Opiszę swoją sytuację krótko: jesteśmy razem 9 lat. Mieszkamy razem od 6 miesięcy. Wcześniej było tak, że seks był zazwyczaj inicjowany z jego strony, główną przyczyną było moje zapracowanie, a także tabletki antykoncepcyjne po których nic mi się nie chciało. Teraz sytuacja się zmieniła, on stał się bardziej powściągliwy, ja przestałam brać tabletki i kiedy mam owulację to po prostu szaleję i chodzę dosłownie po ścianie. Potrafię w pracy cały dzień myśleć o tym, że jak wrócę do domu to zrobiłabym z nim takie rzeczy, że się nawet o to nie podejrzewałam! Problem polega na tym, że to teraz on nie chce.
Teraz rozumiem go sprzed paru lat. Jak go zachęcam jakimiś nieocenzurowanymi smsami albo mailami to odpisuje mi "zobaczymy" lub wcale. W domu potrafię czekać na niego, dosłownie rzucając się na niego jak wraca z pracy, ale z marnym skutkiem.
Nie wiem czy mu się znudziło "czekanie na mnie" czy ja konkretnie, czy seks ze mną. Staram się być wyrozumiała, on był przez wiele lat dla mnie. Kocham go i hormony dosłownie mi szaleją więc do desperacji pozostało mi już bardzo niewiele.
Próbę rozmawiana oczywiście podejmuję, ale to zazwyczaj kończy się słowami, że przecież jest w porządku, bo przecież uprawiamy seks. No i robimy to, ale rzadko i w stylu "szybciej, bo rano trzeba wstać do pracy".
co byście zrobili na moim miejscu?