Witam wszystkich czytelników.
Mam duży problem. Jestem z żoną w sumie 9 lat, w tym ponad 1,5 roku jako małżeństwo. Mamy 14 miesięczną córeczkę. ja mam 28 latek ona 30. Tyle tytułem wstępu.
Kilka dni temu dowiedziałem się, po wnikliwym śledztwie 'na własna rękę', że żona mnie zdradziła na wyjeździe firmowym ze swoim żonatym kolega z pracy, z którym na co dzień pracuje (praktycznie biurko w biurko). Przyciśnięta do muru, dzięki bluffowi (że z nim rozmawiałem) przyznała się, wyglądała na zdruzgotaną. Tłumaczyła, że to jego wina, że słuchał, że przytulił, że mu powiedziała, że nam się nie układa (fakt od kilku miesięcy mam problemy finansowe), że alkohol był, że sam zaczął ją rozbierać .... No szlag jasny mnie trafił, jak by do pięciolatka mówiła. Po dłuższym 'dokopywaniu się do brudów' wyszło mniej więcej tak: on to chłop z 'otwartego związku', lubi sobie poswingować, poopowiadał jej o tym swingu, potem zjawił się u niej w pokoju, dobrał się do niej, ona mu dała i pozwoliła na wszystko (pytałem, były całusy, lodzik, kilka pozycji i finał na zewnątrz (podobno na zewnątrz - ma iść do ginekologa), pieprzyła się bez gumy z nim ..., rzesz kurwa jego mać). Najbardziej zabolało mnie to, że stwierdziła że a) było jej dobrze z nim b) że miał małego i to ją zaskoczyło (?!).
Na drugi dzień myślę, będzie posypywanie głowy popiołem, dzień wcześniej przepraszała, od idiotek się nazywała, że jak ona się teraz w pracy pokarze, że dała się wykorzystać, że mnie zraniła, że wszystko spieprzyła itp. ale okazało się, że się mylę ... i to bardzo.
Jak mantrę powtarzała co JEGO żona o niej pomyśli (bo też pracuje w tej samej firmie), albo co ON o niej pomyśli, że jest pierwsza lepsza itp. Zero słowa o mnie i o naszej córce ... Potem było odwracanie kota ogonem, że to MOJA wina, że ona potrzebowała dowartościowania, poczucia się sexi , że ja zapomniałem że mam kobietę u swego boku, która potrzebuje dowartościowania itp. a ON był na miejscu i tak jakoś poszło... Po przyjeździe ze szkolenia wyprowadziła się do mamusi z córką twierdząc, że mnie nie kocha, że nic do mnie nie czuje itp (po 9 latach bycia razem z dnia na dzień można zapewne stracić wszystkie uczucia do osoby z którą się jest...)
Oczywiście wtedy nabrałem podejrzeń, że coś jest nie tak ale zawzięcie wszystkiemu zaprzeczała, aż do dnia, w którym bylem pewien tylko chciałem to od niej usłyszeć, szła dalej w zaparte i tylko dzięki bluffowi udało mi się ją złamać ... Kolejne dni to sama trauma, dla mnie w sumie ... ona w sumie uważa sprawę za zamkniętą, było to jednorazowe, nic więcej nie oczekiwała, on jest z wolnego związku to nikomu nie zrobiła szkody bo JEGO żona o wszystkim wie i leje na to, a JA to kurwa pies ? Po szkoleniu w pracy na drugi dzień przyszedł do niej, zapytał czy wszystko ok i spytał się czy 'dalej razem pracujemy', przytaknęła...
W sumie stanęło na tym, że mam dwa wyjścia, albo się rozwiodę albo zaakceptuje jej wyskok i przejdziemy 'do porządku dziennego'. Przy czym gdy pytałem czy ten jeden raz, nawet gdy ja też jestem po części winny temu bo pozwoliłem wedrzeć się monotonii w nasz związek to jeden i ostatni to stwierdziła, że nie może mi tego obiecać ... bo sama nie wie co będzie za jakiś czas, na pewno ON już od niej nic nie dostanie...
Tylko, że cholera ciągle ją kocham... nawet w tych chwilach, gdy czuję się podle wiem, że będę tęsknił za nią. Może nawet bym chciał... może bym o tym zapomniał przy kimś innym. Nie wiem... wszystko mi się w życiu popieprzyło... mam totalnego doła i jestem wkurzony. A teraz sam potrzebuję zachęty, bo po prostu nie widzę sensu... wiem, że nigdy tego nie zapomnę, że to będzie we mnie siedzieć. Nie mam ochoty na wizyty u psychologa.
Są takie badania (być może stanowiące jedynie wsparcie naiwnych), że 70% osób, które zdradziło nigdy więcej tego nie robi. Opublikował to Lew Starowicz. Nie wiem ile w tym prawdy, ale ... tonący brzytwy się chwyta. Myślę, że żałowałbym, że skreślę to wszystko, że nie dał bym drugiej szansy. Jeśli jej nie wykorzysta... trudno, wtedy nie będę miał wyjścia.
CO WY na to, proszę pomóżcie ... bo już sam nie wiem co mam robić, w domu siedzę sam, ona u mamusi a ja po ścianach chodzę ...
Zaznaczę z góry, że nie mam zamiaru iść wet za wet bo to tylko bardziej na mnie się odbije niż na niej ...
Najlepsze na koniec - na koniec października mamy/będziemy mieć tą dziewiątą rocznice bycia razem (od pierwszej randki) ...
