Witajcie Kobietki i Panowie także:)
Krótko i zwięźle: mam 50siatkę na karku, od czterech lat w niby związku z facetem 13 lat starszym. Niby, bo nie mieszkamy razem, czasem spędzamy ze sobą tydzień, dwa u niego lub u mnie. Kończyłam ten związek już chyba trzy razy, ale zawsze jakoś udało nam się dogadać. A raczej jemu udało się przekonać mnie do powrotu.
Pan łagodności ogromnej czym mnie zresztą ujął przed laty. Jednak potrafi mi tak dopiec, że mam dość.
W sobotę byliśmy u znajomych, gdzie X sobie podpił (ja byłam kierowcą). Po powrocie do mnie do domu zaczęło się:" za mało zarabiasz", (fakt: pomaga mi finansowo), jego nie stac na bycie ze mną, on ma debet na karcie, a nigdy tak nie było, muszę poszukać sobie lepszej pracy itd. A teraz wisienka na torcie: "jak zapłacę jakiejś pani, to będę miał seks lepszy niż z tobą". Że jest baaardzo oszczędny, a chwilami chytry wiedziałam, jakoś nauczyłam się z tym żyć. No ale ostatnim tekstem mnie powalił. Kurczę, mam 50 lat, nie jestem wulkanem seksu, ale też nie jestem zimną rybą.
I tak sobie pomyslałam: " małgoniu, jesteś jeszcze wciąż atrakcyjną babką i wcale nie musisz użerać się z zakompleksionym staruszkiem o mentalności 90ciolatka. Kopnij go w dupsko ile sił w nóżce!"
Czy moje myślenie jest właściwe?