netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Straciłam swoją miłość... pomocy

47 odpowiedzi10 194 wyświetleniazałożony przez ramoneskaeska, 06.01.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Straciłam swoją miłość... pomocy

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 48 ]

1 Ostatnio edytowany przez ramoneskaeska (2013-01-06 15:21:18)

Temat: Straciłam swoją miłość... pomocy

Witam. Nie wiem od czego zacząć... mam 21 lat. Właśnie na dobre rozpadł się mój 2,5 letni związek. Cóż... jestem załamana. Nie wiem co mam robić, bo ciągle go kocham. Na samym początku związku miałam wszystko czego mogłam chcieć. Miałam zaufanie, lojalność, miłość. Zaimponował mi swoją pewnością siebie i tym, że był aż za bardzo ułożony jak na 19 lat. Dał mi wszystko, ja niestety nie potrafiłam być taka jak ode mnie oczekiwał. Być może za bardzo go idealizuje teraz. Niestety nie tworzyliśmy harmonijnego związku. Ja jestem kłótliwa, czepialska. Zawiodłam już na samym początku jego zaufanie. Pojechałam z rodzicami na wakacje, gdzie poznałyśmy z siostrą jakiegoś chłopaka. Dałam się namówić na wycieczki w trójkę i spotkania. Wszystko to odwróciło się przeciwko mnie. Podczas tych dwutygodniowych wakacji mało się do niego odzywałam, praktycznie w ogóle. Gdy wróciłam zrozumiał ale nastąpiła katastrofa. Dałam temu chłopakowi swojego maila, nie wiem po co. Nie wiem też co on sobie wyobrażał bo napisał do mnie na jednym z portali, że mnie kocha i tęskni i takie tam.Nic mnie z tym chłopakiem nie łączyło, nic. Nie całowałam się z nim nawet, nie podobał mi sie, zero. Niestety, mój M. to zobaczył i ręce mi opadły. Starałam mu się to wytłumaczyć jak tylko mogłam, było dobrze między nami ale straciłam jego zaufanie. On starał się o wszystkim zapomnieć, ale to nie było łatwe.
Później był dla mnie dobry, czułam się kochana. Jednak nie dawała mi spokoju myśl, że jest ze mna na pocieszenie. Drażniło mnie to, że napisał do mnie tydzień później po rozstaniu ze swoją dziewczyną. Bałam się, że ze mną jest na pocieszenie i że ze mną bedzie to samo.
To był mój drugi poważny związek, z poprzedniego wyniosłam złe nawyki. Mianowicie zdarzyło się parę bezsensownych kłamstw. Totalnych bzdur o które później były pretensje. Przepraszanie itd. Ja swoje przecierpiałam bo musiałam wysłuchiwać później podejrzeń, że kogos mam na boku, że pisze z kimś innym. Czasami miałam tego dość, ale starałam się nie dawać mu powodów do zazdrości i nie dawałam.

Niestety, czasami sama siebie nie rozumiem. Wiele razy się obrażałam, chodziłam zła, przygnębiona, smutna. Wiele razy robiłam awanture o nic. Ciągle siedzieliśmy w domu, kłóciliśmy się o byle co.
W sylwestra zamiast cieszyć się, płakałam bo coś mi się ubzdurało o jego byłej... jestem nienormalna.
Po tym wszystko zaczęło się sypać. Ja zrozumiałam, w czym tkwi błąd, ale on już był zupełnie obojętny. Nigdy nie mogliśmy normalnie porozmawiać bo to człowiek, który ciężko okazuje swoje uczucia i emocje. NIe mówi niczego wprost, tylko okrężnymi ruchami dąży do celu. Boli go krytyka i przyznawanie komuś racji.
Ja natomiast nie wiem czego wtedy chciałam, niby miałam jego ale ciąlge było coś nie tak. Jednak gdy się opamiętałam było już za późno, bo zaczęły się rozstania i powroty. Wiele razy powiedzieliśmy sobie że to koniec. Problem w tym, że ja czekałam aż on wróci. On dumny nie odzywał się do mnie. Później przepraszałam, prosiłam żeby wrócił. Byle kłótnia kończyła się zrywaniem albo z mojej stony albo z jego. W końcu zaczął się starać. To było w czerwcu 2012 roku. Zaczął dzwonić, troszczyć się itd. Po paru dniach odebrałam wiadomość od dziewczyny, która twierdziła że spotykała się z nim. To było podczas naszych rozstań. Poczułam się tak, jakby ktoś uderzył mnie z całej siły w twarz, tak mocno, że aż mi zadzwoniło w głowie. Taki szok. To był szok, bo myślałam, że on świata poza mną nie widzi. Uznał, że miał do tego prawo, bo się nim nie interesowałam. Ja owszem kłóciałam się z nim, oboje tacy byliśmy, ale nie przypuszczałam, że tak postąpi. Okłamał mnie.

Jednak kochałam go z całego serca i postanowiliśmy, że będziemy razem. Postanowiłam mu wybaczyć, ale nie mogłam sobie z tym poradzić bo on miał być tylko mój. Zawiódł mnie na całej lini. Kłótnie trwały nadal, wypominanie, moje płacze i histerie. Inaczej nie potrafiłam z nim rozmawiać. Wspólne wakacje nawet się nie udały. Wszystko zmierzało ku końcowi. Wiele razy padły złe słowa. Po wakacjach od września było już z górki. Każde moje przwinienie tj. pretensje, kłótnie kończyły się końcem związku z jego strony. Nawet przeprosiny nie pomagały. nie wiem czy ja mogę nazwać to kłótnią, bo jeśli cokolwiek robiłam nie po jego myśli, albo coś mi nie odpowiadało to on odbierał to jako pretensje. Nie potrafiłam się totalnie podporządkować. Po prostu bywał u mnie w domu, czasem sie starał, mówił ze kocha. Było dobrze, ale przez czas w którym nie miałam pretensji, żadnych. Czasami odposiłam wrażenie, że nie mogę się smucić i muszę robić zawsze dobrą minę. Dwa tygodnie proszenia by został, dawał mi szanse chyba ze cztery razy. To były ostateczne szanse, mówił, że chciał spokoju. Cieszyłam się, myślałam, że tym razem nam się  ułoży, że dam radę nie kłócić się i nie robić fochów. Niestety, zaczął mówić, że nie jestem nic warta itd... ja nie mogłam tego zrozumieć. Niby chciał przeprosić, ale później powiedział że miał taki kaprys, ja się zdenerwowałam. To nie bez przyczyny wszystko, bo powiedziałam mu że nic nie jest tak samo.
Jak to piszę, to widzę tą paranoję.

Odpowiedział, że jeśli mi nie pasuje to mam odejść ale ja nie chciałam wcale odchodzić. Powiedziałam mu o tym, mieliśmy iść na sylwestra razem. Kazał mi zorganizować sylwestra, mieliśmy iść z moją kuzynką na bal sylwestrowy. Powiedziałam, że pójdziemy. Zgodził się. Następnie powiedział że nie ma o czym ze mną rozmawiać i że nie wie czy pójdzie. Ja oczywiście dumna, pewna siebie zaczęłam coś wymyślać. Później powiedział, że pójdzie, że nie pójdzie i tak w kółko. Szkoda gadać.
Pomyślałam, co się będziemy kłócić. Zadzwoniłam do niego i przeprosiłam, powiedziałam żebyśmy się nie kłócili a on że nie. Nie widzi możliwości porozumienia się. Nalegałam, niestety opuścił mnie na świetą. To były najgorsze święta Bożego Narodzenia w moim życiu. Błagałam go, prosiłam, płakałam, ale on że nie. Powiedział, że nie ma o czym ze mna rozmawiać. Że dał mi za dużo szans. Na sylwestra nie poszliśmy, oboje siedzieliśmy w domu. Ja do tej pory nie mogę się otrząsnąć. Rozmawiałam z nim parę razy przez telefon, był miły dla mnie, tak mój. No ale to sie skończyło. Bo jak to on mówi ,,dać Ci palec, to weźmiesz cała rękę". Wydzwaniałam do niego, prosiła, pisałam smsy, maile. Niestety on powiedział, że to koniec na zawsze.
Wiem, jak to wygląda z boku. Brakuje mi jego dotyku, rozmowy, spotkań. Nie mogę spać w nocy, nie mogę myśleć o studiach, o nauce, o niczym. Boję się, że straciłam go na zawsze. Modlę się, żeby wrócił. Bo mimo tego, że czasem byliśmy jak ogień i woda oddałam mu całe moje serce. NIgdy go nie zdradziłam, nie kłamałam, dopasowałam się do niego. Wydaje mi się, że już było za późno. Obwiniam sama siebie za to wszystko. Mój dzień zaczynał się od jego telefonu i kończył na nim. Był moim przyjacielem, moim kochanym chłopakiem. Kłóciliśmy się, ale myślałam, że on kocha mnie tak jak ja jego. On mówi, że nie mam problemów, że jestem słaba, że moja miłość go już nie interesuje. Nie wiem, zrobiłabym wszystko dla niego, ale jest już za późno.
Obecnie w ogole nie chce mnie chyba znać. Nie wiem co się z nim dzieje. On wie, że ja bardzo cierpie, ale mówi że sobie kogoś znajde. Tylko nie rozumie, że ja chce jego. Serce mi pęknie jak zobaczę go z inną, tego boje się najbardziej. W porównaniu do tego co było ze mną w święta trzymam się jakoś. Właśnie ,,jakoś" hmm

Zaczęłam chodzić do kościoła. Wiele razy się modliłam o naszą miłość i zostałam wysłuchana. Jednak później odwróciłam się od Pana Boga i może to jest przyczyna. Skoro ja odwróciłam się od Pana Boga, to moja miłość ode mnie odeszła, znowu zaczęło się psuć. Tym razem już się nie uda. To może wydawać się śmieszne, ale w modlitwie moja jedyna nadzieja.
On uznał, że do siebie nie pasujemy, że już nie ma jego uczucia. Ja nadal kocham, całym sercem.

Musze odpuścić, ale mam nadzieję, że on wróci do mnie. To co piszę uważam za nienormalne. Chyba nie ma po co do mnie wracać skoro tyle razy go zawiodłam. Muszę zaznaczyć, że nie ułatwiał mi tego. Też ma silny charakterek, ale gdzieś jest granica. Tak jakby role się odwróciły. On o byle co się obrażał i odchodził, aż odszedł na zawsze. Mówi, że jestem żałosna i sądzę , że chyba nie chce mnie już znać. Gdy mówie o nas, mówi, że już ze sobą nie będziemy i że mam mu dać spokój bo już go nie interesuje.

Ja chciałabym do niego wrócić, nikt tego nie rozumie. Z nim mogłam porozmawiać o wszystkim, kochałam go takim jakim był. Dla mnie był idealny. Denerwował mnie czasem, ale tż były wspaniałe dla mnie chwile. Mogło być pięknie. Gdybym nie pojechała na te wakacje, gdybym nie stroila fochów i nie udawała księżniczki. Jednak obudziłam się za późno. Zaprzepaściłam wszystkie szanse i moja miłość odeszła. Wiem, że to nie jest tylko i wyłącznie moja wina. Już chyba próbowałam wszystkiego. W końcu udało mi się z nim porozmawiać, ale  ja nie potrafię się nim nie interesować, nie potrafie być jego koleżanką. On się tylko złości... mija już miesiąc.

Z jednej strony wcale mu się nie dziwie, żałuję swego posunięcia. Żałuję, że uniosłam się wiele razy dumą. Każde wyjście z domu jest dla mnie katorgą, nic mi to nie pomaga. Boję się tego co będzie. Nie mogę spać w nocy. To jest obłęd. Nie mogę uwierzyć, że on mnie już tak po prostu nie kocha. Moja miłość do niego się nie zmieniła. Zmieniłabym się dla niego, zrobiłabym wszystko. Oddałabym życie. Nie mogę zrozumieć. Nie potrafię pojąć. Gdybam, co by było gdybym tego nie powiedziała, tego nie zrobiła. Zabiłam jego miłość, mimo że mówiłam jedno to robiłam drugie. Zabiłam naszą miłość...

Co mam robić? Proszę, pomóżcie ... nie potrafię zapomnieć. Tak bardzo chciałabym, żeby wrócił. Chciałabym być dla niego idealna, nigdy nie potrafiłam. Serce mi pęka...

2

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

Proszę o rady. Wiem, że moja sytuacja jest beznadziejna sad

3

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

JAKBYM CZYTAŁA o sobie. kochana, no nic.. musisz zapomnieć. to bedzie trudne wiem, bo sama to przechodziłam..
Ludzie sie zmieniaja, niestety nie potrafie Ci odpowiedziec dlaczego nagle(?) przestało mu tak zależeć i niby mniej(?) Cię kocha, bo sama sobie próbuje odpowiedzieć na te pytania.. Powiem jedno, obejrzyj film 'sekret' bardzo pomaga. Twoje szczescie jest zalezne tylko od Ciebie smile
musisz myśleć, że to Ty jesteś 'zaje*ista a on jest ch*jem. przepraszam za tak drastyczne określenia ale tak musisz myśleć.
będziesz pewniejsza siebie. wszystko zalezy teraz od Ciebie, nie patrz na niego. wykreśl go! będzie trudno ale dasz rade, to jest do zrobienia smile
pamiętaj, że wiele ludzi to przezywa!

4

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

Wiem, że nie tylko ja mam złamane serce. Przestało mu na mnie zależeć przez moje ciągłe pretensje, kłótnie, zmiany nastrojów, płacze z byle powodu. Dla mnie musiało się coś dziać, on potrzebował świętego spokoju. Sam mi powiedział, że gdyby było dobrze między nami to bylibyśmy ze sobą. Nie wiem dlaczego ja nie potrafie dać się kochać. Myśle jedno robię drugie. Sądzę, że zabiłam jego miłość i zawiodłam jego zaufanie. Już nigdy nie da mi zadnej szansy... Nie mogę wmówić sobie tego, bo moje serce pęka, to jest bezwarunkowe. NIe chcę zapomnieć sad

5

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

Naprawde jakbym czytała o sobie. Ja tez miałam pretensje, ryczałam o byle co a mój były chciał spokoju. Jeśli chcesz możemy przejśc to razem, tylko on zakonczył nasz związek dwa miesiące temu, ja go widuje w pracy codziennie, ale on ma na mnie wy*bane ze tak powiem.
też mi trudno w to uwierzyć. Ja zapisałam się do psychologa, zapisz się, tylko mój były mnie nie szanował w dodatku smile
nie możesz wspominać waszych chwil dobrych to pogarsza wszystko. jak najmniej o nim myśl, taka jedną myśl mozesz kontrolować, jeśli o nim pomyślisz niech Ci sie zapali czerwona lampka.
trzymam kciuki.

6

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

On też przestał mnie szanować, o to była ostatnia kłótnia. Powiedział, że nie jestem mu potrzebna, że mnie nie szanuje, że na nic nie zasługuje, że jestem zwykłą manipulatorką i oszustką, że nie zasługuje na nic, na niego itd... poźniej niby mnie przeprosił, ale zaraz zmienił zdanie i powiedział, że chciał przeprosić ale już nie chce. Powiedział, że będzie jeszcze gorzej jeśli taka bede... nie mogłam się na to zgodzić. Powiedziałam, że nie moge być z kimś kto mnie nie szanuje on odpowiedział to samo i od tej pory już nic nie pomogło. Przepraszałam go za wszystko, nie chce mnie znać. Nie wiem co teraz będzie... nie mam nawet z kim wyjść na miasto. Troche ze mna rozmawiał, ale w sumie to już go drecze od miesiąca. Nie chce mnie słuchać, dzisiaj powiedział, że nie wie dlaczego sie łudzę... Myślę, że mogłam nie mówić wielu rzeczy, nie prowokować kłótnie jeśli było dobrze... czasu się już nie cofnie. Wszyscy mówią, że muszę zapomnieć, a ja nie potrafię się odnaleźć bez niego...

7

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

Z tego co widzę, to się nie szanowałaś sama, bo zobacz: byłaś natrętna i się poniżałaś bo przepraszałaś za wszystko. On to zobaczył, że zrobisz dla niego WSZYTSKO. podałaś mu się na tacy. a oni tego nie lubią. jak każdy chyba... po prostu kochana, za dużo mu dałaś. za bardzo Ci zależało i on patrzy na Ciebie z góry a sam jest pewny siebie, bo wie, że cierpisz i zawsze ma Ciebie jako koło ratunkowe.. pokaż mu że potrafisz życ bez niego smile

8

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

kochana ja mialam podobną sytuację.
kochaliśmy się bardzo, było nam cudownie,ale wiecznie sie klociliśmy i to o nic. szybko się godziliśmy, żeby tylko być razem. jednego dnia on już nie wytrzymał, powiedział ze ma dość klotni, ze za duzo stresu go to kosztuje i nie potrafi już ze mną być. rostalismy się.
nie minął miesiąc znów byliśmy razem i obicaliśmy sobie że oboje się postaramy, że nie przekreslimy milosci z byle powodu... staraliśmy się, czasem wychodzilo, czasem nie...

3 tygodnie temu byla nasza ostatnia kłótnia, ja wpadlam już w szał, on wyszedł i już się nie odezwał...ja też nie...
może przez kłótnie wypaliła się moja miłość, może jego też. tesknie za nim strasznie, ale się nie odzywam. ból musi minąć... wspominam nasze wspólne dobre chwile, ile dobrego dla mnie zrobił. jest naprawde wspaniałym chlopakiem, gdybyśmy się tyle nie kłócili bylibyśmy wspaniałą parą... ale co mam zrobić, życie...

Nie płacze, staram sie zająć czymć czas, moze Ty tez tak poinnas zrobić? odetnij sie na chwile od niego i wiem że to strasznie, wiem ze chcesz byc teraz przy nim, ale sprouj sie zająć sobą, tylko swiją osobą. Kto wie, może jeśli to była wielka milosc jeszcze ze sobą będziecie, może za jakiś czas jak opadną emocje...

3maj sie, wiem ze nie jest Ci teraz łatwo, mi też nie, ale wiesz że damy rade smile

9

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

Dotarło do mnie chyba dopiero dzisiaj, że jego już nie ma.
Postanowiłam zapisać się do psychologa, to jest najlepsze rozwiązanie w tej sytuacji. Nie potrafię udawać, że on mnie nie obchodzi. Tak, podałam mu się na tacy... miłość jest głupia i ślepa, zawsze jest jakaś nadzieja.
Nie wiem co będzie dalej. Mam nadzieję, że idę w dobrym kierunku. Postaram się do niego nie odzywać. Niestety wiem, że prędzej czy później to zrobię.
Zapiszę się jutro do psychologa, bo może mi to pomoże. Bez wątpienia coś ze mną było nie tak, ciągle miałam jakieś ,,ale". Jestem osobą bardzo nerwową i impulsywna, żeby nie agresywną tongue teraz już chyba popadłam w depresję...

10

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy
ramoneskaeska napisał/a:

Dotarło do mnie chyba dopiero dzisiaj, że jego już nie ma.
Postanowiłam zapisać się do psychologa, to jest najlepsze rozwiązanie w tej sytuacji. Nie potrafię udawać, że on mnie nie obchodzi. Tak, podałam mu się na tacy... miłość jest głupia i ślepa, zawsze jest jakaś nadzieja.
Nie wiem co będzie dalej. Mam nadzieję, że idę w dobrym kierunku. Postaram się do niego nie odzywać. Niestety wiem, że prędzej czy później to zrobię.
Zapiszę się jutro do psychologa, bo może mi to pomoże. Bez wątpienia coś ze mną było nie tak, ciągle miałam jakieś ,,ale". Jestem osobą bardzo nerwową i impulsywna, żeby nie agresywną tongue teraz już chyba popadłam w depresję...

ramoneskaeska! chyba jesteśmy identyczne, haha big_smile
powiem ci tyle, że dobrze robisz z tym psychologiem.
własnie..nie potrafisz udawac ze Cie nie obchodzi, dokladnie tak miałam, wszyscy mi mówili ze musze miec go gdzieś jak z nim bylam jeszcze to sie zainteresuje.. a ja nie umiałam. więc teraz przyszła pora zeby miec go w pupie i zająć się sobą.
zapisz się na jakis kurs, czegokolwiek, albo ćwicz iu siebie w domu z koleżanka.. jak wolisz smile
tylko nie zalamuj sie! to da sie kontrolować pamiętaj. Twoje szczescie jest zależne od Ciebie a nie od niego smile

11 Ostatnio edytowany przez ramoneskaeska (2013-01-06 20:49:48)

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

Tak jest. Moje szczęście zależy ode mnie a nie od Niego! smile
Może to przez te ciągłe rozstania i powroty, już mi to spowszedniało i nie potrafię sobie tego wbić do głowy.
Wstyd się przyznać, ale ja tak sobie po cichu myślę, że jak pójdę do tego psychologa to on wróci. Bo wtedy zobaczy, że coś robię, że chcę naprawdę się zmienić. hmm
Postanowiłam się nie odzywać do niego. Jednak rozmawiałam z nim od nowego roku codziennie, zgodził się na rozmowy, może zrozumiał, że nie może mnie tak od tak po prostu zostawiać. Zostawił mnie i nie chciał rozmawiać. Jednak wiem, że on mnie nie chce... nie wiem co o tym myśleć... sad
skoro powiedział, że już nigdy... jeszcze on jest taki uparty ...

12

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

moj jest też uparty... może miałysmy tego samego faceta? hehe. powiem Ci tyle, że u mnie jak poszłam do psychologa i on wiedział, to nie wrócił.. a mnie kocha podobno. jeszcze mi dziś powiedział,że jestem pusta..
zajmij sobie czymś czas i do psychologa chodź dla siebie!!
musisz uwierzyc ze znajdziesz prawdziwą miłość i nigdy w to nie wątpić.

13

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

Zobaczymy. Na razie się do niego nie odzywam, boję się, że mnie znienawidzi. Co ma być to będzie, ale muszę się trzymać! Jest już mi lepiej. Przynajmniej jak sobie o tym pomyśle to nie mam duszności i kołatania serca.
Jeśli mamy być ze sobą, to będziemy...
netkobieta4444 widzę, że dobrze się rozumiemy smile czasem dobrze jest porozmawiać z kimś kto mnie kompletnie nie zna i nie kieruje się stereotypowym myśleniem...

14

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

Może nie powinnam mu o tym mówić... Boję się, że mnie wyśmieje, on ma swoje problemy...

15

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

skoro Twój facet był obojętny po tych wszystkich kłotniach w stosunku do Ciebie, miał Cie gdzieś, teraz nie pokazuje ze mu zalezy.. nie chce wracac itp to daj sobie spokoj. znajdziemy naszą miłość w koncu smile

16

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

Nie zawsze był obojętny. Myślę, że już stracił nadzieję, że będzie dobrze. Sądzę, że nie chce takiego życia.

17 Ostatnio edytowany przez ramoneskaeska (2013-01-09 15:49:21)

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

Narobiłam sobie głupich nadziei. On nie wróci. Powiedział, że nie wróci, że ten związek się już zakończył.
Nie mogę zrozumieć, dlaczego jeśli mimo błędów człowiek chce za wszelką cenę coś naprawić to nie może bo już za późno.
Oddałam mu całe moje serce, wszystko. Nie potrafię nawet na niego złościć, nie potrafię przestać myśleć o nim, nie potrafię normalnie żyć.
Nie dość, że zostawił mnie na święta i sylwestra to jeszcze teraz sesja i już boję się, że totalna klapa.
On jest dla mnie całym światem, całym życiem, zmierzam do dobra jego i nas. Powiedział, że chce spokoju, że nie wrócimy do siebie na pewno w najbliższym czasie. Najbliższy czas to w jego rozumieniu ,,rok,dwa" hmm nie wiem co ja mam robić. Najgorsza jest ta bezsilność, najgorsza.
Nie widziałam go już od miesiąca, jestem chuda jak szkapa. Nawet na ulicy chce mi się wyć z bóli, nie myślałam, że to tak boli.
Nie mam ochoty na nic, jedynie chciałabym go zobaczyć i porozmawiać. Nie sądziłam, że mnie to spotka, to jest gorsze od śmierci. Taka głupia nadzieja na lepsze juto. Budzenie się z bólem serca i zasypianie z nadzieją. Ja chciałabym zapomnieć, nie daje rady.
Jutro ide do psychologa, przynajmniej w tej kwestii muszę coś zrobić, chcę żyć normalnie i zmienić się nie do poznania. Nie chce już się dłużej męczyć.
Od czasu do czasu piszę mu jakiegoś smsa, ale on ciągle zaznacza, że nie będziemy ze sobą. Jedynie odpisuje oficjalnym językiem, a byliśmy ze sobą przez tyle czasu, kochaliśmy się...
Nigdy sobie tego nie wybaczę. Nigdy nie zrozumiem, dlaczego ten świat jest taki dziwny, dlaczego mnie musiało to spotkać i dlaczego zmarnowałam swoją miłość.

Ja wszystko psuje, nie mogę się opanować żeby do niego nie napisać, martwi mnie to, że jeszcze gorzej będzie o ile może być jeszcze gorzej. Boję się, że spotkam go z inna na ulicy, że będzie z inna. Wtedy już nie będzie szans na powrót.
Mówi, że z nikim się nie spotyka, z nikim nie pisze... wierzę mu, staram się wierzyć.
Sądzę, że muszę teraz coś zrobić ze sobą, zająć się swoim życiem, nauką, może jakoś wypięknieć i przytyć tongue
Właśnie raz mam dobry humor tak jak teraz a raz dostaje ,,ataku" i nie mogę sobie z tym wszystkim poradzić. Jedynym rozwiązaniem będzie chyba nieodzywanie się, jeśli mnie naprawdę kocha to wróci chyba, jeśli nie to ja też pewnie kiedyś znajdę kogoś... pocieszam się.

Może da się coś jeszcze zrobić? Może gdy zauważy, że się zmieniam i że chce to będzie dobrze. Jeszcze miesiąc temu mówił, że mnie kocha... Chciałabym mieć odwracacz czasu i tak sobie nim wszystko odwrócić, wszystko naprawić. Byłabym szczęśliwa, nie popsułabym niczego.

Może jest jeszcze jakaś nadzieja?

18

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

Nie wiem co mam robić. Od mojej wizyty u psychologa odzywa się do mnie normalnie, jest miły. Nawet raz do mnie sam napisał. Gdy pisze to odpisuje, raczej mnie nie zbywa, podtrzymuje rozmowę. Nie wiem co powinnam zrobić. Nadal pisać do niego o codzienności czy po prostu dać spokój i czekać?
Psycholog zalecił mi terapie, ponoć jest niezbędna.
Może on jest miły bo jednak okazało się, że nie jestem do końca ,,normalna"?
Jak myślicie? Pomocy:P

19

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

Kiedys w liceum bylam z chlopakiem. Zachowywalam się tak samo jak Ty. No i oczywiscie on zerwal, bo nie wytrzymał psychicznie. Też długo nie mogłam o nim zapomnieć. On też się odzywał czasem, rozmawiało nam się dobrze. Dla mnie to byla nadzieja, ze moze do mnie wroci itp. Dla niego to bylo juz skonczone, nie chcial wracac. Nie dziwie sie, bo przez te moje humory przezywal koszmar.

Po 4 latach przypadkiem sie spotkalismy, okazalo sie, ze studiujemy w tym samym miescie. Zaczęliśmy się spotykać, niby na stopie koleżeńskiej. Ale juz na drugim spotkaniu z kolezenstwa nic nie zostalo, bo zaczelsmy sie przytulac i calowac. Nie spodziewalam się tego, po tylu latach od rozstania myslalam nawet, że bylibysmy fajnymi przyjaciolmi. A tu niespodzianka. Dla mnie to było jak bajka. I nadal jest smile

Jak go spytałam, dlaczego w liceum nie chcial o nas walczyc, to odpowiedzial ze mnie kochal, ale nie widzial juz dla nas nadziei. Że co by nie robil, to tylko klotnie. Że po rozstaniu myslam o mnie, snilam mu się, zawsze gdzies siedzialam w jego glowie. Ale wiedzial, ze nic z tego nie bedzie i nie chcial do tego wracać.

Teraz po latach się zmieniłam, juz sie nie kloce o byle co. I wiem, ze gdybym dalej byla taka jak kiedyś, to on by do mnie nie wrócil. A chocby wrocil to znowu by sie wszystko rozpadlo.

Nie wiem, czy Twoj chlopak Cię kocha, czy nie. I wiem, co teraz przeżywasz, sama przez to pzechodziłam. Ale radzę Ci popracować nad sobą mimo wszystko. Zadbaj o siebie, swoje zainteresowania, przyjaciol, pokaż mu, że masz życie poza nim. Pewnie szybko o nim nie zapomnisz. I jednego jestem pewna, gdy sie nie zmienisz, on do Ciebie nie wroci. I chocbys sie zmienila, to nie jest powiedziane ze wróci. Ale staraj sie nad soba pracowac, zeby w przyszlosci Twoje zwiazki sie nie rozpadaly przez Twoja klotliwość.

20

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

do autorki:
hej, hej! Ja mam identycznie jak Ty, dowiedział sie o psychologu itp i zobacz:

Spotkałam się z moim byłym przed chwilą. Pocałowałam go, nie wiem dlaczego, on powiedział, że niepotrzebnie bo teraz ma na mnie ochotę  po czym przytulił mnie mocno i dość długo to trwało. Rozmawialiśmy NIE o nas przez godzinę, dobrze się nam rozmawiało. Sama nie wiem czego chcę. Spotykam się już z kimś, ale może jest szansa, żeby odbudować ten związek, jednak wiem, że wymagałoby to starania obojga nas, a nie jestem pewna czy on chciałby się w to angażować. Powiedział mi też, że mnie nadal kocha. Netkobietki, ja już nie wiem co mam zrobić. Zranił mnie swoim zachowaniem itd.. ale ja też nie byłam święta  Całowałam się już z tym facetem, zrobiłam mu nadzieje itp, nie chcę go ranić, fajnie było, ale nie AŻ takiej chemii między nami. Teraz znów jakoś nie mam ochoty się z nim całować, bo chcę to robić tylko z moją miłością, jednak jest to niemożliwe. Trochę bałagan mam w życiu.

Pewnie napiszecie, że decyzja należy do mnie, czy chcę żyć złudną nadzieją na związek możliwe, że bez przyszłości, czy zacząć żyć na nowo i układać sobie życie z kimś innym. A jeśli ja chcialabym poczekać jakiś czas i zobaczyć jak się to wszystko ułozy nie mówiąc o tym koledze z którym się widuję? To chyba jest dla mnie jedyne wyjście, co o tym myślicie?

Nie chcę się też narzucać byłemu, więc mało piszę. Zobaczę po kilku spotkaniach, jednak to może trwać kilka tygodni..a przez te kilka tygodni będe mieć nadzieje. Później przyjdzie cierpienie, ale będę mieć mojego amanta...jestem straszna, wiem..

Może wg was szczera rozmowa z byłym za kilka dni jeśli się coś zmieni i będę wiedziała na czym stoję.. tak bardzo starałam się, żeby się z niego wyleczyć, nie dokonałam tego, ale obiecałam sobie, że z nim nie będę, bo za dużo słów padło..jednak kiedy on jest takim moim kochaniem...takim..miłym i fajnym mężczyzną, to chcę do niego wrócić i dać mu kolejną szansę..

21

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

netkobieta4444 widzę, że sprawa ruszyła smile
Powiem Ci, że moja i Twoja sytuacja jest równie przedziwna i za bardzo nie wiadomo, co należałoby zrobić...
Gdybym ja była na Twoim miejscu, kochała tego Twojego eks nie eks chłopaka jak mojego to byłabym przeszczęśliwa, jednak miałabym wątpliwości tak jak Ty. Zarówno jego i Twoje zachowanie nie było godne złotego medalu. Zawsze wina leży pośrodku. Skoro spotkał się z Tobą, całowaliście się, rozmawialiście to jest to chyba oczywiste, że jeszcze coś do Ciebie czuje... sam powiedział, że Cie kocha. Uważam, że powinnaś z nim o tym porozmawiać. Powiedzieć, że sama już nie wiesz na czym stoisz, że chciałabyś z nim być ale boisz się, że on sam nie wie czego chce i sobie z Tobą pogrywa. Powinnaś mu powiedzieć, że nie chcesz za parę dni przerabiać tego samego, tak samo się czuć jak po Waszym rozstaniu. Może daj temu trochę czasu... powiedz, żeby sobie to przemyślał i odezwał się do Ciebie. Najlepiej by było gdybyście porozmawiali o tym wszystkim w cztery oczy. On będzie musiał zaakceptować Cię taką jaką jesteś, musi być zdecydowany. Ten chłopak z którym się spotykasz to chyba nie jest jakaś wielka miłość, albo wielkie zauroczenie z tego co piszesz. Później możesz żałować, że dałaś spokój czemuś, na czym tak bardzo Ci zależało. Jeśli nie wyjdzie to pamiętaj, że tego kwiatu jak Twój ,,amant" jest pół światu. Zastanów się nad tym, czego chcesz i na kim zależy Ci bardziej. Kieruj się sercem, ale pamiętaj, że serce czasem gubi.
Ja na Twoim miejscu byłabym w siódmym niebie. Jednak wiem, że już trochę się pozbierałaś po rozstaniu i że nie chcesz ryzykować, żeby nie zranić i nie stracić swojego ,,amanta" tongue Bardzo to wszystko skomplikowane...
A jak się z tym czujesz? Postanowiłaś już coś? Masz już jakieś rozwiązanie?

22

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

Jak w ogóle doszło do tego spotkania? Z czyjej inicjatywy? Jak często ze sobą piszecie i o czym? Kto pisze pierwszy?

23

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy
ramoneskaeska napisał/a:

Jak w ogóle doszło do tego spotkania? Z czyjej inicjatywy? Jak często ze sobą piszecie i o czym? Kto pisze pierwszy?

kochana, do spotkania doszło z mojej inicjatywy. Nie piszemy ze sobą wcale, a jak już to nie o nas a o sprawach codziennych. Ja wiem, że on nie chce ze mną być i tylko czas może to zmienić. Serce mówi mi, że powinnam zobaczyć co z eks, a rozum, że zostać przy 'amancie'.
Już sama nie wiem.. musze zobaczyć jak to się potoczy po prostu smile eks może zmienić zdanie zaraz, znowu może być źle i nie wyjść. A z tym facetem z którym sie spotykam wszystko na dobrej drodze, tylko nie ma tej chemii sad dodatkowo powiem, że ja chyba wiem, że mój eks nie chce ze mną być, bo wątpi, ze sie zmienie.. więc raczej szans na powrót nie ma smile

ramoneskaeska:
powiedz,bo sie pogubiłam w tych postach, Twój były powiedzial Ci ze CIę nie kocha juz?
skoro tak to nie możesz się ludzić..uwierz, że można życ bez niego wink
jesli masz podobną sytuacje do mnie to chyba już wszystko zalezy od Ciebie..
pamiętaj, że czas jest najlepszy, i odetnij się od neigo..niech zobaczy co stracił..:)

24 Ostatnio edytowany przez ramoneskaeska (2013-01-13 22:17:09)

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

Po prostu chyba musisz poczekać, skoro czas jest najlepszym rozwiązaniem. Ja jestem osoba w gorącej wodzie kąpaną, także nie wiem czy można mnie słuchać w tej kwestii. Skoro powrót ma się źle skończyć to lepiej nie wracaj, poczekaj na jego ruch. Jeśli mu zależy na Tobie to musi dać Wam obojgu szanse, Tobie na zmianę i sobie, że to wytrzyma. Lepiej nie rezygnuj już z tego co masz, bo być może nie warto. Ja też zawsze kierowałam się sercem, wracałam do niego kiedy chciał gdy mnie zostawiał. Nauczył się, że może mnie mieć na zawołanie. Teraz jestem sama, więc sama widzisz, że nie zawsze warto kierować się sercem. Nie ma złotego środka na to wszystko i na to, jak bardzo  miłość jest poplątana oraz na to, ile jest w stanie wybaczyć. Prawdziwa miłość wybaczy prawie wszystko, a jeśli nie wybaczy to będzie chociaż kochać na odległość. Bowiem, nie będzie mogła być ze swoją drugą połówką, bo serce będzie pękało z rozpaczy, będzie pytało ,,dlaczego?".

Wiesz... w tym popapranym świecie kobietom się w głowach poprzewracało bo latają za facetami, gdyż myślą, że lepszego nie znajdą. Że nic je w życiu lepszego nie czeka. Faceci zachowują się jak kobiety, czekają na swoje pseudo zdobycze i mają gdzieś miłość i uczucia drugiej osoby. Z tego co widzę wyznają zasadę ,,jak nie ta, to inna". My biedne kobietki zaślepione wierzymy w cuda... sama jestem jedną z nich.


Co do mojego przypadku, to już sama tego nie pojmuję...

25

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

Jeśli już podejmiesz jakąś decyzję, albo coś się zmieni to napisz smile może już się zmieniło?

Ja osobiście nie wiem jak moja sytuacja się rozwinie, nie widuje się z nim, rozmawiam jak sama chce. On raczej się mną jakoś specjalnie SAM nie interesuje, jedynie gdy ja się odezwę. Nie wiem co powinnam robić... Podtrzymywać kontakt czy dać spokój i czekać? Nie chce nic mówić o związku bo boje się jego reakcji. Chociaż bardzo mnie kusi żeby do niego napisać, że może wszystko się ułoży i żebv wrócił...

26

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

Jeżli w swoim związku(byłym) widzisz jeszcze jakąś nadzieje to ją miej. Powiem Ci, że się w**ebałam na mojego byłego i zaczęłam nowe życie. Poprosiłam o spotkanie bo chciałam się dowiedzieć kilku rzeczy i odebrać album ze zdjęciami. Jednak on poprosił o drugie i trzecie i ja głupia poszłam...zachowywałam się normalnie, jak koleżanka. Poszliśmy do niego, kawa, herbata itp..no i na koniec, on na mnie patrzył jak...i przytulił, powiedział, że za mną tęskni i mnie kocha. Zaczęliśmy się całować i mówił mi, że najbardziej na świecie, że jestem jego kochaniem i że nie chce mnei wypuścić stamtąd i że jestem najpiękniejsza na świecie. Do nieczego poważnego nie doszło. Ale co to miało znaczyć? Potem pisał do mnie. Napisał, że mamy być dla siebie mili. I pisał miłe rzeczy ogólnie. Ja powiedziałam, że ciekawe jak TO się potoczy to od razu napisał, że po co tak pisze..Więc ja sama nie wiem po co się w to wpakowałam..wydaje mi się, że on chce wrócić, ale jednocześnie, ze rozum mu zabrania  tak jak mi. Ale chyba warto posłuchać serca. Tutaj znów czas się liczy..

Więc moja rada: musisz się wypiąć na byłego. I jak zaczniesz sobie układać życie, poznasz jakiego fajnego faceta(jak ja i nie wiem co mam zrobić teraz, bo rozum mówi że przy nim zostać, a serce, że do byłego sad) to wtedy NA PEWNO pojawi się Twój były jeśli Cię kocha albo utrzymujecie jakiś mały kontakt. Zawsze tak jest, że jak zaczniesz sobie radzić to on się pojawia i wszystko psuje, a Ty nie wiesz co zrobisz, bo przecież kochasz drania!

To naprawdę jedyne co możesz teraz zrobić. Niech Ci się zapali czerwonka lampka jak o nim pomyslisz, i powstrzymaj tą myśl.. smile
Powodzenia smile

27

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

Dzięki smile Już jakoś sobie radze, nie mam zamiaru za nim biegać. Bo jeśli to by był wybłagany związek, to i tak prędzej czy później by się skończył. Wczoraj z nim pisałam o głupotach. Napisałam do niego głupiego smsa jednozdaniowego, nawet nie było co na niego odpisywać. Ku mojemu zdziwieniu odpisał za parę godzin... Pisaliśmy trochę smsy o głupotach. Już jestem spokojniejsza, teraz mam sesje, zabieram się za naukę. Już wszystko sobie układam jakoś.

Co do Ciebie to myślę, że Twoja miłość chciałaby zacząć od początku, ale nie pamiętając o tamtym związku. Taki nowy związek z Tobą, ale tą nową, nie tamtą smile Myślę, że chciałby żeby to był początek czegoś nowego a nie powrót do przeszłości. Dlatego tak powiedział, że ,,po co tak piszesz" tongue Może być też tak, że kocha Cię i chciałby być z Tobą, zatrzymać Cię, ale się boi porażki... A co z tym chłopakiem, z którym się spotykasz? Nie okłamujesz siebie i jego? Słyszałaś kiedyś o udanym związku z rozsądku? tongue

28

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

Cieszę się, że już sobie radzisz smile! Mam nadzieję, że wszystko się u Ciebie ułoży, nieważne jak, ważne żebyś szczęśliwa była smile

Co do mojego związku to dziś znów się spotkaliśmy! Powiedział mi, że czuje, że będziemy razem znów! Powiedział, że teraz mu się podoba jaka jestem, że jest miło itp. Że mnie kocha i w ogole nie krył się z uczuciami za bardzo na ulicy i tak dalej. Także ja już wiem, że będziemy razem tylko jak on to powiedział "jeszcze trochę czasu minie".

Co do mojego znajomego, powiedziałam mu jak jest sad Przykro mu było, mi też w sumie. Nie słyszałam o takim związku z rozsądku big_smile
haha, ale on był tak jakby "idelany" ale nie było chemii ani uczuć.. a to jest najważniejsze ! big_smile

Pisz jakby się coś zmieniło u Ciebie, warto wierzyć jeśli jest cień nadziei. Powodzenia z nauką smile

29

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

Już miałam pisać kolejną poradę, mianowicie żeby się ten Twój boy określił i powiedział czego chce tongue ale widzę, że już nie muszę big_smile

Widzisz... jakoś się to wszystko rozwiązało smile mam nadzieję, że będzie dobrze między Wami i się już nie rozmyśli tongue Tylko pamiętaj, trzymaj nerwy na wodzy, bo w końcu odejdzie na zawsze...
Ale fajnie big_smile Pocieszyłaś mnie tą wiadomością smile Oby nic się nie zmieniło smile

30

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

Hehe, cieszę się, że Cię pocieszyłam big_smile Czekam na Twoje wiadomości smile

Wiadomo, chyba mamy takie same charaktery! Ja też o wszystko się obrażałam i robiłam pretensje o nic. Więc już tak nie będę robić.. smile
Może za jakiś czas spotkaj się z nim po koleżenski i nie gadaj o WAS, mu wrócą wspomnienia jaka fajna jesteś i moze bedzie chciał wrócić, jak u mnie smile

trzymam kciuki :>

31 Ostatnio edytowany przez ramoneskaeska (2013-01-15 22:34:48)

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

To może daj mi jakieś wskazówki, bo Tobie się udało big_smile np. jak często mam się odzywać i tak dalej tongue Wątpię, żeby on się zgodził na spotkanie, a nie mam żadnej wymówki sad Pytałam go, dlaczego jest ostatnio dla mnie taki miły i powiedział, że tak jakoś... Właśnie bardzo mi tęskno i liczę, że też zatęskni...

32

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

Wskazowek nie mam niestety..ja nie pisałam wcale przez dwa tygodnie tylko. Nie spotykalismy się tez w ogóle. Przedwczoraj napisałam czy  wyjdzie na papierosa, bo mieszka  5 minut drogi. No i tak się zaczęło po prostu..

Wypnij się, a jak stwierdzisz ze mozesz sie z nim widziec bez gadania o związku i jako koleżanka, napisz..

33

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

Kochane dziewczyny! Jak się czyta Wasze posty, to włos się jeży. Dlaczego? Dlatego, że zamieniłyście się w myśliwych. Żadnego faceta nie będzie kręcić kobieta, o którą nie musi się starać, zabiegać, dbać. Choć może mówić zupełnie co innego. Po prostu taką ma naturę, a ona się nie zmieniła mimo szalonego skoku obyczajowego. Bądźcie sobą, jak najbardziej naturalne i szczere, ale pamiętajcie o starej dobrej zasadzie, której hołdowały przedwojenne damy: konfitura nie lata za muchą. Bądźcie konfiturami! smile

34

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

haha big_smile Racja tongue Szkoda, że nie wyznawałam tej zasady wcześniej, teraz dla mnie jest już za późno tongue

35

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

Powiem Ci, że sama nie wiem czy się decydowac na ten związek.. jakbym była tylko ja i on to super. Ale sa jego kumple..jak zauważylaś dodałam nowy wątek..nie ma mnie w jego planach na wakacje i w ogóle jakoś tak...no nie wiem.. seksu jeszcze nie uprawialismy bo nie ma okazji, a ja już nie mogę wytrzymac big_smile haha, on chyba może i to jest dziwne.. sad dopiero okazja w piątek chyba będzie.. smile
a u Ciebie jak sprawy?

36 Ostatnio edytowany przez ramoneskaeska (2013-01-16 18:37:13)

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

Właśnie przeczytałam Twój nowy wątek. Nie wiem jak Twój chłopak traktował Cię wcześniej i nie wiem dokładnie o co mu chodzi. Popieram to co napisała w Twoim nowym wątku baziula. Ja osobiście nie wyobrażam sobie, żeby mój chłopak będąc ze mną w związku jechał z kumplem na wakacje. Można jechać ze znajomymi na wakacje i z Tobą, jako jedna ,,paczka". Nie rozumiem dlaczego on chce jechać na wakacje ze swoim kolegą i Ciebie tam nie uwzględnia. Z drugiej strony jesteście świeżo po rozstaniu i powrocie, może on będąc przy Tobie nie wie co będzie jutro i dlatego wykracza w przyszłość nie biorąc Cibie pod uwagę.
Mamy dopiero styczeń, a Wy już o wakacjach... skąd wiesz co będzie jutro? Ludzie planują wiele rzeczy i rozchodzą się, zapominając o swoich wcześniejszych gdybaniach. Nie chcę nic mówić, ale wydaje mi się, że znowu robisz ,,problem". Tak jak mówię, jesteście świeżo po poważnym rozstaniu... jeszcze parę dni temu miało nie być już ,,Was", ale Ty i On. Nie ,,razem" tylko ,,osobno". Może przez ten czas zaplanował coś z kolegą i już. Może nie przewidział, że do siebie wrócicie. Uważam, że powinnaś z nim porozmawiać dopiero wtedy, gdy on będzie o tym mówił tak, jakby to już było pewne. Nie wiem, może obróć to w żart... ale nie rób problemu.
Dobrze wiesz, że dla na przykład dla nas coś takiego jest powodem do wielkiej rozmowy i gdybań. Taki wątek wakacyjny może stać się dla nas wieeeelkim problemem tak jak i np. to, że mój chłopak idzie spać wcześniej ode mnie (mój przypadek). Głupie prawda?
Wczoraj się jeszcze cieszyłaś, że jesteście razem i dzisiaj już nie? Już zaczynają się schody... bo nikt nie powiedział, że to będzie sielanka. Wróciłaś do tej samej rzeki. Ty możesz się próbować chociaż zmieniać dla Niego, ale on nie będzie się zmieniał dla Ciebie. Ponieważ on uważa, że wszystko robi dobrze. Musisz z nim porozmawiać ale na luzie, a nie sprowadzać tego do wielkiej, poważnej rozmowy. Dlatego, że Twój chłopak znowu pomyśli, że robisz awanturę o nic. Uwierz mi, wiem coś o tym. Dla Ciebie to będzie rozmowa, a dla niego kolejny pretekst do kłótni i kolejne pretensje.
Gdyby nie wasza dwuletnia przeszłość, to owszem, mogłabyś wystartować z poważną rozmową. Jednak jesteście ze sobą znowu, po rozstaniu wróciliście do siebie, a Ty zaczynasz od problemów i wątpliwości. Droga wyboru jest prosta: tak - chcesz być z nim i próbować być z nim; nie- nie chcesz z nim być, bo nie chcesz próbować. Sama musisz wybrać analizując wszystkie ,,za" i ,,przeciw".
O tych wakacjach porozmawiaj z nim później, nie teraz. Teraz przymknij na to oko i zobacz co czas pokaże. Mianowicie, czy będzie o tym mówił poważnie i ciągle, tak jakby już miał się pakować... czy zmieni zdanie. Weź pod uwagę to, że on zostawił Ciebie i wrócił pod warunkiem, że się zmienisz. Nie bądź więc furiatką i nie rób problemu z niczego.
Pomyśl sobie dzisiaj przed snem czego tak naprawdę chcesz. Jeżeli on zauważy, że się zmieniłaś w cudowną, rozpromienioną i pełną życia dziewczynę i będzie miał Cię gdzieś, to daj sobie spokój bo on na Ciebie nie zasługuje. Jednak on musi najpierw zobaczyć zmianę w Tobie i zauważyć jaką ma wspaniałą dziewczynę, a nie taką, która ciągle ,,skrzeczy".
Z własnego doświadczenia wiem, że przed powrotem wydawało Ci się, że już się zmieniłaś. Teraz zapomniałaś jaka była przyczyna Waszego rozstania i zapomniałaś,że nie zmieniłaś się. Cały czas pracujesz nad sobą i nad swoim charakterem. Coś za coś.
Odpuść sobie na razie i ciesz się tym co masz i tym, że odzyskałaś swoją miłość. Skup się na sobie i na tym związku, niech będzie między Wami dobrze, a Ty stań się wspaniałą kobietą, którą każdy facet na świecie chciałby mieć. Nie mówię o super przymykaniu oka na wszystko. Bowiem mam nadzieję, że nie musisz tego robić i Twój chłopak traktuje Cię dobrze, gdy jesteś dla niego dobra - to działa w dwie strony. Bądź miła, piękna nie tylko na zewnątrz ale i wewnątrz. Bądź wspaniałą, ciepłą kobietą. Daj temu związkowi czas i skup się na nim jeśli Ci oczywiście zależy. Nie skupiaj się tylko na swoich wymaganiach, wtedy On skupi się również na Twoich wymaganiach. Daj coś od siebie, nie tylko to, że znów jesteś. Daj temu czas i nie wymyślaj problemów, których nie ma. Wakacje są za ponad 5 miesięcy, do tego czasu jak będziesz wydziwiać to możecie razem nie być. Jeśli mimo tego, jaka będziesz dla niego dobra i cudowna, wyrozumiała, wspaniała on będzie Cię źle traktował i będzie chciał jechać z tym kolegą to zostaw Go, bo na pewno nie zasługuje na Twoją miłość.

Moją motywacją i pocieszeniem są dzisiaj znalezione słowa, które ustawiłam jako ,,tapetę na pulpit". Niech dla Ciebie też będą motywacją i dadzą Ci do myślenia. Proszę Cię, nie popełniaj tych samych błędów, bo będziesz znowu cierpieć.

NIE MYŚL O PRZESZŁOŚCI   ona już nie wróci
NIE MYŚL O PRZYSZŁOŚCI   i tak jej nie dogonisz
MYŚL O TERAŹNIEJSZOŚCI  bo jej nie zatrzymasz


PS: U mnie bez zmian, nie odzywam się do niego. Mimo tego, że bardzo mi Go brakuje i bardzo tęsknię. Już się z tym pogodziłam i chciałabym, żeby On znalazł kogoś z kim będzie szczęśliwy, skoro nie mógł być szczęśliwy ze mą. Jeśli nadal mnie kocha, to wróci. Wie doskonale, że zrobiłam wszystko co w mojej mocy. Jeśli nie, to modlę się, żeby ktoś inny dał mu w końcu oczekiwane szczęście.

37

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

Ramoneskaeska:
Jak to czytałam, to aż łza się w oku kręciła. Aż nie mogę uwierzyć! Pisałaś jakbyś mnie znała, jakbyś mi czytała w myslach!
We wszystkim co napisałaś masz absolutną racje. Ja sobie zapisuję ten post w Wordzie i będę go czytać codziennie.
Z tą zmianą charakteru też masz całkowitą rację. Jak niby 'wróciliśmy' (choć jeszcze nie) do siebie to zapomniałam dlaczego się z nim rozstałam. Nie będę na nic naciskać teraz, zostawię to jak jest, a samo się potoczy. Przez to nauczyłam się jednego: 'miej wy**bane a będzie Ci dane' haha, głupie ale prawdziwe. Więc nie można sie przejmować, pisać, starać. Teraz to trzeba tylko czekać i dac czas i spokój.

Dzisiaj mi się trochę smutno zrobiło. Mianowicie wyjeżdżam w sobotę i chciałam się z nim spotkać w piątek po południu aby się 'pożegnać' bo tak bardzo chcieliśmy byc w końcu sami ale nie było okazji za bardzo. Jednak on mi na to, że nie wie co w piatek będzie robił jeszcze. I że ma zły humor itp. Jednym słowem wyżywał się na mnie. Przykre. Zabolało mnie to. Trochę mu tam powiedziałam, że mi przykro bo myślałam, ze chce się pożegnać itp i ze nie musi sie na mnei wyżywać, ale że rozumiem iż ma zły dzień i życzyłam mu miłego dnia i żeby się dużo uśmiechał, ale już tej wiadomości nie odczytał bo poszedł.

Co do Twojego motto uważam, że jest bardzo trafne. Sama prawda. Dlatego skupiam się na teraźniejszości. Są ludzie którzy własnie potrafią żyć z dnia na dzień, ale dla mnie jest to trudne. Ja jestem marzycielką i dużo myślę o przyszłości.

Pójdę za Twoją radą i będę cudowna wewnątrz. Chociaż na razie sobie to poudaje, żeby nie prowokować kłótni, aż z czasem wejdzie mi to w nawyk. Dziękuję za taką odpowiedź, jestem wdzięczna smile

Co do Twojej sytuacji: Powiem Ci, ze według mnie (a przynajmniej w moim przypadku) lepiej jest właśnie podczas tego etapu kiedy już, moze nie zapominasz, ale przyzwyczajasz się do faktu, ze nie będziesz już z tą osobą i masz ochotę sobie ułozyć życie od nowa. Są chwile słabości, ale to jest lepsze niż to co teraz przeżywam. Na nowo mam nadzieję, na nowo będę cierpieć może, wszystko znów jest świeże. Na nowo wchodzę w coś w co nie chcę, ale słucham serca. Także, uwierz mi jeśli on Ciebie też za bardzo nie traktował( wiem, że było podobnie jak u mnie, że robiłaś problemy, ale przecież on musiał jakoś Cię do nich prowokować) dobrze, to lepiej Ci bedzie teraz smile mi po 2 miesiącach było dobrze nawet smile cierpiałam ale teraz to jakaś masakra..niewiedza i neipewność i jeszcze to przekonanie, że znó będę przeżywać cierpienie.

Kochana trzymaj się i pisz jakby się coś zmieniło. Ja trzymam za Ciebie kciuki. Wiem, że dasz radę smile Nie pisz do niego itp. Zmień numer jesli to możliwe smile Dobrze że chcesz jego szczęscia, ja chyba nie byłam na tym etapie jeszcze.. najważniejsze jest Twoje szczęscie! i ono nie jest zalezne od niego!

38

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

Nie chodzi o to, żeby żyć z dnia na dzień. W tych słowach chodzi o to, że mamy nie myśleć o tym co było. Możemy się z tym pogodzić i iść w wybranym kierunku. Musimy to zaakceptować, a nie myśleć o tym, co już nigdy nie wróci. Wybrałaś kontynuację związku, wiec nie myśl już o tym, co on zrobił źle. Potraktuj to, jako całkiem nowy związek. Wiem, że to trudne, ale nie możesz pamiętać o tym co było tylko skupić się na tym co jest teraz. Musisz iść drogą nie tamtą, musisz iść nową drogą!
Jeśli chodzi o przyszłość, to i tak jej nie dogonisz. Możesz coś planować, zastanawiać się co będzie gdyby. Niestety, wszystko może się zmienić w ciągu sekundy i co wtedy? Wszystkie plany, nadzieje trafią do kosza. Więc, skup się na tym, co masz teraz i zadbaj o to, jeśli Ci zależy.
Dodam, że mój chłopak nigdy nie miał problemu z wyborem między mną a kolegami, byłam tylko ja. Nigdy, gdy było między nami dobrze nie miał dla mnie czasu spowodowanego innymi planami. Tylko po prostu sobie odpuścił, bo nie miał już siły tkwić w tym chorym związku. Więc ja uważam, że miałam wszystko, teraz nie mam nic. Straciłam naprawdę cudownego faceta.
Przypatrz się swojemu chłopakowi. Sama zastanów się nad tym, czy warto. Teraz poczekaj, zachowaj spokój, bądź dobra i obserwuj co on sobie myśli i jak się zachowuje. Pisałaś wcześniej, że on powiedział ,,czuje, że będziemy razem. Jeszcze trochę czasu musi minąć". Jak myślisz o co mu chodziło? Może on też ma jakieś problemy, może nie jest do końca pewien swojej decyzji i nie chce od razu dawać Ci całej ręki, dał tylko palec tongue

Widzę u Ciebie te same zachowania, które pojawiały się w moim zachowaniu i doprowadziły do ruiny mojego związku. Ja też robiłam to samo co Ty, dokładnie tak samo zaraz po powrocie pojawiał się kolejny problem, który rodził wiele niepotrzebnych awantur.
Gdy już było za późno, to dochodziłam do wniosku, że przecież to głupoty i nie ma o co się sprzeczać. Szkoda tylko, że ostatni raz był razem ostatnim. Dla mnie to może lepiej, bo mam zamiar coś zrobić ze sobą i swoim życiem. Nie chcę żyć jak nienormalna i do tego furiatka. Gdyby mój chłopak mnie nie zostawił na dobre, to dalej byłabym dla niego udręką i po prostu jednym, wielkim problemem.
Więc, rób wszystko co w Twojej mocy, żeby nie popełniać tych samych błędów. Jeżeli mimo tego, Twój chłopak się nie zmieni i będzie nadal taki jaki jest teraz, to przynajmniej będziesz miała satysfakcje z tego, że to on nie jest taki jak powinien być. To już nie będzie Twoja wina. Jeśli sam się nie zmieni mimo, iż będziesz kobietą wręcz idealną to sama zrozumiesz, że to nie jest facet dla Ciebie i nie zasługuje na Twoje dobro. Skup się na sobie i na tym, żeby ulepszyć siebie i ten związek. Chociażby po to, żeby później nie żałować i powiedzieć sobie ,,Byłam idealna, zrobiłam wszystko dla nas i dla niego. Niestety, on tego nie widzi i nie jest dla mnie dobry. Nie zasługuje na mnie".

Trzymam kciuki smile i nie poddawaj się, bo będzie dobrze smile

39

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

Rozumiem, rozumiem. Jeśli mimo wszystko wtedy, będzie wybierał często kumpli a nie mnie to wiadomo..obawiam się troszkę bo nie było tak zeby zrezygnował z jakiegoś spotkania dla mnie itp..zobaczymy. dzięki! big_smile

40

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

Ramoneskaeska: opowiem co sie stało. Sprawy sie jakoś zmieniły, sama nie wiem jak.

Tydzien temu w czwartek pisał, że mnie kocha i nie może sie doczekać jutra, bo chce mnie zobaczyc, więc spotkalismy sie w piątek, całowanie, przytulanie i takie tam. Spędzilismy duzo czasu razem, jakieś 5 godzin. Ja na następny dzien wyjeżdżałam na tydzien. Dotarłam tutaj i czekalam az sie odezwie, odezwał sie po 3 lub 4 dniach! a w ciągu mojego całego pobytu czyli na razie 6 dni odezwał sie moze z 2 lub 3 razy, na zasadzie co tam u Ciebie? Nic o tym, ze mnie kocha i teskni. Wieć teraz jak napisał zapyałam zartem: czy Ty tam czasem nie tęsknisz big_smile? a on mi na to, że tak umiarkowanie. Co to do cholery znaczy! Powiedział, że czuje ze bedziemy razem. Dlaczego on sie w ogóle nie stara? Nie rozumiem go..wiem, że mnie kocha, ale czy on mnie wykorzystał, bo chciał zaspokoić swoje potrzeby? Nie wiem co mam o tym myśleć.. po tym tygodniu kiedy bylismy daleko od siebie strasznie zwątpiłam we wszystko. Jest mi cholernie smutno bo czuje sie wykorzystana. Jak wrócę mam sprawe zostawić i zajac sie sobą, czekać? Czy powiedziec mu, że już tak nie chce i musi wybrać i porozmawiać z nim co to dla niego znaczyło wszystko? Proszę o jakąś radę Ramoneskaeska! big_smile

Lepiej powiedz jak u Ciebie sprawy, bo jestem bardzo ciekawa.

41

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

cześć dziewczyny! smile widzę, że jest nas więcej... tych "podających się na tacy"...

Ja popełniłam ten sam błąd, co Wy 2 lata temu. Jak mnie facet rzucił, biegałam za nim i szalałam, prosiłam o powrót. W końcu stanęło na tym, że będziemy przyjaciółmi. Wyglądało to tak, że i owszem, on może tym przyjacielem był, a ja czekałam i robiłam sobie nadzieje. Byłam na każde wyciągnięcie jego ręki, cokolwiek potrzebował - dostawał. Masakra. Wisiałam na nim strasznie. Jednocześnie zaczęłam martwić się o to, że w końcu jakąś zapozna... Dwa tygodnie temu zrobiłam (chyba niepotrzebną) aferę o koleżankę z pracy. Zerwał ze mną kontakt, tak po prostu, po tej sytuacji.

Mijają 2 tygodnie... Wszyscy tutaj, zapewne słusznie, radzą mi, abym zapomniała, dała spokój... Ale jest tak strasznie ciężko przyjąć do siebie takie słowa sad Już nadziei niby nie ma, ale ciągle wyczekuję wiadomości od Niego, ciągle się łudzę.. i mam przeogromną ochotę napisać, cokolwiek...

Także, dołączam do klubu naiwnych kobietek, kochać za bardzo? Nie ma sensu, nigdy więcej..

42

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

Dziewczyny rozumiem doskonale przez co przechodzicie. Też jestem świeżo po rozstaniu. Też szaleję, tęsknie...ból jest prze ogromy. Jedna wielka pustka...I też patrzę co chwila w tel.ale...prawda jest taka gdy ja się nie odzywam, On sam pierwszy się nie odezwie. Nie potrzebuje tego, On po prostu tego nie potrzebuje. Po 3 latach zapomina o Mnie, tak jakbym nigdy nie istniała, jakbyśmy nigdy nie znaczyli nic dla siebie, Tak jakby mnie nigdy nie kochał. I może coś w tym jest...bo gdyby mnie kochał...to by nie zostawił i tak nie potraktował...Może czeka na mnie inny los, lepszy??

W końcu:....Gdy Bóg zamyka drzwi, zostawia otwarte okno.

43 Ostatnio edytowany przez ramoneskaeska (2013-01-28 21:16:22)

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy
netkobieta4444 napisał/a:

Ramoneskaeska: opowiem co sie stało. Sprawy sie jakoś zmieniły, sama nie wiem jak.

Tydzien temu w czwartek pisał, że mnie kocha i nie może sie doczekać jutra, bo chce mnie zobaczyc, więc spotkalismy sie w piątek, całowanie, przytulanie i takie tam. Spędzilismy duzo czasu razem, jakieś 5 godzin. Ja na następny dzien wyjeżdżałam na tydzien. Dotarłam tutaj i czekalam az sie odezwie, odezwał sie po 3 lub 4 dniach! a w ciągu mojego całego pobytu czyli na razie 6 dni odezwał sie moze z 2 lub 3 razy, na zasadzie co tam u Ciebie? Nic o tym, ze mnie kocha i teskni. Wieć teraz jak napisał zapyałam zartem: czy Ty tam czasem nie tęsknisz big_smile? a on mi na to, że tak umiarkowanie. Co to do cholery znaczy! Powiedział, że czuje ze bedziemy razem. Dlaczego on sie w ogóle nie stara? Nie rozumiem go..wiem, że mnie kocha, ale czy on mnie wykorzystał, bo chciał zaspokoić swoje potrzeby? Nie wiem co mam o tym myśleć.. po tym tygodniu kiedy bylismy daleko od siebie strasznie zwątpiłam we wszystko. Jest mi cholernie smutno bo czuje sie wykorzystana. Jak wrócę mam sprawe zostawić i zajac sie sobą, czekać? Czy powiedziec mu, że już tak nie chce i musi wybrać i porozmawiać z nim co to dla niego znaczyło wszystko? Proszę o jakąś radę Ramoneskaeska! big_smile

Lepiej powiedz jak u Ciebie sprawy, bo jestem bardzo ciekawa.

Moja rada jest taka...Olej sprawę. Nie wiem o co mu chodzi, być może wydawało mu się, że ,,kocha". Dostał Ciebie i mu się odwidziało. Taka zachcianka hmm Ja na Twoim miejscu nie odzywałabym się do niego. Tzn... nie pisałabym pierwsza itd, poszłabym swoją drogą i dała sobie spokój. On nie jest chyba wart zachodu, nie jest Ci z nim dobrze... zasługujesz na kogoś, kto obdarzy Cię wielkim uczuciem. Nie psuj sobie nerwów i nie rujnuj życia, bo być może za rogiem czeka na Ciebie Twoja wielka miłość. Spróbowałaś i wystarczy. Niech spada...

U mnie ok, rozmawiamy ze sobą... czasem sam do mnie pisze. Nie wiem, co będzie dalej... Może po prostu zwykła znajomość, może kiedyś coś. Tęsknię, ale już raczej sama dla siebie, nie mówię mu o tym i nie mówię o związku.


Tak sobie myslę, że nie możemy mówić, że jesteśmy naiwne i takie tam... Taka jest kolej rzeczy. Nikt nam nie przysięgał ceremonialnie, że będzie z nami aż po grób i jeszcze dłużej. Musimy się z tym pogodzić i nie zatruwać życia tym, którzy po prostu nie chcą z nami go spędzić. Kiedyś pewnie darzyli nas uczuciem, być może zauroczeniem. To minęło bezpowrotnie... jeżeli nie było prawdziwą miłością. Zastanówcie się... Chciałybyście żyć w związku z osobą, którą kochacie widząc, że nie jest szczęśliwa? To tak jakbyście wyrządzali jej krzywdę zamykając w klatce... Jeżeli związek jest inicjatywą jednej strony to nie będzie szczęśliwym związkiem mimo wszystko. Ja też kiedyś byłam w długim związku i w pewnym momencie w wyniku wielu zdarzeń moje uczucie wygasło. Przestało mi się to podobać, przestał mnie ,,kręcić", przestało mi zależeć, miałam to w nosie. Nie uważam żeby to było złe. Wolałam odejść niż się męczyć. Gdybym kochała to zostałabym, gdybym widziała szanse na zmianę również nie zostawiałabym drugiej osoby. Tylko, że tej szansy nie widziałam, moje uczucie wygasło i odeszłam. On też za mną ,,łaził" ponad pół roku, żadne tłumaczenie nie pomagało. Ciągle smsy, telefony, ,,przyjaźń" tak naprawdę dla świętego spokoju. Ja wiem, że robiłam mu nadzieję, ale nie chciałam go ranić. Robiłam to z litości. Postawcie się na miejscu drugiej osoby. Wyobraźcie sobie, że nie jesteście szczęśliwe ze swoim facetem i chcecie się uwolnić, żyć, iść przed siebie... niestety, macie kulę u nogi i nie możecie. Jeżeli kochacie to pragnijcie szczęścia dla tego kogoś i odejdźcie. Dajcie spokój, na pewno zostanie Wam to wynagrodzone. Poznacie kogoś, kto zrobi dla Was wszystko! Miłość sama Was odnajdzie!
Na pewno nie chciałybyście być z kimś, kto Was nie kocha. Nie zaznałybyście szczęścia. Jeśli wróci i zostanie to znaczy, że warto, że to miłość na dobre i na złe. Jeśli nie to trzeba się z tym pogodzić i iść przed siebie. Życie toczy się dalej. Były piękne chwile, których nie zapomnimy. Będą następne, być może piękniejsze. Więcej optymizmu i wiary w siebie. Ja już sobie to poukładałam w głowie. Bardzo tęsknie, ale z uśmiechem na twarzy. Zostały wspomnienia, tego nikt nam nie odbierze... głowa do góry! smile

44

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

Podziwiam Cię, że masz już takie podejście, to bardzo dobrze dla Ciebie. Jednak ja po ponad dwóch miesiącach, niedługo trzech, nadal mam nadzieję: mniejszą ale jest.. A po drugie mam do niego słabość i zawsze jak będzie chcial 'wracać' ja na to pozwolę..Wszyscy mi mówią, że mam dać sobie spokój z nim. Wszyscy. Ja nie pisze do neigo pierwsza, nie narzucam się ani nic. Jak zapytałam ostatnio dlaczego nagle traktuje mnie jak koleżankę, znajomą skoro tydzień temu latały teksty 'kocham Cię, tęsknię, chce być tylko z Tobą, kotku' itp. a on: "myslałaś, że tak od razu teraz już będziemy znowu razem? chyba sobie zartujesz" no dobiło mnie to. Hahahahaha, bardziej śmieszne to było niż smutne. Chyba on jest niedojrzały. Po trzecie w ogóle co to jest! On powiedział, że musi czasu minąć trochę, ale skoro już było dobrze między nami, cudownie, to ja się pytam: na ch** mu ten czas? Przepraszam, ale emocje górą. Takiego chamstwa jak on nie poznałam nigdy. W głowie sie nie mieści, żeby do osoby ktorą się kocha tak się odnosić..I TAK! Tak myslałam, że będziemy już teraz razem....Jeszcze jednocześnie się umawiam z tym facetem, do którego, mam nadzieję, w koncu coś większego poczuję. A żeby cos takiego   nastąpiło muszę zamknąć jeden rozdział kompletnie, jednak wątpie aby mi się to udało szybko. Nie mam cierpliowści i nie chcę marnować czasu na zapominanie, tzn na wyzbywanie się uczuć. Bo to potrwa latami, jeszcze jak go widzę. Masakra totalna w moim życiu, nie wiem jak się trzymam big_smile  aaa! I jeszcze jedno: on twierdzi, że nic źle nie robi, że tu potrzeba czasu itp, że ja jestem narwana i sobie 'ryję' i chcę wszystko od razu. A on chce powoli, BARDZO powoli chyba : /

Nie pozwól, żeby Cię wykorzystał tak jak mnie smile Jeżeli wiesz, że nic z tego nie będzie, przyjaźń nie jest dobrym pomysłem. Tak jak napisałaś, że teraz się przyjaźnicie a kiedyś moze coś więcej. Nasuwa się jeden wniosek: nadal będziesz mieć tyci nadzieję, że jednak kiedyś mu się odmieni i będziesz czekać nieświadomie, marnowac okazje na poznanie kogoś kto będzie Ciebie wart bardziej. Lub po prostu on nigdy zdania nie zmieni bo już sobie życie układa.. A Tobie robi nadzieje odzywając sie w jakikolwiek! sposób, nawet koleżeński. Bo ta nadzieja jest nieświadoma. Ty sobie powtarzasz, ze wiesz ze to tylko stopa koleżenska, ale w głębi wiesz(ukrycie, nieświadomie) że może kiedyś coś..

Także mówię, ostrożnie z tą znajomościa smile

45 Ostatnio edytowany przez ramoneskaeska (2013-01-29 01:17:29)

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

Hmmm... no to może przystopuj trochę. Daj mu siebie zdobyć, może o to mu chodzi smile może chce takie ,,nowe" słodkie początki tongue to jest wersja pierwsza. Druga to taka, że może on też się z kimś spotyka... możesz to wykluczyć? Daj sobie na wstrzymanie i zobacz co się wokół Ciebie dzieje i jak to wszystko wygląda z boku... Po prostu lekko się wycofaj i nie bądź natarczywa. Niech on przejmie inicjatywę skoro jest taki mądry tongue Chyba to jest jedyne rozwiązanie... I przestań o tym myśleć. Żyj! Czas pokaże, jeśli się wycofa to nie warto.

Jeśli chodzi o mnie to oczywiście, że mam nadzieje smile wcale sobie nie wmawiam, że to koleżeństwo itd. Bowiem wiadomo, że to nie możliwe. Ja mam słabość do Niego, a on do mnie i ja to doskonale wiem. Nie wiem co będzie jutro. Na pewno nie wróciłabym na kiwnięcie palcem, jestem tego pewna. Ja jestem świadoma tego, że różnie może być. Po prostu jestem przygotowana na każdą ewentualność, na razie jest dobrze tak jak jest. Jeśli chce innej to niech ma, ja nie mam nic przeciwko bo nie chce kogoś kto mnie nie kocha... proste. Jeśli mnie kocha i tęskni to wróci, będziemy ze sobą jeśli jesteśmy sobie przeznaczeni. Wierzę w przeznaczenie.Nie wiem co mu tam chodzi po głowie i nie pytam. Nie chce tracić z nim kontaktu, ale nie prosiłam go o żadną przyjaźń czy koleżeństwo. Nie potrzebuję łaski ani litości. gdyby się z kimś spotykał to wiedziałabym o tym, bo nie utrzymywałby ze mną kontaktu, który jest całkiem miły... Jestem raczej neutralna i czekam na rozwój wydarzeń, który nastąpi bądź nie. Nie jestem trędowata, chora, brzydka, głupia jeśli nie On, to znaczy, że gdzieś jest mój facet marzeń. Może będę szczęśliwsza smile Wiesz co... z jednej strony to ciesze się, że mnie zostawił. To znaczy widzę tego dobrą stronę. Mianowicie jestem o wiele silniejszą osobą, inaczej patrzę na świat... lepiej! smile Bardzo się z tego ciesze. Wszystko sobie przewartościowałam i sądzę, że jestem o wiele bardziej warta niż mi się wydawało... ach, ta skromność big_smile ale właśnie tak trzeba myśleć! Bo tak jest! Polecam lektury mówiące o psychice mężczyzny, ja sobie robię w tej dziedzinie dokształt:P tzw. poradniki (wysłałam Ci ,,bibliografie" na maila smile ) I przestań myśleć o nim jak o jedynym mężczyźnie na świecie. Rób swoje i czekaj, daj odetchnąć, przemyśl, przeanalizuj... smile
Przestań trochę o niego zabiegać... może zachowuj się tak jak on, przejmij jego strategie. Nie gódź się jednak na ,,całowanie i mizianie" jeśli to jeszcze nie jest związek. Niech ma to poczucie granicy i niech sobie za dużo nie wyobraża. Pokaż, że znaczysz więcej niż myśli.

46

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

Otóż to! Właśnie godzę się na 'mizianie' bo mam słabość do niego, jak Ty do swojego boya big_smile
Ach, skąd ja znam to podejscie, że nie wrócę do niego na skinienie palcem big_smile jednak tak się stało, ale może jesteś silniejsza! Jak mi pokzał ze chce i mu zalezy(pare dni to trwało) to od razu poleciałam jak głupia big_smile haha.

Mogę wykluczyć, że się z nikim nie spotyka smile

Też widzę dobre strony zerwania! Jestem silniejsza o wiele, tak samo jak mówisz smile

Dziękuję za maila! Na pewno zajrzę do któryś z tych książek! Twoje posty dodają mi energii i wiary w siebie, dzięki big_smile Zawsze z niecierpliwością czekam aż odpiszesz big_smile haha, okej, nie przesadzajmy.. tongue

Trzymam kciuki za Ciebie, a co studiujesz, bo coś pamiętam, ze chyba masz teraz sesje? : D

47

Odp: Straciłam swoją miłość... pomocy

Bardzo mi miło big_smile filologie polską tongue

Musisz być stanowcza, bo inaczej to skończy się katastrofą tongue

Posty [ 48 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Straciłam swoją miłość... pomocy

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026