netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Mąż choleryk

25 odpowiedzi12 834 wyświetleniazałożony przez Kizia75, 14.01.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 26 ]

1

Temat: Mąż choleryk

No właśnie. Trafił mi się taki niełatwy egzemplarz. Można powiedzieć, że widziały gały co brały, zwłaszcza, że razem jesteśmy już kilkanaście lat. No cóż, widziały (chociaż nie do końca zdawały sobie sprawę wink) i jakoś sobie dawałam radę, ale...... no cóż powoli puszczają mi nerwy. Jestem osobą spolegliwą i wyrozumiałą, ale wcale mi to nie pomaga w znoszeniu awantur o byle co. Doszło do tego, że jestem ciągle w stresie bo zawsze coś jest nie tak, jak jego zdaniem powinno. Nie daj Boże jak światła zapomnę zgasić i wyjdę z domu (co mi się raczej nie zdarza) albo np. obiad za późno zrobię i trzeba poczekać. Najgorsze, że to nie jest tylko zwrócenie uwagi, ale cała tyrada jakby było o co. Jak jestem np, u fryzjera to się denerwuję jeśli się przedłuża, bo jak wrócę później o pół godziny niż mówiłam, to jest awantura, marudzenie, dąsy przez cały dzień.  Generalnie mąż jest typem domatora dbającego bardzo o dom i rodzinę, gotujący i prasujący. Nie mogę w innych dziedzinach za bardzo narzekać. Potrafi być też bardzo czuły, ale jak ma muchy w nosie z powodu jakiejś pierdoły to potrafi całymi dniami być nieprzyjemny. Ja jestem wyrozumiała z natury i nie rozumiem tego, że można o pierdoły ciosać komuś kołki na głowie tyle czasu. Jak mąż np. zapomni czegoś kupić o co go prosiłam to po prostu mówię: trudno, jakoś sobie bez tego poradzę, albo ewentualnie rzucę jakis jeden komentarz i więcej do tego nie wracam, ale gdy ja zapomnę, to jest marudzenie, komentarze, gadanie.
Mąż zdaje sobie sprawę, że ma ciężki charakter, i twierdzi że nad sobą pracuje tyle, że ja efektów nie widzę.  On uważa, że wszystko robi najlepiej: najlepiej układa naczynia w zmywarce, najlepiej układa jedzenie w lodówce itd. Jak ja poukładam, to zaraz komentuje i poprawia. To mnie nawet bawi i śmieję się z tego "dziwactwa", ale to oddaje dobrze jego charakter.  Jest perfekcjonistą. Nie wyobraża sobie, żeby śnieg był nie odgarnięty (bo przecież jak zacznie topnieć, to zrobi się lód i można się przewrócić) w związku z tym trzeba go natychmiast odgarnąć, nawet jeśli ciągle pada i za parę godzin trzeba będzie znowu odgarnąć. Najgorsze, że jak jego nie ma, to dzwoni i pyta czy przypadkiem nie spadł śnieg i żebym natychmiast go sprzątnęła. Jeśli się sprzeciwiam przeciwko tej bezsensownej robocie, to się wścieka. Szlag mnie już powoli trafia.
Jak tu postępować z takim typem, gdy już mi z wiekiem brak cierpliwości? Kocham go, jest wspaniałym ojcem, ale coraz częściej przez niego płaczę.

2

Odp: Mąż choleryk

Przestań zwracać na to uwagę, dosłownie go olej. Jak będzie się ciskał o glupoty to machnij ręką i powiedz "oj tam oj tam" i zajmij się czymś. Ewentualnie możesz zacząć się zachowywać jak on, robić problem z niczego, łazić cały dzień i nad uchem mu brzęczeć, że czegoś nie kupił.

3

Odp: Mąż choleryk

Kizia, wybacz, ale troche obsmiałam się czytając Twój opis. Obśmiałam się, bo w Twoim mężu zobaczyłam męską wersję siebie. Mój mąż jest taki jak Ty - cierpliwy aż do przesady, wyrozumiały, spokojny. No chodząca łagodność jednym słowem. Jemu zwykle jest albo wszystko jedno, albo bez żalu idzie na ustępstwa. A ja często muszę mieć po swojemu... On śmieje się z moich dziwactw i poruczeń, choć ja wiem, że może nie być mu lekko ze mną czasm, bo wiele trzeba informacji nabyc "jak coś ma być". wink Ale powiem Ci, że ja naprawdę się pilnuję. Mam drobiazgi z których nie ustąpie i których się domagam, ale to ja musiałam nauczyć się, że to, że dla mnie coś jest ważne, to nie oznacza, że jest to sprawa życia i śmierci...  Mój mąż twierdzi, że w porównaniu ze mną sprzed lat (znamy się prawie całe życie), to jestem teraz aniołem, choć ja wiem, że jeszcze dużo, dużo muszę u siebie utemperować.
Dlatego ja nie powiem Ci jak z nim żyć, ani nawet jak z nim rozmawiać. To on sam musi dostrzec, że nawet jeśli coś dla niego jest spawą najważniejszą tu i teraz, to w obliczu np. Twojego samopoczucia, czy Twojego komfortu, to jest naprawde nic nie znaczące. To on musi chcieć się kontrolować. A to naprawdę jest trudne i często zwyczajnie nieprzyjemne.

4

Odp: Mąż choleryk
Kizia75 napisał/a:

No właśnie. Trafił mi się taki niełatwy egzemplarz. Można powiedzieć, że widziały gały co brały, zwłaszcza, że razem jesteśmy już kilkanaście lat. No cóż, widziały (chociaż nie do końca zdawały sobie sprawę wink) i jakoś sobie dawałam radę, ale...... no cóż powoli puszczają mi nerwy. Jestem osobą spolegliwą i wyrozumiałą, ale wcale mi to nie pomaga w znoszeniu awantur o byle co. Doszło do tego, że jestem ciągle w stresie bo zawsze coś jest nie tak, jak jego zdaniem powinno. Nie daj Boże jak światła zapomnę zgasić i wyjdę z domu (co mi się raczej nie zdarza) albo np. obiad za późno zrobię i trzeba poczekać. Najgorsze, że to nie jest tylko zwrócenie uwagi, ale cała tyrada jakby było o co. Jak jestem np, u fryzjera to się denerwuję jeśli się przedłuża, bo jak wrócę później o pół godziny niż mówiłam, to jest awantura, marudzenie, dąsy przez cały dzień.  Generalnie mąż jest typem domatora dbającego bardzo o dom i rodzinę, gotujący i prasujący. Nie mogę w innych dziedzinach za bardzo narzekać. Potrafi być też bardzo czuły, ale jak ma muchy w nosie z powodu jakiejś pierdoły to potrafi całymi dniami być nieprzyjemny. Ja jestem wyrozumiała z natury i nie rozumiem tego, że można o pierdoły ciosać komuś kołki na głowie tyle czasu. Jak mąż np. zapomni czegoś kupić o co go prosiłam to po prostu mówię: trudno, jakoś sobie bez tego poradzę, albo ewentualnie rzucę jakis jeden komentarz i więcej do tego nie wracam, ale gdy ja zapomnę, to jest marudzenie, komentarze, gadanie.
Mąż zdaje sobie sprawę, że ma ciężki charakter, i twierdzi że nad sobą pracuje tyle, że ja efektów nie widzę.  On uważa, że wszystko robi najlepiej: najlepiej układa naczynia w zmywarce, najlepiej układa jedzenie w lodówce itd. Jak ja poukładam, to zaraz komentuje i poprawia. To mnie nawet bawi i śmieję się z tego "dziwactwa", ale to oddaje dobrze jego charakter.  Jest perfekcjonistą. Nie wyobraża sobie, żeby śnieg był nie odgarnięty (bo przecież jak zacznie topnieć, to zrobi się lód i można się przewrócić) w związku z tym trzeba go natychmiast odgarnąć, nawet jeśli ciągle pada i za parę godzin trzeba będzie znowu odgarnąć. Najgorsze, że jak jego nie ma, to dzwoni i pyta czy przypadkiem nie spadł śnieg i żebym natychmiast go sprzątnęła. Jeśli się sprzeciwiam przeciwko tej bezsensownej robocie, to się wścieka. Szlag mnie już powoli trafia.
Jak tu postępować z takim typem, gdy już mi z wiekiem brak cierpliwości? Kocham go, jest wspaniałym ojcem, ale coraz częściej przez niego płaczę.

jednym słowem upierdas...
mój mąż też ma sporo takich cech i wyszedł z domu, gdzie poukładane i odkurzone szklanki na pólce świadczyły o szczęsciu w rodzinie.. jak dla mnie, to tak funkcjonuja rodziny z ogromnymi deficytami.
mój mąz czasami nadgania, włącza mu się mamusia i tatuś i robi się upierdliwym cierpiętnikiem wiecznie niezadowolonym..
lata pracy.. lata...
na żadne fochy i humorki się nie zgadzam (nauczony przez mamusię)
jak próbuję wpuszczać szpile i sarkastyczne, złośliwe uwagi w stylu - widzę, że dobrze się czujesz w chlewiku- zwyczaje wyniesione z domu? (nauczony przez tatusia)- to kategorycznie nie zgadzam się na taki poziom dyskursu i mówię co o tym myslę

po wielu wielu latach nauczyliśmy się razem żyć:
ustaliliśmy jaki jest zakres naszego współnego standardu - jak ma wyglądac nasz dom...
jesli co jakis czas włączą mu się rodzicie - nie zabraniam - niech się chłopina wykaże, ukłąda, sprząta, zwija...
rozumiem, że zapewnia mu to poczucie spełnienia i bezpieczenstwa - jak twojemu męzowi odsnieżenie chodnika...

nie przeszkadzam
szanuję nasza inność
tak samo nauczyłam go szanować siebie
jesli nie podoba mu się, jak coś zrobię (patrz to twoje ułożenie w zmywarce - ) to nie mam nic przeciwko, żeby zrobił to po swojemu

ale nie jest mpoim zwierzchnikiem, który będzie mi ustalał standardy pracy i z nich rozliczał

oczywiście, nie oznacza to, że jestem bałaganiara jakaś i żyję w syfie
oznacza to, że mam do porzadku stosunek zdrowy.
lubie jak jest porządek - ale nie poświęcę czasu na relacje, na wspólny wieczór, na mi le pogawędki, na ciepły nastrój - żeby szklanka numer trzy - trzecia od lewej - bardziej błyszczała

5

Odp: Mąż choleryk
nocnalampka napisał/a:

Mam drobiazgi z których nie ustąpie i których się domagam,

Ja też mam pewne bziki np. wnerwiają mnie skarpety rzucone na środek pokoju albo jak jest pozmywane, ale blat nie wytarty i się lepi. Lubię mieć ład i porządek w domu, ale nie robię o to awantur tylko wzdycham ciężko i sama sprzątam smile. Domaganiem nic nie wskórałam, więc machnęłam ręką. Mnie po prostu szkoda jest życia na marudzenie i awantury. Mój mąż teraz jest na mnie wnerwiony, bo podałam mu złą godzinę odebrania dzieci ze szkoły i stracił przez to pół godziny. Przeprosiłam go, ale tylko rzucił słuchawką. Założę się, że będzie o to naburmuszony cały wieczór i nie będzie się do mnie odzywał. Na dodatek jak ja podejmę tę grę i też nie będę się odzywać, to on tak może wieczność całą.  Jeśli będę chciała go udobruchać to powie, że się przymilam ale nie zasłużyłam, żeby mnie np. przytulić. Jesli będę się zachowywać po prostu normalnie jak by nigdy nic, to będzie ostentacyjnie mnie lekceważył (czym doprowadzi mnie do szału). Jeśli odpowiem awanturą to będzie chryja jak diabli z trzaskaniem drzwiami i skończy się na moim płaczu. Próbowałam już nie raz wszystkich tych metod i zawsze jest źle. Jeśli jednak przyjdę "z podkulonym ogonem" to najszybciej mu przechodzi. Nie mam jednak zamiaru tego robić, bo skoro go raz przeprosiłam, to uważam że powinien przyjąć moje przeprosiny a nie się znęcać nade mną psychicznie.

6

Odp: Mąż choleryk
End_aluzja napisał/a:

ustaliliśmy jaki jest zakres naszego współnego standardu - jak ma wyglądac nasz dom...

Tu też ogólnie mamy ustalone i dotarte, w końcu już te naście lat żyjemy pod wspólnym dachem. Jak on chce niech sobie układa w przegródki w zmywarce albo w lodówce, mnie to nie przeszkadza, to jemu przeszkadza, że ja tego nie robię tak jak on.  Zakupy w torbie układa według swojego schematu i kiwa z politowaniem głową nad moimi siatkami zakupowymi, gdzie tego schematu ewidentnie brak, bo pakuję szybko stojąc przy kasie, a on powoli i dokładnie, znosząc cierpliwie gniewne pomruki innych kupujących smile.  To jeszcze przeżyję, bo nawet mnie to bawi. Mnie wkurza to co nazwałaś "rozliczaniem ze standardów" . Jak ci się udało do tego nie dopuścić? O to mi właśnie chodzi, żeby mnie nie rozliczał, odpuścił mi.

7

Odp: Mąż choleryk
Kizia75 napisał/a:

Jesli będę się zachowywać po prostu normalnie jak by nigdy nic, to będzie ostentacyjnie mnie lekceważył (czym doprowadzi mnie do szału).

A widzisz i tu jest pies pogrzebany. Nie daj się wyprowadzić z równowagi pod żadnym pretekstem. Zachowuj się normalnie i W OGÓLE nie zwracaj uwagi na jego lekceważenie. Zajmij się czymś i z uporem maniaka zachowuj się jakby nigdy nic. Tego jeszcze Twój mąż nie przerabiał. Jest jak rozwrzeszczany bachor, który nauczył się, że tupaniem i awantuarmi dostanie to czego chce. Pokaż, że koniec tego szantażu.

8

Odp: Mąż choleryk
Teo napisał/a:
Kizia75 napisał/a:

Jesli będę się zachowywać po prostu normalnie jak by nigdy nic, to będzie ostentacyjnie mnie lekceważył (czym doprowadzi mnie do szału).

A widzisz i tu jest pies pogrzebany. Nie daj się wyprowadzić z równowagi pod żadnym pretekstem. Zachowuj się normalnie i W OGÓLE nie zwracaj uwagi na jego lekceważenie. Zajmij się czymś i z uperem maniaka zachowuj się jakby nigdy nic. Tego jeszcze Twój mąż nie przerabiał. Jest jak rozwrzeszczany bachor, który nauczył się, że tupaniem i awantuarmi dostanie to czego chce. Pokaż, że koniec tego szantażu.

Spróbuję dzisiaj tak postąpić. Może się uda. Ciekawe jak się potoczy sytuacja. Niedobrze mi się robi gdy pomyślę o tej awanturze, która na pewno będzie. Pewnie usłyszę, jaką niedopuszczalną rzecz zrobiłam, bo źle spojrzałam na plan zajęć. Do tej pory nigdy się nie pomyliłam, zawsze wiem kiedy dzieci kończą, bo to głównie ja się zajmuję ich szkołą i zajęciami. Szkoda, że przez te pół godziny które mu "zmarnowałam" będę miała zepsuty cały wieczór. A miałam nadzieję, że razem obejrzymy dziś film na dvd, który mam już od dawna. Oczywiście jemu to też nie będzie pasowało, ale będzie musiał pokazać swoją złość.

9

Odp: Mąż choleryk

Teo może mieć racje.
Przeczytałam kolejny Twój post i jednak stwierdzam, że Twój mąż to cięższy gatunkowo egzemplarz niż ja. Zdecydowanie. Ja jak już to raz warknę, krótko ochrzanię i tyle. Awantury mnie meczą, więc unikam ich jak ognia.  Ale nie o tym miałam. Czy kiedyś udało Ci się na spokojnie pogadać z mężem o tym jak to jego zachowanie na Ciebie wpływa? Jak bardzo pewne jego wymgania są absurdalne i Tobie dezorganizują życie? Nie przy kłótni, czy zaraz po, ale tak na spokojnie, żeby miał okazję przemyślec i wyciągnąc wnioski. Mi to pomogło i teraz zanim się czepię, to dwa razy przemyślę czy jest to aż tak istotne. Inna rzecz, że mój mąż to fleja do potęgi. mistrz bałaganiarzy i nieuwagi, więc okazji do wyjścia z siebie sporo mi dostarcza. Ale ja też juz staram się widzeć, ze np. pościelił łóżko i odkurzyl i wtedy tylko mu dodać, że na przyszłość niech pod łóżkiem też odkurzy przy tej okazji... Ale to ja musiałam zmienić perspektywe i sposób wyrażania swoich emocji.

10

Odp: Mąż choleryk

kizia... absurdem nie są jego potrzeby związane z pedantyzmem i porządkiem, absurdem jest to, że dorosły facet stosuje fochy, obraża się i żąda od ciebie okreslonych zachowań, żeby go udobruchać..
to taki mobing jest. to jest przemoc psychiczna, to sią gierki psychologiczne...

mój mąż takie spectrum działań, jak twój, wyniósł z domu rodzinnego... jestesmy ze sobą wiele wiele lat..
dzisiaj nie stosuje żadnych z tych metod, ba, nawet nie próbuje, a nawet powiem, że juz chyba by nie umiał

ale np jego mama takie metody stosuje
wiesz - jest dobrze, przez trzy miesiące.. a potem robi sie zimno, ciemno i...
TRACH!!!! pierdoła (np. nie zadzwoniłam do niej trzy dni) - przy czym nie jestesmy umówione, że kontaktujemy się raz na trzy dni.. ale akurat w tej sytuacji jej to nie odpowiada.
ta pierdoła jest pretekstem do rozpoczęcia gierek emocjonalnych
więć:
1. moja tesciowa rozmawia z moim mężem jaka to jestem złą synowa
ad. 1 mówię mojemu męzowi, że nie widze powodu, dla którego miałby pośredniczyć w kontaktach między mną i tersciową i jestem w każdej chwili z nia porozmawiać, jesli coś ją gryzie, tłumacze mojemu męzowi, że niech się w wogóle w to nie bawi i na jego miejscu powiedziałabym" mamo - moja zona jest dorosłym, samodzielnym człowiekiem i wszystkie nieporozumienia możecie przegadywać bezpośrednio
2. moja teściowa staje się oschła i rozmawia ze mną - dzien dobry, do widzenia i cisza....
ad. 2 - jej wybór, jej decyzja, jej potrzeby. przecież ona decyduje - tak samo i ja - jak będą wyglądały nasze relacje, jesli ma ochotę mówić mi dzień dobry i dowidzenia - przecież ja to ackeptuję, przecież nie musi wylewać na mnie uczuć gorących

3. moja tesciowa milczy, nie nawiązuje ze mną kontaktu wzrokowego, ignoruje mnie, unika
Ad. 3 a czy ja jestem przepraszam połączona z jej głową jakimś specjalnym czujnikiem? czy moja rola to interpretowanie jej zachowań i szukanie przyczyn? jeżeli moja tesciowa ma do mnie jakieś wąty, może zawsze ze mną porozmawiać, poznać moje intencje, zrozumieć się możemy, ja moge przeproisić.. nie ma sprawy, ale nie będe przepraszać za coś, czego się domyslam

4, moja teściowa ma focha
Ad. 4-bardzo przepraszam, ale fochy, to moga mieć dzieci w przedszkolu i tylko dlatego, że jeszcze nie mają odppowiednich kompetencji społęcznych aby kontruktywnie rozwiązywać swoje konflikty...

i tak dalej

te same metody stosowałam zawsze- żadnych gierek, żadnych fochów, jesteśmy kurna dorośli - coś ci nie pasi, m owisz, coś mi nie pasi, mówię,
nie jestem zwolenniczką kompromisów  - jestem zwolenniczką consensusu - jest trudniejszy ale efektywniejszy


jaki jest efekt? ja jestem zawsze taka sama -ale czasami teściowa uważa, że jestem super synowa, czasami te same zachowania wywołują burzę
jesli rozmawiamy, jesli ona wyraża swoje wątpliwości - okej, wyjasniamy sobie punkty widzenia. co nie oznacza, że ja przyjmuje jej i się dostosuję, ale uznajemy, co takiego może być dobrym rozwiazaniem dla nas dwóch..

w konsekwencji ja zawsze daję jej wyjść z takich sytuacji z twarzą - bo rozmawiamy o faktach i ja nie reaguję na fochy
daję jej czas, żeby to przemyslała, zastanowiła się, o co tak naprawdę chodzi.. może się potem wycofać z dziwnych zachowań i zachowywać, jakby nigdy nic.. nie wchodze w te gierki, nie gram drugich skrzypiec, nie staję na przeciwko niej


to samo robiłam zawsze z moim mężem
nie wyobrażam sobie, żebym miała z [podkulonym ogonkiem udobruchać naburmuszonego starego gówniarza.....
tak kizia- takie zachowania to niedojrzałość, gówniarstwo, brak kompetencji społęcznych

taka jest prawda
dorosli ludzie komunikują się ze sobą..
FOCHY??!!! w małżeństwie?
to tak samo żałosne, jak tzw. ciche dni

dla mnie żałosne

Kizia - uświadom to sobie.
takie zachowania wywołują we mnie poczucie pogardy i lekceważenia.. myslę sobie.. chłopie.. cuś nie dorosłeś jeszcze.. dziecino


i twardo - NIE BAWIĘ SIĘ W TO

polecam ci świetną książkę erica berne  - w co grają ludzie
trzeba najpierw przejśc przez opis analizy transakcyjnej
ale to duzo daje do okreslenia, w jakie relacje chce cię druga strona wmanewrować
bo z tego co mówisz, to twój mąż jest albo karzącym rodzicem
albo zbuntowanym dzieckiem, które trzeba udobruchać

11

Odp: Mąż choleryk
nocnalampka napisał/a:

Teo może mieć racje.
Przeczytałam kolejny Twój post i jednak stwierdzam, że Twój mąż to cięższy gatunkowo egzemplarz niż ja. Zdecydowanie. Ja jak już to raz warknę, krótko opieprze i tyle. Awantury mnie meczą, więc unikam ich jak ognia.  Ale nie o tym miałam. Czy kiedyś udało Ci się na spokojnie pogadać z mężem o tym jak to jego zachowanie na Ciebie wpływa? Jak bardzo pewne jego wymgania są absurdalne i Tobie dezorganizują życie? Nie przy kłótni, czy zaraz po, ale tak na spokojnie, żeby miał okazję przemyślec i wyciągnąc wnioski. Mi to pomogło i teraz zanim się czepię, to dwa razy przemyślę czy jest to aż tak istotne. Inna rzecz, że mój mąż to fleja do potęgi. mistrz bałaganiarzy i nieuwagi, więc okazji do wyjścia z siebie sporo mi dostarcza. Ale ja też juz staram się widzeć, ze np. pościelił łóżko i odkurzyl i wtedy tylko mu dodać, że na przyszłość niech pod łóżkiem też odkurzy przy tej okazji... Ale to ja musiałam zmienić perspektywe i sposób wyrażania swoich emocji.

jakbyś mi dodała, że na przyszłość mam też przy okazji odkurzyć pod łozkiem- to już byś nigdy tego pościelonego łozka nie zobaczyła... taka metoda, o której mówisz, to jest np. świetna szkołą demotywująca w wychowaniu dzieci.. chcesz mieć niezaradne, wiecznie niezadowolone, niesamodzielne dzieciaki??
jak sprzątną swój pokój, wejż tam i powiedz.. na przyszłośc dywanik ułóż prosto

w ten sposób uczysz dziecko, że cokolwiek zrobi, nie zrobi dobrze,
że nie potrafi samodzielnie ocenić swojej pracy
że jego praca i pozytywne jej aspekty nie mają znaczenia - znaczenie ma tylko to, co zrobi źle


i tak dalej

jesli potrzeba odkurzania trzy razy dziennie wynika z twoich potrzeb ( a może jest juz efektem jakieś łagodnej psychozy natręctw?/) to sobie odkurzaj
ale mnie nie mieszaj

jesli mój mąż powie mi - nie potrafisz porzadnie zasłać łożka, ja zawsze wygładzam prześcieradło, a ty tego nie robisz -moge powiedzieć, a faktycznie, masz rację -zapomniałam o prześcieradle, będe pamiętac

ale jesli mi powie - nie potrafisz porządnie zasłać łożka, wygładzasz prześcieradło krzywo - zapytam - czy to oznacza, że nie mam juz tego robić? może w takim razie pozostanie to twoim zadaniem a ja z kolei zajme się wieszaniem prania, bo to wychodzi mi lepiej?

problem z pedantami jest taki, że zatruwają zycie sobie i innym...

ja rozumiem porzadek, rozumiem poukładane
ale jak ktoś ma czas, żeby po mnie poprawiać, to prosze bardzo
ale jak ktoś ma czas, żeby odkurzać trzy razy dziennie - prosze bardzo

kizia?? a ile masz czasu dla dzieci?
jesli jest tak, że trzy razy odkurzasz i sprzątasz? bawisz się z nimi? robicie coś razem? tworzycie coś? bałaganicie razem, żeby potem razem posprzątać?


ja cię bardzo dobrze rozumiem, bo tez się łapałam na tym, że stresowałam się, jak mąż wraca, bo omiatał wzrokiem całą chatę a ja miałam z tyłu głowy.. o znowu jest niezadowolony, znowu coś nie tak

ale się uwolniłam od tego
JEST PEWIEN STANDARD- normalny - kiedy wraca do domu, zachowany jest ten standard.
ale jesli mimo tego nie podoba mu się krzywo ustawiony garnek na piecyku- i zaczyna się po chacie tłuc (znacie to??z autopsji??) to ja albo wychdze do drugiego pokoju i czekam aż się uspokoi, albo pytam.. hej? wróciłeś juz do domu? czy jeszcze w pracy jesteś?

12

Odp: Mąż choleryk

Jakbym widziała moich rodziców, tylko odwrotnie mama jest ta głośniejszą, przez całe życie musi być ''po jej", tak jak ona pomyśli, nie daj Boże jak ktoś zdecyduje coś bez jej zgody, zrobi coś po swojemu. Mój tata się po prostu przystosował do tej sytuacji, nauczył trzymać trochę język za zębami, przemilczeć niektóre rzeczy, chociaż czasem nerwy mu puszczają, ale i tak jest super spokojnym człowiekiem. Ja też Tobie radze raczej w tę stronę, nie wiem jaki jest Twój mąż tak naprawdę, ale jeśli to typowy choleryk to raczej ciężko mu będzie się zmienić, oni mają to do siebie że bardzo ciężko im wytłumaczyć błędy, nie przyjmują do wiadomości że coś robią nie tak, ale życzę powodzenia, ważne że przynajmniej częściowo rozumie że cos jest z nim nie tak;)

13

Odp: Mąż choleryk
Kizia75 napisał/a:

Założę się, że będzie o to naburmuszony cały wieczór i nie będzie się do mnie odzywał.

naburmuszony duży dzieciak...
w analizie - rodzic każący...
i ty powinnaś wejśc w rolę dziecka winnego, żeby go udobruchać pewnie...

Kizia75 napisał/a:

Na dodatek jak ja podejmę tę grę i też nie będę się odzywać, to on tak może wieczność całą.

sama piszesz - widzisz? podejmę t ę grę.. bo to gra jest

czyli on to rodzic każący - a  ty pewnie dziecko zbuntowane - wtedy "kara musi potrwać odpowiednio długo" , żeby on te grę w końcu wygrał

Kizia75 napisał/a:

Jeśli będę chciała go udobruchać to powie, że się przymilam ale nie zasłużyłam, żeby mnie np. przytulić.

czyli rodzic każący i dziecko winne (przymilisz się, przeprosisz.. on jeszcze małe lanie wymierzy i będzie git...)

Kizia75 napisał/a:

Jesli będę się zachowywać po prostu normalnie jak by nigdy nic, to będzie ostentacyjnie mnie lekceważył (czym doprowadzi mnie do szału).

jesli on rodzic każący, a ty tzw. "dorosły" - to on z takiej gry nie ma nagrody, wiec będzie ciągnął ją długo.. żeby w końcu nagrodę dostać

Kizia75 napisał/a:

Jeśli odpowiem awanturą to będzie chryja jak diabli z trzaskaniem drzwiami i skończy się na moim płaczu.

nagroda dla niego....
dopóki on rodzic każący i ty rodzic każący - nie wygrywa nikt.... któres z was musi stac się dzieckiem - wtedy nagroda jest!

Kizia75 napisał/a:

Jeśli jednak przyjdę "z podkulonym ogonem" to najszybciej mu przechodzi. Nie mam jednak zamiaru tego robić, bo skoro go raz przeprosiłam, to uważam że powinien przyjąć moje przeprosiny a nie się znęcać nade mną psychicznie.

właśnie udobruchać go musisz, podporządkować się, wtedy on tez da ci nagrodę, bo będzie zachowywał się normalnie...



Kizia - kiedy przyjdzie do domu i zacznie coś mówić,albo będzie stosować cichego focha  (miny lekceważ.. bez przesady) powiedz spokojnie - JAK DOROSŁY DO DOROSŁEGO - widzę, że zdenerwowała cię ta sytuacja z pomyleniem godziny wyjścia dzieciaków z zajęć. Rozumiem, że zmarnowałeś pół godziny i przepraszam cię. na przyszłość postaram się sprawdzać dokłądnie te godziny.


KONIEC

jesli zacznie komentować, nakręcać się, powiedz spokojnie
kochanie - nic więcej na ten temat powiedzieć nie mogę. ustalilismy przecież, co zrobimy, by to się nie powtózyło...

jesli zacznie

bo ty zawsze, bo ty nigdy, bo ty sobie wyobrażasz, bo ja się staram

powiedz spokojnie - rozmawiamy o jednej konkretnej sytuacji i nie widze powodu, żeby teraz rozmawiać na inne tematy, ani w ten sposób.

i potem stosujesz metodę - zdarta płyta..
gdy on zaczyna znowu, albo się nakręca mówisz.. rozmawiamy io jednej konkretnej sytuacji i nie widze powodu, żeby teraz rozmawiać na inne tematy ani w ten sposób...



jesli będziesz dbac o takie relacje- skonczą się gierki emocjonalne, fochy i humorki...

potem nauczysz się mówić.. kiedy chodzisz po domu i trzaskasz szafkami.. czuję się zdenerwowana i najchętniej uciekłabym stąd. nie chcę się tak czuć, nie chcę abyś ty wywoływac we mnie takie uczucia. chcę czuc się przy tobie bezpiecznie. nie moge się bać, że kiedy wrócisz do domu, to ja będe przerazona tym faktem...

kizia - przeczytaj te książkę
niezła jest, naprawdę

14

Odp: Mąż choleryk
Soogie napisał/a:

Jakbym widziała moich rodziców, tylko odwrotnie mama jest ta głośniejszą, przez całe życie musi być ''po jej", tak jak ona pomyśli, nie daj Boże jak ktoś zdecyduje coś bez jej zgody, zrobi coś po swojemu. Mój tata się po prostu przystosował do tej sytuacji, nauczył trzymać trochę język za zębami, przemilczeć niektóre rzeczy, chociaż czasem nerwy mu puszczają, ale i tak jest super spokojnym człowiekiem. Ja też Tobie radze raczej w tę stronę, nie wiem jaki jest Twój mąż tak naprawdę, ale jeśli to typowy choleryk to raczej ciężko mu będzie się zmienić, oni mają to do siebie że bardzo ciężko im wytłumaczyć błędy, nie przyjmują do wiadomości że coś robią nie tak, ale życzę powodzenia, ważne że przynajmniej częściowo rozumie że cos jest z nim nie tak;)

soogie - a jaka ty jestes w swoich dorosłych relacjach? bardzoej taka jak mama, czy bardziej taka jak tata?
czy uważasz, że to jest w porządku i uczciwie, że człowiek, którego kochamy, który jest naszym partnerem musi "nauczyć się" trzymać język za zebami, bo inaczej ze strony najbliższej osoby spotka go "kara"??
nie chciałabym być twoim ojcem, pewnie się dostosował.. ale jak myslisz? ile lat czuł się nieszczęsliwy? samotny? niezrozumiany??ile razy wzdychał i marzył o innym zyciu?

ja nie chciałąbym przystosowywać się do takiej sytuacji. to nieuczciwe. wobec mnie. mam prawo do szacunku, do relacji bezpiecznych

takie relacje to jest przemoc psychiczna

15

Odp: Mąż choleryk

Kiziu, daj mu do przeczytania swojego posta smile

16

Odp: Mąż choleryk
vl napisał/a:

Kiziu, daj mu do przeczytania swojego posta smile

No coś ty smile.
End_aluzja, dzięki za rady. Wydają mi się rozsądne.  Wczoraj jednak nawet nie miałam za bardzo okazji, żeby zastosować podobna metodę gdyż małżonek pracował aż do 21.00 i był tak nakręcony tym co się wydarzyło w pracy, że zapomniał o całej sytuacji (no prawie zapomniał). Coś tam burknął na ten temat a ja go zignorowałam, więc rozeszło się po kościach.  Chyba albo mu przeszło (minęło sporo czasu) albo chciał ze mną pogadać o pracy, a jak by zaczął awanturę to by nie pogadał smile.  Generalnie filmu i tak nie widzieliśmy, ale trudno.
Napisałaś, że twoja teściowa stosuje czasem takie gierki. Moja teściowa już nie żyje, ale była bardzo ugodową i łagodna osobą, teścia nie znałam, ale z tego co wiem też był cholerykiem i teściowa biegała wokół niego i mu ulegała. Ja wielokrotnie mówiłam mojemu mężowi, że w naszym przypadku ten model nie przejdzie, bo ja nie jestem aż tak potulna jak jego mama.  On wie o tym, wielokrotnie na ten temat rozmawialiśmy. Zdaje sobie sprawę, że ma trudny charakter i że musi nad sobą panować. Często mu się jednak nie udaje, a ja wiedząc o tym często martwię się na zapas, tak jak wczoraj.

End_aluzja napisał/a:

a ile masz czasu dla dzieci?
jesli jest tak, że trzy razy odkurzasz i sprzątasz? bawisz się z nimi? robicie coś razem? tworzycie coś? bałaganicie razem, żeby potem razem posprzątać?

Nie jest tak, że ja cały czas biegam i sprzątam i nie mam czasu dla dzieci. Lubię porządek (w sumie to jesteśmy w tym do siebie z mężem podobni), ale bez przesady. Potrafię oddzielić rzeczy ważne od ważniejszych.
W przypadku mojego męża nie jest problemem  pedantyzm. On ma tylko kilka takich bzików jak wspomniana zmywarka, lodówka, torby z zakupami czy śnieg, no i jeszcze parę innych drobiazgów, ale za to nieodkurzony dywan czy brudna wanna go tak bardzo nie ruszają. Bardziej chyba mnie.
Jak każdy choleryk uważa, że jest nieomylny i nie toleruje błędów innych. Zdaje sobie sprawę z tego, że tak myśli, i że to błędne myślenie, bo mu o tym mówiłam, a on się ze mną zgodził. Jak rozmawiamy na spokojnie to on naprawdę jest bardzo świadomy swoich wad. To jest bardzo inteligentny człowiek. Problem się pojawia gdy ja coś zrobię nie tak (albo któreś z dzieci), bo jemu się nie mieści w głowie, że można czasem popełnić błąd. Nie toleruje tego, zapomina o tym, o czym rozmawialiśmy, że musi odpuścić, że nie może w ten sposób, i zaczyna się jazda.

17

Odp: Mąż choleryk
End_aluzja napisał/a:
Kizia75 napisał/a:

No właśnie. Trafił mi się taki niełatwy egzemplarz. Można powiedzieć, że widziały gały co brały, zwłaszcza, że razem jesteśmy już kilkanaście lat. No cóż, widziały (chociaż nie do końca zdawały sobie sprawę wink) i jakoś sobie dawałam radę, ale...... no cóż powoli puszczają mi nerwy. Jestem osobą spolegliwą i wyrozumiałą, ale wcale mi to nie pomaga w znoszeniu awantur o byle co. Doszło do tego, że jestem ciągle w stresie bo zawsze coś jest nie tak, jak jego zdaniem powinno. Nie daj Boże jak światła zapomnę zgasić i wyjdę z domu (co mi się raczej nie zdarza) albo np. obiad za późno zrobię i trzeba poczekać. Najgorsze, że to nie jest tylko zwrócenie uwagi, ale cała tyrada jakby było o co. Jak jestem np, u fryzjera to się denerwuję jeśli się przedłuża, bo jak wrócę później o pół godziny niż mówiłam, to jest awantura, marudzenie, dąsy przez cały dzień.  Generalnie mąż jest typem domatora dbającego bardzo o dom i rodzinę, gotujący i prasujący. Nie mogę w innych dziedzinach za bardzo narzekać. Potrafi być też bardzo czuły, ale jak ma muchy w nosie z powodu jakiejś pierdoły to potrafi całymi dniami być nieprzyjemny. Ja jestem wyrozumiała z natury i nie rozumiem tego, że można o pierdoły ciosać komuś kołki na głowie tyle czasu. Jak mąż np. zapomni czegoś kupić o co go prosiłam to po prostu mówię: trudno, jakoś sobie bez tego poradzę, albo ewentualnie rzucę jakis jeden komentarz i więcej do tego nie wracam, ale gdy ja zapomnę, to jest marudzenie, komentarze, gadanie.
Mąż zdaje sobie sprawę, że ma ciężki charakter, i twierdzi że nad sobą pracuje tyle, że ja efektów nie widzę.  On uważa, że wszystko robi najlepiej: najlepiej układa naczynia w zmywarce, najlepiej układa jedzenie w lodówce itd. Jak ja poukładam, to zaraz komentuje i poprawia. To mnie nawet bawi i śmieję się z tego "dziwactwa", ale to oddaje dobrze jego charakter.  Jest perfekcjonistą. Nie wyobraża sobie, żeby śnieg był nie odgarnięty (bo przecież jak zacznie topnieć, to zrobi się lód i można się przewrócić) w związku z tym trzeba go natychmiast odgarnąć, nawet jeśli ciągle pada i za parę godzin trzeba będzie znowu odgarnąć. Najgorsze, że jak jego nie ma, to dzwoni i pyta czy przypadkiem nie spadł śnieg i żebym natychmiast go sprzątnęła. Jeśli się sprzeciwiam przeciwko tej bezsensownej robocie, to się wścieka. Szlag mnie już powoli trafia.
Jak tu postępować z takim typem, gdy już mi z wiekiem brak cierpliwości? Kocham go, jest wspaniałym ojcem, ale coraz częściej przez niego płaczę.

jednym słowem upierdas...
mój mąż też ma sporo takich cech i wyszedł z domu, gdzie poukładane i odkurzone szklanki na pólce świadczyły o szczęsciu w rodzinie.. jak dla mnie, to tak funkcjonuja rodziny z ogromnymi deficytami.
mój mąz czasami nadgania, włącza mu się mamusia i tatuś i robi się upierdliwym cierpiętnikiem wiecznie niezadowolonym..
lata pracy.. lata...
na żadne fochy i humorki się nie zgadzam (nauczony przez mamusię)
jak próbuję wpuszczać szpile i sarkastyczne, złośliwe uwagi w stylu - widzę, że dobrze się czujesz w chlewiku- zwyczaje wyniesione z domu? (nauczony przez tatusia)- to kategorycznie nie zgadzam się na taki poziom dyskursu i mówię co o tym myslę

po wielu wielu latach nauczyliśmy się razem żyć:
ustaliliśmy jaki jest zakres naszego współnego standardu - jak ma wyglądac nasz dom...
jesli co jakis czas włączą mu się rodzicie - nie zabraniam - niech się chłopina wykaże, ukłąda, sprząta, zwija...
rozumiem, że zapewnia mu to poczucie spełnienia i bezpieczenstwa - jak twojemu męzowi odsnieżenie chodnika...

nie przeszkadzam
szanuję nasza inność
tak samo nauczyłam go szanować siebie
jesli nie podoba mu się, jak coś zrobię (patrz to twoje ułożenie w zmywarce - ) to nie mam nic przeciwko, żeby zrobił to po swojemu

ale nie jest mpoim zwierzchnikiem, który będzie mi ustalał standardy pracy i z nich rozliczał

oczywiście, nie oznacza to, że jestem bałaganiara jakaś i żyję w syfie
oznacza to, że mam do porzadku stosunek zdrowy.
lubie jak jest porządek - ale nie poświęcę czasu na relacje, na wspólny wieczór, na mi le pogawędki, na ciepły nastrój - żeby szklanka numer trzy - trzecia od lewej - bardziej błyszczała

End _aluzja, jestem pod wrażeniem. Świetnie poukładałaś sobie swojego męża. Mój mąż, też choleryk ciągle się czepia. Ciągle coś jest nie po jego myśli. Jeśli ja mu powiem, że jeśli coś mu się nie podoba, to niech sam zrobi lepiej, to on mi na to, że nie może wszystkiego za mnie robić, bo do niczego mu nie będę potrzebna. Ale gdy ja przetykam zlew, naprawiam zmywarkę, czy maluję ściany, co raczej powinien robić facet w domu, to ja mu tego nie wypominam.

18 Ostatnio edytowany przez End_aluzja (2013-02-11 23:37:23)

Odp: Mąż choleryk

To jest jeden z ukladow w jakim łatwo pójść. Ja tez mam takie tendencje. Na jego kruk iście o nie zasunieta szuflady ja reaguje napięciem od razu.... Niestety. Taka dola życia z psycholami:))) ale to jest tak ze w tych relacjach trzeba naprawdę ćwiczyć metody sposoby i reakcje. Nie dać sie wpuścić w układzie z cholernego.
Bo to podtrzymuje te zachowania. I daje cholerykowi nagrodę.

19

Odp: Mąż choleryk
Kizia75 napisał/a:

Jak każdy choleryk uważa, że jest nieomylny i nie toleruje błędów innych. Zdaje sobie sprawę z tego, że tak myśli, i że to błędne myślenie, bo mu o tym mówiłam, a on się ze mną zgodził. Jak rozmawiamy na spokojnie to on naprawdę jest bardzo świadomy swoich wad. To jest bardzo inteligentny człowiek. Problem się pojawia gdy ja coś zrobię nie tak (albo któreś z dzieci), bo jemu się nie mieści w głowie, że można czasem popełnić błąd. Nie toleruje tego, zapomina o tym, o czym rozmawialiśmy, że musi odpuścić, że nie może w ten sposób, i zaczyna się jazda.

Tak to jest z cholerykami, że uważają się za nieomylnych, co często nie daje mam możliwości przemówienia im do rozumu. Dla mnie najtrudniej utrzymać mojego choleryka w stanie niskiego pobudzenia emocjonalnego, bo gdy się zdenerwuje to już nie da się z nim rozmawiać.

20

Odp: Mąż choleryk
End_aluzja napisał/a:

To jest jeden z ukladow w jakim łatwo pójść. Ja tez mam takie tendencje. Na jego kruk iście o nie zasunieta szuflady ja reaguje napięciem od razu.... Niestety. Taka dola życia z psycholami:))) ale to jest tak ze w tych relacjach trzeba naprawdę ćwiczyć metody sposoby i reakcje. Nie dać sie wpuścić w układzie z cholernego.
Bo to podtrzymuje te zachowania. I daje cholerykowi nagrodę.

Najgorsze jest to, że mój choleryk często gdy się zdenerwuje mówi, że nie będzie mnie słuchał, zamyka się w pokoju i ujada. Przykro jest tego słuchać.

21 Ostatnio edytowany przez Hannah99 (2014-06-08 07:59:11)

Odp: Mąż choleryk

wątek dawno umarł, ale dopiszę mój przypadek  - może kiedyś komuś pomoże, a może pomoże mi "wygadanie"  się na ekranie komputera.
Miałam matkę choleryka, ojciec był cierpliwy. Nie mniej to był błąd, bo powinien ją uczyć samokontroli, ale dzięki temu iem jak wygląda dzieciństwo z rodzicem cholerykiem. Mój partner (a zresztą nie wiem czy jeszcze partner) jest cholerykiem. Ja jestem dość ustępliwa, staram  się pozytywnie rozwiązywać problemy, ale jestem też silna psychicznie, chociaż też wrażliwa i podatna na zranienia.
Otóż wczoraj byliśmy na zakupach. Przed sklepem stała kobieta - ja nie wiem czy jest pijaczką, czy nie. Kiedyś z nią rozmawiałam i nie tylko nie była pijana, ale przepraszała że żebrze. Mówiła że nie pije ... nie ważne ... zbierała na jedzenie - zrobiłam jej małe zakupy. Od tej pory zawsze kiedy przychodziłam do sklepu a ona tam stała, kupowałam jej chleb, wędlinę, mleko - podstawowe artykuły. Nie daję pieniędzy co do zasady, ale tak byłam wychowana, że nie można przejść obojętnie w szczególności jeżeli ktoś jest głodny.
W sklepie okazało się, że on ma inne podejście do pomocy potrzebującym. Rozumiem, że uważa że nie należy im kupować jedzenia, ale .... ja uważam inaczej. Powiedział, że jeżeli zrobię tej kobiecie zakupy, to on się obrazi i pojedzie do siebie - nie spędzimy razem weekendu. Sprawił mi tym ogromny ból, ponieważ położył na szali pomoc tej kobiecie (w moim pojęciu) i weekend z sobą. Gdybym się ugięła takiemu szantażowi, nie potrafiłabym spojrzeć sobie w twarz w lustrze. Powiedziałam, że zrobię zakupy. Obraził się i wyjechał - od wczoraj się nie odzywa.
Nie wiem czy się odezwie czy nie. Gdybym ja zrobiła coś takiego, oznaczałoby rozstanie. Boli mnie okropnie... Chciałabym żeby się odezwał, ale ja go nie rozumiem i nie wiem czy to zrobi. Myślę jeszcze o czymś innym.... jak postawić granice, czy odezwać się pierwsza (chciałabym bo brakuje mi go, ale czy powinnam... chyba nie), czy to jego choleryczny charakter czy nie zależy mu na mnie, jak nauczyć choleryka, że nie można tak zero-jedynkowo stawiać sprawy .... Nie wiem, czy choleryka obchodzi, że zranił. Jest tak cholernie trudnym charakterem, nie wiem czy jestem w stanie zbierać te zranienia
dużo bym dała, żeby była już niedziela w przyszłym tygodniu....

22

Odp: Mąż choleryk
Hannah99 napisał/a:

wątek dawno umarł, ale dopiszę mój przypadek  - może kiedyś komuś pomoże, a może pomoże mi "wygadanie"  się na ekranie komputera.
Miałam matkę choleryka, ojciec był cierpliwy. Nie mniej to był błąd, bo powinien ją uczyć samokontroli, ale dzięki temu iem jak wygląda dzieciństwo z rodzicem cholerykiem. Mój partner (a zresztą nie wiem czy jeszcze partner) jest cholerykiem. Ja jestem dość ustępliwa, staram  się pozytywnie rozwiązywać problemy, ale jestem też silna psychicznie, chociaż też wrażliwa i podatna na zranienia.
Otóż wczoraj byliśmy na zakupach. Przed sklepem stała kobieta - ja nie wiem czy jest pijaczką, czy nie. Kiedyś z nią rozmawiałam i nie tylko nie była pijana, ale przepraszała że żebrze. Mówiła że nie pije ... nie ważne ... zbierała na jedzenie - zrobiłam jej małe zakupy. Od tej pory zawsze kiedy przychodziłam do sklepu a ona tam stała, kupowałam jej chleb, wędlinę, mleko - podstawowe artykuły. Nie daję pieniędzy co do zasady, ale tak byłam wychowana, że nie można przejść obojętnie w szczególności jeżeli ktoś jest głodny.
W sklepie okazało się, że on ma inne podejście do pomocy potrzebującym. Rozumiem, że uważa że nie należy im kupować jedzenia, ale .... ja uważam inaczej. Powiedział, że jeżeli zrobię tej kobiecie zakupy, to on się obrazi i pojedzie do siebie - nie spędzimy razem weekendu. Sprawił mi tym ogromny ból, ponieważ położył na szali pomoc tej kobiecie (w moim pojęciu) i weekend z sobą. Gdybym się ugięła takiemu szantażowi, nie potrafiłabym spojrzeć sobie w twarz w lustrze. Powiedziałam, że zrobię zakupy. Obraził się i wyjechał - od wczoraj się nie odzywa.
Nie wiem czy się odezwie czy nie. Gdybym ja zrobiła coś takiego, oznaczałoby rozstanie. Boli mnie okropnie... Chciałabym żeby się odezwał, ale ja go nie rozumiem i nie wiem czy to zrobi. Myślę jeszcze o czymś innym.... jak postawić granice, czy odezwać się pierwsza (chciałabym bo brakuje mi go, ale czy powinnam... chyba nie), czy to jego choleryczny charakter czy nie zależy mu na mnie, jak nauczyć choleryka, że nie można tak zero-jedynkowo stawiać sprawy .... Nie wiem, czy choleryka obchodzi, że zranił. Jest tak cholernie trudnym charakterem, nie wiem czy jestem w stanie zbierać te zranienia
dużo bym dała, żeby była już niedziela w przyszłym tygodniu....

Dobrze zrobiłaś, że nie uległaś szantażowi. Źle robisz rozmyślając o tym i zastanawiając się nad odezwaniem się. On pokazał kim jest i na co go stać. Nie będzie lepiej jeśli to TY będziesz sie starała załagodzić sytuację. Zastanów się, czy chcesz tracić lata i młodość na naprawianie czegoś, co może nigdy nie dać się naprawić? Nie szkoda Ci czasu i sił i zdrowia?
Zastanów się, choleryk nie choleryk, ale jak mu zależy i nie jest imbecylem, to powinien pojąć, że źle zrobił i takie rzeczy na Ciebie nie działają. Jeśli się nie odezwie będziesz miała odpowiedź - manipulant potrzebujący swojego "przydupasa" do kontrolowania i wyżywania.

Nie odzywaj się. Bądź czujna, bo może się odezwać, poprosić o rozmowę, a podczas tłumaczeń odwrócić kota ogonem i oskarżyć Cię o to, że się obraził i wyjdzie, że to i tak Twoja wina. Nie pozwól na to, hamuj go, a jak trzeba to opuść spotkanie.
Piszesz, że jesteś silna psychicznie, na razie nie bardzo to widać, ale pokaż na co Cię stać. Ugniesz się raz, potem już się nie podniesiesz, albo będzie Ci bardzo, ale to bardzo ciężko.

23

Odp: Mąż choleryk

Theo serdeczne dzięki za odpowiedź smile Kocham go, ale pierwszy raz jestem związana z człowiekiem-cholerykiem i oczywiście zastanawiam się czy sobie poradzę. Odezwał się, ale ... niestety w miałaś rację pisząc o "odwracaniu kota ogonem".... Okazało się, że robi to dla "mojego bezpieczeństwa" bo mnie "menel może napaść" bo "jestem naiwna". Według niego to ja jestem uparta, że z alternatywy zakupy dla "menela" -a weekend z nim, ja wybrałam zrobienie zakupów smile Nie mam problemów z logicznym myśleniem, on też jest inteligentnym facetem, a ja się zastanawiam czy ON TAK NAPRAWDĘ MYŚLI??? Chyba mnie dość mocno skołował.... Niestety Theo nie jestem "młoda" - mam 38 lat .... tym bardziej szkoda życia pewnie ...

Ja jestem prostodusznym sangwinikiem. Potrzebuję czułości i bliskości, rozmawiam na temat problemów, chcę wiedzieć co kogo dotyka, chętnie wybaczam. Mam łagodne usposobienie. Przeraża mnie, że wobec jego zachowania czuję się wygłupiona i oszołomiona, bo on dokładnie postępuje "w poprzek" moich zasad. Kiedy jest problem on nie chce rozmawiać, wyłącza się i zamyka. Jego "logika" to dla mnie manipulacja.

Z moją matką jest tak - od czasu do czasu wywołuje awantury, w których jest zatwardziała i żadne przekonywanie nie ma w ogóle sensu.... Doprowadza ją to do coraz większej pasji i agresji, nawet jak minie czas to ona nie odpuści i nie przyzna, że nie miała racji.

Czy istnieje jakakolwiek recepta na bycie z cholerykiem? Czy można to jakoś poskromić? Czy to walka z wiatrakami .....?

24

Odp: Mąż choleryk

Jego logika to manipulacja. To nie wina usposobienia. Dobrze wyczuwasz.

25

Odp: Mąż choleryk

A ja myślę, że facet sobie Kizię po prostu wychował i ustawił. Jak ona się z czymś spóźni, to jej ciosa kołki na głowie, bo wie, że może. A on jest panem i władcą, co może fochy stroić ile zechce. Ja bym olała takie zachowania, bo to jest moim zdaniem dziecinada. Inna sprawa, że życie jest za krótkie żeby marnować czas na kłócenie się spóźniony obiad.

Tacy ludzie często wybierają sobie drugą połówkę, która jest spolegliwa i łatwo wybacza. Jak by na mnie trafiło z awanturą o spóźniony obiad, czy nie zgaszone światło, to garnek z obiadem skończyłby prawdopodobnie rzucony w delikwenta.

Posty [ 26 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026