Witam...
Sprawa jest taka, że ostatnio nie dogaduję się z wybranką... Sprzeczaliśmy się, nie odzywa się do mnie, na gg napisałem nawet, że jak się jej zechce jeszcze do mnie pisać, to niech się odezwie, a ja nie będę jej zawracał głowy. O spotkaniach to nie ma mowy...
Ale widzę teraz, że wybrankę coś dręczy i ma jakiś problem, z którego nie bardzo chce się zwierzyć... Ja wielu rzeczy nie widzę, jestem tępy w sprawach sercowych, staram się to wszystko ogarnąć logicznie.
Rozum mówi, że skoro ona nie chce ze mną rozmawiać i ją drażnię, to powinienem siedzieć w domu. Serce każe pojechać do niej z jakąś różą, objąć, przypomnieć ile dla mnie znaczy i że zawsze może na mnie liczyć. Skłaniam się ku drugiej opcji, ale boję się, że nie będzie chciała ze mna rozmawiać... Że nie jestem jej potrzebny. Ale nie chcę jej zostawiać...
Co proponujecie? A może niepotrzebnie (jak zwykle) się zastanawiam?