netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Kocham bardzo... Ale obawiam się naszej przyszłości.

29 odpowiedzi5 266 wyświetleńzałożony przez Fiolka86, 30.01.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Kocham bardzo... Ale obawiam się naszej przyszłości.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 30 ]

1

Temat: Kocham bardzo... Ale obawiam się naszej przyszłości.

W zasadzie szukam pocieszenia i wsparcia.

Na początek, zacznę od siebie. Jestem po studiach artystycznych, ale mam smykałkę do pracy. Jeśli można tak powiedzieć smile. Jestem energiczna, bystra. Swoją pierwszą, poważną pracę znalazłam stosunkowo szybko. Zarabiałam nieźle. Potem przerwałam pracę, bo chciałam poświęcić się magisterce i na szczęście miałam ku temu warunki. Żyłam z odłożonych pieniędzy a i rodzice mi trochę pomogli. Jednym słowem, nie martwię się o siebie.

Mój ukochany ma wiele superlatywów. Też artysta, historyk sztuki. Jest ode mnie młodszy o 2 (prawie 3 lata - z grudnia) i w pewnych kwestiach przyznaję, jest bardzo dojrzały. Super nam się rozmawia, w łóżku jest wspaniale... Różnicy między nami prawie nie czuć... Prawie...

I tu przechodzę do problemu:

Niestety, (gdyby patrzeć pod kątem jego rówieśników), jest trochę "do tyłu" z uczelnią. W tej chwili studiuje na drugim roku... Tak wyszło kiedyś. Był kiepski z matematyki, w liceum (ogólniak) miał problemy, choć wiem, że w dużej mierze przyczyniała się ku temu nauczycielka. Taka bez skrupułów... Nie zdał. Wiem, że to była jego porażka, którą bardzo przeżył... Po tym wszystkim ojciec uparł się na niego. Chciał koniecznie, aby robił w życiu coś "konkretnego", żeby studiował coś użytecznego. Mój chłopak zaczął studia, które go nie interesowały. Zawiódł się i w końcu, postawił się ojcu, zaczynając to, co studiuje teraz.

Jest bardzo skrupulatny. Uczy się pilnie, ma bardzo dobre oceny. Bardzo mnie kocha, jest dobry i planujemy naszą przyszłość ale...

Słuchajcie, nie zrozumcie mnie źle. Ja mam głowę (ogólnie) na karku. Nie jestem idealna. Też nie skończyłam studiów jak niektóre moje koleżanki... Z tym, że ja nie miotałam się - działałam. Pracowałam, zainwestowałam w naukę języków. Dzisiaj praktycznie skończyłam studia, zaraz zacznę szukać pracy, ale patrząc na ukochanego jakoś... Nieufnie podchodzę do naszej przyszłości. On nie ma jakichś super talentów. Z językami - kiepsko. Jest trochę powolny i co gorsza, na razie chce się skupić na nauce... Przynajmniej do końca licencjatu, ba ma bardzo dużo nauki (wierzę, wiem jakie są te studia)...
Tylko, że wewnątrz mnie jakoś nie jestem w stanie tego zaakceptować. Po takich studiach (a najlepiej w trakcie!), trzeba być obrotnym, trzeba się interesować, JUŻ TERAZ tworzyć znajomości. Trochę jaj no...
U niego wszystko dzieje się spokojnie. I mówi mi, jak to cudownie będzie, gdy razem zamieszkamy, jak bardzo będzie kochał nasze dzieci...

Ale kurde... Boję się, że w dalszej przyszłości to ja, jako osoba dynamiczna będę zapieprzała... A on? 

Czy jest to kwestia wieku? Jako kobieta i do tego starsza, myślę już w innych kategoriach?

Ostatnio stwierdził, że nie traktuję go zbyt dobrze... Dużo wymagam... Widać, że się martwię... Że go stresuję i rozumie wszystko, ale on nie potrafi się skupić na kilku rzeczach. A na pewno nie teraz... Nie przy takiej ilości nauki... Powiedział, żebym uważała... Bo związek nie polega na wzajemnym terroryzowaniu się... MA RACJĘ...

Kocham go... Ale też sporo przeszłam i wiem, że miłość to nie tylko plany, słowa... Tutaj potrzeba zabezpieczenia. Nie mówię o jakichś mega pensjach... Mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi...

Jak go zmotywować... Jak to zrobić, żeby był wilk syty i owca cała...

2

Odp: Kocham bardzo... Ale obawiam się naszej przyszłości.

Przede wszystkim porozmawiać z nim. Powiedzieć mu dokładnie to (no, prawie dokładnie) co napisałaś tutaj; o swoich obawach.

Co do jego "powolności". Pamiętaj, że każdy człowiek jest inny. Nie każdy jest tak dynamiczny, przedsiębiorczy jak Ty, ale nie znaczy, że sobie nie poradzi w życiu. Może mu to zajmie tylko więcej czasu.
Chłopak ma rację: w związku nie może być mowa o terrorze czy pseudo-mobilizacji.

Bardzo dobrze, że myślisz tak, jak myślisz, zdarza się to rzadko, zwłaszcza artystom big_smile
Proponowałabym byś na dobry początek wraz ze wszystkimi pozytywnymi uczuciami, które masz do partnera, usiadła z nim w spokoju i pogadała; nastawiła się na słuchanie. Zapytaj, o czym marzy,
jak widzi swoją przyszłość zawodową (bo prywatną już wiemy),
czy czuje jakieś przeszkody na drodze do osiągnięcia tego (Ty czujesz, on niekoniecznie uważa, ze one w ogóle istnieją),
Czy możesz mu jakoś pomóc by realizował się w swoim zawodzie (jeśli ma studia do skończenia niech się spokojnie kończy!)..... itd.
Tak na początek.

3 Ostatnio edytowany przez akacjaa (2013-01-30 09:21:46)

Odp: Kocham bardzo... Ale obawiam się naszej przyszłości.

Na moje oko to Ty go wcale nie kochasz, przepraszam ale po prostu az sie zle to czytalo. Przeciez sie nie siedzi calymi dniami w domu i nie patrzy sie w sufit. Czego Ty potrzebujesz? A co jesli np. bylby super mega zdolny mial opanowane 5 jezykow, bylabys wtedy spokojna o swoja przyszlosc? a co jesli np mialby wypadek i nie mogl robic juz nic?! nie bylabys przy nim? nie wiem, wkurza mnie takie podejscie troche..

I ciekawe czy Ty te 3 lata temu myslalas tak jak teraz myslisz..

4

Odp: Kocham bardzo... Ale obawiam się naszej przyszłości.

A i jeszcze jedno Fiolka;
Nie baw się w jego ojca, przez którego stracił czas na coś, co go nie interesuje. To też najprawdopodobniej była pseudo-mobilizacja rodząca frustrację.

5

Odp: Kocham bardzo... Ale obawiam się naszej przyszłości.

Kazdy ma swoje tępo i ma do tego prawo.Mam wrazenie,ze  Twoj facet nie spelnia Twoich  oczekiwań.
Miłosc to akceptacja drugiego człowieka z jego wadami i zaletami(oczywiscie dopoki nas nie krzywdzi)
Ja bym nie próbowała zmieniac kogos na siłe,nomoze  przez zmiane swojego zachowania.Ale to tez nie daje gwarancji ,ze tak sie stanie.

6

Odp: Kocham bardzo... Ale obawiam się naszej przyszłości.

Ja jestem ekstremalnie powolny... 10 lat temu całą pracę miałem rozłożoną na 10 lat. Jego powolność nie ma znaczenia. Liczą się cele jakie chce osiągnąć.

Nie musi "mieć jaj", znajomości, brylować w towarzystwie. Po cichu można być najlepszym znanym fachowcem.

7

Odp: Kocham bardzo... Ale obawiam się naszej przyszłości.

Zgadzam się z maliną.m.
Coś Ci wewnętrznie mówi,ze Ty umiesz więcej, jesteś lepsza, bystrzejsza , a on owszem miły miś, ale gapa.
Nie wiem ile się znacie, może zbyt dużo wymagasz w krótkim czasie ?
Mój brat studiował 8lat, chciał mieć czas, poczytać, pomyśleć,coś tam na siebei zarabiał jakimiś sezonowymi sposobami -w efekcie  świetnie postąpił, wybrał fajną specjalizację zamiast pędzić ślepo do celu i z dyplomem w łapie dołączyć do grona bezrobotnych.

Zastanów się po co Ci już natychmiast myślenie o stabilnej przyszłości ? Budujecie dom czy chcecie kupić mieszkanie ?
Gdyby siedział na Twoim garneczku i nic nie robił mogłabyś mieć pretensje,ale przecież on studiuje, ma sporo nauki jak piszesz, poczekaj jeszcze nim ogłosisz go ofermą i nieudacznikiem.

8

Odp: Kocham bardzo... Ale obawiam się naszej przyszłości.

Dziękuję wszystkim za wasze odpowiedzi, są bardzo cenne... Serio. Przeczytałam wszystkie dokładnie i sporo myślałam dzisiaj rano, dochodząc do wniosku, że to chyba ja powinnam nad sobą popracować.

Catwoman napisał/a:

Przede wszystkim porozmawiać z nim. Powiedzieć mu dokładnie to (no, prawie dokładnie) co napisałaś tutaj; o swoich obawach.(...)
Zapytaj, o czym marzy,
jak widzi swoją przyszłość zawodową (bo prywatną już wiemy),
czy czuje jakieś przeszkody na drodze do osiągnięcia tego (Ty czujesz, on niekoniecznie uważa, ze one w ogóle istnieją),
Czy możesz mu jakoś pomóc by realizował się w swoim zawodzie (jeśli ma studia do skończenia niech się spokojnie kończy!)..... itd.
Tak na początek.

No więc, odbyliśmy taką rozmowę niedawno. Napisałaś: "powiedzieć mu prawie dokładnie". Ja mu powiedziałam wszystko dokładnie, przepraszając (wiedziałam, że może zaboleć), ale uargumentowałam to tym, że nie chcę niczego dusić w sobie. Bo to tylko pogarsza sprawy. Stwierdziłam, że "jak kocha, to zniesie". Zniósł, więc znam odpowiedzi na pytania, które mi zasugerowałaś.

-Marzy o spokojnym życiu ze mną i naszymi dziećmi. To jego największe marzenie.
-Przyszłością zawodową na razie się nie martwi... Bo wszystko się samo rozwiąże, a on teraz musi się uczyć.
-Jako marzenie zawodowe - chciałby zajmować się krytyką artystyczną. Absolutnie nie potępiam tego marzenia... Ale trzeba się zacząć tym interesować już teraz. To nie jest tak, że ktoś z dnia na dzień staje się krytykiem/aktorem, czy nie wiadomo kim. Takie zawody są specyficzne i trzeba je sobie wypracować. Powinien interesować się wystawami, ewentami... On siedzi w domu i zakuwa... (Na razie?...)
-Czy widzi przeszkody... Nie, "praca się znajdzie".
-Czy mogę mu pomóc? Tak. Pomagam od jakiegoś czasu z angielskim, przepytuję i uspokajam przed kolejnymi egzaminami. 

akacjaa napisał/a:

Na moje oko to Ty go wcale nie kochasz, (...). Przeciez sie nie siedzi calymi dniami w domu i nie patrzy sie w sufit. Czego Ty potrzebujesz? A co jesli np. bylby super mega zdolny mial opanowane 5 jezykow, bylabys wtedy spokojna o swoja przyszlosc? a co jesli np mialby wypadek i nie mogl robic juz nic?! nie bylabys przy nim? nie wiem, wkurza mnie takie podejscie troche..
I ciekawe czy Ty te 3 lata temu myslalas tak jak teraz myslisz..

malina.m napisał/a:

Kazdy ma swoje tępo i ma do tego prawo.Mam wrazenie,ze  Twoj facet nie spelnia Twoich  oczekiwań.
Miłosc to akceptacja drugiego człowieka z jego wadami i zaletami(oczywiscie dopoki nas nie krzywdzi)
Ja bym nie próbowała zmieniac kogos na siłe,nomoze  przez zmiane swojego zachowania.Ale to tez nie daje gwarancji ,ze tak sie stanie.

tiaMaria napisał/a:

Zgadzam się z maliną.m.
Coś Ci wewnętrznie mówi,ze Ty umiesz więcej, jesteś lepsza, bystrzejsza , a on owszem miły miś, ale gapa.
Nie wiem ile się znacie, może zbyt dużo wymagasz w krótkim czasie ? (...)
Zastanów się po co Ci już natychmiast myślenie o stabilnej przyszłości ? Budujecie dom czy chcecie kupić mieszkanie ?
Gdyby siedział na Twoim garneczku i nic nie robił mogłabyś mieć pretensje,ale przecież on studiuje, ma sporo nauki jak piszesz, poczekaj jeszcze nim ogłosisz go ofermą i nieudacznikiem.

Jesteśmy ze sobą od 1,5 roku. To fakt, mało czasu, żeby człowiek w oka mgnieniu "dojrzał". On jest młodszy, więc wiedziały gały, co brały (ale z wzajemnością)... Nie, nie byłam super ogarnięta mając 23 lata, ale już trochę bardziej życiowa - tak. Nie, budowy domów nie planujemy, bo to wieczne wydatki. Marzy nam się przyzwoite mieszkanko i chcielibyśmy podróżować. Bardzo nas to kręci. No i wychowywać nasze dzieciaczki.

Nie kocham go? Ałć... No zabolało, ale rozumiem wniosek... Ja nie oczekuję od niego, żeby "przenosił góry". Ale brakuje mi w nim takiego realnego spojrzenia na życie. Miłość jest piękna... Tylko z jakiejś przyczyny, piszą na tym forum kobiety, które są na granicy rozwodu, nieszczęśliwe, a na początku tak nie było.
Ja po prostu się bardzo boję, że ulokowałam uczucia w człowieka, który na razie widzi wszystko dobrze. Nie martwi się niczym... A za kilka lat, kiedy w końcu skończy te studia powie: "Sry, kochanie... Ale wiesz, kryzys...". Nie musi tak być. Ale ja na razie nie widzę potwierdzenia, że tak nie będzie. Tak, ja wiem, że miłość to akceptacja wad (większość jego wad akceptuję). Ale brakuje mi takiej "iskierki", pomysłu... Nie interesują mnie fantazje. Proszę, nie piszcie, że tylko kasa mi w głowie. Nie ukrywajmy, że kasa do podstawa do przeżycia, a miłość też często się kończy, gdy nie ma tej ostatniej neutral...

Co on na to? Powiedział mi, że mnie bardzo kocha, ale jak mam być nieszczęśliwa to droga wolna. Może lepiej jakbym znalazła sobie kogoś dojrzałego, kto pracuje. Tylko, że ludzie są różni. To, że ktoś by mi zapewnił "spokój finansowy", nie znaczy, żeby mnie kochał tak, jak on.

Czekam. Planuję w międzyczasie moją pracę, może jak czas pozwoli w czymś bym się doszkoliła... No poczekam...
Nie chcę rady: "rozstańcie się"... To nie jest tak, że chcę nim pomiatać. Powinnam zaufać... Tylko, że tyle razy zaufałam w przeszłości innym. Tyle pokładałam nadziei... Teraz po prostu boję się.

9

Odp: Kocham bardzo... Ale obawiam się naszej przyszłości.

I jest to zupełnie naturalne!

Autorko, a może na razie po prostu ciesz się życiem, co ma być to będzie- jeśli chodzi o Was.

Inna ważna rzecz; dowiedz się, czy on naprawdę CHCE pracować i się rozwijać, czy tylko tak mówi, a odwleka ten moment (chociażby zaangażowania się w działalność w środowiskach artystycznych) bo tak naprawdę... pracować mu się nie chce, boi się tego, chce być wolnym człowiekiem a nie uwięzionym w biurze od 8 do 16.
Ważne jest poznać motywy- tylko tu go musisz obserwować bo jak zapytasz, z optymizmem i entuzjazmem wykrzyknie: "Ależ oczywiście, że chcę!!" smile

10

Odp: Kocham bardzo... Ale obawiam się naszej przyszłości.

każdy chce mieć zapewniony jakiś byt wiadomo, ale może zamiast tak otwarcie mu o tym mówić to pogadajcie jak faktycznie zakochani- mam tu na myśli byś porozmawiała z nim o waszych wspólnych planach, zapytaj go co chce i planuje robić, jak to widzi, zacznij marzyć o wspólnych planach domu itp. zaczniecie rozmawiać i zobaczysz jak do tego wszystkiego podchodzi

11

Odp: Kocham bardzo... Ale obawiam się naszej przyszłości.

Rozumiem Cię autorko. Chociaż sama mam zupełnie inną sytuacje i miałam marzenie o całkiem innym życiu niż Ty masz.
Jednak odnoszę wrażenie również, że czujesz się od niego lepsza i przez to upoważniona do krytyki ciągłej jego osoby. Bo Ty taka obrotna, cudowna, mądra , logiczna w takim młodym wieku. No cóż, ja w wieku 18 lat, byłam cudowna i obrotna i  w dodatku na swoim.
Nie zaślep sama siebie i związku własnym blaskiem. Bo to nie jest dobre, ale za to bardzo łatwe.

12

Odp: Kocham bardzo... Ale obawiam się naszej przyszłości.
Fiolka86 napisał/a:

Jak go zmotywować...

Czytaj: jak go przerobić na takiego, jakiego sobie wymarzyłam. big_smile Powodzenia życzę! wink

Ps. I niech mi ktoś powie, że kobiety nie myślą o kasie... wink

13

Odp: Kocham bardzo... Ale obawiam się naszej przyszłości.

Uważam, że to nie jest myślenie o kasie, a myślenie praktyczne. Czy w naszym kraju praca leży na ulicy? Wątpię.
Moja babcia (rocznik '20) nie chciała wyjść za mojego dziadka zanim nie wróci z wojny. Z prostych przyczyn: gdyby wrócił jako inwalida, kaleka, nie byłby w stanie zarobić na rodzinę.

14

Odp: Kocham bardzo... Ale obawiam się naszej przyszłości.
Catwoman napisał/a:

Moja babcia (rocznik '20) nie chciała wyjść za mojego dziadka zanim nie wróci z wojny. Z prostych przyczyn: gdyby wrócił jako inwalida, kaleka, nie byłby w stanie zarobić na rodzinę.

Co jeszcze raz potwierdza, że miłość i bezinteresowność to puste slogany w ustach kobiet. wink

15

Odp: Kocham bardzo... Ale obawiam się naszej przyszłości.

Zupełnie się zgadzam z autorką wątku, ma powody do niepewności o ich wspólną przyszłość. Ja również miałam tego typu wątpliwości i odeszłam od chłopaka. Ja pracowałam, studiowałam a on ciągle brał pieniądze od rodziców zajmował się tylko studiami i miał dwa lata w plecy. Stwierdziłam, że z kimś takim nie można zbudować stabilnego życia w przyszłości i niestety musiało to się tak skończyć. Obecnie ja ukończyłam studia, a on nadal męczy jeden kurs, chodzi raz w tygodniu na zajęcia i nawet nie szuka pracy na pozostałe dni. Nie da się być z osobą, która ma tak odmienne podejście do życia. Nie chodzi o materializm tylko o to aby razem budować stabilną przyszłość. Ja miałabym tylko jedną radę dla autorki, po prostu się rozstać.

16

Odp: Kocham bardzo... Ale obawiam się naszej przyszłości.

Nie no, rozstanie to jest drastyczny i ostateczny krok wink
Ale na pewno dowiedzieć się "jaki to typ" smile

17

Odp: Kocham bardzo... Ale obawiam się naszej przyszłości.

Lepiej sie rozstac niz kogos zmieniac na siłe.

18

Odp: Kocham bardzo... Ale obawiam się naszej przyszłości.

Nie wszystkie kobiety lecą na kasę, tak jak nie wszyscy faceci na duże cycki.
Autorce wątku można zarzucić różne rzeczy, ale nie to, że chce być z tym chłopakiem dla kasy i tylko na tym jej zależy.

19

Odp: Kocham bardzo... Ale obawiam się naszej przyszłości.

A poza tym i tak sie wsyztskiego nie przewidzi, czas zmienia ludzi, wszystko sie kreci, sa nowe sytuacje i nigdy niewiaodmo jak bedzie. Nie powinnas tak myslec jakby na zapas, i nikt CI nie zagwarantuje, ze bedzie tak czy tak. Skup sie na tym co jest teraz,a nie jak moze byc pozniej.
Wiem ze to wazne, ze kazdy chce miec poczucie bezpieczenstwa i stabilizacji, ale tego sie zapewnic nie da nigdy do konca.. zycie niestety bywa brutalne sad

Przepraszam ze rano tak wyskoczylam, ale mnie to zdenerwowalo. Widac, jednak ze jestes rozsadna smile

20

Odp: Kocham bardzo... Ale obawiam się naszej przyszłości.
PolishRumble napisał/a:
Catwoman napisał/a:

Moja babcia (rocznik '20) nie chciała wyjść za mojego dziadka zanim nie wróci z wojny. Z prostych przyczyn: gdyby wrócił jako inwalida, kaleka, nie byłby w stanie zarobić na rodzinę.

Co jeszcze raz potwierdza, że miłość i bezinteresowność to puste slogany w ustach kobiet. wink

Chyba niestety czesto tak jest. Ale moze nie tylko w ustach kobiet:)

21

Odp: Kocham bardzo... Ale obawiam się naszej przyszłości.

Chciałam bardzo podziękować Catwoman. Ja nie potrzebuję równania mnie z ziemią. Nie, nie dlatego, że się noszę, że uważam się za lepszą, ważniejszą i nie wiem co. Chciałam rady, jak postępować. Zaczęłam się zastanawiać czy nie przesadzam i usłyszałam coś bardzo ważnego. Również akacjaa(;) spoko, nie gniewam się) zwróciła mi na to uwagę... Mój ukochany twierdzi to samo i kiedyś mi to zarzucił: Nie patrz w przyszłość, bo teraźniejszość ucieka. To jest chyba najważniejsza lekcja dla mnie. I miło było to usłyszeć od kogoś, kogo nie znam. Ja wiem... Banał... Ale czasem trudno jest się cieszyć teraźniejszością. Sami wiecie...

Ktoś poruszył kwestię "partnera nie zmienisz". Nie wiem, czy w takim układzie w ten sam sposób pojmujemy kwestię zmiany. Ja nie chcę zmuszać artysty, żeby został astronautą. Ja nie wymagam, żeby zapierdzielał do pracy i po nocach czytał 400 stronicowe książki do egzaminu. Ma warunki, aby robić to wszystko na spokojnie... Nie chcę zmieniać jego charakteru. Ale on musi zrozumieć, że samo zakuwanie nie starcza i trzeba "wejść w świat". On miał moment w wieku 20 lat, kiedy popracował jako kelner. Bardzo krótko. Zrezygnował, bo po całym dniu nie dawał sobie rady ze zmianą toku myślenia na bardziej humanistyczny tongue. Jakkolwiek to brzmi, rozumiem go. Miałam to samo, jak po pracy szłam na uczelnię. Dwa różne światy i nie wiedziałam gdzie jestem. Mówi, że zakuwa, żeby jak najszybciej skończyć, żebyśmy mogli skupić się na własnym życiu. Brzmi obiecująco... Mam tylko nadzieję, że są to szlachetne zamiary a nie wymówka.

Rozumiem intencje osób, które powiedziały mi, aby się rozstać. Ciekawa jestem dlaczego te osoby, które tak doradzają (nie tylko ci, którzy mi odpisali), nie rozwiodą albo rozstaną się ze swoimi partnerami przy pierwszym lepszym konflikcie albo problemie... Czasami ewidentnym rozwiązaniem byłby rozwód, albo rozstanie... Ale oni trwają... To nie jest proste.
Wolałabym, żeby rozstanie było ostatecznością.

Powalczę ze sobą, poobserwuję, postaram się motywować swojego chłopaka. Dyskretnie. Nie na zasadzie "Bo musisz/powinieneś...". Będę mu mówiła, że nie jest gorszy od innych, motywowała do walki z egzaminami...

Pomijam zgryźliwe komentarze, że lecę na kasę. Jeżeli osoba która to mówi ma z tym problem, to niech wie, że to nie moja wina, że związała się właśnie z taką osobą w przeszłości.

22

Odp: Kocham bardzo... Ale obawiam się naszej przyszłości.
Fiolka86 napisał/a:

-Czy mogę mu pomóc? Tak. Pomagam od jakiegoś czasu z angielskim, przepytuję i uspokajam przed kolejnymi egzaminami.

Chrystepaniejedyny! Nie kastruj tego faceta!

23

Odp: Kocham bardzo... Ale obawiam się naszej przyszłości.

A co w tym złego neutral... Sam prosił... Bez przesady...

24

Odp: Kocham bardzo... Ale obawiam się naszej przyszłości.
Fiolka86 napisał/a:

A co w tym złego neutral... Sam prosił... Bez przesady...

Psychologicznie na to patrząc, bardzo dużo w tym złego. Ustawiasz się w roli tej, co to zawsze pomoże, przytuli, pogłaska, pocieszy - czyli mamusi. Mężczyźni lubią mamusie, bo jest im z nimi wygodnie. Dzięki temu mogą zajmować się jedynie nauką i, leniąc się okrutnie, snuć marzenia o dzieciach i "spokojnym życiu". Ale istnieje duże ryzyko, że taki chłopiec odejdzie do kobiety, która go zainspiruje, pobudzi do działania. Przy której będzie musiał dorosnąć. Która będzie patrzyła na niego z podziwem i zachwytem, a nie przepytywała wieczorami z angielskiego i przygarniała do cyca.

25

Odp: Kocham bardzo... Ale obawiam się naszej przyszłości.

Szukanie "ale" byłoby niedorzeczne... Przyznaję. Co takiego zatem powinnam powiedzieć/zrobić? Widzę w nim potencjał... Tylko nie wiem jak...

26

Odp: Kocham bardzo... Ale obawiam się naszej przyszłości.

Fiolka86 ważne by on sam w sobie widział ten potencjał. Bo jeśli tak nie będzie, to cóż, nadzieje Twoje płonne, że będzie chciał coś fajnego ze swoim życiem zawodowym zrobić.

27

Odp: Kocham bardzo... Ale obawiam się naszej przyszłości.

Ty możesz tylko babskimi sztuczkami chwalić, wspierać i motywować, aż sam będzie chciał robić i osiągać więcej.

28

Odp: Kocham bardzo... Ale obawiam się naszej przyszłości.

Rozumiem, dziękuję... Pamiętam, ze kiedyś była taka trochę głupia sytuacja, gdzie oboje trochę się pogubiliśmy w pewnej sprawie... Mniejsza o szczegóły i zapytałam się jego (przepraszam - wydarłam) - czy chce opiekunkę do dzieci, czy kobietę u swojego boku. Chodziło o to, że w nerwach (z obydwu stron) zapytał w najbardziej bezsensownym momencie "i co teraz?"... Bardzo mnie wyprowadziło z równowagi to pytanie, bo poczułam się, jakby "zwalił" wszystko na moją głowę. Pamiętam, że go wryło... I taka sytuacja już nigdy więcej nie miała miejsca. A wręcz, kiedy mieliśmy coś załatwić on zerwał się z łóżka, wszystko zorganizował i faktycznie, miałam mniej na głowie...

29

Odp: Kocham bardzo... Ale obawiam się naszej przyszłości.

Fiolka, dobrze, ze sie martwisz!

Jestem w sytuacji Twojego chlopaka. Moje pierwsze studia (medycyna) podjelam bo rodzice chcieli. Nie skonczylam. Drugi, humanistyczny kierunek zrobilam pomiedzy 26-29 rokiem zycia, potem jeden masters, drugi masters, teraz koncze doktorat. W sumie, mam zero doswiadczenia na rynku pracy (mimo wieku). Szczesc Boze, ze moj facet jest prawnikiem i dobrze zarabia (poza tym 14 lat starszy, dorobil sie), bo moja przyszlosc by wygladala nieciekawie. Jasne, ze szukalam pracy. Znalazlam  teraz, ale na obecnym rynku kontrakt asystentki jakiegos doktora (adjunkta, docenta) to jest szczyt marzen. Nie powiem, nie mam ambicji nieziemskich, wiec mi to pasuje, ale gdybym planowala rodzine, to raczej byloby to niepokojace. Czesto nawet moj partner mowi mi, ze ja chyba nigdy nie doroslam, bo ciagle krece sie w kregach studenckich, ubieram jak 20latka i zachowuje zupelnie niestosownie.

Pogadaj z nim powaznie. Inaczej bedziesz miec problemy w przyszlosci.

Posty [ 30 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Kocham bardzo... Ale obawiam się naszej przyszłości.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026