czy da sie odratować stracone zaufanie?
1 2013-01-17 22:30:55 Ostatnio edytowany przez black_luggage (2013-01-17 23:02:29)
Podobne tematy
opisz sytuacje to moze cos pomozemy ![]()
Tak opisz sytuację. Zazwyczaj nawet w najtrudniejszych przypadkach jest szansa, pod warunkiem, że jest wola. Oby stron, rzecz jasna.
Bardzo ciężko idzie mi dogadywanie sie z chłopakiem...Jesteśmy już rok i ciągle są kłótnie itp.
Jest też zazdrość i ból, bo on nikogo nie miał a ja miałam gorszą przeszłość- ciągłe błędy i brak kontroli nad wszystkim... Byłam zagubiona, wychowałam sie w nieciekawych sytuacjach- alkoholizm w rodzinie...
Wiele złych zdarzeń zakopałam głęboko, ale gdy mój chlopak poznał prawde, wyszło że za dużo ukrywałam...
Wiec okazało się , że nie jestem wymarzoną osobą dla niego, a nawet kims kto tylko psuje...
Mimo że odzyskałam trochę rozumu, próbowałam inaczej żyć, to chyba było to za mało.. on nie potrafił zaakceptowac tego co było wcześniej i tego że nie znał prawdy o mnie...stracił zaufanie...
Bardzo mi na nim zależy ale często opadam z sił i brak mi wiary w siebie i w to że to uratuje...jestem niepewna siebie, przyszłości, boję się wciąż...
Kolejne szanse uciekają, związek wisi na włosku i nie wiem czy po dzisiejszej rozmowie ten związek sie nie rozpadł całkiem...
Problemem jest to , że ja nawet nie umiem go pocieszyć... nie umiem mówić czegoś innego, co polepszy sprawę, czegoś czego jeszcze nie słyszał... problemem jest też to że potrafie nagle zapomnieć tego co mowił, nie wiem czy to przez stres czy coś z moim umysłem jest nie tak, ale on uważa mnie za jakąś głupią... Nie umiem sobie z tym poradzić, czuje się już nawet beznadziejnie z tym że to się tak układa... nawet często myśle żeby samemu odejść, ale za nic nie potrafie...bo wciąż myśle że bardzo go kocham i jesli go strace to bede strasznie zalować...i nie umiem znieść mysli jak bedzie wygladało zycie bez niego...
Bardzo mi źle mi to pisać ale ...wiem że wszystkiemu jestem winna...i nie wiem czy da sie to uratowac..
Ale to dobrze rozumiem, że on jest na ciebie zły za to, że miałaś nieciekawie w życiu? czy tylko chodzi o to, że mu nie powiedziałaś?
Trochę to z jego strony nie do końca dojrzałe, że nie potrafi zrozumieć, że bałaś się albo nie chciałaś mu opowiedzieć o niemiłej przeszłości. No chyba, że wcześniej opowiedziałaś mu zupełnie inną historię, wtedy to nie dziwię się, że się zdenerwował.
Ja z własnego doświadczenia wiem, że jak się raz straci do kogoś zaufanie, to ciężko je odzyskać. Później zawsze pozostaje ta niepewność i podejrzenia.
Jest zły, że nie wiedział , bo nie chciałam tego mówić ponieważ się tego wstydziłam i nie chciałam żeby odszedł..
Jednak moja wina, że nieświadomie, ale kłamałam. A bo to nieważne to nie dopowiedziałam i wyszło na to że jestem kłamczuchą...:/
No cóż, sądzę, że powinien jednak Cię zrozumieć. Nie jest łatwo mówić o tym, o czym wolelibyśmy zapomnieć. Pewnie, że lepiej jakbyś powiedziała mu to na początku znajomości, ale każdy popełnia błędy. Jeżeli nie mówiłaś o swojej przeszłości w ogóle, to dla mnie to nie jest kłamstwo, po prostu nie byłaś na to gotowa. Kłamstwo byłoby jakbyś naopowiadała jak było fajnie i że nie miałaś nikogo przed nim, a nie to, że nie czułaś się gotowa opowiedzieć o przeszłości. Ja też nie o wszystkim z mojej przeszłości opowiedziałam mojemu chłopakowi od razu. Stopniowo przekonując się, że warto z nim o tym jednak porozmawiać wychodziły niektóre trudne tematy i nikt się na nikogo nie obrażał.
niestety on jest bardzo wrażliwy i strasznie chciał abym powiedziała... Zaczełam mówić to zaczełam sie gubić we wszystkim, ale jakoś powiedziałam. Myslałam że doceni on to ale początkowa ulga, że to wyznałam zmieniała się w kłótnie, i zaczynałam żałować.. ale nadal mowiłam.. tylko wtedy zaczeły nas dopadać złe myśli a mnie prześladowały wspomnienia..
ciągle mi się coś przypominało, kojarzyło źle... jeszcze na dodatek zaczęliśmy spotykać osoby, ktorych bym nie chciała pamiętać.. taka jakaś złośliwość losu... Nie radzę sobie czasem z rozmową, dochodzą nerwy, nie wiem co mówić aby poprawić sytuacje, żeby zrozumiał że naprawde go kocham i że nie wróce do poprzedniego stanu, jednak to co mówie nie wystarcza.. bardzo sie on przygnębia i widzi że mu nie pomagam...
Witam,
Radziłabym Ci sie napierw wybrac do psychologa,i wziasc sie wreszcie w garść ty go nie kochasz przekonasz sie kiedyś,te chwiejne nastroje i niepewność siebie wynikaja zapewne z twojego dzieciństa.Jest to przejściowy zwiazek,pamietaj nic na siłę,nie przepraszaj go nie badz nachalna bo to sie odwroci przeciwko Tobie,a jezeli Cie nie rozumie i nie wspira to nie jest Ciebie wart.Uwież mi znam to z życia:)na jakis czas wyluzuj niech on dozna szoku,udaj obojetna nieprzystepna zobaczysz jak to działa:)powodzenia
To ty miałaś trudną sytuację i to on powinien Cię wspierać i być wyrozumiały. A on się obraża jak mała dziewczynka, której zabrali lalkę. Nie zastanowił się jakie to dla Ciebie trudne, tylko będzie się obrażał, bo jest wrażliwy. Niech się zachowa jak na mężczyznę przystało, a nie czeka aż ty mu pomożesz w zrozumieniu, że nie wszyscy jak on mieli w życiu dobrze.
mam problem ostatnio w mioim związku było wiele niejasności i trudności.ja i mój mąż jesteśmy raptem 5 lat po ślubie mamy dwójkę cudownych dzieci ,ja aby mąż się wysypiał poszłam spac do dziecięego pokoju i tak w sumie przez kila lat to sypialiśmy ze soba sporadycznie ale seks był i myślalam,że jest nam dobrze.Ostatnio mąż mi wyznał,że nie ma takiej siły aby go coś przyciągało do mnie ,że nie wie co czuje i jestem mu w tej chwili obojętna,do tego doszły jeszcze problemy finansowe ,z którymi nie możemy sobie poradzić.Ja już nie mam siły ciągle płacze próbuje mu tłumaczyć rozmawiać pytać dlaczego tak myśli i wogóle.Ale jemu jedno siedzi w głowie aby się wyprowadzić i tyle. Powiedział,że wie ,że próbuję to naprawić ,wie też, że on jest w tym bierny,najgorsze jest to jego milczenie na moje pytani,zupełnie jakbym ze ścianą rozmawiała.Cały świat mi się wali na głowe ,a ja nie umię sobie z tym proadzić co myślicie???
katrinka27 : Nie rozumiem czemu piszesz że go nie kocham, właśnie kocham go i to bardzo.
WitchQueen: Nie napisałam o jego sytuacji, więc nie można twierdzić że on miał jakoś świetnie..
Żegnam się i dziękuje za odpowiedzi wszystkim i zastanowię się nad wszystkim raz jeszcze, bo myślę że jednak na forum to nie wiele można napisać, więc ja na razie kończę z pisaniem...