witam
pierwszy raz piszę na jakimkolwiek forum, ale chciałabym się wygadać, wyrzucić to w końcu z siebie.
Jestem 5 lat po ślubie, mam 4 letnią wspaniałą córeczkę i męża, którego chyba nie kocham. Nie mam z kim o tym porozmawiać, tkwię w tym związku już bardzo długo. Myślałam, że z czasem pokocham męża bo jest naprawdę tego wart. Kocha mnie bardzo, a ja pragnęłam rodziny, zawsze bałam się samotności, myślałam, że skoro dobrze mi z nim, bezpiecznie to podejmuję słuszną decyzję, ale czasem czuję taką wielką pustkę w środku, kiedyś kochałam kogoś lecz on bawił się mną i w końcu odszedł, dlatego jak poznałam obecnego męża zdecydowałam się być z nim bo wiedziałam, że mnie nie zrani i nie skrzywdzi jak tamten człowiek. Czasem jednak żal mi tego, że nie poczuję już tych przysłowiowych motyli w brzuchu i tego powera, którego daje miłość. Nie odejdę od męża, nie zrobię tego mojej córeczce nigdy. Na pozór wszystko jest ok nikt nie wie o tym co czuję staram się żeby tak było, tylko męczy mnie to coraz bardziej, mąż czuje, że nie jest tak jak powinno. Z z seksem też jest różnie, choć zawsze inicjuje go mąż nie ja. Piszę o tym po to żeby to w końcu z siebie wyrzucić to ponoć pomaga. Nie chce nikogo ranić mąż nie zasłużył na to bym go zostawiła i tego nie zrobię, tylko czasem tak strasznie czuję się samotna i niespełniona. Czy ktoś czuje podobnie?Czy mimo wszystko można być szczęśliwym w mojej sytuacji?
Podobne tematy
pomogło..?
nie odpowiem Ci na pytanie czy mimo to można być szczęśliwym.. ja na dzień dzisiejszy nie zdecydowałabym się na małżeństwo z rozsądku.
minęło już 5 lat, wcześniej też czułaś się podobnie ?
skoro nie tykamy spraw związku to może.. zapytam co robisz na co dzień , czy pracujesz , czy czujesz się w jakiejś kwestii spełniona , czy masz dobrych znajomych/przyjaciół , czy uprawiasz sport , czy masz jakieś zainteresowania którym poświęcasz czas ? może w tych kwestiach da się coś zmienić i będziesz czuła się lepiej.
3 2012-11-16 14:52:46 Ostatnio edytowany przez red666 (2012-11-16 15:09:08)
od samego początku wiedziałam, że to nie jest wielka porywająca miłość to się czuje, ale jak napisałam wcześniej zdecydowałam się na to małżeństwo gdyż chciałam mieć rodzinę, poczucie bezpieczeństwa, stabilizację. Tylko czasem myślę, że mogłam poczekać jeszcze trochę i mieć to wszystko z prawdziwej miłości, lecz jest jak jest. Tak pracuję, mąż także, mamy mieszkanie, zainteresowania, przyjaciół. Niby wszystko jest ok ale czegoś jednak brakuje. Nikt nie wie o tym co czuje dlatego postanowiłam napisać tutaj. Próbuję spełniać się w różnych sferach, ale robię to chyba po to żeby zagłuszyć tę pustkę, którą odczuwam coraz bardziej. Sfera intymna też nie wygląda najlepiej, ostatnio w ogóle nie mam ochoty na seks, z czego wynikają częste kłótnie. Zawsze miałam się za osobę raczej otwartą i aktywną w tych sprawach, lecz teraz kompletnie tracę ochotę na igraszki. Boję się, że w końcu coś we mnie pęknie a nie chce nikogo ranić tylko jak długo można tak żyć????
Jesteś straszną egoistką. Piszesz, że nie zostawisz męża,bo mu tego nie zrobisz,a myślałaś co mu robisz jak wychodziłaś za niego za mąż??? Będzie coraz gorzej niż jest, kłótnie, ciche dni i tak będziesz go ranić coraz bardziej. Może warto szczerze porozmawiać? Twoja oziębłość doprowadzi do tego, że on zacznie podjerzewać Cię o zdradę. Pomyśl jak chcesz, żeby wyglądało Twoje życie,a męża nie uszczęśliwisz na siłę. Pamiętaj życie jest jedno i jak sobie pościelisz tak się wyśpisz, nie krzywdź siebie i ludzi wokół. Pomyśl jak jeszcze możesz przeżyć żyć żeby też być szczęsliwa.
Naprawdę nigdy męża nie kochałaś? A może po prostu dopadła Cię rutyna i dlatego tak negatywnie oceniasz współmałżonka. 'Motyle w brzuchu' tyle o nich słyszałam a sama ich nie miałam a jestem zakochana. To nie one są wyznacznikiem miłości. Prawdziwa i dojrzała miłość nie polega na euforii, dziwnych odczuciach w jamie brzusznej, na rozkojarzeniu, na ciągłym myśleniu o osobie. To jest miłość młodzieńcza. Miłość dojrzała ma inne fundamenty. Nie gorsze, nie lepsze, ale po prostu inne. Polega na stabilizacji, poczuciu bezpieczeństwa, przywiązania się do drugiej osoby, bezwarunkowej miłości a nie na chwilach szaleństwa, które de facto szybko się kończą...
Kasia93 myślę podobnie. Nie motyle wyznaczają miłość. Euforia szybko opada i pozostaje wierność. Nie patrzy się na siebie, tylko w tym samym kierunku. Może ty po prostu masz skrzywioną wizję miłości? Skoro twój mąż jest taki super, to szukaj tego co łączy, a nie roztrząsaj wad tego układu. Stało się, jesteście rodziną, zacznij dostrzegać barwy tego stanu. Może powinniście wybrać się na weekend tylko we dwoje? Może babcia zajmie się córcią, bo już nie jest maleńka i odnajdźcie "motyle", które są dla Ciebie ważne. Porozmawiaj z nim, tylko nie mów mu, że go nie kochasz, tylko, że ostygłaś i chcesz wskrzesić wasz związek. My mamy trójkę dzieci, ale dbamy o to żeby nie ostygnąć. Można...
a wyobrazasz sobie tydzien bez meza?
Szkoda mi Ciebie... wiem co to znaczy, jak kobieta myśli, że już powinna wyjść za mąż, nikt inny się nie trafia...poślubia się tego, który jest...
Odwieczny dylemat..miłość romantyczna czy rozsądek. To trudne co teraz przeżywasz, nie wiem...może terapia małżeńska, może odpoczynek od męża, a może separacja..życie bywa okrutne
9 2012-11-16 20:27:05 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-11-16 22:14:28)
Skoro nie kochałaś męża to jak mogłaś wyjść za niego? Miłość albo jest albo nie! Nie można zakochać się na zawołanie! Żal mi tylko twojego męża!
Umieszczanie adresów stron, linków, reklam jest niezgodne z regulaminem.
to chyba nie był dobry pomysł. powinnaś to przemyśleć. nie da się nikogo uszczęśliwić czymś takim.
Czytam wszystkie odpowiedzi i trudno się z nimi nie zgodzić. Jak mogłam wyjść za niego bez miłości? Czasem życie tak się układa, że podejmuję się taką a nie inną decyzję. Przekonałam się, że nie zawsze w życiu wszystko jest takie proste i oczywiste.
rozumiem całą tą sytuację
ale chciałabym zaznaczyć ,że ja na miejscu tej kobiety , za wszelką cenę próbowałabym się zakochać w mężu
przecież w każdym można znaleźć wystarczająco dobrych cech żeby pokochać!!!
serdeczne pozdrowienia
autorko, to nie o to chodzi, że wyszłaś za mąż bez miłości - nie ma takiego obowiązku
Ty wyszłaś za mąż w kłamstwie, bo jak się domyślam, nie powiedziałaś mężowi, że go nie kochasz i wychodzisz za niego z braku laku
to jest tragedia, a nie Twój brak miłości.
co innego jakbyście oboje wiedzieli, że się nie kochacie, ale z jakichś powodów chcecie wziąć ślub - ok, wszystko jest wtedy jasne
Odgrzebaliście temat sprzed 4 lat, może przez ten czas zdołała się zakochać w mężu? ![]()
xx_jupi

qrde, drugi raz, no ![]()
Albo były nie był taki