netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Jak się podnieść?

19 odpowiedzi5 040 wyświetleńzałożony przez Endar Spire, 21.01.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Jak się podnieść?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 20 ]

1

Temat: Jak się podnieść?

Mam 20 lat, można by rzec równo 20, bo skończone dopiero w grudniu. Byłem z dziewczyną 5 bitych lat. Parę dni temu się rozstaliśmy można rzec za obopólną zgodą, powiedzmy. Bo jednak jest smutek i żal, ale też złość, złość na cały świat. Poznaliśmy się w sumie jako dzieci, pierwsze deklaracje padały jak zdawałem egzamin gimnazjalny. Związek się rozwijał, o dziwo spotkał się z aprobatą rodziców i po dwóch latach od bycia ze sobą przez internet udało zaaranżować się spotkanie przy rodzicach. Ja mieszkam na Pomorzu, ona na Górnym Śląsku. Kiedy spotkaliśmy się w wakacje po raz pierwszy, było cudownie. Zobaczyliśmy się po 2 latach na żywo, zero rozczarowań, od razu zachowywaliśmy się jakbyśmy autentycznie znali się kupę lat, nie było dystansu, od razu przytulanie, pocałunki, nawet doszło do delikatnych pieszczot - cóż hormony robiły swoje. Do dziś pamiętam obietnicę ojca swojego, kiedy obiecał, że jak nie będę miał żadnej dwójki na świadectwie to zawiezie mnie te 600km do Marzeny - bo tak miała na imię. Zawsze w szkole byłem wyrzutkiem, najmniejszy, małomówny i niestety nałogowy komputerowiec no i dzięki temu nałogowi niejako się poznaliśmy, graliśmy w tą samą grę. Ona podobnie, taki odludek, cichutka, potulna dziewczyna, niebrzydka, ale też nie modelka. Dogadywaliśmy się świetnie, bo mieliśmy miejscami podobne problemy. I tak to trwało, spotykaliśmy się co raz częściej i częściej. Każde dni wolne od szkoły to w pociąg i się jechało. Zazwyczaj na długo, bo ze względu na odległość jeździliśmy do siebie na minimum tydzień. Najdłużej byliśmy 6 tygodni pod jednym dachem u mnie, bo załatwiliśmy praktyki szkolne u mnie w mieście. I można by rzec niejako dorastaliśmy razem. Wspólnie przeżyliśmy jeden z najważniejszych okresów w życiu. I tak mijały lata, zbliżała się matura, a po niej studia. Po długich rozmowach i konsultacji z rodzicami zdecydowaliśmy, że ja idę do pracy, a ona studiuje zaocznie w moim mieście, gdyż moi rodzice zaoferowali nam dach (mamy duży jednorodzinny dom). I tak zaplanowaliśmy, że skoro połowa domu stoi jeszcze niewykończona no to zajmę się tym ja i ona. Moja rodzina jest konserwatywna, więc koniec końców stanęło też na tym, że ma być ślub w takim razie. Ja z dziewczyną stwierdziliśmy, że skoro i tak chcemy być razem to nam to wsio i możemy ten ślub wziąć. Należy tu zaznaczyć, że oboje tego chcieliśmy - a tak przynajmniej się wydawało. No i prysło, pojawił się ON, kolega z klasy. Po 3 latach uczęszczania z tym kolegą do klasy nagle na 4 roku się w nim zakochała bez reszty. Na początku opowiadała mi o nim, tak niby jako kolega i te sprawy, niewinnie - tak myślałem. Z czasem zaczęło być nieprzyjemnie, bo zaczęła o nim opowiadać w sposób podkopujący moje poczucie wartości, zaczęły się porównania i wymagania, abym był taki sam. Tuż przed świętami zadzwoniła do mnie zapłakana, że ona tak nie może, że to on jest jej ideałem i po prostu przyciąga ją jak magnes. Wsiadłem jeszcze tego samego dnia w pociąg. Pojechałem, jakoś się dogadaliśmy. Byłem zaślepiony, tak mi zależało, że byłem w stanie poruszyć niebo i ziemię, żeby to ratować. Wspólnie wsiedliśmy w pociąg powrotny i wspólnie spędziliśmy sylwestra u mnie. Doszło jeszcze do poważnej rozmowy między nią, a moimi rodzicami, którzy zaniepokojeni zwyczajnie nie mogli pozostać bierni - w końcu zainwestowali i mieli prawo wiedzieć co się dzieje. Wszystko niby wróciło do normy, ale pozostał niepokój. Wróciła do siebie i było ok. Ale mama mi cały czas powtarzała, że to tak nie może być, że ona zachowuje się dziwnie, że w takim razie ona nie wyraża zgody na ślub, mieszkanie i te sprawy. Porozmawiałem o tym z moją wtedy już narzeczoną i zaczęło się planowanie, że może przyjedzie studiować, ale wynajmie stancję itp i zobaczymy co dalej, cały czas zapewniała, że tamten to tylko kolega. W którymś momencie zacząłem przeglądać na oczy, zacząłem drążyć, bo mi nie pasowało, że tak szybko wybiła sobie z głowy tamtego chłopaka. Doszło do sprzeczki, że nie ufam, zapewniała, że już sobie w głowie "poukładała", że to tylko kolega i koniec. Następnego dnia jeszcze rano dostałem smsa "Kocham Cię", kilka godzin później zadzwoniła i mówi "...no bo on mi się chyba jednak podoba". Wydarłem się na nią jak nie z tej ziemi, w ciągu sekundy zrozumiałem o co tu chodzi. Jej niepoprawna altruistyczna postawa polegała na tym, że poświęcała się przez 2 lata (!!!) dla związku, licząc na to, że może uczucie odżyje. Poniekąd szlachetna postawa, ale skończyło się jak skończyło. Czuję się oszukany, do samego końca mnie zapewniała, usypiała czujność, przyjęła oświadczyny, była przy zamawianiu sali na wesele. Ja niestety jestem człowiekiem-frajerem, jak coś robię to zawsze angażuję się na 100%, jak mówię "Kocham" to traktuję to słowo jak swoistą przysięgę. Nadal ją kocham, nie potrafię przestać myśleć, cały świat się zwalił, wszystkie plany życiowe były pod nią... a teraz zostałem na lodzie i czuję się jakbym miał napisane na czole "FRAJER". Przeżyłem z tą dziewczyną najpiękniejsze chwile w życiu, najważniejsze momenty... egzamin gimnazjalny, prawo jazdy, matura, pierwszy raz, aż po zaręczyny. Momentami było jak w bajce. Jak się podnieść po stracie kogoś z kim wiązało się takie nadzieje do samego końca? Ona nie chce zrywać kontaktu, bo mówi, że mnie lubi... a ja głupi, nadal kochający jak ten frajer nie potrafię zerwać kontaktu... nie potrafię jej powiedzieć "nie zawracaj mi gitary dziewczyno"... ciągle myślę, jakby tu to jeszcze odzyskać, czekam na coś co nigdy się nie stanie... niby młody jestem, rodzice też mnie wspierają w tej walce, można rzec mam dla kogo żyć... ale czegoś brakuje, czuję się jakbym autentycznie nie miał dla kogo żyć, straciłem cel w życiu. Nie mogę spać, jeść, jak się rano budzę to pierwsza myśl "a po co ja mam właściwie wstawać?" Jak sobie z tym wszystkim poradzić sad

2

Odp: Jak się podnieść?

Wiem, że nie jest łatwo i łatwo nie będzie. Jeżeli się kogoś kocha to nie można odkochać się w5 minut, potrzebujesz czasu i to dużo. Wiem jaką masz wyrwę w sercu, uwierz mi. Mój mąż zdradził mnie niedawno i chce rozwodu, mamy dwoje dzieci, wciąż go kocham i też nie wiem jak dalej żyć. Pierwsze dwa tygodnie żyłam jak w zawieszeniu. Teraz jest lepiej, choć ból jest obecny cały czas. Musisz zacząć myślec o sobie, wychodz ze znajomymi, wyszukiwać przeróżne zajęcia by nie myśleć. Nie dzwoń, nie szukaj kontaktu bo będzie bolało jeszcze gorzej, a za jakiś czas stwierdzisz, że płaszczyłes się tylko. Przede wszystkim nie wmawiaj sobie, że jesteś ''frajerem'', moim zdaniem to ta dziewczyna nie dorosła do poważnego związku i nie zasługuje na Ciebie. Trzymaj się ciepło i poręczy smile

3 Ostatnio edytowany przez elton (2013-01-21 22:01:25)

Odp: Jak się podnieść?

Podoba historia do mojej. Mam to sam teraz co Ty. Z tym że nie byłem zaręczony, ale też miały być lada chwila. Ciagle rano się budzę o 6 rano ze ściskiem w żołądku.
Przerąbane. Najgorzej jest teraz nauczyć się żyć bez niej, ale jakoś trzeba to zrobić. Tyle ze masz dopiero 20 lat. Masz jednak łatwiej.

4 Ostatnio edytowany przez Endar Spire (2013-01-21 22:30:48)

Odp: Jak się podnieść?

To po prostu mnie momentami przerasta. Już nawet mieliśmy mniej więcej wybrany kolor do sypialni, już sobie planowaliśmy jak co urządzimy w naszym kąciku. Wszystko było takie wydawałoby się dopięte na ostatni guzik... no i pojawił się ON... po prostu nie potrafię uwierzyć, że dziewczyna, która naprawdę wydawała się inna dała się w to wpędzić... że tak po prostu pojawił się ON... i właściwie nie robiąc nic sprawił, że poleciała do niego jak mucha do gówna... cały żal potęguje fakt, że ON nawet o niczym nie wie... po prostu mimo takiego stażu związku i tak zaawansowanego stadium przygotowań potrafiła zaryzykować... ona nawet nie wie czy tamten ją zechce.

5

Odp: Jak się podnieść?

Uwierz mi wie. Baby takie rzeczy planują wcześniej. Moja od 3 miesięcy. Gdyby nie była pewna, nie zostawiła by Cie. Nie zaryzykowała by żeby stracić Ciebie i zostać sama. Tylko jeśli wie że będzie z tamtym. U mnie też wydawało by się że z dnia na dzień poleciała do innego, ale coś ty, okazało się ze od paru miesięcy się "zastanawiała". One nie są takie głupie.

6

Odp: Jak się podnieść?

Problem polega na tym, że akurat jestem pewny tego z różnych źródeł, że chłopak nawet nie wie, że ona coś do niego czuje. Uwierz, tego akurat jestem pewien. Dlatego mnie to tak boli. Bo boli nie tyle fakt odejścia, tylko fakt zaryzykowania dla nieznanego. Że tu miała jakieś fundamenty, jakąś przyszłość już, a tam wielka niewiadoma.

7

Odp: Jak się podnieść?
Endar Spire napisał/a:

To po prostu mnie momentami przerasta. Już nawet mieliśmy mniej więcej wybrany kolor do sypialni, już sobie planowaliśmy jak co urządzimy w naszym kąciku. Wszystko było takie wydawałoby się dopięte na ostatni guzik... no i pojawił się ON... po prostu nie potrafię uwierzyć, że dziewczyna, która naprawdę wydawała się inna dała się w to wpędzić... że tak po prostu pojawił się ON... i właściwie nie robiąc nic sprawił, że poleciała do niego jak mucha do gówna... cały żal potęguje fakt, że ON nawet o niczym nie wie... po prostu mimo takiego stażu związku i tak zaawansowanego stadium przygotowań potrafiła zaryzykować... ona nawet nie wie czy tamten ją zechce.

Endar ODPUSC dobrze Ci radze...
Ona i On to mieli juz ukartowane do najmniejszego szczegolu, tego mozna byc bardziej jak pewien po Twoim opisowym "scenariuszu" w tym watku.
Elton ma racje, ON sie nie pojawil ot tak na pstrykniecie palcami. ON byl od dawna a jesli nie nawet przed Toba, to szedl ramie w ramie z Toba.
Ja przerobilem praktycznie wszystko, toksyczne pieklo, ktore rozlozylo mnie na czynniki pierwsze.
Dostalem od szczerych i zyczliwych mi ludzi tony wskazowek, przykladowych sytuacji do przeanalizowania w swoim zwiazku na spokojnie, doszukania sie drugiego dna i wyszlo szydlo z worka.

Masz wplyw na czyny i postepowanie partnerki ale na jej mysli i burze mozgu pod deklem juz nie. Tego nie przeskoczysz nawet skokiem o tyczce.
Nie mysl nad tym dlaczego tak sie stalo, mysl nad tym jak sie z tego uwolnic. walcz i szanuj siebie, skoro ona Was i Ciebie nie szanowala.

8

Odp: Jak się podnieść?

Pewnie masz rację. Człowiek pod wpływem emocji wielu rzeczy nie widzi... a ja głupi wierzyłem, że jestem odcięty od problemów świata, że nasz związek jest inny... pewnie popełniałem błąd taki sam jak wielu... wierzyłem, że jestem inny i pewne rzeczy mnie nie dotyczą. Aj tak człowiek potem ma pretensje do samego siebie, że dał się zrobić w bambuko.

9

Odp: Jak się podnieść?

Co tam nowego kolego na froncie??? lol

10

Odp: Jak się podnieść?

Żal mi Ciebie. Ale jej też trochę mi żal.
Nie demonizujcie, że taka z niej szmata, miała wszystko wykalkulowane itd.
To młoda siksa, poznała autora jako dziecko, nigdy w sumie nie poznała życia. Do tego dzieli ich gigantyczna odległość. Takie zakończenie było wręcz oczywiste, aż dziwne że nie stało się to wcześniej.

Walczyła jednak długo, bo 2 lata wciąż dawała wam szansę, myślała że da radę kochać Cię jak dawniej.
Zakochała się w innym - nie jej wina. Gdyby od razu wszystko rzuciła dla nowego, to byłoby głupie, bezmyślne. Ale starała się. Myślę, że jej też jest ciężko. Sam pisałeś że płakała i nie chce tracić z Tobą kontaktu.
Chociaż na Twoim miejscu urwałabym z nią kontakt. Po pierwsze - po to by się nie dołować. Po drugie - może to nią trochę potrząśnie (bo zakładam, że chcesz, aby wróciła).

11 Ostatnio edytowany przez Endar Spire (2013-04-20 22:30:45)

Odp: Jak się podnieść?

Wybaczcie moją nieobecność. Po niecałych 3 miesiącach od całego zajścia, wciąż można śmiało rzec, że jestem w rozsypce. W pracy sobie przestałem kompletnie radzić, aż doszło do tego, że zrezygnowałem, bo pogryzłem się z kierownikiem. Nie potrafię przestać myśleć o tym wszystkim. Niby już to do mnie dotarło, nawet stwierdziłem, że nie chcę, żeby wracała. Ale to wszystko takie dziwne.

madoja generalnie teraz już tak po dłuższym okresie czasu jak sobie to tak wszystko poukładałem, przynajmniej częściowo. Może trochę racji masz, ale ja jestem z tych wiernych jak pies. Nie zrozum mnie źle, mi nigdy nie przeszłoby przez myśl zostawić ją dla innej, choćby nie wiem co. Moje osobiste przekonanie jest takie, że jak się kogoś ma to się unika sytuacji, które sprzyjają takim właśnie kolejom losu, że się ktoś zakochuje w innej osobie. Niby nad tym zapanować nie można, ale człowiek ma rozum, coś czego nie mają zwierzęta. Nie możesz tłumaczyć skoku w bok tym, że się zakochała i nie jej wina - owszem jej wina. Tak jak teraz człowiek patrzy na to po czasie to widzi więcej rzeczy. Wiesz jak wyglądało to jej "staranie" przez 2 lata? Tak, że ani razu nie przyjechała do mnie z własnej inicjatywy, każde spotkanie było moją inicjatywą w stylu "a może byś przyjechała do mnie na ferie kochanie?", nigdy nic od siebie. Wiesz jak to tłumaczyła? Brak kasy. A była to wymówka bardzo dobra, ponieważ jej mama straciła pracę, ojciec kokosów nie zarabia, a mają jeszcze chorą babkę na utrzymaniu i ja wierzyłem, że może dziewczyna rzeczywiście nie ma pieniędzy, rozumiałem. Ale któregoś razu kupiła sobie laptopa za 2.5 tysiąca z własnych oszczędności, kiedy ja każde dosłownie kieszonkowe wydawałem na bilety. Miesiąc po rozstaniu dziewczyna kupiła sobie tablet za kolejne 2 tysiące. Uważasz, że naprawdę jest z nią wszystko ok? Że dziewczyna nie ma pieniędzy, żeby pojechać do ukochanego, później do narzeczonego, ale na zabawki (i to nie byle jakie) ma?
Druga sprawa, zakończenie wcale nie było takie oczywiste. Znam wiele osób, również z mojej rodziny, gdzie osoby poznawały się na równie duże odległości i dali radę. To też sprawiło, że wierzyłem w szczęśliwe zakończenie.

Ja jestem zły na siebie teraz, że zaufałem dziecku, rozwydrzonej małolacie. Wierzyłem, że jest w miarę dojrzałą osobą, bo do pewnego momentu taka się wydawała. Każdy wie jak działa miłość, że człowiek pewnych rzeczy nie widzi, inne idealizuje. Ja myślałem, że mam do czynienia z osobą o przynajmniej przeciętnej dojrzałości, natomiast okazało się, że w momencie oświadczyn dziewczyna tak spanikowała, że stwierdziła, że ona się chce jeszcze "pobawić" w życiu. Niby jej prawo, ale o czym to świadczy.

Dziewczyna zostawiła stabilny związek z perspektywami na rzecz jednorazowej być może przygody, mało tego, tamten chłopak odrzucił koniec końców jej zaloty (przynajmniej na dzień dzisiejszy) - aktualnie panienka jest sama. I niby mógłbym rzec, ma za swoje. Ale jest mi jej żal, bo ją kocham i teraz oprócz tego, że brak mi jej to jeszcze zmagam się z takim smutkiem, że ona ponosi konsekwencje swojej głupoty.

12

Odp: Jak się podnieść?

Współczuję Ci. Podobnie się czułam, jak po 15 latach mój mąż, miłość mojego życia nagle zakochał się w kobiecie z forum, z którą często grywał na internecie i na koncu odszedł do niej po półrocznej pisaninie. Teraz z nia zyje i ma dzieci. Podobnie sie czulam, jak Ty. Wszystko mi sie kojarzyło tylko z nim. Piętnascie lat, to kawał czasu. Kazde miejsce, kazda potrawa., kazda melodia, dosłownie wszystko. Trudno jest doradzić w takiej sytuacji, co najwyzej można pocieszyć i wesprzeć słowem, ale to za mało. Ból, jaki zostawia osoba bliska naszemu sercu, nie ukoi żadne słowo, żadna rada. Bezradność, ktora rodzi agresję, ta całkowita bezsilność wobec sytuacji niemal zabija nas od srodka. Znam to. U mnie wpłynął czas i córka, która mi została. Z Tobą dziewczyna byla od początku. Przez poznanie, znajomość, kolezenstwo, przyjażń, pierwszą fascynację aż do uczucia. Na tego goscia poleciała z fascynacji. Wyglad wizualny? Gadane? Nie ważne, nie poznala go tak dobrze, jak zna Ciebie. Być moze klapki jej spadną z oczu, kiedy pozna jego wady. Twoje juz zna, razem dojrzewaliscie do poszczególnych etapów Waszej znajomości. Może być, że jak spadnie rózowa zasłona, Twoja Miłość nagle dostanie olsnienia i pożałuje swoich decyzji. Dostrzeże, w kim się kryje jej przewodnik po prawdziwym szczęsciu. Czasem ludziom potrzeba takich doswiadczen, by uswiadomić sobie, co jest w zyciu ważne. Jeżeli jednak sie nie uda i ona pozostanie tam, gdzie jest, to uswiadom sobie, że gdyby to była ta prawdziwa miłość, to by była przy Tobie. Skoro nie jest przy Tobie, to znaczy, że nie jest tą prawdziwą, jedyną miłościa. Ja swoja walke przegrałam, ale uswiadomiłam sobie po czasie, ze nie byłam tak naprawdę szczęsliwa. Sama sobie wmawiałam, ze tak jest. Poznałam kogoś jakis czas temu. Od ponad dwóch lat dostaje to, czego nie dostałam w przeciągu całych tych 15 lat. Gdyby nie odszedł, do tej pory bym nie miała pojecia, co zonacza być kochaną:) Pozdrawiam

13

Odp: Jak się podnieść?

Ja niby też już staram się od tego odciąć, ale boję się, że w następnym związku złapię różne uprzedzenia. Gdzieś to we mnie siedzi, bo zostałem oszukany przez kogoś po kim naprawdę bym się tego nie spodziewał. Boję się, że spotkam dziewczynę, która będzie naprawdę zasługiwała na wiele, a ja przez różne uprzedzenia nie będę potrafił jej tego dać, choć bym chciał. Zwyczajnie boję się być szczęśliwy ponownie, żeby mi znowu ktoś tego nie zabrał sad

14

Odp: Jak się podnieść?

Endar, to niestety reakcja wielu zdradzonych ;udzi. Naturalna: strach przed ponownym odrzuceniem. Jednak jezeli pozwolisz mu sobą zawładnać, nie pozwoli Ci być szczęsliwym a i może zniszczyć zycie drugiej osobie. Każdy zasługuje na danie mu szansy zaufania. Też sie bałam i w głębi nadal gdzieś noszę niepewność, jednak inna osoba nie może ponosić kary za to, co Ci zrobił ktos kiedyś a brak zaufania, to wlasnie owa kara. Po rozstaniu wiele rzeczy trzeba w sobie przełamać, jezeli chce sie jeszcze byc z kimś i tworzyć szczęsliwe zycie. To wymaga czasu i samozaparcia, ale jest wymagane, by zbudować cos nowego na gruzach przeszłosci.

15

Odp: Jak się podnieść?

Mówisz rzeczy oczywiste, które wiem. Tylko czemu to tak ciężko wprowadzić w życie sad

16

Odp: Jak się podnieść?

Endar, bo to, co najprostsze, zawsze jest najtrudniejsze do zrobienia, jednak najbardziej własciwe. Uwierz mi na słowo. Przeszłam wiele i własnie naprostszymi sposobami wyzwoliłam siebie spod jarzma stereotypowych leków. Mozna:) Polecam ,,The Secret" i ,,Siła Spokoju" Postawią Cię te filmy trochę na nogi i dadzą do myślenia. Walcz ze sobą, nie ze światem. To najtrudniejsza walka, ale jak zdystansujesz sie do problemu i nauczysz sobie z nim radzić, zauważysz, że jestes jak gdyby na dnie morza. U góry sztormy a Ty w głebi wciąż ich nie odczuwasz. Pogodzenie sie z losem, to wygranie z nim. Spokój przynosi rozwiazania. Ja tez potrzebowałam czasu, by uzyskać taki spokój. Mi było cieżko. Piętnascie lat uczucia, gdzie je miałam zadekować? Co z nim robić i ze swiadomością, ze ten, którego kocham jest z inną? Swiat mi runął, dosłownie. Piłam, chciałam skonczyć ze sobą. Weszłam tu, na to forum. Ludzie rozumieli, jednak oni nie zastąpią mi tego, co straciłam. Co pozostało? Pogodzenie sie i próba zrozumienia. Oczywiste że trudne ale efekty takie, ze teraz jestem z eks na stopie przyjacielskiej, moja córka uwielbia braciszka, syna tej kobiety, która mi odbiła moją miłość a ja sama odnalazłam swoją połowę. Cieżka to była droga. Przeprawa przez piekło wlasnych slabości, jednak warto zacząc taką wojnę. Nie pisze banałów, które kazdy może napisać w ramach pocieszenia. Piszę to, co sama przepraktykowałam. Pozdrawiam

17

Odp: Jak się podnieść?

Kolego to ciezko bardzo ale kontakt MUSISZ zerwac.wy I o nic nie walczyc, nie ma o co. A ten jej ideal szybko prysnie. wydajesz sie miec poukladane w glowie wiec rozumiesz smile
Ona po prostu nie dojrzala w takim stopniu jak Ty.
I moze to marne pocieszenie ale lepiej ze stalo sie to przed slubem niz po. Moja byla zona po 5 latach malzensrwa poszla do kolegi z,pracy. Pare miesiecy robilem z siebie pajaca bo wierzylem jej.
Trzymaj sie i glowa do gory. Fajnych masz rodzicow szanuj ich smile

18 Ostatnio edytowany przez Endar Spire (2013-04-21 13:51:23)

Odp: Jak się podnieść?

To, że kontakt muszę zerwać to wiem, choć rzeczywiście przychodzi mi to z wielkim trudem i jednak zdarza się, że czasem do niej napiszę, a i ona czasem napisze. Choć staram się z tym walczyć to łatwo nie jest.

Nie wiem jak to będzie. Aktualnie wybieram się na studia. Nie do końca to czuję, ale chcę tam iść bardziej dla "uspołecznienia" się, niż dla samej nauki, choć ta też mi potrzebna do moich planów. No niestety jestem zły sam na siebie, bo zawsze byłem takim odludkiem, ot no taki typ człowieka ze mnie jakiego pewnie każdy z was zna przynajmniej w liczbie sztuk, jeden. Małomówny, odludek, w szkole siedzący zazwyczaj sam w ławce, "inny", niż reszta klasy. I związek z tą dziewczyną poniekąd ten stan pogorszył, bo mając już dziewczynę (która jakby nie patrzeć miała podobny styl bycia), zacząłem zachowywać się jakbym już wszystko miał. Od znajomych się praktycznie odciąłem i to nawet nie tych na realu, ale nawet tych internetowych. Teraz po rozstaniu na realu nie mam praktycznie żadnych znajomych, z którymi mógłbym gdzieś wyjść, a na GG mam raptem 3 osoby w kontaktach. Tu wiadomo, że wina leży po mojej stronie i wściekły na siebie jestem jak diabli.
Wybieram się na studia, wybieram się też (choć pewnie nie dla każdego spotka się to z aprobatą) na pieszą pielgrzymkę. Nie jestem jakiś mega wierzący, chcę iść również, żeby poznać jakichś ludzi, może też żeby na te 16 dni pieszej wędrówki odciąć się trochę od codzienności i przewartościować sobie pewne rzeczy - nie wiem, może wyjdzie mi to na plus. Po studiach myślałem o policji, w ślady taty, też zobaczymy co z tego wyniknie.
Niby jakieś plany i cele mam, pobieżne, ale jednak. Oby coś z tego wyszło.

19

Odp: Jak się podnieść?

A jak to dziś u Ciebie wygląda sytuacja?

Posty [ 20 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Jak się podnieść?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026