Gdzieś na forum pojawiła się dyskusja odnośnie tzw. chemii między ludźmi...Wobec powyższego chciałabym poznać Waszą opinię na ten temat: Wiadomo, że jest to coś co nie ma racjonalnego wytłumaczenia, często nawet gdy nie znamy naszego obiektu... Czy Waszym zdaniem związek bez owej chemii( "motylków" itd...), wynikający z wypracowanej przez partnera sympatii do niego ma szansę się udać? Ciekawi mnie jak to oceniacie? Czy Wasz partner był obiektem westchnień przez jakiś czas, przechodziły Was dreszcze na jego widok, czy partner musiał Was przekonywać do siebie i jak Wam się układa? Czy związek, który nie zaczął się "chemią" jest bardziej narażony na niewierność partnerów? Co myślicie na ten temat? Pozdrawiam
Podobne tematy
Ja jestem w takim zwiazku i nie jest zle ![]()
3 2012-12-12 21:17:53 Ostatnio edytowany przez Pestka86 (2012-12-12 21:21:15)
Osobiście nie wyobrażam sobie związku bez tej "chemii". Próbowałam raz, czy dwa, co było podyktowane obawą, że może nie tędy droga (ja zawsze czekałam aż dostanę obuchem w łeb, co skutkowało i skutkuje nadal permanentnym wręcz singielstwem) - ale nigdy nic dobrego z tego nie wyszło. Nie byłam w stanie zakochać się w kimś takim, nawet jeśli poza brakiem chemii wszystko było ok. Co więcej - wspominanie kontaktów intymnych z tymi osobami jest dla mnie nieprzyjemne... najsłabszy seks z osobą, do której czułam ową chemię, wspominam lepiej niż obiektywnie dobry seks z kimś, do kogo tej chemii nie czułam.
Może inni tak potrafią, u mnie to się nie sprawdziło, więc nie mam zamiaru powtarzać tych samych błędów.
Ale znam osoby, które mimo braku tej chemii stworzyły udane, trwałe związki. To chyba zależy od człowieka. Dla mnie to taki "półśrodek" trochę.
ShyShe - mogłabyś podać linka do tematu na forum, o którym wspominasz w swoim poście? Chętnie poczytam, a nie mogę znaleźć ![]()
Ja uważam, że owe motylki w brzuchu są najpiękniejszym momentem każdej znajomości. To jest wyjątkowe uczucie, to autentyczne cieszenie się swoją obecnością, to różowe okulary i robienie najdziwniejszych rzeczy razem ![]()
Istnieje tworzenie związku bez tego, przyjaźń przerodzić może w trwałe uczucie, ale w tym uczuciu będzie brak tej fazy motylków, tej chemii. To tak jakby mieć ciasto z galaretką(które się uwielbia) Można mieć ciasto z galaretką od razu, albo samo ciasto, a za jakiś czas jakaś galaretka na nim się pojawi ![]()
Dla mnie owe motylki to domena kobiet, ja czegoś takiego nie przeżywałem. Co do chemii to też mam swoją koncepcję tego zjawiska. To coś co wytwarza się kiedy pewne typy się spotkają i pomiędzy nimi dochodzi do mimowolnych wyładowań elektrycznych. To coś co powoduje, że atmosfera gęstnieje i zaczyna brakować tlenu. Moment, w którym tu i teraz przestaje istnieć, kiedy dwoje mysliwych poluje na siebie wzajemnie i bez końca. To moment, dla którego warto żyć.
Pewnie że maja szanse, są i tacy co uważają że najlepsze są te zaczęte od przyjaźni, coś w tym prawdy jest, zauważyłam że fundamentem takich związków jest duzy, wzajemny szacunek...
Czy związek, który nie zaczął się "chemią" jest bardziej narażony na niewierność partnerów?
dobre pytanie, myślę że moze tego brakować, w sumie ciągle się trąbi że powinno się podtrzymywać ten ogień w zwiazku czyli chemia ważna jest...
Istnieje tworzenie związku bez tego, przyjaźń przerodzić może w trwałe uczucie, ale w tym uczuciu będzie brak tej fazy motylków, tej chemii. To tak jakby mieć ciasto z galaretką(które się uwielbia) Można mieć ciasto z galaretką od razu, albo samo ciasto, a za jakiś czas jakaś galaretka na nim się pojawi
Z moich doświadczeń wynika, że jeśli pierwotnie galaretka nie znajdowała się na cieście, to ani czas, ani różne siły i zabiegi nie sprawią, że w magiczny sposób na nim nagle wyrośnie
Ale - różni ludzie, różne doświadczenia.
Bullitt - interesująca teoria, taka elektryczno-poetycka
I tak, warto dla takich chwil żyć, natomiast szkoda, że tak rzadko się zdarzają.
8 2012-12-12 23:33:45 Ostatnio edytowany przez ShyShe (2012-12-12 23:38:33)
Pestka85 proszę:
http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=1308893#p1308893
Wątek dotyczy czegoś innego, natomiast bardzo spodobał mi się sposób, w jaki Bullitt to tam opisał:
"(...), chemia się tworzy samoistnie bez udziału świadomych działań, to kwestia pragnienia kogoś poza racjonalnością. (...) żadna ze stron nie może jej tak poprostu stworzyć - albo pojawią się znikąd albo nie ma jej wcale.
Nic dodac nic ując ![]()
(ja zawsze czekałam aż dostanę obuchem w łeb, co skutkowało i skutkuje nadal permanentnym wręcz singielstwem)
To chyba jest i mój "problem" chociaż uważam, że pchanie się w związki, nie przeżywając tych stanów emocjonalnych może skutkowac urazą w ogóle do bycia z kimś:)
Ja po ostatnim związku nie zgodzę się na półśrodki.
Nie potrafię być z kimś kto mnie nie pociąga, czy do którego nic nie czuję.
Czy związek, który nie zaczął się "chemią" jest bardziej narażony na niewierność partnerów?
Myślę że tak.
Ale znam osoby, które mimo braku tej chemii stworzyły udane, trwałe związki. To chyba zależy od człowieka. Dla mnie to taki "półśrodek" trochę.
w sumie lepszy rydz niż nic
Ja zaczelam byc z moim facetem po wieloletniej przyjazni i mimo tego, ze naprawde jest miedzy nami super i rozumiemy sie na wielu plaszczyznach - "motylkow" nigdy nie bylo. Nie potrafie obiektywnie ocenic, czy to dobrze, czy zle. Ale wydaje mi sie, ze te "motylkowe" fazy czesto szybko przemijaja i wtedy zaczynaja sie schody.. a u nas jest (na szczescie?) po prostu caly czas tak samo.
Pewnie, troche sie teskni za tym szalenstwem, tesknota i uniesieniami.. ale wydaje mi sie, ze to domena mlodosci. Ostatni raz tak mialam w liceum. Teraz juz nawet nie pamietam, jak to bylo. Chyba bardzo dramatycznie i.. bolesnie.
Pestka85 proszę:
http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=1308893#p1308893Wątek dotyczy czegoś innego, natomiast bardzo spodobał mi się sposób, w jaki Bullitt to tam opisał:
"(...), chemia się tworzy samoistnie bez udziału świadomych działań, to kwestia pragnienia kogoś poza racjonalnością. (...) żadna ze stron nie może jej tak poprostu stworzyć - albo pojawią się znikąd albo nie ma jej wcale.
Nic dodac nic ującPesta86 napisał/a:(ja zawsze czekałam aż dostanę obuchem w łeb, co skutkowało i skutkuje nadal permanentnym wręcz singielstwem)
To chyba jest i mój "problem" chociaż uważam, że pchanie się w związki, nie przeżywając tych stanów emocjonalnych może skutkowac urazą w ogóle do bycia z kimś:)
Dziękuję za linka!
Tak, Bullitt pozamiatał i zgadzam się z tym w 100%. Chemia nie pojawi się z czasem, ale niech każdy sam decyduje, czy może się bez niej obyć... Jeśli o mnie chodzi, mam zbyt duży głód silnych doznań, dlatego też nie potrafię myśleć w ten sposób:
w sumie lepszy rydz niż nic
Może czas to zmieni...
he dokładnie lov, w tych związkach co się od chemii zaczynają to się naprawdę potrafi dziać, walka na noże...
domena młodości lov? przecież ty młoda jesteś:)
zresztą, szkoda ze uważa się iż to szaleństwo i uniesienia to tylko są dla młodocianych zarezerwowane...
Z moich doświadczeń wynika, że jeśli pierwotnie galaretka nie znajdowała się na cieście, to ani czas, ani różne siły i zabiegi nie sprawią, że w magiczny sposób na nim nagle wyrośnie
.
A mnie sie to porownanie spodobalo ![]()
he dokładnie lov, w tych związkach co się od chemii zaczynają to się naprawdę potrafi dziać, walka na noże...
domena młodości lov? przecież ty młoda jesteś:)
zresztą, szkoda ze uważa się iż to szaleństwo i uniesienia to tylko są dla młodocianych zarezerwowane...
A tam Mloda
Czuje sie staro, a i moj zwiazek jest dosc nudny i stateczny ![]()
zresztą, szkoda ze uważa się iż to szaleństwo i uniesienia to tylko są dla młodocianych zarezerwowane...
Bo wcale nie są
To zależy od ludzi, nie od wieku.
Warto przeżyć choć raz w życiu taką "chemię" która wbija się aż do dna serca, która jak potem zgnie to zostawia trwały ślad w sercu czy duszy. Ja tak miałem dwa razy. To jak narkotyki. Ale czy ta chemia to miłość? Tego nie wiem.
Gorzej jeśli jest się w świetnym związku, a chemia pojawi się poza związkiem... ale już nie będę tutaj rozstrząsał, co wtedy należy zrobić, bo z jednej strony to zdrada, a z drugiej monogamia niekoniecznie pasuje do tego co jest naturalne.