netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

trudna historia

10 odpowiedzi3 041 wyświetleńzałożony przez weronika31, 25.01.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

1

Temat: trudna historia

Witam Wszystkich. Chciałam opisać swoją historię, bo nie wiem już co mam myślec o  tym wszystkim i Osobie, która mnie zostawiła. Jest mi bardzo trudno, mimo iz upłynęło już trochę czasu. Piszę, bo  bardzo chciałabym poznać obiektywne spojrzenie na całą tą sytuację. Czuję się bardzo zagubiona i przygnębiona z powodu tego co się wydarzyło. Ciągle o tym rozmyślam i nie wiem, jak z tego wyjść.

Otóż, jak większość osób w tym temacie, jestem załamana z powodu rozstania a raczej odejścia ode mnie osoby, którą bardzo pokochałam. Nie wiem nawet jak to wszystko opisać, bo sytuacja jest skomplikowana.
Zacznę więc od samego początku. Około 1,5 roku temu poznałam chłopaka, który bardzo mi się spodobał i zainteresował mnie swoją osobą. Miał ciekawą pracę, swoje pasje i był takim wymarzonym partnerem dla mnie. Zaczęliśmy się spotykać. Spotykając się z nim czułam się najszczęśliwszą kobietą na świecie. Do dziś pamiętam każdy szczegół z tych spotkań. Przez trzy miesiące tych spotkań, moje życie było jak w bajce i nigdy nie byłam bardziej szczęśliwa. Ten człowiek naprawde umiał mnie uszczęśliwić, dodatkowo wspierał mnie bardzo i okazywał dużo ciepła i miłości. Pokochałam go całym sercem. Zycie tak sie ułozyło, ze musiałam wyjechac na 3 tyg. za granice,w zwiazku z pracą. W trakcie tego pobytu kontaktowałam się z nim, ale zaczął rzadziej odpisywać. Zaczęłam się niepokoić. Po powrocie, wogóle przestał odpisywać na esemesy. Było mi strasznie przykro i ciężko ale nie męczyłam go esemesami ani telefonami.  Napisałam jedną wiadomość mailem, że chce mu podziękować za wszystkie spotkania i ten cały czas i jeśli jeszcze kiedys zechce, to niech się odezwie. Na tego maila odpisał od razu, tłumacząc że miał trudny czas i nie mógł mi odpisać, ale nadal chce się spotykać i zależy mu na tym. Po niedługim czasie, zadzwoniła do mnie jego dziewczyna, z którą mieszkał i jak wynikało z jej relacji, rozmawiał o ślubie, bo byli razem 2 lata, choc z jakimiś przerwami. Po tym telefonie się załamałam. Było mi strasznie ciężko i nie mogłam pojąc jak mógł mnie tak oszukać. Po tym wszystkim rozstali się definitywnie z tamtą dziewczyną. Po jakimś czasie on zadzwonił do mnie, prosząć o spotkanie. Na tym spotkaniu wyjaśnił wszystko odnośnie relacji z tamtą dziewczyną, powiedział, że owszem mieszkali razem, ale już dawno nie byli ze sobą. Ich życie polegało tylko na kłotniach i ciągłych wzajemnych oskarżeniach. Dlatego on bardzo chciał zmienić swoje życie, i zaczął szukać kogoś nowego. Nie chciał jednakże bardzo skrzywdzic tamtej dziewczyny i po prostu nie wiedział jak ma ja zostawić.
Po tym spotkaniu, na które żałuje dziś, że się zgodziłam zaczęłam na nowo o nim myśleć, widząć wrażliwego i dobrego człowieka, który po prostu zrobił błąd. On bardzo to wszystko przeżywał i był tym co się stało a załamany.
Ja ponieważ zakochałam się w nim, bardzo chciałam z nim byc i znowu się spotykać. Na skutek całej tej sytuacji, nie umiałam jednak już tak mu zaufać, tak się otworzyć i czuć przy nim bezpiecznie. Doszło do spotkania, po tych wszystkich wyjaśnieniach, i on powiedział mi, że bardzo chciałby być ze mną, gdybym tylko dała mu szanse. Mimo, iż po tych jego słowach bardzo się ucieszyłam, to jednak po prostu nie umiałam odnależc się w tej sytuacji.
I kiedy on proponował spotkanie, to ja odmawiałam, bez powodu...proponując inny termin. Nie umiem tego tak logicznie wytłumaczyć, chyba mnie to wszystko przeroslo i mimo swojego wieku nie dałam rady. Dziś bardzo cierpię, bo czuję, że straciłam miłość swojego życia. I sama sobie odebrałam szanse. Dodam, ze jestem osoba, ktora bardzo duzo czasu poswieca pracy i nie mam nawet zbyt dużego doświadczenia w związkach mimo wieku.
To wszystko dalej toczyło się tak, że mieliśmy kontakt i nawet spotkalismy sie, ale nie było zadnych deklaracji co do przyszłości. Ja jednak, ponieważ bardzo go pokochałam, żyłam nadzieją ze to wszystko się jakoś ułoży i że jak mamy być razem to będziemy. Po prostu potrzebowałam czasu, by to wszystko co się wydarzyło jakoś zapomnieć. Między czasie wyjechałam za granice w zwiazku z praca, ale kontakt nadal byl i nadzieja tez.

Po powrocie z zagranicy i tuz po naszym spotkaniu, napisałam mu maila co z nami dalej...W mailu tym, napisalam tez ze zalezy mi na nim i to co sie wydarzylo nie ma znaczenia. On nie odpisywal przez 3 tyg. I po okolo miesiacu dostalam esemesa, ze zaczal sie z kims spotykac i jesli mi to nie przeszkadza, to mozemy zostac na stopie kolezenskiej. Strasznie mi sie przykro zrobilo, bo nic nigdy nie wspomnial ze juz kogos ma. Pogodzilabym sie z tym, gdyby nie to ze napisal jeszcze jednego esemesa, bym nie odpisywala, gdyby jego "nowa" dziewczyna do mnie pisala...bo niestety odczytala maila, ktorego mu przyslalam miesiac wczesniej i moze chciec sie dowiedziec, czy nadal cos jest miedzy nami....Po tym wszystkim ogromnie sie rozczarowalam i bardzo to przezylam...Nie mogłam pogodzic się z tym, ze  potraktowal mnie bez odrobiny szacunku, a dla mnie szacunek to podstawa. Napisałam mu to, jak bardzo mi przykro i zerwałam kontakt. Bardzo cierpiałam, bo nie mogłam podarować sobie, że moze gdybym wiecej z nim rozmawiala, nie odmawiala spotkan to bylibyśmy razem. I nie szukałby tak szybko drugiej dziewczyny. To co dalej sie wydarzyło przerosło moje wyobrażenia, okazało się że po około 4 mięsiącach znajomości zaręczył się z tamtą dziewczyną. To wszystko bardzo mnie przybiło. Doszło do tego, iż mimo ze znam swoją wartość i wiele w życiu udało mi sie osiągnąć, czuję się jak ktoś bezwartościowy, kogo można po prostu zignorować i odrzucić, to tak strasznie mnie boli. Ja staram się szanować kazdego człowieka.
Najgorsze jest to, że ja go nadal kocham i ciągle o nim myśle. Dałabym wszystko, by móc cofnąć czas, i wykorzystać szanse, gdy On chciał spoykać się ze mną. Niestety  nie jest to już możliwe. A ja czuję się taka przegrana, mam juz 31 lat i nie wiem, czy jeszcze kiedys kogoś spotkam, kogo tak pokocham.

Myślałam by napisać mu jakiś list, że tak bardzo mi trudno, z tego powodu jak mnie potraktowal, by chociaz zdawał sobie sprawe, i może mi byłoby wtedy lżej...ale zaraz potem zaczęłam myśleć, że może to jest moja wina, że nie jesteśmy razem, bo nie umiałm się otworzyć i zaufać mu, odmawiałam spotkań, mimo, iż pragnęłam tego całym sercem.
Nie wiem jak dalej mam żyć, minęło już 4 miesiące, a ja dalej nie umiem się z tym pogodzić.

2

Odp: trudna historia

Moja Droga..Facet płynnie przechodzi z uczucia na uczucie..Z wyjatkową łatwoscia przychodzi mu zakochiwanie i odkochiwanie... Gdyby mu na Tobie zależało , robiłby wszystko ,żeby z Toba byc , fakt ,że Ty jakos byłas wciąż niezdecydowana i może to jest przyczyna jego zniechęcenia. Ale jak szybko sie pocieszył i juz narzeczona ??  dziwne... może nie masz czego żałować..

3

Odp: trudna historia
weronika31 napisał/a:

[...] Doszło do tego, iż mimo ze znam swoją wartość i wiele w życiu udało mi sie osiągnąć, czuję się jak ktoś bezwartościowy, kogo można po prostu zignorować i odrzucić, to tak strasznie mnie boli. Ja staram się szanować kazdego człowieka.
Najgorsze jest to, że ja go nadal kocham i ciągle o nim myśle. Dałabym wszystko, by móc cofnąć czas, i wykorzystać szanse, gdy On chciał spoykać się ze mną. Niestety  nie jest to już możliwe.

A ja czuję się taka przegrana, mam juz 31 lat i nie wiem, czy jeszcze kiedys kogoś spotkam, kogo tak pokocham.

[...]
Nie wiem jak dalej mam żyć, minęło już 4 miesiące, a ja dalej nie umiem się z tym pogodzić.

Twoje uczucie, to obawa i niepewność, czy spotkasz jeszcze kogoś.

Spotkałaś Chłopaka gotowego do małżeństwa i nie doceniłaś jego gotowości. Budowanie relacji zawsze jest ryzykowne i nie ma żadnej pewności.

Napisałaś, że starasz się szanować każdego człowieka, ale jeśli tak jest naprawdę, to uszanuj także decyzję tego Człowieka, którego - jak twierdzisz - darzysz uczuciem. Życz mu dobrze, a może życie odpłaci Ci spotkaniem kogoś równie godnego uczucia. Wtedy doceń obecność, zamiast lekceważyć pragnienie bliskości.

4

Odp: trudna historia

Dziekuje za odpowiedz. Ja szanuje decyzje tego Człowieka i nie zamierzam nic robic w tym kierunku. Przykro mi tylko, ze na skutek wczesniejszych wydarzeń, nie umiałam odnalezc sie w sytuacji, gdy mogłam z nim być...
Nie umiałam zaufać, choc bardzo chciałam... dlatego dużo straciłam.

5

Odp: trudna historia
weronika31 napisał/a:

[...] dużo straciłam.

Każdą stratę możesz przerobić na zysk, jeśli odpowiednie wypracujesz wnioski.

Ludzie zajmujący się biznesem twierdzą, że nie rozkręci biznesu ten, kto nigdy nie splajtował.

6 Ostatnio edytowany przez weronika31 (2013-01-26 17:19:45)

Odp: trudna historia

Animus: dzieki za madra rade.
Szkoda tylko, ze niestety ja nie umiem pogodzic sie z ta strata.
Mysle, ze kiedy mowa o rzeczach materialnych, czlowiekowi jest zawsze latwiej pogodzic sie, ze cos zostalo stracone bezpowrotnie. Gdy w gre wchodza uczucia, to przychodzi znacznie trudniej, bynajmniej mi i niepewnosc oraz rozczarowanie sa znacznie wieksze.
Ja do tego mam straszne poczucie winy, ze nie wykorzystalam szans, na bycie z czlowiekiem, ktorego pokochalam. A z drugiej strony po prostu nie umialam byc blisko niego, po tym co sie wydarzylo. I niestety najgorsze jest to, ze samej sobie nie umiem wytlumaczyc dlaczego nie potrafilam mu zaufac, mimo iz bardzo go pokochalam. A jednak cos w srodku mnie, mowilo nie.

7

Odp: trudna historia

zastanów się dobrze, czy naprawdę chciałabyś spędzić resztę życia z człowiekiem który zmienia kobiety jak rękawiczki... Przypatrz się dobrze całej tej chorej sytuacji...  facet mieszka z dziewczyna, której nie kocha, jest z nią, chociaz ma już jej dość i jednocześnie spotyka się z kims innym ---> to już jest odrobine patologiczne... potem jest z Tobą, a nagle Twój wyjazd wszystko zmienia, 1 twoja decyzja... Gdyby naprawdę Cię kochał, nie zostawiłby od ot tak sobie, bo inna partyjka mu się napatoczyła... okłamał Cię, oszukał... straszny dupek z niego, w dodatku zaręcza się, raptem po 4 miesiącach znajomości? haha:D palant nie z tej ziemi...

głowa do góry wink

8 Ostatnio edytowany przez weronika31 (2013-01-26 17:47:53)

Odp: trudna historia

kas301191: Dziekuje Ci za Twoja wypowiedz.
Dobrze miec takie obiektywne spojrzenie na ta sprawe.
Ja juz sama nie wiem, co mam myslec i jak wyjsc z tego.
Poczatkowo bylo mi latwiej, bo przyjelam, ze on nie byl w porzadku tak mnie traktujac, ale pozniej zaczelam siebie obwiniac, ze nie potrafilam dac mu szansy...Nie wiem, moze sie po prostu go balam i moja intuicja wysylala mi jakis sygnal ostrzegawczy...
Najtrudniejsze jest jednak to, ze nie jestem juz mloda i moze zostane sama...juz przestalam wierzyc, ze spotkam kogos wartosciowego.

9 Ostatnio edytowany przez Animus (2013-01-26 18:41:09)

Odp: trudna historia
kas301191 napisał/a:

zastanów się dobrze, czy naprawdę chciałabyś spędzić resztę życia z człowiekiem który zmienia kobiety jak rękawiczki...  wink

Kas301191, chyba czytaliśmy różne wątki. Nie zauważyłaś zniechęceń i odepchnięcia? On zmieniał rękawiczki, czy rękawiczki stwierdzały, że nie pasują na jego dłonie?

weronika31 napisał/a:

Szkoda tylko, ze niestety ja nie umiem pogodzic sie z ta strata.
Mysle, ze kiedy mowa o rzeczach materialnych, czlowiekowi jest zawsze latwiej pogodzic sie, ze cos zostalo stracone bezpowrotnie. Gdy w gre wchodza uczucia, to przychodzi znacznie trudniej, bynajmniej mi i niepewnosc oraz rozczarowanie sa znacznie wieksze.
Ja do tego mam straszne poczucie winy, ze nie wykorzystalam szans, na bycie z czlowiekiem, ktorego pokochalam. A z drugiej strony po prostu nie umialam byc blisko niego, po tym co sie wydarzylo. I niestety najgorsze jest to, ze samej sobie nie umiem wytlumaczyc dlaczego nie potrafilam mu zaufac, mimo iz bardzo go pokochalam. A jednak cos w srodku mnie, mowilo nie.

Bezpowrotnie? Otóż nie, bo niczego nie straciłaś. Uczucie nie zostało skonsumowane, więc jego potencjał nadal w Tobie jest. Tu nie ma straty, choć nie ma zysku. Mogłabyś zyskać, gdybyś to uczucie potwierdziła. Nie ma straty, jest tylko poczucie straty, ale sytuacja jest otwarta, czyli możesz nadal Twój kapitał, jakim jest zdolność kochania i gotowość do kochania, przemienić w sukces. Dlatego relacje, które nie kończą się pochopnie małżeństwem są mniejszą tragedią, bo pozostawiają nadal możliwość.

Daruj sobie to poczucie winy, bo to ono może w tej sytuacji sprawić, że nie będziesz mogła swojego potencjału wykorzystać. Po prostu sobie wybacz ten błąd, z pełną świadomością, że to był błąd. Dla pocieszenie możesz poczytać historie miłosne w wielu sławnych biografiach, choćby Mickiewicza, Norwida, Słowackiego, po których zostały piękne wiersze, tylko.

10

Odp: trudna historia

do Animus:
tak, moim zdaniem to z facetem coś nie tak... nie wyobrazam sobie jak to jest mieszkać pod jednym dachem z partnerem, kłócić się i jednocześnie szukać kolejnej znajomości... kiedy pojawia się już ta znajomość, która zdaje się być kimś wyjątkowym, odkochać się i dać sobie spokój. Facet kochający będzie walczył o tą jedna jedyną, nie zostawi jej ot tak, poza tym to on szamba narobił, nie wspominając nowej kobiecie, że nie wszystko z poprzednią załatwione... Weronika miała prawo czuć się skrzywdzona i oszukana. Fakt, przeprosił, ale co to zmienia? - inna kobieta jest? - jest... nie dziwię się, że potrzebowała czasu, zawsze czasu potrzeba w takich sytuacjach do zaakceptowania i wyciszenia. Chyba nikomu nie byłoby dobrze dowiedzieć się, że jego ukochany/a mieszka z kimś innym... gdyby facet był fair, poczekałby, wyjaśniłby, starałby się trochę bardziej, a nie na zasadzie - nie chcesz, to nie i spadaj... Oni juz byli praktycznie razem, więc można przypuszczać, że uczucie bylo obustronne... tylko dlaczego on nie zrobił nic, żeby pokazać nowej kobiecie, że naprawdę jest dla niego ważna? Takie wydarzenia chyba czegoś w tym rodzaju wymagaja, a nie zwykłego "przepraszam"

taki facet to zwykły palant! Tak łatwo przychodzą mu uczucia i równie łatwo odchodzą... Weronika, nie przejmuj się, jeszcze i ta nowa się na nim przejedzie... a Ty nie łam się, na pewno są jeszcze fajni i wartościowi faceci wink

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026