Witam was Net-kobietki. Parę słów o mnie. Jak większość z nas za sprawa małżeństwa zmieniłam kompletnie miasto w którym mieszkam.Nie zrobiłam tego z wyrachowania tylko tak się potoczyło moje życie. Na początku się cieszyłam dopóki nie zaczęły się schody życiowe.Po pierwsze daleko od rodzinnego domu, po drugie schody administracyjne(meldunek, służba zdrowia,podejście administracyjne etc.)-nie interesujemy się tym póki nas nie dotyczy, po trzecie-uważam,że najważniejsze:utraciłam znajomości,które miałam w swojej miejscowości,trudno jest pielęgnować stare, nie mówiąc już o zdobywaniu nowych znajomości w nowym mieście,gdzie nikogo nie znasz.Mimo,że jestem osobą bardzo komunikatywną cierpię z powodu samotności.Chciałabym aby kafejka przeze mnie założona stała się miejscem,gdzie każda kobieta w podobnej sytuacji(zmienianie miejscowości,problemy z odnalezieniem się w nowym miejscu,utrata znajomych) mogłaby napisać swoją historię: co sprawiło,że znalazła się w innej miejscowości, na jakie problemy natrafiła,jak sobie poradziła lub zna metody odnajdywania się w nowym miejscu.Może wspólnie znajdziemy złoty środek radzenia sobie z trudnościami rożnej maści powstałymi w wyniku przeprowadzek życiowych.Wymieniajmy się pomysłami,może któraś z nas podzieli się jakimś pozytywnym doświadczeniem.
Podobne tematy
Ja musialam zmienic miejsce zamieszkania ze wzgledu na to ze chcialam bo nie mialam innego wejscia,wyprowadzilam sie z domu samotnej matki wraz dziecmi i zamieszkalam u mojego obecnego partnera.I tak mieszkam tutaj prawie 3 lata.Sandro ciesze sie ze otworzylas swoja nowa pierwsza kafejke.Zycze abys znalazla w swoim nowym gronie jakie tu z pewnescia bedzie,zyczliwych ludzi;)Pozdrawiam ![]()
Czesć Gomi miła niespodzianka,że tu wpadłaś. Wiesz ja myślę,że zmiana miejscowości w taki sposób jak to było u ciebie (kłopoty w rodzinie) mniej świadomie lub nie wpływa na nasze relacje z innymi. Myślę,że dużo kobiet znalazło się w takiej matni.Najpierw się cieszyły,że mieszkają w innych miastach a później nie.Straciły znajomości,które były w innych miastach wraz z nimi.Wraz z taką przeprowadzką umiera wiele,czego my kobiety potrzebujemy.Mianowicie relacje z innymi,kontakt z naszą kobieca potrzebą-porozmawiania z kimś drugim,życzliwym.
Ja duzo nie stracilam,bo tam tez nie mialam znajomych.Kazde moje zainteresowanie druga osoba,znajoma,znajomym bylam zbywana.Takze nie placze ze opuscilam Piłe.
No widzisz.Każdego historia jest inna.Każdy jest indywidualnym przypadkiem. Ja ci powiem,że straciłam swoje znajomości,które miałam i żle się z tym czuję. Straciłam kontakt z przyjaciółką.Jedną ale czy więcej mieć warto.Póki byłyśmy w jednej miejscowości miałyśmy kontakt-umawiałyśmy się to u niej to u mnie.Z koleżankami też często się umawiałam.Czułam się chyba bezpieczniej wtedy.Ale gdy zmieniłam miejscowość wszystko padało stopniowo.Odległość-inaczej wtedy wyglądają kontakty z tymi,którzy byli. Ponieważ dwukrotnie zmieniałam miejscowość, to umarło nawet to,co ostatnio zbudowałam.
Mieszkam już kilka lat w innym mieście,w dodatku na 2-gim końcu Polski.
Minusy-mało znajomych,brak"bratniej duszy",oprócz męża nie mam z kim pogadać ,wciąż nie znam miasta bo duże
Plusy-święty spokój,daleko od byłego męża którego musiałabym widywać bo to małe miasto,litości lub podejrzliwości znajomych którzy nie znali dobrze sytuacji a dzięki plotkom nie wiedzieli co myśleć,bliżej do domu rodzinnego,nowe małżeństwo,możliwość bycia sobą
W sumie więcej plusów ![]()
Cześć diano45, potwierdzam,że plusem jest na pewno spokój,ale tak samo jak ty mam tylko męża do rozmowy.Nie uważam żeby to było dobre.Jasne,że jeśli wśród znajomych były plotkary lepiej się od nich odciąć ale powiedz tak szczerze-nie brakuje ci z nikim kontaktów międzyludzkich? Mąż jest całym twoim światem?Czy to ci wystarcza? Napisz mi skąd wyemigrowałaś.Ja jestem Łodzianką a mieszkałam już we Wrocławiu i obecnie jestem w Oleśnicy. Goni miejscowość była to Piła,obecna nie wiem.
Można powiedzieć że odwrotnie-z dolnośląskiego przeniosłam się do Szczecina.Mąż nie jest całym światem,poprzedni był i to był błąd. To nie tak że plotkary,były rozsiewał plotki na mój temat żeby się wybielić(nie chciał mówić że mnie zdradzał wiele latitp.więc wymyślił że to ja kogoś poznałam) Nie wszyscy uwierzyli ale właśnie stąd ta podejrzliwość lub odwrotnie współczucie np.ze strony sąsiadów.Było to nie do zniesienia,zwłaszcza że mieszkaliśmy w 1 budynku.Na sprawie o podział majątku niektórzy zeznają nieprawdę bo się go boją no i "nieobecni nie mają racji".Mam 2 przyjaciółki ,to prawda że przyjaciół poznaje się w biedzie ale tel.to nie to.Mam 1 znajomą(znajoma męża)i życzliwą sąsiadkę z którą mogę czasem pogadać przez płot:) a mąż jest mało rozmowny,on raczej więcej robi niż mówi
A ja ponad 6 lat temu przeprowadziłam się ze wsi(ponoć jednej z największej w Polsce) do miasta na szczęście nie jest to duże miasto.Pracę znalazłam po jakiś 3 miesiącach,ale koleżanek lub przyjaciółek tu nie znalazłam. Można by się zastanawiać dlaczego skoro pracuję prawie z samymi dziewczynami? Dla mnie koleżanka lub później przyjaciółka to ktoś z kim można pogadać zawsze o wszystkim i o niczym.Ja niestety nie miałam takiego szczęścia żeby kogoś takiego tu spotkać.Czasami człowiekowi żal się robi że oprócz męża nie ma z kim pogadać, pójść na babskie zakupy lub po prostu poplotkować.Ale jak można trzymać się z kimś kto jak tylko odwrócisz się lub odejdziesz kawałek dalej potrafi wszystko rozgadać dalej????
Witaj mimka31 rozumiem twój punkt widzenia.Nie każdemu można zaufać.I mimo,że z praca nie miałaś problemów to jednak ze znalezieniem bliskiej duszy już tak.Nawet będąc w tłumie ludzi można się poczuć samotnym.Tak się mówi ale rozumiem co miał na myśli autor.Przeprowadzka ze wsi do miasta to duże wyzwanie. Różnice w mentalności ludzi są chyba różne.Zgaduję bo nie wiem.Napisz mi coś o tym.
diano45 czyli w twoim przypadku się pomyliłam.Przyznaję,że u ciebie są akurat plusy przeprowadzki.Ja wylądowałam w mniejszej miejscowości niż wcześniej byłam i oprócz ciszy i spokoju trudno mi dostrzec plusy przeprowadzki.Właściwie to po 1,5 roku żałuję jej. Okazało się np. że służba zdrowia jest tu do kitu.Kiedy jest się zdrowym to super ale kiedy się zachoruje to zaczyna się koszmar.Kolejki,odległe terminy,podróże do Wrocławia.Napiszcie mi czy wy też miałyście takie przygody z administracją zmieniając miejsce zamieszkania?A może miałyście inne.
11 2012-11-15 18:31:53 Ostatnio edytowany przez Gomi (2012-11-15 18:39:22)
Goni miejscowość była to Piła,obecna nie wiem
Sandro.Tak wczesniej mieszkałam w Pile.

A powiedz mi plusy już znam twojej przeprowadzki a minusy?Jakieś napotkałaś?
Sandro jutro ci napisze bo ,cos zle sie poczulam...\przepraszam...
Ok.Nie ma sprawy ![]()
Sandro ja juz sskrotowo ci wczesniej napisalam,iz uwazam to za plus z ta przeprowadzka.Nie placze ze tak sie stalo a wrecz przeciwnie sie ciesze.Moze bardziej bym sie cieszyla jakbym miala do kogo gebe otworzyc bo brakuje mi rozmow z ludzmi a szczerze mowiac nie mialam okazji z tego skorzystac gdyz narazie do dnia dzisiejszego nie mam przyjaciol w realu. W wirtualnym swiecie to tez sa ludzie tylko my ich nie widzimy ,ale zeby miec taka zaufana osobe to troche musi potrwac nikt po krotkim poznaniu nie jest przyjacielem.Chociaz szczerze mowiac chcialabym taka osobe miec,moc sie wygadac,wyplakac w rekaw czy po postu porozmawiac o sprawach codziennych o smutkach czy radosciach.Ale jest jedno ale pomimo ze takie osoby nie mialam tak jak z kazda poprzez doswiadczenie na ludziach ,,przelotnych,, rozmowach mozna sie przejechac takze nie mozna wierzyc nikomu do konca.Ale ze chce byc szczera z ludzmi i to mnie gubi ze pozniej ludzie to wykorzystuja i czuje sie potem zmieszana z blotem...Musze sie nauczyc w niektorych sprawach trzymac buzie na klodke bo co zostanie powiedziane moze byc uzyte przeciwko Tobie...
A wiec ze w Pile nie mialam nikogo z kim moglam porozmawiac wiec nie placze,nie roztkliwiam sie bo nie ma po co i tak nikogo tam nie mialam wiec i tak nie mialam nic do stracenia ![]()
Mieszkałam w kilku miastach, w obecnym mieszkam najdłużej (nie licząc rodzinnego), bo prawie dwa lata. Przymierzam się do kupna mieszkania, chociaż nie wykluczam dalszych przeprowadzek, nigdy nic nie wiadomo. Decyzje o wszystkich przeprowadzkach podejmowałam bardzo szybko i zawsze domem dla mnie było to miejsce, w którym aktualnie mieszkałam.
Małe minusy przeprowadzek to zmiany adresu w banku i urzędach, szukanie w każdym nowym miescie dobrego ginekologa, dentysty, fryzjera itp i to, że częśc spraw urzędowych można załatwic tylko w miejscu zameldowania.
Dzis mialam ochote sobie troche pospiewac i nagralam to:
http://zobacztalent.pl/component/fileuploader/?view=singlefile&cid=6939
Witajcie. Ja też przeprowadziłam się z rodzinnego miasta do innego. Ale nie z powodu męża tylko po studiach zostaliśmy w mieście, w którym oboje studiowaliśmy. Oboje pochodzimy z innych miast - poznaliśmy sie na studiach.
Ja zawsze wiedziałam, że chcę tu zamieszkać bo kiedys nie lubiłam swojego rodzinnego miasta - dziś jeżdżę tam z przyjemnością.
W nowym mieście tylko początki są trudne. Ważne jest żeby nie zamykać się na nowych ludzi. Oczywiście nie z każdym nawiązać można bliskie relacje. Dziś praktycznie prawie wszyscy przyjaciele i znajomi to są osoby poznane w nowym mieście. I to nawet w większości poznane nie w czasie studiów (bo ci wyjechali do swoich miejscowości) tylko w pracy, w czasie różnych innych kontaktów.
To i ja dołączę. Przeprowadziłam się do męża 320 km od domu rodzinnego. Jestem z dala od rodziny, przyjaciół i znajomych, a tutaj nie mam do kogo ust otworzyć ![]()
To może i ja dołączę.Napiszę coś,co już napisałam na innym wątku,ale myślę,że tu też powinnam:
Niestety wyprowadziłam się 350 km od swojego miasta rodzinnego.Gdy tam jeszcze mieszkałam byłam osobą bardzo ufną.Widziałam w ludziach tylko dobro,chyba,że wyraźnie mnie skrzywdzili.Pod skrzydłami mojego męża zaczęłam się zmieniać.Dlaczego?Otóż mój mąż uważa,że każdy człowiek jest fałszywy.Nawet ten kto wyciąga do nas ręce ma coś złego w zanadrzu.Gdy ktoś do nas przychodził np.na moje zaproszenie,to mąż po spotkaniu wytykał mi:po co mówiłaś to i tamto.Takim sposobem skutecznie od wszystkich mnie odciągał.W tej chwili nie mam żadnych bliskich znajomych,a tym bardziej przyjaciół.Moje życie,to dom i praca,w której spotkam się z ludźmi,a którą w tej chwili też tracę.Znam parę osób,choćby z wywiadówek mojej młodzieży,ale na jakiekolwiek bliższe znajomości nie mam czasu i sposobu.
Zaczęłam pisać na tym forum,bo mam nadzieję,ze może tutaj znajdę chociaż wirtualne przyjaźnie.
Witam was wszystkie
wcześniej mieszkałam w Głusku Dużym. Mała miejscowość w województwie lubelskim. Teraz mieszkam w Warszawie. Wcześniej też nie miałam zbyt dużo znajomych... Zawsze odsuwana przez ludzi. Oskarżałam się że to moja wina a przecież nie jestem jakąś wredną suk..., Bywam milcząca czasami ale czy to powód do wykluczenia społecznego. Teraz też nie jest dużo lepiej choć dopiero mieszkam tu 7 miesięcy. Moi znajomi to w sumie znajomi mojego faceta... A ja tak bardzo pragnę babskiego towarzystwa....
hej kobitki,
nie rozczulajcie sie tak nad soba ,
czy macie świadomośc,że wiele kobiet musialo zmienić nie tlko miejscowość ,ale jeszcze kraj,
często zupelnie obcy ludzie,wyścig szczurów,
i ocean samotności
23 2012-11-17 22:18:00 Ostatnio edytowany przez Sandra77 (2012-11-17 22:54:12)
Witam was wszystkie,wybaczcie że nie będę was wymieniać po nickach ale każda z was jest wyjątkowa i zasługuje na taka samą uwagę jak inne.Bardzo wam dziękuję za to,że napisałyście.Wiem,że dużo jest kobiet w takich sytuacjach.Każda z nas inaczej odczuwa przeprowadzkę.Jedne z nas się cieszą inne liczą tylko minusy.Każdą z nas kierowały inne pobudki.Przykłady można mnożyć i myślę, że wymieniać bez liku.Bardzo ucieszyły mnie wasze wiadomości.
Meerredith-wiesz to prawda co napisałaś o szukaniu fryzjerów,lekarzy i załatwianiu urzędowych spraw.Takie wydaje się,że pierdoły ale ja np. do tej pory nie mogę znaleźć dobrej fryzjerki a niby każda taka sama. A jak u was z fryzjerami?Pytam was wszystkie bez podziału na przyczyny przeprowadzki.
ira34-to ta sama samotność i ta sama migracja.Nie liczy się to czy wyjeżdżasz z kraju za granice czy też miasta na wieś w głowie i sercu kobiety dzieje się zawsze to samo.
cześć dziewczyny,ja 7 lat temu zmieniłam miejsce zamieszkania,cóż na początku było ciężko,bo zawsze twierdziłam że ze swojej miejscowości nigdy się nie wyprowadzę ![]()
dzisiaj po tych 7 latach nie wyobrażam sobie że miałabym tam wrócić i mieszkać,tu gdzie teraz mieszkam mam domek,wcześniej mieszkałam w bloku
robię co chcę,wcześniej patrzeć trzeba było na sąsiadów,z ludźmi rozmawiam jak byśmy się znali od zawsze,szybko znalazłam nowe koleżanki,z natury jestem towarzyska więc chyba mi to pomogło
do swojej miejscowości wracam tylko od święta bo mam tam rodzinę ![]()
Ja na najlepszą fryzjerkę w moim życiu trafiłam w małym osiedlowym zakładzie.
Lekarzy szukam przez internet, czytam opinie i sobie któregoś wybieram, do tej pory tylko jeden ginekolog mi nie podpasował, reszta, w każdym mieście to strzał w dziesiątkę.
Korespondencja urzędowa jest troche upierdliwa, albo za każdym razem muszę zmieniac adres, albo listy przychodzą do domu rodzinnego, gdzie jestem zameldowana, a ja dostaje je z opóźnieniem.
To takie drobne utrudnienia, ale ja widzę dużo więcej plusów przeprowadzek.
26 2012-11-17 23:50:02 Ostatnio edytowany przez BabaOsiadła (2012-11-17 23:51:38)
Sandra77 - ja z fryzjerem zrobiłam tak, że wybrałam pierwszy lepszy salon w pobliżu mojego mieszkania (dosłownie za rogiem). Wyszłam z założenia, że wszędzie mogę spotkać kogoś, kto mi zepsuje fryzurę, a jeśli się uda, to będę miała bliziutko. No i za pierwszym razem strzał w dziesiątkę, babka robi mi na głowie cuda (a jestem dość wymagającą klientką).
Bardzo ważne było dla mnie znalezienie stomatologa - tu zadziałało szczęście
Wyszukałam sobie w internecie wypasioną klinikę stomatologiczną i poprosiłam męża, żeby mnie umówił na wizytę. Mąż się pomylił i umówił mnie do dentystki na przeciwległym rogu skrzyżowania
- no i lepiej trafić nie mogłam.
Ja też, tak jak lena812, jestem towarzyska i umiem się dogadać z każdym. Ale wiadomo, że kobieta by chciała mieć grono przyjaciółek w podobnym wieku, a w moim przypadku ciężko takie poznać, gdyż:
-znajome męża są przesympatyczne, ale około 60-tki
-pracuję w domu
-w mojej kamienicy albo emeryci, albo patologia
-inne mamy są przyrośnięte do swoich dzieci i nigdzie nie wychodzą
-jeśli chodzi o moje zainteresowania muzyczne, to w Gliwicach nic się nie dzieje
-sport - lubię raczej męskie dyscypliny sportowe, trudno tam o kobietę...
Na tym forum poznałam kilka świetnych babeczek ze Śląska, spotykamy się raz w miesiącu i już trochę lżej ![]()
BabaOsiadła - ja w nowym miejscu zamieszkania poznałam kobietę (najpierw zawodowo jej męża, a potem ją), która jest ode mnie kilkadziesiąt lat starsza. W przyszłym roku kończy 80 lat! Świetnie sie dogadujemy, jest moja przyjaciółką ( a ja nie nadużywam tego słowa). Na swoje lata w ogóle nie wygląda ( oczywiscie na nastolatkę też nie), a energii życiowej i pomysłów to niejedna młoda dziewczyna mogłaby jej pozazdrościć (np. jeszcze do niedawna brała udział w rajdach samochodowych). Jest oczytana, inteligentna z dużym doświadczeniem życiowym (obecny to jej czwarty mąż). Chodzi na wszystkie premiery teatralne i kinowe, koncerty jazzowe, wernisaże.
Ergo, nie trzeba od razu skreślać starszych kobitek.
Nie skreślam, skąd
W mieście rodzinnym moją najlepszą przyjaciółką była kobieta około 60-tki ![]()
Ale fajnie by było poznać kogoś na podobnym etapie życia, mającego podobne pomysły na spędzanie wolnego czasu, itp.
Wiecie dogadywanie się nie zna wieku.Kobietki starsze od nas są do rozmowy a czasem zdarza się,że i młodsze osoby sa bardzo dojrzałe jak na swój wiek.Reguły nie ma.Ja z fryzjerem najpierw zrobiłam tak jak koleżanka,poszłam gdzie najbliżej ale nie byłam jakoś rewelacyjnie zachwycona.Kiedy usłyszałam 40,- za obcięcie z wymodelowaniem zmieniłam fryzjera i nadal się błąkam.Co do stomatologa,na razie nie miałam potrzeby by korzystać ale na pewno będę mieć problem jakby co.Dużo stomatologów a który dobry nie wiadomo.Mój mąż poszedł na czuja,zrobiła mu zęba a obecnie i tak się coś dzieje z tym zębem.Wniosek -zrobione do d.....Nie wiem gdzie się doinformować akurat w tej dziedzinie.Macie jakieś pomysły?
Najlepsza informacja to telefon bez drutu i internet
.
Najlepsza informacja to telefon bez drutu i internet
.
Dodałabym jeszcze wywiad wśród znajomych . Gabinet dentystyczny, do którego cała moja rodzina chodzi od 10 lat w taki sposób zostal znaleziony i się sprawdziło.
Pomysł dobry ale ja akurat jestem w miejscowości gdzie nikogo nie znam mój mąż też, więc wywiad środowiskowy na temat dobrego dentysty odpada.
Sandra - przecież można zapytać kolegów/koleżanki w pracy Twojej lub męża.
...lub po prostu uczyć się na błędach.
Sandra - przecież można zapytać kolegów/koleżanki w pracy Twojej lub męża.
luc mąż niestety jeździ do innego miasta do pracy,ja raczej mam też znajomych więcej w innych miejscowościach niż mieszkam.
...lub po prostu uczyć się na błędach.
Przy fryzjerze to jeszcze może być, ale jeśli chodzi o dentystę to wolałabym sie na błędach nie uczyć. Szkoda zębów i pieniędzy.
Witam Net-Kobietki, do grona osob, ktore zmienily miasto zamieszkania dopisuje sie i ja.
Szczecin to miasto wybralam i tu osiedlilam sie na stale.Czas pokaze, czy je zaakceptuje, na razie poznaje okolice,a do tego samotnie...........
Kobieta 55+ witaj,mieszkam od niedawna w Szczecinie,moje wypowiedzi na poprzedniej stronie.Ja niestety mało jeszcze znam miasto,zwłaszcza że mieszkam na peryferiach
Witam nowe Net-kobiety bardzo się cieszę,że dołączyłyście do nas.Proszę o wyrozumiałość dla mojej nieobecności,idę na operację więc dopiero po zabiegu zerknę tu i liczę,że wzajemnie się zaprzyjaźnicie,podzielicie własnymi doświadczeniami co do zmiany miasta i sposobami rozwiązywania przeszkód na które natrafiłyście przeprowadzając się.
O, jakie fajne miejsce. Jak dla mnie ![]()
Mam za sobą poznawanie trzech dużych miast, do których się kolejno przeprowadzałam.
W każdym nowym najtrudniejsze było poznanie topografii. Dużo spacerów z mapą w ręku pomagało. Albo jeżdżenie tramwajami (nie autobusami, bo potrafi taki wtem skręcić i całkiem się gubię).
Co do towarzystwa, znajdowałam sobie albo jakieś hobby, które można zbiorowo w tej okolicy uprawiać (dom kultury, knajpka z wydarzeniami tematycznymi, forum pasjonatów historii danego miasta), albo przez internet (miejscowe forum, serwis randkowy, organizacje pozarządowe). A najpraktyczniejszych informacji udzielali sąsiedzi albo panie w osiedlowym sklepie.
Witajcie kobietki chętnie się przyłączę do Was ![]()
od prawie 7 lat mieszkam w Warszawie. Wyemigrowałam tu ze śląska i żałuję. Nienawidzę tego miasta i najchętniej wróciłabym spowrotem do rodzinnego miasta.
Jedynym plusem jest to, że się usamodzielniłam. Jestem jedynaczka i w domu ze wszystkiego mnie rodzice wyreczali. Tutaj musiałam sobie radzić sama z niewielką pomocą wtedy jeszcze przyszłego męża, teraz już obecnego.
Za to minusów jest więcej. Brak znajomych, brak rodziny. Mamy małe dziecko i nie mamy nikogo kto by mógł pomóc przypilnowac synka w razie gdybym musiała wyjść do lekarza. Dlatego muszę tak kombinować, żeby takie sprawy w soboty załatwiać.
Witam piosenke i calineczkę _n,nigdy nie wiadomo gdzie rzuci nas los ale muszę wam powiedzieć,że nie każda zmiana jest dla nas miła i dobra.Tak jak to napisała calineczka.Warszawa-hmmmm...byłam kiedyś w tym mieście i nie mogłabym tam żyć,pełno ludzi,wszyscy się gdzieś spieszą i wszędzie drogo.No ale najważniejsze że masz dziecko z którym nie ma kto zostać jak ty gdzieś potrzebujesz wyjść.Słuchaj a jakaś dobra znajoma-sąsiadka nie może chwilę pobyć z dzieckiem?
Piosenka twoje pomysły na poznanie ludzi są bardzo fajne,w jakiej miejscowości jesteś obecnie?
Sandro więc wiesz jak jest w Warszawie. Wszędzie tłok jest, nawet w parkach spokoju nie ma... Co do cen do wcale nie jest drożej niż gdzie indziej.
Niestety znajomych tutaj nie mam. Sąsiadów nie znamy w ogóle. Jedyna koleżanka którą tu mam, mieszka kawałek od nas i na dodatek nie dawno sama mamą została więc nie mogła by mi pomóc
Słuchaj a nie mogłabyś tego tak załatwić,że raz ty byś pomogła u siebie ze znajomej dzieckiem a innym razem ona wzięłaby pod opiekę twoje dziecko w razie potrzeby?
zanim urodziła nie było by problemu, ale jakoś nie było okazji skorzytac bo bym musiała synka do niej zawieźć. A nie mam samochodu to jechać z przesiadkami komunikacja do niej nie chciało mi się. A teraz już nie ma szans bo ona ma 3 dzieci w tym 1 niedawno się urodziło.
Hmm.. to rzeczywiście kłopot.A żłobek,przedszkole? Opiekunka na godziny.Nie ma przeciez sytuacji bez wyjscia.A jak sobie radzilas do tej pory
na przedszkole jest za mały a żłobek odpada. Co do opiekunki na godziny, to czy Ty byś zostawiła dziecko zupełnie obcej osobie? Bo nie sądzę, żebyś tak zrobiła. Do tej pory albo mąż się wcześniej urywał z pracy albo w soboty załatwiałam swoje sprawy.
To zostaje ci Sobota lub....zapytajmy może inne użytkowniczki o zdanie.Nadal jestem zdania że nie ma sytuacji bez wyjścia.
Hej i ja się przeprowadziłam 200 km od domu rodzinnego , czy żałuje teraz juz nie bo jestem z osoba którą kocham , ale pierwsze lata było bardzo ciężko . Teściowa okazała się @@#$%^ pracy się nie bałam , bo mimo że nie miałam nigdy gospodarki to się wszystkiego nauczyłam i starałam się bardzo niestety nikt tego nie docenił , bo jak to na początku małżeństwa mąż mi powiedział że dobrym słowem się nie najem .
Pierwszy rok był tragiczny , robiłam ile mogłam , po nocach płakałam z bólu a i tak teściowa do koleżanek mowiła że synowa nic nie robi bo do 15-ej w pracy
bolało mnie to strasznie ale robiłam dalej bo myślałam że może zmieni zdanie - nie zmieniła .
drugi problem był taki że pani teściowej nikt nie lubił i gdzie bym się nie obróciła to wszyscy na mnie patrzyli tak jak na nią
dopiero po kilku latach to sie zmieniło .
Trzeci problem - mąż mamisynek (wyszło po ślubie) zmieniło sie po około 5 latach małżeństwa .
Znajomych tez straciłam , czy mam nowych takich bliskich - nie , bo nigdy nie wiem co komu moge powiedzieć żeby nie poszło dalej , mieszakam na obrzeżach miasta ludzie niedobrzy brat brata by utopil w łyżce wody , sąsiad sąsiadowi ręki nie poda , takie góralskie charaktery . Więc pewnie jakby cos niemiłego na temat pani teściowej usłyszeli to by poszło dalej coby tylko jej dopiec .
Pamietam na początku któryś sąsiad niemógł przeżyć , że tyle co sie przeprowadziłam a juz kope i dźwigam wiadra z ziemniakami i jak sobie wypił powiedział o panie teściowej "pie****a i dalej imię " oczywiście do niej to doszło , to przez trzy lata mówiła że mój adorator idzie , dopiero jak jej powiedziałam pare słów to przestała . Cierpiałam przez coś czego nie zrobiłam , ale ją tak ubodło że musiała się na kimś wyładować , a na mniej było najłatwiej . I jest jeszcze masa takich przypadków .
Na szczęscie trochę się uodporniłam na jej jad i zachowanie . Choć zdrowiem przpłaciłam i musiałam szukać fachowej pomocy .
Niedługo minia mi sześć lat jak jestem poza domem rodzinym kilka spraw się ułożyło , inne popsuły jeszcze bardziej , ale najważniejsze że chłop zaczął stawać po mojej stronie i mam w kimś oparcie , bo przez pierwsze lata byłam sama jak palec , co nie powiedziałam to było źle , że jak ja moge na mamusie narzekać itp. itd. najbardziej mnie bolały (niby takie drobnostki ) a jednak
- mąż pyta kochanie jakie taboreciki bierzemy , mamy do wyboru żółty , czerwony i biały
- ja mówię - żółty i czerwony
- mamo jakie biarzemy taboreciki dwa czerwone
i zostały dwa czerwone .
Po pewnym czasie jak kilka razy sytuacja się powtórzyła zaczęłam mu mówić żeby szedł zapytać mamusi bo i tak zrobi tak jak ona chce a nie jak ja . To mi powiedział że chce żeby czuła się ważna , na moje pytanie a czy ja nie mam prawa czuć się ważna , bo przeprowadziłam się w obce miejsce i nei mam poza nim nikogo bliskiego - nie padła żadna odpowiedz .
Pewnie gdyby nie ślub zabrałabym walizki i poszła nawet pod most . Spodziewałam się że będzie ciężko ale nie aż tak.
Mamie i siostrze nie mówiłam jak mi źle bo by om serce pęło a poza tym maja dość swoich problemów .
Co będzie dalej czas pokaże ![]()
hej Dziewczyny! I ja dolacze do Waszego grona:) Od urodzenia mieszkalam we Wroclawiu(blsko centrum), w wieku 21 lat wyjechalam do Niemiec, mieszkam tu prawie 9 lat, 700 km od Wroclawia.Jestem tu z moim mezczyzna, we wrzesniu kupilismy domek na wsi, pod lasem.Sarny przychodza do naszego ogrodu..caly czas slysze meczenie k?z, ktore sasiad hoduje obok naszego domu.Mam moze 100 metrow do lasu,tereny piekne, sielana dla naszego psa:) Nie zamienilabym juz tego na Wroclaw,ale bardzo ,bardzo brakuje mi tu mojej mamy.Nie mam tez za wielu znajomych, dwie polskie pary, ale po naszej przeprowadzce mieszkamy jeszcze dalej siebie..
Witaj Monika083
Rozgość się i mam nadzieję że ta kafejka da ci czego szukasz.