Cześć dziewczyny,
Mam już mętlik w głowie, otóż: ostatnia miesiączka była 23.05, do zapłodnienia doszło 10 lipca ( wiem na 100%), cykl miesiączkowy ostatnio był nawet 42 dni, wynika z tego, że zaszłam w ciążę w dniu planowanej miesiączki.
I teraz okazuje się, że termin porodu z miesiączki mam na 28 lutego a z USG wynika, że na 28 marca. Martwi mnie to, że właściwie to nie wiem w końcu w którym jestem tygodniu ? dziś byłam u ginekologa, ale nie robił mi USG, po badaniu ginekologicznym powiedział że mamy 35 tydzień i mam się przygotować, że w ciągu najbliższych 2 tygodni mogę urodzić. Kazał brać nospę i magnez ( nie chce włączać fenoterolu bo to już końcówka) i oczywiście leżący tryb. Oczywiście wiem jak ważne są te dwa tygodnie teraz dla dziecka! ale martwi mnie fakt taki, że jakby sugerować się ostatnim USG to jestem w 33 tyg. no więc to jeszcze bardziej komplikuje.
Nie wiem czy nie namieszałam!!! Ufam swojemu lekarzowi, ma specyficzne i zdystansowane podejście dlatego też właśnie jego wybrałam, ale mam już kołowrotek w głowie od tego liczenia.
Czy po badaniu ginekologicznym faktycznie mógł ocenić który tydzień ? chyba mógł - w pierwszej ciąży miałam tylko raz USG a lekarka ( inny lekarz niż obecnie) określała na podstawie takiego badania.
Rozwarcie mam na 1 palec, ale to już od miesiąca tak mam inie postępuje, za to szyjka się skraca - gdyby to był 35 tydzień to nie byłoby w tym nic strasznego, ale jeśli 33 tydzień to bardziej się obawiam.
Może wyleje mi ktoś kubeł zimnej wody ? bo chyba za bardzo kombinuję .