić. Może to wzmocni mnie trochę psychicznie i da motywacje do działania.
Mam trochę niezrealizowanych planów i gdyby udało się wcielić je w życie to może przestałabym wciąż myśleć o NIM ??? Zajmę się sobą, będę egoistką jak on.

27

Odp: co to za miłość....
LIDKA7 napisał/a:

Postanowiłam wykorzystać dzisiejszy wieczór i fakt, że syn śpi u ojca. Zamierzam wyjść ze znajomymi i dobrze sie bawić. Może to wzmocni mnie trochę psychicznie i da motywacje do działania.
Mam trochę niezrealizowanych planów i gdyby udało się wcielić je w życie to może przestałabym wciąż myśleć o NIM ??? Zajmę się sobą, będę egoistką jak on.

Ty masz być taka dla siebie, a nie dlatego, że on.
On ma Cię gdzieś, zrozum.

Czego konkretnie Ci brakuje jak go nie ma?

28

Odp: co to za miłość....

witaj Lidka7 masz racje stan sie  egoistka kazdy psycholog ci tak doradzi. masz jakies cele? zacznij do nich zmierzac zajmie ci to tyle czasu ze zapomnisz o mezu i zobaczysz jak zycie bez niego jest piekniejsze. Nie szukaj z nim kontaktu byanjmniej narazie a do psychologa idz udaj sie do pomocy spolecznej w twojej miejscowosci albo gminie tam sa darmowe porady i pomoc uzyskasz napewno. bez tego nie zrobisz dobrego startu w nowe zycie bo znajdziesz sobie drugiego takiego samego tyrana nie ryzykuj tym  a spotkania u psychologa sa anonimowe nikt nie musi wiedziec. zacznij robic to na co mialas ochote gdy byleiscie malzenstwem a maz ci to utrudnial- to taka mala rada ode mnie. pozdrawiam

29

Odp: co to za miłość....
Zielony_Domek napisał/a:
LIDKA7 napisał/a:

Postanowiłam wykorzystać dzisiejszy wieczór i fakt, że syn śpi u ojca. Zamierzam wyjść ze znajomymi i dobrze sie bawić. Może to wzmocni mnie trochę psychicznie i da motywacje do działania.
Mam trochę niezrealizowanych planów i gdyby udało się wcielić je w życie to może przestałabym wciąż myśleć o NIM ??? Zajmę się sobą, będę egoistką jak on.

Ty masz być taka dla siebie, a nie dlatego, że on.
On ma Cię gdzieś, zrozum.

Czego konkretnie Ci brakuje jak go nie ma?

Zielony Domku brakuje mi jego czułości, dotyku, tych spojrzeń pełnych miłości ale z czasów oczywiście jak było dodrze. Naprawdę bardzo się kochaliśmy, jedno za drugim świata nie widziało. Wszyscy znajomi z nas się śmiali, że skoczylibyśmy za sobą w ogień. Mówił do mnie moja sikoreczka, perełeczka.
Ale potem wydarzyło się bardzo dużo złego.
Zaczęło się od chorej zazdrości, kontrolował moje wyjścia do koleżanek, wyjazdy, jak wróciłam trochę później były wymówki i awantury. Potem zaczęły się wyzwiska już nie byłam sikoreczką a k...ą, niedojebem, szmatą. Nie mogłam mieć kolegów, bo każdy był moim potencjalnym kochankiem. Nawet nasi wspólni koledzy byli oskarżani o to, że ze mną sypiają. 
Naprawdę byłam osobą bardzo komunikatywną, (ale nie puszczalską) i z każdym potrafiłam znaleźć wspólny język w każdej dziedzinie. Nie raz zdarzało sie, że po wspólnych spotkaniach ze znajomymi byłam oskarżana,że za bardzo się mizdrzyłam do jakiegoś kolegi. Pytał, czy chciałabym aby mnie przeleciał ?
Koledzy w pracy też go podpuszczali, nie raz słyszałam jak mówili, ale masz atrakcyjną żonę nie boisz się tak jej samej puszczać samochodem po mieście ?
A on zamiast być z tego dumny to wyładowywał swoja złość na mnie.
Zamknęłam się w sobie, zaczęłam unikać sytuacji, które powodowały u niego nerwy. Ale to i tak nie pomogło, zawsze znalazło się coś.
Koszmar zaczął się w 2011, kiedy pojechałam na wakacje bez niego. Przez ostatnie 10 lat zawsze w tym samym czasie wyjeżdzamy na wakacje a mój mąż oczywiście nie wziął sobie urlopu, bo nie wiedział kiedy. Pojechałam ze znajomymi nad morze. Znał wszystkich, którzy tam byli nie to że pojechałam z kimś obcym. Zabrałam oczywiście ze sobą dziecko, ale to nie miało najmniejszego znaczenia. Dla niego najważniejsze było to, że był tam mój i jego kolega i stwierdził, że pojechałam na te wakacje tylko żeby z nim się kur...ć. Od wielu lat jeździliśmy w takiej grupie na wakacje, to nie była jakaś nowość.
Ja nie mam rodzeństwa, znajomi byli moimi bliskimi więc dla mnie nie było w tym jakiejś sensacji że pojechałam na wakacje.

Potem było już z górki. Pił prawie codziennie, ale tak że ja nie widziałam-w garażu, a czasem jeszcze zanim dojechał do domu wypijał ćwiartkę, abym nie widziała a potem doprawiał się piwem. Do domu wchodził już ugotowany i wystarczyło chociażby to, że spojrzałam na niego to wybuchał"co się k...o patrzysz, kur...aś się nad morzem a teraz chcesz abym ja Cię ruch...ł ?!
Nie chciałam. Seks był wymuszony, przeważnie jak wytrzeźwiał w środku nocy albo nad ranem przychodził do mnie i żądał seksu, bo przecież przysięgałam przed Bogiem ???! Spaliśmy już osobno, przychodził na numerki. Owszem, próbował być czuły ale jego dotyk wtedy kojarzył mi się tylko z biciem i z krzywdą jaką mi robił. Nie byłam w stanie czerpać korzyści z seksu. Kiedyś owszem byliśmy super parą w łóżku.
często było tak,że napił się w garażu przyszedł do domu i padł na łóżko, jak trochę się przespał i przetrzeźwiał wstawał i wtedy brało go na nauczanie dziecka. Próbował odrabiać z synem lekcje, jak mały czegoś nie rozumiał to wyzywał go od niedojebów, głupków i bił po głowie. W takiej sytuacji przeważnie ja wkraczałam. I awantura gotowa.

Kiedyś później jak już mieszkał osobno, powtarzał dziecku że to jego wina że się rozstaliśmy, bo kłóciliśmy się przez niego.

Ostatni miesiąc przed jego wyprowadzką to był jeden ciąg picia i awantury, rękoczyny, wyzwiska. Już nawet nie przepraszał, tylko następnego dnia przechodził do porządku dziennego jakby nic się nie stało. Jak złapał mnie za szyję i zaczął dusić a nasz syn go odpychał to zadzwoniłam po policje. Nie byli w stanie go wyprowadzić przez godzinę z domu, w końcu powiedzieli że go skują jeśli nie wyjdzie. zadzwoniłam po jego siostrę i chyba ona zabrała go do siebie do domu.

Potem ten rok był taki dziwny, niby cały czas się widywaliśmy bo woziłam po szkole do jego mamy syna, ale nie przeprosił mnie. Uważał, że to ja go zniszczyłam i to że w naszym związku się popsuło to tylko i wyłącznie moja wina.

Teraz się zastanawiam, czy nie powinnam więcej zrobic dla naszego małżeństwa bo zamiast się wspierać, rozmawiać ja zamknęłam się w sobie i uciekałam, byłam niedostępna dla niego. On wysyłał mi przez ten czas jakieś sygnały, że chce się pogodzić wysyłał smsy. Byliśmy razem na kilku uroczystościach rodzinnych i było dobrze, nie upił się nie zrobił awantury. Ale ja liczyłam, że przyjedzie z kwiatami, padnie na kolana, przeprosi za wszystko co złe i zaczniemy od nowa. A najważniejsze, że się zmieni. Ja traciłam przy nim poczucie bezpieczeństwa, bałam się go, bałam się że mnie zabije w szale albo zrobi coś dziecku.

Teraz widzisz, że brakuje mi tego co było dobre ale jednocześnie złe rzeczy przewyższyły dobre. Jednak człowiek jest tak zbudowany,że ma nadzieję że da się naprawić wszystko. Staram się teraz samej sobie wytłumaczyć, że w tym przypadku się nie da.

Dziwi mnie tylko, że on teraz tak chętnie godzi się na przyjaźń ze mną, jednocześnie mówiąc mi, że ma kogoś innego i że się prawie zakochał. Oferuje pomoc w codziennych sprawach i chce abyśmy wspólnie wychodzili gdzieś z dzieckiem, żeby widział syn że rodzice potrafią żyć w zgodzie. Zastanawiam, się czy to jest jakaś kolejna manipulacja z jego strony...widzi, że powoli układałam sobie życie bez niego i może postanowił namieszać, zeby nie było mi za dobrze i za spokojnie ? Może zna mnie lepiej, niż ja siebie...? Pranie mózgu mi zrobił.

30

Odp: co to za miłość....

I jeszcze tak całkiem interesownie to brakuje mi zwyczajnie męskiej ręki w domu, żeby coś naprawił zrobił...

31 Ostatnio edytowany przez dagmara84 (2013-03-09 15:50:54)

Odp: co to za miłość....

przeczytaj sobie to co napisalasi wyobraz sobie ze czytasz o kims innym.odpowiedz sobie na pytanie jakie zycie ma ta osoba. albo wyobraz sobie ze to historia kogos tobie bliskiemu co bys doradzila takiej przyjaciolce
a co do meskiej reki w domu znjadzie sie ja sobie radze zupelnie sama we wszystkim. wszystko przyjdzie z czasem.

32

Odp: co to za miłość....

Wróciłam z klubu. Bawiłam się świetnie. A teraz w domu wyję. Jezu jak pusto, nie mam nikogo kto mnie kocha.Jest mi źle. Jeszcze tak dalej a skończę jak wariatka z kotami, żeby zapełnić pustkę w sercu.
Może ja źle zrobiłam, nie prosiłam aby się leczył, nie pomogłam mu tylko kazałam wynosić się z domu....

33

Odp: co to za miłość....
LIDKA7 napisał/a:

często było tak,że napił się w garażu przyszedł do domu i padł na łóżko, jak trochę się przespał i przetrzeźwiał wstawał i wtedy brało go na nauczanie dziecka. Próbował odrabiać z synem lekcje, jak mały czegoś nie rozumiał to wyzywał go od niedojebów, głupków i bił po głowie

Lidko to wlasnie przez to Twoj synek ma teraz problemy w szkole i z rowiesnikami. Zal mi tego dziecka, bo wiem przez co przeszlo.

34

Odp: co to za miłość....
LIDKA7 napisał/a:

Wróciłam z klubu. Bawiłam się świetnie. A teraz w domu wyję. Jezu jak pusto, nie mam nikogo kto mnie kocha.Jest mi źle. Jeszcze tak dalej a skończę jak wariatka z kotami, żeby zapełnić pustkę w sercu.
Może ja źle zrobiłam, nie prosiłam aby się leczył, nie pomogłam mu tylko kazałam wynosić się z domu....

Naprawdę wierzysz w to co napisałaś?
Szczególnie mam na myśli ostatnie zdanie.

35

Odp: co to za miłość....

Masz rację ZielonyDomku -NIE WIERZE !!!
Bardzo dobrze, że wywaliłam go z domu, dla siebie i syna. Mamy teraz spokój i nie boimy się o swoje życie.
On nie chce się leczyć, wiem to po dzisiejszej rozmowie. Ale o tym później.

jak mówiłam wczoraj mój synek nocował u taty. I wiecie co on zrobił ??? Zabrał dziecko na libację do sąsiada !!!! No, kur...ica mnie wzięła ale jakoś opanowałam emocje, żeby znowu się nie kłócić. Przecież to nienormalne. Dziecko tyle się napatrzyło na pijanego ojca a on jeszcze mu to dalej funduje w czasie kiedy powinien się nim zająć jak ojciec, a nie pokazywać jaki jest standard życia !!!
I niech mi się tu nie oburzają zaraz ojcowie ale uważam, że w takich przypadkach powinno się izolować dzieci od takich ojców pijaków !!!!
Nie chciałabym tego robić, ze względu na obiecane budowanie przyjaźni między mną a moim byłym mężem.

a teraz druga część dzisiejszego dnia: bylismy razem z dzieckiem w kinie i mieliśmy okazję chwilę porozmawiać.

O tym co było między nami i co to wszystko popsuło. Trochę inaczej to widzimy, on nie dopuszcza do siebie myśli że to jego wina. Myślę, że jednak przemówiłam mu trochę do rozumu, bo w pewnym momencie jak mówiłam o uczuciach i o tym co się ze mną działo jak mnie bił i poniżał, to miał łzy w oczach. Zażądałam, tak zażądałam nie prosiłam aby mi wytłumaczył dlaczego zaczął mnie bić. Przypominam, że pierwszy raz mnie uderzył jak byłam w czwartym miesiącu Ciąży. I wiecie co powiedział, że nie wię dlaczego ! Nie potrafi mi tego wytłumaczyć. A ja właśnie tego nie mogę zrozumieć, jak można kogoś uderzyć jeśli się go bardzo kocha. Powiedział, że widocznie był jakiś powód skoro mnie uderzył. Odpowiedziałam, że żadne powody nie usprawiedliwiają jego agresji wobec mnie.
Na każdym kroku mówił mi o swoim nowym związku jakby mnie to interesowało ! Jak mu jest cudownie i jak się zakochał, jaki cudowny sex ich łączy ! Nie pokazałam,że mnie to rusza bo taki pewnie był jego cel. Zapytałam tylko czy powiedział swojej nowej kobiecie dlaczego rozpieprzyło się jego małżeństwo ?! Powiedział, że tak. A ja czy aby szczerze ? Bo powinieneś jej powiedzieć, że piłeś i biłeś żonę, to jej powiedz mówię a ucieknie od Ciebie następnego dnia. A jak Ty jej tego nie powiesz to ja to zrobię jak ją kiedyś poznam!! Temat się skończył.

Było jeszcze na inne tematy ale nie będę Was zanudzać.
Ważne, że ja lepiej się poczułam po tej rozmowie. Ten człowiek nie potrafi się zmienić ani nawet nie chce.

Powoli będę pracować nad sobą i myślę, że z czasem zrozumiem to, że żadna przyszłość mnie z nim nie czekała.



Zielony_Domek napisał/a:
LIDKA7 napisał/a:

Wróciłam z klubu. Bawiłam się świetnie. A teraz w domu wyję. Jezu jak pusto, nie mam nikogo kto mnie kocha.Jest mi źle. Jeszcze tak dalej a skończę jak wariatka z kotami, żeby zapełnić pustkę w sercu.
Może ja źle zrobiłam, nie prosiłam aby się leczył, nie pomogłam mu tylko kazałam wynosić się z domu....

Naprawdę wierzysz w to co napisałaś?
Szczególnie mam na myśli ostatnie zdanie.

36

Odp: co to za miłość....

Lidka7, twoje myślenie jest takie typowe dla kobiet takich jak my. Proszę Cię, poświęć kiedyś chwilkę i prześledź inne wątki kobiet, które tkwią w relacjach , w których partner je rani. Te kobiety wszystkie siebie obwiniają. Ja też siebie obwiniam bardzo często, najczęściej za to, że za mało kochałam. Często jest tak, że to my, kobiety, partnerki trudnych mężczyzn same mamy chorą psychikę, bo nie widzimy tego co widzą wszyscy wokół. Takie myślenie typu "mogłam zrobić więcej" tylko nas pogrąża w negatywnym stanie pełnym smutku, braku wiary w siebie. Lidka7 rozmawiaj dużo z innymi osobami, udzielaj się na forum, szukaj wsparcia gdzie tylko się da. To teraz jest tobie bardzo potrzebne!
Czy nie pomyślałaś kiedyś przez chwilę, że mogłabyś mieć partnera, na którego nie musiałabyś się skarżyć? Ja sobie tak kiedyś pomyślałam i w głębi duszy pojawiła się myśl "Jakie to musi być niesamowite żeby nie mieć tej pokusy skarżenia się na forum na partnera". Tego właśnie życzę mi, Tobie i innym kobietom w trudnej relacji.

37

Odp: co to za miłość....
onaona napisał/a:

Lidka7, twoje myślenie jest takie typowe dla kobiet takich jak my. Proszę Cię, poświęć kiedyś chwilkę i prześledź inne wątki kobiet, które tkwią w relacjach , w których partner je rani. Te kobiety wszystkie siebie obwiniają. Ja też siebie obwiniam bardzo często, najczęściej za to, że za mało kochałam. Często jest tak, że to my, kobiety, partnerki trudnych mężczyzn same mamy chorą psychikę, bo nie widzimy tego co widzą wszyscy wokół. Takie myślenie typu "mogłam zrobić więcej" tylko nas pogrąża w negatywnym stanie pełnym smutku, braku wiary w siebie. Lidka7 rozmawiaj dużo z innymi osobami, udzielaj się na forum, szukaj wsparcia gdzie tylko się da. To teraz jest tobie bardzo potrzebne!
Czy nie pomyślałaś kiedyś przez chwilę, że mogłabyś mieć partnera, na którego nie musiałabyś się skarżyć? Ja sobie tak kiedyś pomyślałam i w głębi duszy pojawiła się myśl "Jakie to musi być niesamowite żeby nie mieć tej pokusy skarżenia się na forum na partnera". Tego właśnie życzę mi, Tobie i innym kobietom w trudnej relacji.

OnaOna przeczytaj mój wcześniejszy wpis, niedawno go dodałam. Czuję się coraz silniejsza.

Wiem, że zachowuję się jak współuzależniona, ofiara swojego kata. Wczoraj czytałam pół nocy wątki innych kobiet, to bardzo ważne i widzę jakie wsparcie daje mi to forum.
Wiem,że będę pewnie miała spadki formy i takie jazdy z samotnością jak wczoraj ale muszę sobie dać radę.
Nastawiam się na pozytywne myślenie i tłumaczę sobie,że bez niego jest mi o niebo lepiej !!!!

38

Odp: co to za miłość....
LIDKA7 napisał/a:
onaona napisał/a:

Lidka7, twoje myślenie jest takie typowe dla kobiet takich jak my. Proszę Cię, poświęć kiedyś chwilkę i prześledź inne wątki kobiet, które tkwią w relacjach , w których partner je rani. Te kobiety wszystkie siebie obwiniają. Ja też siebie obwiniam bardzo często, najczęściej za to, że za mało kochałam. Często jest tak, że to my, kobiety, partnerki trudnych mężczyzn same mamy chorą psychikę, bo nie widzimy tego co widzą wszyscy wokół. Takie myślenie typu "mogłam zrobić więcej" tylko nas pogrąża w negatywnym stanie pełnym smutku, braku wiary w siebie. Lidka7 rozmawiaj dużo z innymi osobami, udzielaj się na forum, szukaj wsparcia gdzie tylko się da. To teraz jest tobie bardzo potrzebne!
Czy nie pomyślałaś kiedyś przez chwilę, że mogłabyś mieć partnera, na którego nie musiałabyś się skarżyć? Ja sobie tak kiedyś pomyślałam i w głębi duszy pojawiła się myśl "Jakie to musi być niesamowite żeby nie mieć tej pokusy skarżenia się na forum na partnera". Tego właśnie życzę mi, Tobie i innym kobietom w trudnej relacji.

OnaOna przeczytaj mój wcześniejszy wpis, niedawno go dodałam. Czuję się coraz silniejsza.

Wiem, że zachowuję się jak współuzależniona, ofiara swojego kata. Wczoraj czytałam pół nocy wątki innych kobiet, to bardzo ważne i widzę jakie wsparcie daje mi to forum.
Wiem,że będę pewnie miała spadki formy i takie jazdy z samotnością jak wczoraj ale muszę sobie dać radę.
Nastawiam się na pozytywne myślenie i tłumaczę sobie,że bez niego jest mi o niebo lepiej !!!!

Wszyscy trzymamy za ciebie kciuki smile Będzie dobrze.

39

Odp: co to za miłość....

Jeszce coś wam napiszę bo wytrzymać nie mogę. dzisiaj jak szłam do kina z dzieckiem i prawie byłym mężem, to chyba ze dwie godziny się stroiłam. Staranny makijaż, dobrany strój, seksowny ale nie wyzywający( przez ostatnie dwa tygodnie nerwów z mężem schudłam 4 kg, więc pozbyłam się boczków ), elegancka fryzura. Całkiem inaczej niż na co dzień.

I wiecie co ? Faceci się za mną oglądają !!! Jestem atrakcyjną kobietą ! Mój mąż tez to zauważył, bo w którymś tam momencie wtrącił, że nie pasuję do niego bo on jest zwykłym robolem (pracuje jako mechanik samochodowy) - jego kompleksy sie odezwały ?! Dobrze, niech widzi jaką fajną babkę stracił !!!

Brać się za siebie dziewczyny, tego "kwiatu" to pół światu, może trafi się w końcu jakiś normalny !

40

Odp: co to za miłość....

Dzisiaj też jakoś się trzymam, widziałam go i wydaje mi się, że jest mi zupełnie obojętny. Jednak ciągle myślę, czy mogłam coś zrobić aby ratować swoje małżeństwo, czy byłaby jakaś szansa ?
Wiem że to uzależnienie psychiczne jest najgorsze. I ta ciągła myśl, że tak bardzo go kocham.



Znalazłam w sieci informacje, że jednak mogłam go zmusić do leczenia ale wtedy tego nie wiedziałam a teraz to już raczej pozamiatane skoro on się spotyka z inną, niech on się martwi.

Ciekawe czy dla niej będzie inny i czy przestanie pić albo przynajmniej ograniczy.

Szkoda mi go jako człowieka.

Wklejam link jakby któraś z Was chciała poczytać. : http://www.eporady24.pl/przymusowe_leczenie_alkoholikow,artykuly,8,31,306.html

41

Odp: co to za miłość....

Dziewczyny stwierdziłam, że jednak nie dam rady przezwyciężyć tego wszystkiego. Muszę poszukać porady u specjalisty, bo zadręczę sama siebie.
Zupełnie nie wiem co mnie dopadło.
Wydawało mi się,że jestem silną kobietą a tu tak się rozjechałam....

Znalazłam poradnię leczenia uzależnień, jutro rano wybieram się tam.
Muszę to zrobić, bo mój syn który do tej pory widział we mnie silną mamę, teraz widzi jak wyję wieczorami i się zamartwiam.
Nie chcę aby to się odbiło na nim.
koleżanka mo powiedziała, że moje uzależnienie kształtowało się latami więc tera musi to trochę potrwać zanim się uwolnię...

42

Odp: co to za miłość....
LIDKA7 napisał/a:

Dziewczyny stwierdziłam, że jednak nie dam rady przezwyciężyć tego wszystkiego. Muszę poszukać porady u specjalisty, bo zadręczę sama siebie.
Zupełnie nie wiem co mnie dopadło.
Wydawało mi się,że jestem silną kobietą a tu tak się rozjechałam....

Znalazłam poradnię leczenia uzależnień, jutro rano wybieram się tam.
Muszę to zrobić, bo mój syn który do tej pory widział we mnie silną mamę, teraz widzi jak wyję wieczorami i się zamartwiam.
Nie chcę aby to się odbiło na nim.
koleżanka mo powiedziała, że moje uzależnienie kształtowało się latami więc tera musi to trochę potrwać zanim się uwolnię...

Popieram w 100%.
Trzymam kciuki.
Daj znać jak poszło.

43

Odp: co to za miłość....
LIDKA7 napisał/a:

Dzisiaj też jakoś się trzymam, widziałam go i wydaje mi się, że jest mi zupełnie obojętny. Jednak ciągle myślę, czy mogłam coś zrobić aby ratować swoje małżeństwo, czy byłaby jakaś szansa ?
Wiem że to uzależnienie psychiczne jest najgorsze. I ta ciągła myśl, że tak bardzo go kocham.

Nie ratuj już nic.
On się nie zmieni dla Ciebie, może dla innej się zmieni ale dla Ciebie nie!
Nic nie ratuj, bo próbując ratować umarłe moim zdaniem małżeństwo, zniszczysz swoje dziecko.


LIDKA7 napisał/a:

Próbował odrabiać z synem lekcje, jak mały czegoś nie rozumiał to wyzywał go od niedojebów, głupków i bił po głowie

Jeżeli ojciec moich dzieci kiedykolwiek zrobił by coś takiego, stanęłabym na głowie, żeby odebrać mu prawa rodzicielskie.
A Ty chcesz coś ratować? Jezuuu.

44

Odp: co to za miłość....

W miarę upływu czasu dociera do mnie, że nie ma co ratować.
Głównie to dzięki Wam dziewczyny. Rady są naprawdę pomocne.

Po prostu żal, czysty żal ściska serce że osoba, którą się tak mocno kochało mogła ranić jeszcze mocniej.
I żal straconych lat, trwania w nijakim związku.
Myślałam,że Go zmienię że On się zmieni.
Jeśli nie dla mnie to dla dziecka.

I to Jego milczenie kiedy pytam, czy kochał mnie tak naprawdę z całego serca ?
Wiem, że kochał ale dlaczego nie powie tego ?
Twardziel.
Taki facet nie może przyznać się do słabości.
A miłość jest słabością.


Anik38 napisał/a:
LIDKA7 napisał/a:

Dzisiaj też jakoś się trzymam, widziałam go i wydaje mi się, że jest mi zupełnie obojętny. Jednak ciągle myślę, czy mogłam coś zrobić aby ratować swoje małżeństwo, czy byłaby jakaś szansa ?
Wiem że to uzależnienie psychiczne jest najgorsze. I ta ciągła myśl, że tak bardzo go kocham.

Nie ratuj już nic.
On się nie zmieni dla Ciebie, może dla innej się zmieni ale dla Ciebie nie!
Nic nie ratuj, bo próbując ratować umarłe moim zdaniem małżeństwo, zniszczysz swoje dziecko.


LIDKA7 napisał/a:

Próbował odrabiać z synem lekcje, jak mały czegoś nie rozumiał to wyzywał go od niedojebów, głupków i bił po głowie

Jeżeli ojciec moich dzieci kiedykolwiek zrobił by coś takiego, stanęłabym na głowie, żeby odebrać mu prawa rodzicielskie.
A Ty chcesz coś ratować? Jezuuu.

45

Odp: co to za miłość....

Witajcie dziewczyny. Już miesiąc mija jak się dowiedziałam,że ma inna. Chociaż nadal nie wiem czy ma.
Nadal to przeżywam ale juz trochę uspokoiłam emocje.
Staram się normalnie żyć, nie pokazywać dziecku że jest mi przykro.

Myślicie, że po czymś takim co mnie spotkało możliwa jest z nim przyjaźń ?
Zastanawiam się wciąż czy to możliwe...

46

Odp: co to za miłość....

Kobieto ty weź się od niego odizoluj, bo przeczytałam cały wątek i nie wierzę, że ty o tym samym dalej. Jaka przyjaźń? Obudź się! Nie wyobrażam sobie żeby ktokolwiek mógł na mnie podnieść rękę bez podania go za to do sądu, a ty się zastanawiasz nad przyjaźnią i nad tym, czy ten wariat ma inną kobietę. Jak Twoje dziecko będzie zdrowe psychicznie to ja będę mocno zdziwiona, bo po czymś takim ma marne szanse. Najpierw ojciec-kat, a teraz matka płacząca za dawną sielanką z rękoczynami na dzień dobry. Czy ty lubisz być bita i poniżana? Bo ja mam wrażenie, że tak.
I jeszcze teściowie tłumaczący swojego synka - ja bym takich ludzi truła jak szczury. Wiesz, jak się chce przestać być uzależnionym, to trzeba odstawić całkowicie i na zawsze to od czego się jest uzależnionym. Ile czasu będziesz tak żyć? Nie masz kata w domu, a został Ci w głowie.

47

Odp: co to za miłość....
LIDKA7 napisał/a:

Myślicie, że po czymś takim co mnie spotkało możliwa jest z nim przyjaźń ?

Słucham?
Kobieto zaczynasz przechodzić samą siebie!

48

Odp: co to za miłość....
Zielony_Domek napisał/a:
LIDKA7 napisał/a:

Myślicie, że po czymś takim co mnie spotkało możliwa jest z nim przyjaźń ?

Słucham?
Kobieto zaczynasz przechodzić samą siebie!

Wiem. Sama to widzę, ale nie mogę sobie poradzić.
Bezustannie szukam kontaktu z nim,nie wiem po co !
Rozsądek mówi mi, że nie możemy być razem bo to i tak nie wyjdzie, źle się skończy a jednak wciąż myślę. Jak staram się wyrzucić złe chwile kiedy mnie krzywdził, żeby wybaczyć to wracają te dobre i przypominam sobie jak było cudownie kiedy nam się układało, kiedy się kochaliśmy i wtedy żal ściska jeszcze bardziej.

Byłam u psychologa w poradni leczenia uzależnień. Pani psycholog niewiele mi pomogła, wysłuchała stwierdziła, że mam typowe objawy współuzależnienia i abym odpowiedziała sobie na pytanie czy chcę ten związek ratować.
Nie chcę.
Ale nie wiem jak samej sobie to wytłumaczyć. Zapisałam się na wizytę do psychiatry ale troche trzeba poczekać, może da mi cos na uspokojenie i poprawę humoru ?

Sama ze sobą walczę.

49 Ostatnio edytowany przez Olśnienie (2013-04-19 22:14:13)

Odp: co to za miłość....
LIDKA7 napisał/a:
Zielony_Domek napisał/a:
LIDKA7 napisał/a:

Myślicie, że po czymś takim co mnie spotkało możliwa jest z nim przyjaźń ?

Słucham?
Kobieto zaczynasz przechodzić samą siebie!

Wiem. Sama to widzę, ale nie mogę sobie poradzić.
Bezustannie szukam kontaktu z nim,nie wiem po co !
Rozsądek mówi mi, że nie możemy być razem bo to i tak nie wyjdzie, źle się skończy a jednak wciąż myślę. Jak staram się wyrzucić złe chwile kiedy mnie krzywdził, żeby wybaczyć to wracają te dobre i przypominam sobie jak było cudownie kiedy nam się układało, kiedy się kochaliśmy i wtedy żal ściska jeszcze bardziej.

Byłam u psychologa w poradni leczenia uzależnień. Pani psycholog niewiele mi pomogła, wysłuchała stwierdziła, że mam typowe objawy współuzależnienia i abym odpowiedziała sobie na pytanie czy chcę ten związek ratować.
Nie chcę.
Ale nie wiem jak samej sobie to wytłumaczyć. Zapisałam się na wizytę do psychiatry ale troche trzeba poczekać, może da mi cos na uspokojenie i poprawę humoru ?

Sama ze sobą walczę.

Czytam Twój post....i niedowierzam....czy to napewno czyjaś historia nie moja?.... Kobietoooo!!obudź się wkońcu!!!Ale może od początku....Jestem od 20 lat w związku z alkoholikiem,mam dwójkę dzieci,jestem podobnie jak Ty osobą samodzielną i do stycznia tego roku niesamowicie zaślepioną kobietą.Walczyłam przez te 20 lat na różne sposoby i powiem jedno...alkoholika możesz próbować pokonać jego własną bronią-czyli....zacznij go poniżać i pokaż mu gdzie jego miejsce powinno być!jeśli on Ci opowiada o jakiejś "cudownej kobiecie" Ty mu się zrewanżuj opowieściami o równie wspaniałym facecie, którego właśnie poznałaś, walcz z nim tą samą bronią.....ale przyznaję do tego trzeba dojrzeć......on Ci mówi,że z kimś się kur....no więc powiedz mu,że jasne!właśnie za rogiem to zrobiłam z pierwszym lepszym, który tamtędy przechodził i jeszcze do tego śmiej mu się w twarz!itp itd......w ten sposób uświadamiasz mu jego psychologiczne zagrywki, które Ty już znasz i które Cię bawią.....wręcz śmiej się z tego-bo on czeka na to,że będziesz skamleć jak psiak i błagać go o wybaczenie,a jeśli już zdecydowałaś się na rozstanie-ja w chwili obecnej również jestem w podobnym miejscu-przeczytaj najpierw to co napisałaś o sobie tak jakby pisał to ktoś inny i zastanów się ZA CZYM TY TĘSKNISZ??!!Rozumiem Cię doskonale w 100% przechodziłam to samo,ale odkąd zaczęłam patrzeć na mojego męża jak na "psychola"-bo tak go zaczęłam nazywać oraz głośno powiedziałam to co mi robił przez te wszystkie lata dotarło do mnie, że...ZMARNOWAŁAM 20LAT!!!!!!!!!!!ALE......przedemną pewnie kolejne 20 lat i NAPEWNO NIE BĘDĄ WYGLĄDAĆ TAK JAK TE, KTÓRE WŁAŚNIE MIJAJĄ!!!gratuluję Ci decyzji rozstania,ale otrząśnij się i napewno nie wracaj w te bagno, z którego dopiero co się wydostajesz,,,,,zobaczysz za pół roku,rok nie będziesz chciała "dotknąć go nawet kijem"bo wkońcu zrozumiesz jaki koszmar zgotowałaś sobie i swojemu dziecku. Czy ty wiesz,że on nadal Cię psychicznie męczy opowiadając o rzekomej kobiecie?-oni bez tego nie potrafią żyć!!Jesteś jego ofiarą i bez Ciebie on jest nikim.Alkoholik musi sięgnąć dna,że by się ocknąć, nie nastąpi to jeśli będzie wiedział,że Ty nadal czekasz na jego skinienie jednym palcem,a jeśli nadal chcesz z nim być, to też jest w tej chwili chyba jedyna metoda na to,żeby on zauważył,że COŚ SIĘ ZMIENIŁO i być może on teraz musi o COŚ ZAWALCZYĆ....
Czy jest gdzieś w pobliżu Ciebie grupa AL-ANON?szukaj albo znajdź podobne grupy wspierające osoby współuzależnione,tam napewno Ci pomogą zrozumieć i skierować Twoje dalsze życie na odpowiednią drogę...

Posty [ 50 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » co to za miłość....

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026