W zasadzie szukam pocieszenia i wsparcia.
Na początek, zacznę od siebie. Jestem po studiach artystycznych, ale mam smykałkę do pracy. Jeśli można tak powiedzieć
. Jestem energiczna, bystra. Swoją pierwszą, poważną pracę znalazłam stosunkowo szybko. Zarabiałam nieźle. Potem przerwałam pracę, bo chciałam poświęcić się magisterce i na szczęście miałam ku temu warunki. Żyłam z odłożonych pieniędzy a i rodzice mi trochę pomogli. Jednym słowem, nie martwię się o siebie.
Mój ukochany ma wiele superlatywów. Też artysta, historyk sztuki. Jest ode mnie młodszy o 2 (prawie 3 lata - z grudnia) i w pewnych kwestiach przyznaję, jest bardzo dojrzały. Super nam się rozmawia, w łóżku jest wspaniale... Różnicy między nami prawie nie czuć... Prawie...
I tu przechodzę do problemu:
Niestety, (gdyby patrzeć pod kątem jego rówieśników), jest trochę "do tyłu" z uczelnią. W tej chwili studiuje na drugim roku... Tak wyszło kiedyś. Był kiepski z matematyki, w liceum (ogólniak) miał problemy, choć wiem, że w dużej mierze przyczyniała się ku temu nauczycielka. Taka bez skrupułów... Nie zdał. Wiem, że to była jego porażka, którą bardzo przeżył... Po tym wszystkim ojciec uparł się na niego. Chciał koniecznie, aby robił w życiu coś "konkretnego", żeby studiował coś użytecznego. Mój chłopak zaczął studia, które go nie interesowały. Zawiódł się i w końcu, postawił się ojcu, zaczynając to, co studiuje teraz.
Jest bardzo skrupulatny. Uczy się pilnie, ma bardzo dobre oceny. Bardzo mnie kocha, jest dobry i planujemy naszą przyszłość ale...
Słuchajcie, nie zrozumcie mnie źle. Ja mam głowę (ogólnie) na karku. Nie jestem idealna. Też nie skończyłam studiów jak niektóre moje koleżanki... Z tym, że ja nie miotałam się - działałam. Pracowałam, zainwestowałam w naukę języków. Dzisiaj praktycznie skończyłam studia, zaraz zacznę szukać pracy, ale patrząc na ukochanego jakoś... Nieufnie podchodzę do naszej przyszłości. On nie ma jakichś super talentów. Z językami - kiepsko. Jest trochę powolny i co gorsza, na razie chce się skupić na nauce... Przynajmniej do końca licencjatu, ba ma bardzo dużo nauki (wierzę, wiem jakie są te studia)...
Tylko, że wewnątrz mnie jakoś nie jestem w stanie tego zaakceptować. Po takich studiach (a najlepiej w trakcie!), trzeba być obrotnym, trzeba się interesować, JUŻ TERAZ tworzyć znajomości. Trochę jaj no...
U niego wszystko dzieje się spokojnie. I mówi mi, jak to cudownie będzie, gdy razem zamieszkamy, jak bardzo będzie kochał nasze dzieci...
Ale kurde... Boję się, że w dalszej przyszłości to ja, jako osoba dynamiczna będę zapieprzała... A on?
Czy jest to kwestia wieku? Jako kobieta i do tego starsza, myślę już w innych kategoriach?
Ostatnio stwierdził, że nie traktuję go zbyt dobrze... Dużo wymagam... Widać, że się martwię... Że go stresuję i rozumie wszystko, ale on nie potrafi się skupić na kilku rzeczach. A na pewno nie teraz... Nie przy takiej ilości nauki... Powiedział, żebym uważała... Bo związek nie polega na wzajemnym terroryzowaniu się... MA RACJĘ...
Kocham go... Ale też sporo przeszłam i wiem, że miłość to nie tylko plany, słowa... Tutaj potrzeba zabezpieczenia. Nie mówię o jakichś mega pensjach... Mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi...
Jak go zmotywować... Jak to zrobić, żeby był wilk syty i owca cała...