Męża poznałam mając 16 lat. Wielka miłość, wszystko pięknie, ogromne szczęście i pewność, że to na zawsze. 3 lata później zaręczyny, kolejne 2 lata później ślub. Obecnie minęły 2 lata od ślubu. Różnie między nami bywało. Nie było łatwo. Mąż zaborczy, porywczy (bez rękoczynów), zadufany w sobie (jedynak), ale starałam się tego wszystkiego nie zauważać i negować, gdy inni o tym mówili. Z drugiej strony jest opiekuńczy, wciąż powtarza, że Kocha, że życia sobie beze mnie nie wyobraża, że nie chce stracić. Złota rączka przy tym. Kiedyś chciałam spędzać czas tylko z nim, zaszywaliśmy się w domu i nikt nam inny do życia nie był potrzebny. To się jednak zmieniło. Może mieli rację Ci co mówili, że to za wcześnie, że powinnam korzystać z życia choć ja wtedy czułam, że tego nie potrzebuję?
Jednak... Pół roku temu poznałam kogoś. Nie planowałam tego, ale ten drugi kompletnie zawładnął moim sercem i umysłem. On chce ze mną żyć i ja tego chcę, ale... Zwyczajnie się boję. Byłam młoda poznając męża i znaczna część mojego życia (8 lat) to mąż. W zasadzie można powiedzieć, że nie znam innego życia. Mąż był pierwszym poważnym chłopakiem i partnerem seksualnym w ogóle. Boję się zmian. Tylko czy jest sens tkwić w małżeństwie tylko z przyzwyczajenia i pewności tego jak jest i będzie, bo znam? Nie wiem jak byłoby z tym drugim, bo kto to może wiedzieć? Oni są jak ogień i woda. Jedyne co wiem to to, że moje uczucie do męża wygasło...
Czy lepiej żałować, że się coś zrobiło, czy, że się w ogóle nie spróbowało?
Podobne tematy
Dodam jeszcze, że mąż nic nie wie... Zaczyna coś podejrzewać, ale nie wie. Mieszkamy razem, sypiamy ze sobą (choć ja robię to już tylko z "obowiązku"). Nie chcę go zranić, bo to dobry człowiek, ale chcę czegoś innego. No i nie wiem jak mu to powiedzieć...
a nie sadzisz ze pol roku to troche za szybko zeby wszystko przekreslic?i zaczac z kims innym.juz z ktoryms z kolei przypadkiem sie spotykam ze ta piewsza powazna milosc to nie jest dobra inwestycja na przyszlosc....
Ludzieeeeeeeeeeeeeeee !!!!!!!!!!!!!!!rany boskie czytam coraz więcej takich postów. CO się z wami dzieje ??!!!!Kur... sami nie wiecie co chcecie!! Po kiego wała pchałaś się w związek? Bo kochałaś ale dziś jednak nie ? No to luz Twoje szczęście jest najważniejsze , olać męża. Ja ostatnio rozstałem się z dziewczyną bo jej się już nie chciało walczyć , rozwiązać problemów . Śmiech na sali. Jednak na tyle mam silną psychikę ze już daje rade i leje na to . Od tamtej pory siedzę na dwóch forach , na tym i jeszcze innym , głownie w wątkach o problemach. TO co się dzieje w " związkach " to już komedia. Od dwóch miesięcy dowiedziałem się tyle ze już dziś wiem - nigdy nie wpakuje się w związek . Nigdy ! To jakaś masakra. " . Macie wszystko co chcecie od partnerów , partnerek a i tak wam mało . " wypaliłam się" --- uważacie ze tym tekstem się usprawiedliwicie?? Po co to wszystko??. Jak tu teraz budować związek skoro poświecą się człowiek całym sobą , oddaje całe serce a nagle słyszy taki tekst i co wtedy. " po prostu już cie nie kocham i nic na to nie poradzę" ... oj. To wypierd.... . Albo teksty forumowych pocieszaczy " nie martw się , na pewno gdzieś tam jest ktoś kto zasługuje na Twoją miłość i poświecenie " . A po dwóch latach ona( co tak czekała aż ktoś ją doceni ) napisze post na tym forum - " miałam wszystko jednak kogoś poznałam i moje serce oszalało" ..... Autorko wątku spójrz dziś wieczorem w lustro i zadaj sobie może w końcu pytanie kim Ty w ogóle jesteś i czego chcesz w życiu ! Ciekawe czy usuną mój post ![]()
ostro ....ale podoba mi sie,choc nie wiele nas tutaj jest ktorzy sadza ze jesli sie bardzo chce to idzie naprawic zwiazek,a przynajmniej wiele z nich.ja dzisiaj czytajac te posty zastanawialam sie czy jakas nienormalna jestem wierzac w ta jedyna milosc i bedac jej wierna.pogubily sie dziewczeta szkoda ze pojawi sie problem i odrazu pakuje sie wiele z nich do lozka komus innemu,czesto zonatemu,dzieciatemu.rodzina powinna byc tylko dzieci i partner a nie dzieci partner i ta lub ten trzeci.ktos kto decyduje sie na slub decyduje sie z wlasnej woli jestesny dorosli wiemy czym to smierdzi itp.Ado tego czy nigdy sie z nikim nie zwiazesz to nie bylabym taka pewna zawsze sie tak mowi po rozstaniu z kims waznym..
ostro ....ale podoba mi sie,choc nie wiele nas tutaj jest ktorzy sadza ze jesli sie bardzo chce to idzie naprawic zwiazek,a przynajmniej wiele z nich.ja dzisiaj czytajac te posty zastanawialam sie czy jakas nienormalna jestem wierzac w ta jedyna milosc i bedac jej wierna.pogubily sie dziewczeta szkoda ze pojawi sie problem i odrazu pakuje sie wiele z nich do lozka komus innemu,czesto zonatemu,dzieciatemu.rodzina powinna byc tylko dzieci i partner a nie dzieci partner i ta lub ten trzeci.ktos kto decyduje sie na slub decyduje sie z wlasnej woli jestesny dorosli wiemy czym to smierdzi itp.Ado tego czy nigdy sie z nikim nie zwiazesz to nie bylabym taka pewna zawsze sie tak mowi po rozstaniu z kims waznym..
delikvent niestety jest myślącym wyjątkiem.
Agnieta1987, teraz taki styl życia lansują ogłupiacze- prasa dla kobiet, tv. Po prostu kształtują egoistyczne podejście do życia- licza się tylko ja i moja frajda. To są w tych czasach wzorce zachowań.
A po cholerkę mam się starć rozwiązywać problemy w związku. To wymaga analizy, wysłuchania drugiej strony, zrozumienia, dostosowania się.
A to takie trudne i skomplikowane. Prościej wskoczyć komuś do łóżka i z głowy!
Do tego dochodzi internet, plaga naszych czasów....
Ludzieeeeeeeeeeeeeeee !!!!!!!!!!!!!!!rany boskie czytam coraz więcej takich postów. CO się z wami dzieje ??!!!!Kur... sami nie wiecie co chcecie!! Po kiego wała pchałaś się w związek? Bo kochałaś ale dziś jednak nie ? No to luz Twoje szczęście jest najważniejsze , olać męża. Ja ostatnio rozstałem się z dziewczyną bo jej się już nie chciało walczyć , rozwiązać problemów . Śmiech na sali. Jednak na tyle mam silną psychikę ze już daje rade i leje na to . Od tamtej pory siedzę na dwóch forach , na tym i jeszcze innym , głownie w wątkach o problemach. TO co się dzieje w " związkach " to już komedia. Od dwóch miesięcy dowiedziałem się tyle ze już dziś wiem - nigdy nie wpakuje się w związek . Nigdy ! To jakaś masakra. " . Macie wszystko co chcecie od partnerów , partnerek a i tak wam mało . " wypaliłam się" --- uważacie ze tym tekstem się usprawiedliwicie?? Po co to wszystko??. Jak tu teraz budować związek skoro poświecą się człowiek całym sobą , oddaje całe serce a nagle słyszy taki tekst i co wtedy. " po prostu już cie nie kocham i nic na to nie poradzę" ... oj. To wypierd.... . Albo teksty forumowych pocieszaczy " nie martw się , na pewno gdzieś tam jest ktoś kto zasługuje na Twoją miłość i poświecenie " . A po dwóch latach ona( co tak czekała aż ktoś ją doceni ) napisze post na tym forum - " miałam wszystko jednak kogoś poznałam i moje serce oszalało" ..... Autorko wątku spójrz dziś wieczorem w lustro i zadaj sobie może w końcu pytanie kim Ty w ogóle jesteś i czego chcesz w życiu ! Ciekawe czy usuną mój post
Idealnie to przekazałeś dokładnie tak samo myśle:D szacun:D
Ludzieeeeeeeeeeeeeeee !!!!!!!!!!!!!!!rany boskie czytam coraz więcej takich postów. CO się z wami dzieje ??!!!!Kur... sami nie wiecie co chcecie!! Po kiego wała pchałaś się w związek? Bo kochałaś ale dziś jednak nie ? No to luz Twoje szczęście jest najważniejsze , olać męża. Ja ostatnio rozstałem się z dziewczyną bo jej się już nie chciało walczyć , rozwiązać problemów . Śmiech na sali. Jednak na tyle mam silną psychikę ze już daje rade i leje na to . Od tamtej pory siedzę na dwóch forach , na tym i jeszcze innym , głownie w wątkach o problemach. TO co się dzieje w " związkach " to już komedia. Od dwóch miesięcy dowiedziałem się tyle ze już dziś wiem - nigdy nie wpakuje się w związek . Nigdy ! To jakaś masakra. " . Macie wszystko co chcecie od partnerów , partnerek a i tak wam mało . " wypaliłam się" --- uważacie ze tym tekstem się usprawiedliwicie?? Po co to wszystko??. Jak tu teraz budować związek skoro poświecą się człowiek całym sobą , oddaje całe serce a nagle słyszy taki tekst i co wtedy. " po prostu już cie nie kocham i nic na to nie poradzę" ... oj. To wypierd.... . Albo teksty forumowych pocieszaczy " nie martw się , na pewno gdzieś tam jest ktoś kto zasługuje na Twoją miłość i poświecenie " . A po dwóch latach ona( co tak czekała aż ktoś ją doceni ) napisze post na tym forum - " miałam wszystko jednak kogoś poznałam i moje serce oszalało" ..... Autorko wątku spójrz dziś wieczorem w lustro i zadaj sobie może w końcu pytanie kim Ty w ogóle jesteś i czego chcesz w życiu ! Ciekawe czy usuną mój post
popieram ten wpis.Masz racje ze w dzisiejszych czasach zwiazek i malzenstwo nic nie znacza.Juz nie raz to pisalemi napisze po raz kolejny
KIEDYS JAK COS SIE PSULO TO LUDZIE TO NAPRAWIALI A DZISIAJ JAK COS SIE PSUJE TO LUDZIE TO WYRZUCAJA.
Trzeba by bylo sie zastanowic czym w dzisiejszych czasach jest milosc?
Ktos sie wiaze z kims a po 2-6 latach mowi ze sie wypalilo i czas znalezc sobie kogos innego i pewnie za kilka lat ten lub ta druga tez sie znudzi i tak w kolko.Popierdzieleni sa ludzie i ich myslenie
ale ku....chlopaki co z prawdziwymi uczuciami normalnym zyciem?przeciez kazdy zwiazek przeywa trudniejsze chwile.I nie wrzucajcie wszystkich kobiet do jednego worka,sa jeszcze takie co probuja rozwiazywac problemy!!!!!!!!!!!wypraszam sobie
ale ku....chlopaki co z prawdziwymi uczuciami normalnym zyciem?przeciez kazdy zwiazek przeywa trudniejsze chwile.I nie wrzucajcie wszystkich kobiet do jednego worka,sa jeszcze takie co probuja rozwiazywac problemy!!!!!!!!!!!wypraszam sobie
okey każdy przeżywa to normalnie:) żaden związek nie jest idealny ale przepraszam Cię bardzo dziewczyna zdradza swojego facet oh ah niby go kocha a puszcza się jak dzi..ka bo poczuła znowu motyle w brzuchu. No proszę Cię. Nie każda panna jest taka ale akurat właśnie takie są na wyginięciu. Związek to począek czyli motyle brzuchu och ah potem jest przywiązanie a następnie ciut potym zaczyna się szukanie znowu początkowego stanu ale z innym facetem i za plecami swojego męża. Dz..ka, Sz..ta, Ku.wa Tyle do powiedzenia. Żal.pl
faceci tez tak robia nie sadzisz?to nie tylko przez kobiety rozpadaja sie zwiazki!!!!!!rozmowa i proby nie zawsze naprawiaja to co bysmy chcieli tylko po co potem tkwic w takim zwiazku to nie rozumiem....
faceci tez tak robia nie sadzisz?to nie tylko przez kobiety rozpadaja sie zwiazki!!!!!!rozmowa i proby nie zawsze naprawiaja to co bysmy chcieli tylko po co potem tkwic w takim zwiazku to nie rozumiem....
"Nie każda panna jest taka ale akurat właśnie takie są na wyginięciu" <- coś takiego napisałem jeśli zauważyłaś. Poza tym oczywiście faceci też tak robią ale nie wszyscy ale aktualnie wypowiadam się o autorce ![]()
zauwazylam,no dziewczyna zbladzila ale coz teraz zrobic wpakowac sie w klopoty jest bardzo latwo gorzej potem z nich wyjsc
ja bym na miejscu gościa pognał ją w pi..u, przynajmniej miałby spokój ![]()
nie zawsze cos jest biale lub czarna,no mialby pewnie latwiej przynajmniej psychicznie ale facetom trudno przyznac sie do porazki,a zly wybor partnerki to jednak blad
i kobietom tak samo trudno pogodzić się z porażka:)
no normalne taki jest odruch czlowieka.a ty jestes w zwiazku?
ja na szczęście nie ![]()
NIE MOZEST ZAKLADAC ZE WSZYSTKIE KOBIETY SA TAKIE SAME GDYBY KAZDY TAK MYSLAL TO POPULACJA LUDZI BY DAWNO WYGINELA;CHOC CZYTAJAC TE POSTY TO NIKT SIE NAD TYM NIE ZASTANAWIA TYLKO WSKAKUJE MU CZY JEJ PO LOZKA.nie zdradziles nigdy kobiety swojej albo nie mowiles cos czego nie czules
NIE MOZEST ZAKLADAC ZE WSZYSTKIE KOBIETY SA TAKIE SAME GDYBY KAZDY TAK MYSLAL TO POPULACJA LUDZI BY DAWNO WYGINELA;CHOC CZYTAJAC TE POSTY TO NIKT SIE NAD TYM NIE ZASTANAWIA TYLKO WSKAKUJE MU CZY JEJ PO LOZKA.nie zdradziles nigdy kobiety swojej albo nie mowiles cos czego nie czules
"Nie każda panna jest taka ale akurat właśnie takie są na wyginięciu" ![]()
Może cię zaskoczę ale nigdy nie zdradziłem swojej dziewczyny, byłem wobec niej szczery do końca bo zostałem wychowany w domu według starych zasad i to co wpoili mi rodzice ukształtowało mnie na faceta który był wierny, kochał, walczył o związek, dziewczynę i nie wrzucam powtarzam już 3 raz wszystkich kobiet do jednego worka:)
to sie chwali,dobrze ze cie tak wychowali.ja oczekuje lojalnosci i wiernoci od meza i daje mu to samo a poza tym mam dosc problemow to po co mi jeszcze jeden bo kochanek to jest problem
więc jesteś z tych co są na wyginięciu z takimi zasadami ![]()
no skoro sie oczekuje czegos od tej drugiej osoby to powinno sie dac to samo,nie sadzisz
nie ta era koleżanko
nie te czasy:) tacy ludzie są na wyginięciu
teraz w związku na początku obojgu się chce potem jedynie jest schemat taki że jednej osobie chce się bardziej niż drugiej
niestety..
25 2012-08-30 22:42:12 Ostatnio edytowany przez delikvent (2012-08-30 22:44:24)
nie ta era koleżanko
nie te czasy:) tacy ludzie są na wyginięciu
teraz w związku na początku obojgu się chce potem jedynie jest schemat taki że jednej osobie chce się bardziej niż drugiej
niestety..
Hehehehe święte słowa. Od wielu znajomych słyszałem ostatnio tekst " dziewczynom się teraz chyba coś w głowach popier..."
Oczywiście wcale nie mam zamiaru robić z mężczyzn świętych. Jedno i drugie przegina. Nie wiem czy tak już było czy tylko takie czasy nastały ... wiem jedno - jest coraz gorzej.
Czytam to forum w pracy i w domu , raz się śmieje i innym razem łapie za głowę.Jestem sam i naucze się z tym żyć. Tylko na sobie mogę polegać . Prawdą jest to co tu kiedyś wyczytałem - " nie można mieć wpływu na uczucia drugiej osoby" i niech nikt mi tu nie wyskakuje z tekstem że jeśli się postaram to zawsze będzie dobrze i partnerką mi to wynagrodzi oddaniem, szacunkiem i miłością. Wierzyłem w to jakieś dwa miesiące temu. Dopóki nie zagłębiłem się z to forum. Ale bardzo się z tego cieszę że tu jestem . Wiedza życia
. Dzięki temu jestem z każdym dniem silniejszy.
PS.
dziękuje za pozytywne opinię na temat mojego komentarza, myślałem że mnie zlinczujecie. Takie mam zdanie na temat związków i nie zmienię go.
oj zmienisz zmienisz czas leczy rany a strzala amora czasem zaskakuje i trafia nawet tych najbardziej opornych.Nie moge sie pogodzic z tyn ze milosc malzenstwo nabralo takiego chwilowego stanu dzis jest jutro nie...ja jeszcze naleze do tych kobiet ktore wierza w instytucje malzenstwa i jej znaczenie "DOPUKI SMIERC NAS NIE ROZLACZY".a slowa kocham cie dzis nabieraja bardzo obojetnego chwilowego znaczenia.Delikwencie,musiales sie bardzo zawiesc na niej i musialo bolec skoro az tak sie zawziales
Męża poznałam mając 16 lat. Wielka miłość, wszystko pięknie, ogromne szczęście i pewność, że to na zawsze. 3 lata później zaręczyny, kolejne 2 lata później ślub. Obecnie minęły 2 lata od ślubu. Różnie między nami bywało. Nie było łatwo. Mąż zaborczy, porywczy (bez rękoczynów), zadufany w sobie (jedynak), ale starałam się tego wszystkiego nie zauważać i negować, gdy inni o tym mówili. Z drugiej strony jest opiekuńczy, wciąż powtarza, że Kocha, że życia sobie beze mnie nie wyobraża, że nie chce stracić. Złota rączka przy tym. Kiedyś chciałam spędzać czas tylko z nim, zaszywaliśmy się w domu i nikt nam inny do życia nie był potrzebny. To się jednak zmieniło. Może mieli rację Ci co mówili, że to za wcześnie, że powinnam korzystać z życia choć ja wtedy czułam, że tego nie potrzebuję?
Jednak... Pół roku temu poznałam kogoś. Nie planowałam tego, ale ten drugi kompletnie zawładnął moim sercem i umysłem. On chce ze mną żyć i ja tego chcę, ale... Zwyczajnie się boję. Byłam młoda poznając męża i znaczna część mojego życia (8 lat) to mąż. W zasadzie można powiedzieć, że nie znam innego życia. Mąż był pierwszym poważnym chłopakiem i partnerem seksualnym w ogóle. Boję się zmian. Tylko czy jest sens tkwić w małżeństwie tylko z przyzwyczajenia i pewności tego jak jest i będzie, bo znam? Nie wiem jak byłoby z tym drugim, bo kto to może wiedzieć? Oni są jak ogień i woda. Jedyne co wiem to to, że moje uczucie do męża wygasło...
Czy lepiej żałować, że się coś zrobiło, czy, że się w ogóle nie spróbowało?
Sprobuj moze na nowo rozgrzac uczucia, ktore przygasly, wyjedz gdzies z mezem, znajdzcie nowe hobby....szkoda niszczyc malzenstwa.Przezyliscie razem wiele pieknych lat, zrob cos zeby to uratowac
Problem w tym, że próbowałam. Nie jeden raz, a wiele. Dawałam kolejne szanse. Poprawa była chwilowa, a potem znów to samo. Starania powinny obejmować obie strony, a nie tylko jedną... To, że jestem jego żoną nie oznacza, że może się przestać starać... I nie mam wcale wygórowanych wymagań w stosunku do niego, a niektórzy twierdzą, że wręcz za małe. Wspólne wakacje też nic nie pomogły. Nawet podczas ich trwania się kłóciliśmy...
Może i jestem w tym wypadku egoistką (którym on jest od samego początku), ale chcę czegoś innego od życia, a im dłużej jesteśmy ze sobą tym bardziej nasze drogi się rozchodzą....
Głęboko wierzyłam w to, że to ta jedyna, prawdziwa miłość, ale człowiek jest tylko człowiekiem i może się mylić, źle trafić.
Net-facet zastanów się czasem zanim w taki sposób kogoś obrazisz i zaczniesz obrzucać takimi inwektywami. Nigdzie nie napisałam, że fizycznie męża zdradziłam. Nie zrobiłam tego i nie zrobię dopóki nie zdecyduję co dalej z nami.
Może byłam faktycznie za młoda, wierzyłam w ideał, którego nie ma? Nie wiem... Wiem tylko, że chcę być szczęśliwa - jak każdy człowiek...
no to napewno trudne ale po co to ciagniesz skoro wiesz ze probowalas i nie wyszlo
a czy te pytania o sens waszego związku pojawiły się przed obecnym "ideałem"
czy będą z mężem zastanawiałaś się czy to małżeństwo nie ma sensu, jest źle
wtedy próbowałaś coś robić
czy dopiero jak go poznałaś przypadkiem, zobaczyłaś i stwierdziłaś TO TEN, nowy fajny - on to jest TO !!!
i tak następuje lawina odkryć złej strony obecnego partnera, wszystko zaczyna nam przeszkadzać, mąż to czuje i reaguje tym samym i spiralka się pięknie nakręca
bo z mojej obserwacji wynika, że wszystko jest normalnie w związku (oczywiście są wzloty i upadki)
a potem chcemy kogoś innego
i nie ma w tym nic złego, bo się poznajemy i możemy sobie przestać odpowiadać
to się mówi grzecznie dziękuję i radzi samemu
a tak trwamy "nieszcześliwi" czekają kiedy się nadarzy okazja i siup mamy nowe życie
a były... w końcu facet niech sobie radzi, zasłużył bo się nie starał (otóż zasłużył byś odeszła, ale też zasłużył skoro za niego wyszłaś by odejśc od niego uczciwie)
pojechałaś z nim na wakacje ale w głowie ciągle nowy to jak ma być fajnie?
chciałaś spędzić z mężem czas, poczuć się znowu jak dzieciaki, byłaś mu oddana całkowicie, był twoim szczęściem?
nie sądzę
i szczerze ci powiem, że twój obecny mąż nie ma szans,
bo on jest co dzień, a obraz przyszłego masz idealny (choć nie twierdzę że taki nie jest)
choćby stanął na głowie to przegra, bo w twojej głowie już przegrał
jedyne czego pozostaje ci życzyć, to żeby nowy okazał się tym "cudem" na który czekasz
i żeby było jasne ja ciebie nie oceniam
każdy powinien być szczęśliwy
ale każdy też powinien być wporządku
polecam tobie:
bycie samą przez co najmniej rok, po roku myślenia, może będziesz wiedziała czego chcesz
a jak będziesz wiedziała to tego właśnie poszukaj
31 2012-08-31 12:08:48 Ostatnio edytowany przez sam22 (2012-08-31 12:14:14)
Po kiego wała pchałaś się w związek? Bo kochałaś ale dziś jednak nie? .... Ja ostatnio rozstałem się z dziewczyną bo jej się już nie chciało walczyć, rozwiązać problemów. Śmiech na sali.
Bo ludzie sobie nie zdają sprawy, że z czasem przychodzi codzienność, nie ma już motylków. Jak to LadyPank -- "z wina uleciał gaz". Potem w kimś się zakochają i nie potrafią sobie z tym poradzić, wydaje im się, że ta nowa osoba jest lepsza niż ta, z którą w domu siedzą. Nie szanują się nawzajem, nie dbają o siebie, krzywdzą się w małych rzeczach. Brak zasad, brak kręgosłupa moralnego, wpojone od dziecka poglądy społeczne i religijne w konflikcie z sumieniem nie pozwalają określać co jest dobre i co jest złe.
ale chyba autorka sobie nie zdaje sprawy ze dopadla ja rutyna... i ze z tym nowym za te8lat spotka ja to samo. albo nawet i szybciej. taka jest prawda
to jest wlasnie dzisiejszy problem. ludzie za szybko decyduja sie na dzieci, slub itd, po czym rozwody nie rozwody. czlowiek bedzie mial skaze na sercu po takim doswiadczeniu i bedzie ranil inne osoby. i tak w kolko. osoba ktora zostanie przez niego zraniona bedzie ranila w koncu innych...
osobiscie jestem cholernie wrazliwa osoba, niestety trafiam na facetow po jakichs tam przezyciach i sama uwazam, ze mam jakas skaze, jednak mimo wszystko wierze, ze ktos mnie pokocha tak jak bylo tu pisane, az do grobowej deski. tylko ja osobiscie wiem, ze w momencie kiedy pojawi sie ktos na horyzoncie pojde na terapie do psychologa, bo na chwile obecna mam podejscie takie, ze nie walcze. jesli cos mi nie pasuje, gonie ta osobe i koniec. powrotow nie ma. a to tez jest niestety zle..
a czy te pytania o sens waszego związku pojawiły się przed obecnym "ideałem"
czy będą z mężem zastanawiałaś się czy to małżeństwo nie ma sensu, jest źle
wtedy próbowałaś coś robićczy dopiero jak go poznałaś przypadkiem, zobaczyłaś i stwierdziłaś TO TEN, nowy fajny - on to jest TO !!!
i tak następuje lawina odkryć złej strony obecnego partnera, wszystko zaczyna nam przeszkadzać, mąż to czuje i reaguje tym samym i spiralka się pięknie nakręcabo z mojej obserwacji wynika, że wszystko jest normalnie w związku (oczywiście są wzloty i upadki)
a potem chcemy kogoś innego
i nie ma w tym nic złego, bo się poznajemy i możemy sobie przestać odpowiadać
to się mówi grzecznie dziękuję i radzi samemua tak trwamy "nieszcześliwi" czekają kiedy się nadarzy okazja i siup mamy nowe życie
a były... w końcu facet niech sobie radzi, zasłużył bo się nie starał (otóż zasłużył byś odeszła, ale też zasłużył skoro za niego wyszłaś by odejśc od niego uczciwie)pojechałaś z nim na wakacje ale w głowie ciągle nowy to jak ma być fajnie?
chciałaś spędzić z mężem czas, poczuć się znowu jak dzieciaki, byłaś mu oddana całkowicie, był twoim szczęściem?
nie sądzęi szczerze ci powiem, że twój obecny mąż nie ma szans,
bo on jest co dzień, a obraz przyszłego masz idealny (choć nie twierdzę że taki nie jest)
choćby stanął na głowie to przegra, bo w twojej głowie już przegrałjedyne czego pozostaje ci życzyć, to żeby nowy okazał się tym "cudem" na który czekasz
i żeby było jasne ja ciebie nie oceniam
każdy powinien być szczęśliwy
ale każdy też powinien być wporządkupolecam tobie:
bycie samą przez co najmniej rok, po roku myślenia, może będziesz wiedziała czego chcesz
a jak będziesz wiedziała to tego właśnie poszukaj
Tak, takie pytania i wątpliwości pojawiały się już wcześniej. On się zmienił i zmienia - niestety na gorsze. Za każdym razem prosiłam, mówiłam co jest nie tak, próbowałam ratować, naprawiać, ale ile można? Złe strony znałam już wcześniej, a co chwila pojawia się kolejna nowa... On się stara przez chwilę, a chwilę później znów jest tak samo, a nawet gorzej.
Na wakacje pojechałam z mężem licząc, że chociaż tam będzie inaczej, że znów się w nim zakocham, że będzie jak kiedyś, ale tak się nie stało. Wiem, że z czasem te motylki w brzuchu znikają, ale szczęśliwym i spełnionym powinno się być cały czas, prawda?
Ten "nowy" nie jest idealny, bo nikt z nas nie jest i nie wiem jak by z nim było. Wiem jak jest teraz. Nigdy nie masz pewności co do przyszłości. Tak jak napisałeś - chcę być wporządku wobec męża i wobec siebie też, bo po prostu chcę być szczęśliwa...
Nie wiem czy w przyszłości nie będę tego kroku żałowała, ale chcę wierzyć, że ta prawdziwa miłość do grobowej deski istnieje i po czasie nie jest ona tylko jednostronna, a każda ze stron tak samo stara się, żeby było dobrze...
każdy to prawda zasługuje na szczęście
pytanie tylko jaką drogą do niego dochodzimy
jedno ci "poradzę"
pobądź trochę sama
to bardzo trudne
ale jakże uczące i kształtujące charakter
Jak tak czytam na forum juz ktorys z rzedu podobny post to mam wrazenie ze niektore laski naogladaly sie za duzo amerykanskich filmow romantycznych gdzie w kulminacyjnym momencie ktores z glownych bohaterow rzuca wszystko w piz...du i pedzi do swojej big love... Blagam was! Co sie z Wami kobietami dzieje? Czy malzenstwo nie ma zadnej wartosci dla Was? Po jakiego grzyba sie hajtacie w mlodym wieku a pozniej mowicie ze zycia nie posmakowalyscie? Trzeba sie bylio wyszalec i tyle. jak patrze na kolezanki w moim wieku ktore maja kilkuletnie dzieci przewaznie z wpadki ktore zostawiaja z babciami a same smigaja w miniowach po imprezach to mnie trzesie! Za bzykanie mogly sie nie zabierac a jak juz sie zabraly to przynajmniej w gumke czy tez w pigulke mogly sie zaopatrzyc. Ale nie o tym... jak sie nie wyszalalas, nie nabzykalas z innymi to wez dupe w troki i odejdz od meza. Nie oszukuj go bo szkoda chlopaka. A Ty rob co chcesz tylko pozniej nie wracaj z podkulonym ogonem do tego jak to nazwalas PRZYZWYCZAJENIA ktore moze sie okazac najlepszym co Cie w zyciu spotkalo!
zauwazylam,no dziewczyna zbladzila ale coz teraz zrobic wpakowac sie w klopoty jest bardzo latwo gorzej potem z nich wyjsc
Agnieta... zbladzila? blagam Cie, tylko nie zbladzila... Wpakowala sie w klopoty na wlasne zyczenie. Ohy i ahy w zwiazku mijaja, ogromna sztuka jest umiec walczyc o swoj zwiazek, pracowac nad nim, rozmawiac ze soba a nie rzucic wszystko w kat do widzenia.
no zyczyc to pewnie zyczyla sobie czegos innego.rozumiem wasze wzburzenie ale wina NIGDY nie lezy w 100%po jednej stronie.nie bronie jej i tez uwazam ze glupio zrobila bo duzo w zwiazku idzie naprawic ale stalo sie.co teraz powinna zrobic kazde wyjscie jest dobre a jednoczesnie zle
delikvent - zgadzam się z tym co napisałeś, dlaczego nasze babcie, ale i też rodzice potrafią być ze soba do końca, a my jesteśmy w takich chorych czasach..mam koleżankę, która jest adwokatem i mówi, że ludzie rozstają się o takie głupoty, że głowa mala...i to nawet nie chodzi o zdrady,bo rzadko kiedy, najczęściej chcą się rozstawać przez pieniądze albo pracę. Tak jak mi kiedyś babcia i dziadek powiedzieli, że w ich czasach coś zepsutego się naprawiało, a nie wyrzucało do kosza. Ludziom się w dupach poprzewracało, ważniejsza jest kasa, praca, rozwój własnej kariery, każdy jest osobną jednostką, która chce wspiąć się na szczyt. Potem nie ma czasu dla dzieci, rodzice zaspokajają dzieci dawając im pieniądze czy drogie zabawki, w ten sposób rozpieszczają nieszczęśliwe dzieci które potem mają problem z okazywaniem uczuć, bo tych uczuć nie dostały. Oglądalam kiedys program o takich biednych ludziach..nawet nie wyobrażacie sobie jaką miłością i czułością się darzą żyjąc w biedzie RAZEM..na złe RAZEM..i są..szanują się wzajemnie... chcialabym sie cofnąć do czasów mojej babci albo rodziców.. (mam 21 lat) moze nie było jakoś super z pieniędzmi może nie było tego co mamy teraz pod ręką internetu itd. ale człowiek wychodził do ludzi, spędzał czas na powietrzu po prostu żył..teraz mozna rachunki wszystko pozałatwiać przez internet kupić wszystko zrobić nawet nie trzeba wychodzić z domu.. matko ale się rozpisałam chyba w połowie tekstu nawet nie do tematu.. ![]()
Kiedys bardziej ludzie doceniali to co mieli, tradycja i wartosci takie jak, uczciwosc, wiernosc, zaufanie naprawde mialy znaczenie.
A teraz? Teraz sa jakies chore czasy, chorzy ludzie ktorzy z niczym sie nie licza. Dzis jestem z kims jutro nie... Dzis kocham, jutro zdradzam a co tam... raz sie zyje. Szkoda slow. To co sie teraz dzieje nie jest normalne.
no normalne to to nie jest szkoda ze piszeny tylko o tych zlych emocjach a zadna nie pisze jak milo spedzila wieczor w domowym zaciszu z partnerem mamy tylko w kazdym poscie jak nie maz zostawil dla mlodszej,to maz bije czy naduzywa alkoholu albo zdrady.czytajac to wszystko to dochodzi sie do wniosku ze zdrada czy tkwienie w chorym zwiazku to chleb powszedni.ja nie wyobrazam sobie zostawic mojego pawla ale gdyby cos to chcialabym mu to szybko powiedziec nawet ze wzgledu na to co nas teraz laczy zasluguje przynajmnie na odrobine szczerosci chociaz szczerosci....