Kiedyś pisałam już na forum o tym jak zostałam potraktowana przez faceta. Nie będę drugi raz przytaczać tej historii, ale jakby ktoś jednak chciał znać szczegóły to znajdzie je tutaj: http://www.netkobiety.pl/t43366.html
Obecnie sprawa wygląda tak, że ów chłopak, który mnie skrzywdził (choć niestety na moje własne życzenie) odezwał się do mnie.
Uwierzcie mi, że strasznie długo na to czekałam. ostatni nasz kontakt we wrześniu( nie licząc życzeń na święta;) ). A ja, jak taka naiwna nastolatka, którą już nie jestem (mam 24 lata) nadal się łudziłam, że może ten sms, ten telefon co dzwoni to akurat od niego. Ale postanowiłam: dość! Mam studia do skończenia, magisterkę do napisania i nie będę się już więcej nad sobą użalać. Ach... jakie życie jest przewrotne. Tego samego dnia zadzwonił... po 4 miesiącach. Nie wierzyłam własnym oczom, gdy zobaczyłam jego numer na wyświetlaczu.
Odebrałam. Zaproponował spotkanie. Poszliśmy na piwo, na początku trochę sztywno było, ale później się rozluźniliśmy i było na prawdę miło. Trochę wypiliśmy, może trochę za dużo. i co pocałowaliśmy się. Czas wracać do domu i co... poszliśmy do niego bo bliżej centrum mieszka. Do niczego nie doszło, ani do kolejnego pocałunku, ani do niczego więcej. Spaliśmy w oddzielnych łóżkach. Rano wstaliśmy i jak jakieś głupki wpatrywaliśmy się w siebie. Widziałam, że on chciał mnie objąć, przytulić... ale udawałam, że tego nie zauważam, eh... bo po prostu się bałam. Odwiózł mnie do domu i przy pożegnaniu powiedział mi, że on już się do mnie nie odezwie. Że kolejny krok należy do mnie czy chcę się z nim spotykać czy nie (jednak nie wiem czy chodziło mu o przyjaźń, związek czy sam seks...). A ja... chciałabym z nim się widywać... tylko boję się, że znów usłyszę "że mu się tylko wydawało". Boję się znów cierpieć. Ale nie chce być sama. Czy warto zrobić ten kolejny krok? Czy warto próbować?