Witam Was wszystkich,
kilka dni temu stalo sie jakies okropienstwo w moim zyciu. Przyjechalam z moim partnerem (jestem z nim prawie 3 lata) nazwijmy go A na urlop do Polski. Przyjechalam do Poznania, skad pochodzi i mielismy spedzic 2 tygodnie urlopu mieszkajac w jego rodzinnym domu - u jego rodzicow. Od poczatku czulam, ze jego rodzice mnie nie lubia. Ciagle slyszalam, ze smaruje za duzo masla, ze szkoda ze nie mam na imie Kasia, ze jestem za wysoka ogolnie ciagle ze cos ze mna nie tak. Nawet ugotowala ze 3 razy czernina czyli tzw czarna polewke, nie wiem czy to bylo specjalnie dla mnie ale tak sobie pomyslalam.Wspomnialam chlopakowi o tym, ze czuje po prostu zly wzrok jego rodzicow na sobie, ale on tlumaczyl ze nie znam sie na zartach, badz jego mama nie ma nic zlego na mysli. Dalam spokoj. Ale intuicja mnie nie mylila.
W srode, poklocilam sie z parnterem (mam klopoty w swoim rodzinnym domu i prosilam by nie mowil swoim rodzicom o tym, zeby zachowal to dla siebie) ale niestety jego jezor nie wytrzymal i przy mojej nieobecnosci, zwierzyl sie swoim rodzicom z tego co dzieje sie u mnie w domu, a pochodze z ubogiej i skromnej rodziny bez ojca ktory bil cala rodzine przez pol zycia. A Rodzcie A sa bogaci, jego rodzenstwo rowniez ''sra'' pieniedzmy wiec jak sie dowiedzieli, ze u mnie w domu sie nie przelewa zaczal sie problem. Wczesniej to ukrywalam, bo gdy zobaczylam jak zyja balam sie przyznac do warunkow w jakich ja zyje wiec, nie mowilam nic. Ale do rzeczy. po klotni z partnerem, wrocilismy do domu i przyszla jego matka i powiedziala, ze mamy przyjsc na sniadanie czy obiad, ja bylam lekko zdenerwowana wiec zauwazyla ze sie cos poklocilismy a od poczatku wyjazdu miala do mnie jego matka jakis problem. Powiedzialam, ze zaraz przyjde do kuchni i w tym momencie zadzwonil do mnie telefon, nie wiem czy od mamy czy od kogo, ale wyszlam z mieszkania nie mowiac nic nikomu zbieglam po schodach i zaczelam rozmowe na dworze tuz przed blokiem. Po chwili jego matka mojego chlopaka zbiegla po schodzach i kazala w tej chwili wejsc do domu i wtedy zaczelo sie pieklo. Rodzice A skoczyli do mnie ze oni naszykowali jedzenia a ja ich zlekcewazylam, ze wyszlam z domu (nie pomogly tlumaczenia ze chcialam na spokojnie pogadac z mama) ze ktos szykuje jedzenie a ja sobie wychodze, ze mam dzialac na ''poznanskich zasadach'' i zasadach ich w domu, a skad ja moglam wiedziec ze nie mozna isc w czasie sniadania zadzwonic gdzies, nie wiem czy to zasada Poznaniakow czy ich wymyslona, ale wtedy zaczeli mi ublizac i mojej rodzinie. Ze moja mama pewnie tez nic nie robi, tylko pewnie telefony odbiera (nie znaja mojej mamy, ktora ma 60 lat a zapierdziela dalej po 12 godzin) ze moj brat ktory skonczyl studia za granica z wyroznieniem, nic nie ma bo co z tego ze skonczyl studia jak mial 30 lat (jej synowa skonczyla jak miala 25) ze moja rodzina nie ma pieniedzy, ze pewnie jej syn czyli A mnie sponsoruje?! Ze nic nie ma przeze mnie, a niestety moj ukochany mial kiedys problem z narkotykami i dzieki mnie przestal to robic, ze ja go pewnie wykorzystuje bo jestem w biedy i wiochy! Ze nic nie mam (studiuje za granica) i ze pewnie nigdy nie skoncze szkoly bo nie mam pieniedzy! I ze moje ambicje sa smieszne, ze chce sie uczyc bo bez kasy jestem nikim! Boze jak ja plakalam! Wylam a oni mnie wyzywali od biedakow, a moj chlopak tylko mowil ''mamo daj spokoj'' ale to nie koniec, uslyszalam wszystko ze pewnie, Darek mi kupuje ciuchy czego nie robi, pracuje kupuje sama! Jestem w stanie sama sobie kupic i tylko kupujemy sobie prezenty na rocznice/urodziny. Nawet jak kiedys bylam w Poznaniu wczesniej zachorowalam na zapalenie pluc, to wypomniala ze musiala sie ''gownem'' czyli mna zajmowac! Moj facet tylko powtarzal: ''co Ty mowisz, dajcie spokoj'' a potem na koniec stwierdzila, ze pewnie Darek splaca kredyt mojego brata w ogole jakies chre domysly, nie wiedza ze mamy uskladane pieniadze, ze mamy oszczednosci ze on nic nie placi, ze mamy normalne zycie. Ojciec mojego faceta powiedzial, ze mam zabierac walizke i wyjsc z domu. Bo jestem biedna, bo nie akceptuja mnie. Bo wyszlam ze sniadania odebrac telefon. Dzialo sie to wszystko poznym wieczorem, wiec z samego rana chcialam zabrac sie wyjsc. Gdy zobaczyl jego ojciec ze wychodze z walizka baknal: ''ja nikogo nie wyganiam'' a godzine wczesniej darl sie a ja wylam jak bobr, jestem osba niesmiala, nie umiem mowic ''nie'' badz zranic czyjesc uczucia. Ojciec krzyczal : '' zabieraj walizke i wypad do siebie, nie umiesz sie zachowac na poznanskich zasadach, nie znach kultury poznaniakow i nigdy poznanianka nie bedziesz'' matka mojego lubego tez zaczela sie glupio usmiechac i przyniosla mi niby jakis upominek, w ogole bezsensu najpierw mnie wyzwali i uslyszalam chyba z 10 razy ze mam zabrac walizke i wyjsc, bo jak nie to za chwile oni mi ja wyrzuca. Wrocilam wczoraj do rodzinnego domu, z placzem i bolem, Czuje sie jak smiec nie wiedzialam ze ze wzgledu na biede zostane tak potraktowana, ciagle slysze w glowie: ''ze nic nie mam, z biedoty i wiochy jestes to co mozesz miec!'' mam zal do partnera, ze nie stanal w mojej obronie, owszem plakal ze mna, i przepraszal za nich, mowil jak mu jest wstyd, ale gdyby sie nie zwierzyl z moich rodzinnych problemow to nic by sie nie stalo. A oni glownie wypomnieli to, ze (mam operacje na reke i moj partner postanowil sie mna zajac, moglby to zrobic rowniez moj brat bo mieszkamy za granica) i matka mojego lubego powiedziala mu, ze to moja rodzina niech sa mna zajme, mowie Wam jak ja placze juz 3 dni, nie spie nie je taki nam urlop zgotowali jego rodzice. Nie wiem co myslec. Nie wiem co robic. Moja mama mowi, zebym zostawila A nich mu rodzice znajda poznanianke. Ja bylam w Poznaniu 2 moze 3 razy skad moglam wiedziec ze sa jakies zasady ze jak ktos zastawil stol a ja wyszlam tylko odberac telefon tylko na chwile, przeciez wrocilam!!! Nie wiem co myslec o chlopaku, strasznie mnie zawiodl okazalo sie ze jego rodzice wiedza o moich problemach od niego. Stracilam wszystko. Jestem na zwolnieniu, czekam na operacje, rodzice chlopaka mnie nienawidza a On sam mnie zawiodl. I mam od tego mysli samobojcze, poniewaz w rodzinie tez mam problemy straszne, juz nic nie ma sensu. Nie wiem jak zyc, mam ochote zadzwonic do rodzicow chlopaka i ich nawyzywac, ale tego nie zrobie, zaciskam lzy zal i bol. Zostalam sama. Czy mozecie doradzic. Prosze, co byscie zrobily? Jak zachowaly? Co myslicie o moim chlopaku, bo to ze mowi ze kocha przestalo wystarczyc skoro moje zwierzenia sluchaja inni...a rodzice nie wspomne. Potraktowali mnie jak zlo, ja naprawde nic nie zrobilam. Od poczatku wiedzialam, ze tam rzadza pieniadze. Ale nie wiedzialam, ze potrafia zniszczyc niewinne osoby, ktrore mysla czy z powodu biedy nie targnac sie nie swoje zycie....