witam,
nie wiem od czego zacząć, ostatnio zaliczam same porażki, zwolnienie z pracy, rozstanie z mężem,,,
sama już nie wiem czy mam siłę jeszcze nad tym płakac,,,
powiem tak od dobrych 2lat nie układało nam się w małżeństwie, w maju byśmy mieli 4 rocznicę ślubu,
ciąglebyły kłótnie- najpierwo alkohol- mąż nie miał umiaru przez dłuższy okres, póżniej jakoś doszlismy do porozumienia,
póżniej zaczeło się o dom i obowiązki wdomu oraz dziecko- mamy 3 letnią córkę- też jakoś po kilkunastu kłutniach ucichło,
a teraz była walka z grami...
mąż najpierw zakupił ps3 i siedział nad tym tygodniami, na początku przymkłam oko- niech się nacieszy, ale jak po przeszlo miesiącu dalej calymi dniami i nocami przesiadywał na graniu zaczeło mnie denerwować to że ma gdziesmnie i dziecko, córka ile razy chciała się z mężem pobawić a on mówił ciągle nie teraz bo gram...
około 2 miesiące temu mąż przezucił sie na granie na komputerze w sieci z kolegami i zaś było to samo co z play station, z tym że tutaj nie popusciłam tak łatwo- za każdemoje słowo na temat grania była coraz większakłutnia, leciały przekleństwa itp, aż dotej niedzieli...
od czwartku mąż miał wolne w pracy szedł dopiero w niedzielena noc,
od czwartku do niedzieli siedział na grach, w niedziele nie wytrzymałami zwrócilam mu uwagę czy może troche czasu poświęcić mi i córce,
i zaczęła się znowu kłótnia, zaczelismy wrzeszczeć po sobie, poleciało parę przekleństw i poszłam do drugiego pokoju ale mąż przyszedł do pokoju i zaczął kopać w tapczan na którym ja siedziałam z córką... pierwszy raz w życiu wystraszyłam się jego złości,
uspokoił się a ja stwierdziłam iż dalej tak nie wytrzymam, powiedziałam mu że odchodzę,
i mąż chyba tylko na to czekał, powiedział że wyprowadza się w czwartek i w tym tygodniu przyniesie mi papiery rozwodowe dziwi mnie to bardzo gdyż co kłutnie, zapewniał mnie że mnie kocha i sie poprawi ale poprawy nie było a ta jego miłość to chyba się już dawno wypaliła,
dzisiaj pierwszy raz od podjęcia decyzji o rozstaniu rozpłakałam się jak małe dziecko, zastanawia mnie to dlaczego mąż nie probuje tego związku uratowac, zalezy mu jedynie żebym raz na zawsze dała mu spokój,
ja wiem że wszystko jest dla ludzi tylko mój małzonek w graniu nie miał żadnego umiaru- a ma też córe która bardzo chciała się z nim pobawić porysować lub poczytać bajkę a on ją odpychał i również mnie ignorował,
czy to jest sen z którego się zaraz obudzę...
nie potrafię pojąć jak doszło do tego iż gry są ważniejsze niż rodzina...
i mąż tak szybko wszystko załatwia, jeden dzień a on mi już oznajmia że sięwyprowadza że papiery rozwodowe będą w tym tygodniu albo w przyszły poniedziałek,
z jednej strony nie chce być w związku z człowiekiem który ciągle mnie wyzywał jak tylko zwróciłam mu uwagę na gry,
ale z drugiej strony myślałam że jak powiem męzowi że odchodzę to dotrze do niego że trochę przesadza, a tu on mi oznajmia że odchodzi i to w ekspresowym tepie na dobre....
co tu jest grane....
mąż nawet ze mną nie chce rozmawiać,
a ja myśle ze moze tak bedzie lepiej, ale nie potrafie wto uwierzyc iz tak szybko odpuscil...
czytam wasze posty i niektórzy piszą jak się starali jak walczyli,
a ja mówię mężowi że nie chce tak żyć z taka agresja męza a ona się odrazu rozwodzi, tak jakby było mu to na rękę....
Podobne tematy
zapomniałam dodac iż pare razy byłam nawet u psychologa w sprawie relacji zmężem, co z tego że była poprawa z mojej strony, jak mąz zmieniał się tylko na tydzien a potem wszystko wracało do"gier"...
No , kochana - to mamy ten sam problem . Do tego mój sobie przygruchał koleżankę z gry z którą wszedł w bardzo zażyły kontakt emocjonalny , wiesz : kocham cię , wielka miłość , czułości i w ogóle - mieli sie spotkać w hotelu ale odkryłam romans i nie pojechał , wściekły był na mnie że grzebię mu po komputerze , rozumiesz?
ja nie byłam święta, popełniłam wcześniej wielki błąd - i to była nie wiem - jego zemsta? forma pocieszenia?odreagowania?
nieważne... do czego zmierzam ...
to z czym się borykasz to najprawdopodobniej uzależnienie męża od gry on line- wiem coś o tym, przerabiałam przez ostatnich kilka lat
właśnie podjęliśmy wczoraj decyzję o rozstaniu - jest mi cholernie ciężko , kryzys - taki poważny trwa już kilka miesięcy
u mnie - tak będzie lepiej ... według niego za dużo się wydarzyło , według mnie - chyba też
co tobie mogę poradzić - poczytaj w necie o uzależnieniu od komputera , o współuzależnieniu od nałogów rozmaitych - o radzeniu sobie z osobą uzależnioną ... może ci trochę to naświetli problem ...
pozdrawiam ciepło ![]()
nie wiem jak Ty ale ja nie potrafię pojąć iż gra potrafi zrujnować małżeństwo i w dodatku rodzinę, tego chyba nie zrozumiem...
nie po to wychodzimy za mąż aby zaraz potem się rozowdzic z powodu gier....
choć czasem nie na wszystko mozna mieć wpływ.
rozumiem Cie jak się możesz czuć bo ja też jestem z męzem na etapie rozowdu tak jak wczesniej pisałam w czwartek już się wyprowadza.
No , kochana - to mamy ten sam problem . Do tego mój sobie przygruchał koleżankę z gry z którą wszedł w bardzo zażyły kontakt emocjonalny , wiesz : kocham cię , wielka miłość , czułości i w ogóle - mieli sie spotkać w hotelu ale odkryłam romans i nie pojechał , wściekły był na mnie że grzebię mu po komputerze , rozumiesz?
ja nie byłam święta, popełniłam wcześniej wielki błąd - i to była nie wiem - jego zemsta? forma pocieszenia?odreagowania?nieważne... do czego zmierzam ...
to z czym się borykasz to najprawdopodobniej uzależnienie męża od gry on line- wiem coś o tym, przerabiałam przez ostatnich kilka lat
właśnie podjęliśmy wczoraj decyzję o rozstaniu - jest mi cholernie ciężko , kryzys - taki poważny trwa już kilka miesięcy
u mnie - tak będzie lepiej ... według niego za dużo się wydarzyło , według mnie - chyba teżco tobie mogę poradzić - poczytaj w necie o uzależnieniu od komputera , o współuzależnieniu od nałogów rozmaitych - o radzeniu sobie z osobą uzależnioną ... może ci trochę to naświetli problem ...
pozdrawiam ciepło
Po przeczytaniu waszych postów zdałam sobie sprawę,że moje problemy to pestka... Julka 24 najlepszym rozwiązaniem będzie zapomnieć,wiem wiem łatwo się piszę,gorzej robi,ale nie masz innego wyjścia. Jeżeli on po nie spełna 4 latach małżeństwa tak się zachowuje to boję się pomyśleć co mogło by być dalej. Z góry uprzedzam,że łatwe to nie będzie,wręcz przeciwnie będzie mego trudne,ale musisz to zrobić dla siebie i dla waszej córeczki,go nawet facetem nazwać nie można jest zwykłym szczeniakiem. Jeżeli chodzi o kwestię "walki" to oczywiście ma to prawo bytu,ale tylko i wyłącznie wtedy kiedy obie strony naprawdę tego chcą,a z tego co napisałaś on tylko czekał na to aby odejść. Musisz być twarda masz dla kogo... główka do góry,on chce rozwodu to mu go daj,zapewniam,że twój "facet" kiedyś wyrośnie z tych gier i wtedy uświadomi sobie jak popaprał sobie życie,a Ty zasługujesz na kogoś kto będzie o Ciebie dbał dla kogo będziesz najważniejsza,to przykre ale dla niego niestety nie jesteś ;/
Nadula1989 czasem sobie myslę że wolalabym aby mnie mąż zdradził i z tego powodu byśmy mieli się rozejść,
bo jak pomyslę iż z powodu grania to szlak mnie trafia i mam ochotę tylko się rozryczeć.....
ale czasem tak bywa ja juz nie mam siły na walkę z jego grami,
tak jak napisałas pewnie kiedys otworzą mu się oczy, ale teraz zależy mu tylko i wyłącznie na sobie,
szkoda że tak to się dziwinie toczy....
Nadula1989 czasem sobie myslę że wolalabym aby mnie mąż zdradził i z tego powodu byśmy mieli się rozejść,
bo jak pomyslę iż z powodu grania to szlak mnie trafia i mam ochotę tylko się rozryczeć.....
ale czasem tak bywa ja juz nie mam siły na walkę z jego grami,
tak jak napisałas pewnie kiedys otworzą mu się oczy, ale teraz zależy mu tylko i wyłącznie na sobie,
szkoda że tak to się dziwinie toczy....
Prawda jest tak,że nie ma o co walczyć,bo o niego nie warto,pomyśl o tym w ten sposób,że tak było wam pisane,gdzieś czeka facet dla którego będziesz najważniejsza,to przykre,że miłość do gier jest śilniejsza niż uczucie do żony,córeczki,wręcz niepojęte. Dobrą stroną tego wszystkiego jeżeli w ogóle w takiej sytuacji można mówić o jakiś dobrych stronach to fakt,że kończy się to tak szybko pomyśl co by było jakbyście byli już małżeństwem z 20-letnim stażem,pozatym w tym związku na pewno nie była byś szczęśliwa,życie mamy tylko jedno i każdy dąży do szczęścia i ma do niego prawko... Pozwól,aby szczęście zawitało i do Ciebie... teraż daj czas czasowi on naprawde leczy rany
Zrobiłam to ostatni raz, delikatnie bo już wiele mężowi powiedziałam złego w tych nerwach ale spróbowałam ostatni raz zawalczyć,
powiedziałam mu żeby dotarło wreszcie do niego że jest uzalezoniony od gier, byłam wczoraj u psychologa i tylko utwierdził mnie że to mąż musi podjąć kroki aby było dobrze, powiedziałam mu o tym wszystkim, wysłuchał i teraz czekam.......
czekam czy wreszcie zrozumie bo sądzę że we szystkim idzie się porozumieć jeżeli tylko się tego chce.
jeżeli się wyprowadzi to już nie będę walczyć, teraz to od niego zależy co zrobi i na kim mu tak naprawdę zależy czy na rodzinie czy na sobie.....
wczoraj w nerwach wykrzyczałam męzowi iż najgorszą rzeczą jaką zrobiłam było wyjście za niego za mąż, wiem że zabolalo go to cholernie, nie chciałam tego powiedzieć bo wcale tak nie uważam ale chyba to wszystko z tej bezsilności.....
dlaczego człowiek musi walczyć z martwą rzeczą.....
pozostało mi tylko czekać na jego ruch,
choć przeczucie mi mówi że wybierze siebie.....
9 2013-02-05 12:07:02 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2013-02-05 12:07:53)
Nadula1989 czasem sobie myslę że wolalabym aby mnie mąż zdradził i z tego powodu byśmy mieli się rozejść,
bo jak pomyslę iż z powodu grania to szlak mnie trafia i mam ochotę tylko się rozryczeć.....
ale czasem tak bywa ja juz nie mam siły na walkę z jego grami,
tak jak napisałas pewnie kiedys otworzą mu się oczy, ale teraz zależy mu tylko i wyłącznie na sobie,
szkoda że tak to się dziwinie toczy....
Julka24 Ty kobieto chyba przesadziłaś z tą zdradą.
Nawet sobie nie wyobrażasz co robi zdrada.Jakie sieje spustoszenie w psychice osoby zdradzanej.
Nigdy Tobie tego nie życzę.
Ale mam propozycję, zastosuj wobec swojego męża metodę 34 kroków.
Ona naprawdę jest dobra.
To prawda, że jest trudna, ale tu chodzi o efekt.
Zastosuj się do tego - metoda 34 kroków przeznaczona dla małżeństw w kryzysie:
1. Nie śledź, nie przekonuj, nie proś i nie błagaj.
2. Nie dzwoń często.
3. Nie podkreślaj pozytywnych elementów związku.
4. Nie narzucaj się ze swoją obecnością w domu.
5. Nie prowokuj rozmów o przyszłości.
6. Nie proś o pomoc członków rodziny.
7. Nie proś o wsparcie duchowe - z tym bym trochę polemizował jeśli ktoś Nas faktycznie i szczerze wspiera.
8. Nie kupuj prezentów.
9. Nie planuj wspólnych spotkań.
10. Nie szpieguj jej. To cię zniszczy. Jeżeli chcesz to zrobić dla spokoju umysłu, wynajmij profesjonalistę.
11. Nie mów ?Kocham Cię?.
12. Zachowuj się tak, jakby w twoim życiu wszystko było w porządku.
13. Bądź wesoły, silny, otwarty i atrakcyjny.
14. Nie siedź i nie czekaj na żonę ? bądź aktywny, rób coś, idź do kina, wyjdź z przyjaciółmi, itp.
15. Będąc w kontakcie z nią (jeżeli to ty zazwyczaj rozpoczynasz rozmowę) postaraj się mówić jak najmniej.
16. Jeżeli zawsze pytasz, co robiła w ciągu dnia twoja żona, PRZESTAŃ PYTAĆ.
17. Musisz sprawić, że twój partner zauważy w tobie zmianę i zda sobie sprawę, że jesteś gotowa żyć dalej, z nim lub bez niego.
18. Nie bądź opryskliwy czy oziębły ? po prostu zachowuj dystans i obserwuj, czy twój partner zauważy i, co ważniejsze, zda sobie sprawę, co traci.
19. Bez względu na to jak się DZIŚ czujesz, pokazuj jej jedynie zadowolenie i szczęście. Niech widzi osobę, z którą chciałby być.
20. Unikaj wszelkich pytań dotyczących związku do chwili, gdy Ona zechce o tym rozmawiać (co może potrwać jakiś czas).
21. Nigdy nie trać kontroli nad sobą.
22. Nie okazuj zbytniego entuzjazmu.
23. Nie rozmawiaj o uczuciach (to tylko wzmacnia te uczucia).
24. Bądź cierpliwy.
25. Słuchaj tego, co naprawdę mówi do ciebie ona.
26. Naucz się wycofać w chwili, kiedy chcesz zacząć mówić.
27. Dbaj o siebie (ćwicz, śpij, śmiej się i skoncentruj się na pozostałych elementach swojego życia).
28. Bądź silny i pewny siebie; naucz się mówić cicho i spokojnie.
29. Pamiętaj, że jeżeli zdołasz się zmienić to twoje wszystkie KONSEKWENTNE działania będą mówiły więcej, niż jakiekolwiek słowa.
30. Nie pokazuj rozpaczy i zagubienia nawet w sytuacji, gdy cierpisz najbardziej i jesteś zagubiony.
31. Rozmawiając z nią, nie koncentruj się na sobie.
32. Nie wierz w nic, co słyszysz i w mniej niż 50% tego, co widzisz. Ona będzie wszystko negowała, ponieważ jest zraniona i przestraszona.
33. Nie poddawaj się bez względu na to, jak jest ciężko i jak źle się czujesz.
34. Nie schodź z raz obranej drogi.
Nie ujawniaj się Jej z tą metodą, że ją znasz... bo jak dobrze je poczytasz i zrozumiesz, to one są skierowane na Ciebie i zmiany w Tobie a nie do Niego czy też o Nim. Poza tym te pkt nie są po to by przełamać niechęć partnerki/partnera do ratowania związku, tylko o pokazanie Twojego szacunku do samego siebie, kreowania nowego, lepszego 'ja'.
POWODZENIA ![]()
Dziękuje,
może rzeczywiście przesadziłam z tą zdradą.....
chciałam być tylko szczęśliwą kobieta,
a teraz zaczęłam rozumieć że to ja muszę nad sobą popracować żeby nią być i nie ważne czy z mężem czy bez, tylko jak na dzień dzisiejszy bardzo to wszystko boli....
ale dziękuje za dobre słowo:)
JULKA rozumiem Cię bardzo dobrze,chciałaś tylko małego zainteresowania Tobą i dzieckiem.
LEX podał Ci metodę 34 kroków, bardzo skuteczną.
Jeśli jednak mąż będzie miał wszystko i wszystkich w d..., tzn.,że nie ma już czego ratować
Zacząć pracować nad sobą nigdy nie jest za późno,
piszecie że zrobię to dla siebie i rozumiem to,
tylko chciałabym zobaczyć chociaż cień wysiłku ze strony męża...
bo jeżeli chodzi o niego to nic z tym nie robi, jednym słowem jest mu to wszystko na rękę,
która kobieta nie chciałaby zobaczyć jak własny mąż udowadnia że nic nie jest ważniejsze od zony i rodziny,
ale czasem trafia się na przykrą niespodziankę...
jeżeli nic z tym nie zrobi, wiem że dla niego liczą się inne wartości,
nigdy nie spojrzał na te moje uwagi w taki sposób że moze rzeczywiście robi coś źle- przynajmniej nigdy mi o tym nie powiedział- tylko wiecznie wysłuchiwałam że się czepiam i ze będzie tak robił i nie mam nic do gadania....
on nie rozumiał i chyba nadal nie rozumie że ja chiałam tak jak koleżanka wyżej napisała - większej uwagi dla siebie i dla córeczki...
ja nie jestem jakimś potworem wiem że każdy potrzebuje mieć chwile dla siebie, rozwijać swoje pasje i miec przyjemności, ale trzeba mieć do wszystkiego trochę dystansu, widać mąż dystans ma ale do mnie i córki zamiast do gier...
tak jak pisałam wcześniej byłam u psychologa bo chciałam być wporządku wobec siebie i wysłuchać co osoba postronna ma mi do powiedzenia,
i Pani psycholog nie poparła racji męża który za każdą uwagę robił mi wyrzuty, jestem wporządku wobec siebie bo wiem że chciałam dobrze,
czasem byłam nie fer obrzucając męża wyzwiskami i tego żałuje ale czasem nie panuje się nad nerwami a później jest jak jest...
czas leczy rany, tylko strasznie boli i dłuży mi się to czekanie co zrobi mąż..
ale wątpie czy cokolwiek zrozumie,
no chyba że się zdziwe że nie jest zapatrzony w swoje gry, chciałabym aby przemysłał to co on robił a nie tylko widział to co ja zrobiłam źle bądź to co powiedziałam źle...
moze mnie zaskoczy, ale teraz czas gra na moją zwłokę...
O tak,czas się dłuży,jak nie znamy odpowiedzi -co dalej?
Podobnie jak Ty postrzegam wspólne przebywanie ze sobą w związku.Jestem osobą bardzo tolerancyjną i pełną kompromisu,ale są pewne granice,których nie można przekraczać.Są sprawy ważne i mniej ważne.Wszystko jest dla ludzi lecz musi być zachowany umiar.Dlatego potrafię Cię zrozumieć.To,że nie pomagają prośby,wprowadza nas w stan nerwowy i może być powiedziane kilka nieprzemyślanych słów,ktorych naprawdę się żaluje.Zresztą każda kłótnia powoduje niepotrzebny słowotok i raniący siebie nawzajem zamknięty krąg wyrazów. Dlatego nie jestem zwolenniczką takiej wymiany zdań,wolę rozmowę. Ale wiem z autopsji,że często tak się nie da.Jest moment ,w którym rozmówca staje się przeciwnikiem z pianą na ustach i otwiera się w nas agresor,choć tak naprawdę byśmy tego nie chcieli i później bardzo żałujemy.Ale sie rozgadałam, przepraszam ![]()
Tak naprawdę kochasz męża i chcesz jedynie zrozumienia , ustawienia jakby hierarchii pomiędzy rodziną,a właściwie'' przyjemnością'' męża. Tak jak Ty uważam, że każdy ma prawo do własnego czasu,ale nie wskazane jest go poświęcać kosztem rodziny.Skąd tyle agresji w mężu i niezrozumienia-nie wiem,być może on sam nie zdaje sobie sprawy ile przykrości Wam(Tobie i Córci)sprawia i każda próba przerwania mu tego kończy się ostrą kłótnią. Ja ostatnio też zwrócilam uwagę swojemu facetowi,że za długo siedzi przed kompem i ogląda goliznę,że to robi się nałogiem a bardzo bym tego nie chciała. No cóż włączył mu sie agresor...:) ale nie ciagnęłam tematu bo kłótnia by była gotowa. Jednakże nie pozwolę na odstawianie mnie na boczny tor, bo uważam ze rodzina musi byc numerem jeden.No tak mój mnie przeprosił ,a Twój ........
Rozmowa jest zawsze jakimś wyjsciem, ale jeśli mąż nie chce rozmawiać,to pozostaje Ci czekać na dalszy rozwój wydarzeń. Sprubój stosować 34 kroki
Zrobiłaś już wszystko co zrobić mogłaś,starałaś się walczyć o wasze małżeństwo,teraz nie pozostaje nic innego jak czekać na jego ruch. Z reguły wiem,że ludzie zaczynają coś doceniać dopiero wtedy gdy to stracą, co prawda nigdy nie byłam w związku małżeńskim,ale przytoczę Ci historię mojej kuzynki. Wyszła za mąż urodziła córeczke,wszystko toczyło się jak w bajce,po pewnym czasie zauważyła,że ja mąż ma problemy z alkoholem,starała sie mu pomóc,on nic sobie z niej nie robił,po 4 latach małżeństwa nie wytrzymała i wniosła papiery rozwodowe myślisz,że się tego przestraszył ? Wręcz odwrotnie zachowywał się tak jakby tylko na to czekał... Teraz od ich rozstania mija dwa lata ona znalazła innego faceta z którym obecnie jest w ciąży i wszyscy są szczęśliwi oprócz jej byłego męża,dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego co stracił,niestety było już za pózno...
Witaj...
Czytajac Twojego pierwszego posta mialem przed oczami swoje malzenstwo i odwrotny do Twojego uklad. Co prawda nie przerabialem tematu uzaleznienia od alkoholu czy komputera ale za to do szpiku kosci poznalem temat patologicznie chorego uzaleznienia corki do matki, gdzie maz byl tylko dodatkiem, kwiatkiem do korzucha. I w odniesieniu do moich doswiadczen i mojego malzenskiego przypadku, to Twoj maz idzie leb w leb z moja jz.
Niestety nie pozostaje mi nic innego jak podpisac sie pod wypowiedziami innych, ze w tym Twoim malzenstwie nie ma juz co ratowac. Ja, postepujac podobnie jak Ty, walczac za wszelka cene o zwiazek dostalem prezent od zony... w potaci zdrady.
Choc moze to mikroskopijne swiatelko w tunelu jeszcze jest w postaci mediatora sadowego - by Twojego meza wyslac nie tyle na terapie co leczenie uzaleznien - to i tak pozostaje pytanie czy w ogole warto sie tak meczyc?
Byl alkohol, potem Plejka, teraz komp i co bedzie nastepne??? haszyk, marihuana, wirtualna a potem realna kochanka?
Nadula... SZACUN
Moj komentarz do Twojego postu jest jednym slowem: AMEN!
To jest chyba najlepszy przyklad z jakim sie spotkalem na tym forum na otrzezwienie takich zaobraczkowanych delikwentow.
Julka24...moze to dziwne co napiszę, ale wygrałaś na loterii, -im mniej bolu i straconych lat , tym więcej szczęścia dla Ciebie. Glowa do gory!
Witam Was ponownie,
sytuacja się trochę zmieniła gdyż się rozchorowałam,
wczoraj leżałam plackiem w łóżku, dzis jest trochę lepiej ale nie do tego zmierzam,
mąż zaczął rozmawiać tzn pytał czy coś potrzebuję czy coś mi przynieść itp,
wczoraj również moi rodzice wzieli naszą córkę do siebie,
tak jakpisałam wcześniej czekamna jego ruch i co on mi powie oraz zrobi,
dziękuje ogromne za rady, tylko mam pytanie do Pani Letizia która napisała że wygrałam na loterii?
co masz dokładnie na myśli?
to że tak wcześnie się znim rozwiodę a nie np po 20latach małżenśtwa?
trzymajcie się wszyscy ciepło, ide leżeć,
może zajrzę tu wieczorem:)
pozdrawiam ![]()
Nic nie zrozumiał... stwierdził że bedzie grał i tyle..
jedynie mam pytanie może mi ktoś doradzi, bo już walczyć nie będę,
chce złożyć wniosek o alimenty na początek ponieważ straciłam pracę i nie stać mnie aby wnieść od razu o rozwód,
z tym że będę mieszkać u rodziców, ale postawili mi warunek iz dopiero po otrzyznaniu alimentów,
czy do tego wniosku coś jeszcze muszę dołączyć i jak długo się na to czeka..
jestem pierwszy raz w takiej sytuacji i nie wiem co mam robic od czego zacząć, kompletna załamka.