netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Tęczowy most ...

33 odpowiedzi18 160 wyświetleńzałożony przez Gladys, 23.08.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Tęczowy most ...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 34 ]

1

Temat: Tęczowy most ...

Wczoraj pożegnałam i dokonałam jednej z najtrudniejszych decyzji w życiu ,przeprowadziłam na tamten świat mojego przyjaciela który był z nami 13 lat ,wychowywał się ,dorastał, starzał na równi z nami .Mój ukochany piesek Ramzes przez ostatni czas bardzo cierpiał ,nie mogłam już tego znieść ,wszystko spoczywało na mnie ,cały ten ból odczuwałam razem z nim ,płakałam po kątach bo widziałam że jego stan nagle bardzo się pogorszył.Był to cudowny owczarek niemiecki ,niestety jakieś 3 lata temu siadły mu tylne łapki sad jakoś dawał radę jeszcze cieszył się mimo tego że pewnie bolał jego kręgosłup ,że obcierał łapki i ciągle powstawały coraz to nowsze rany ,jeszcze biegał za swoim patyczkiem,kamieniem ,jadł ,żył.Z czasem to się pogarszało ,ciągał je za sobą ,potykał się o nie ,ale jakoś chodził,już nie do słyszał nie dowidział ale miał chęci życia.Jednak jego stan diametralnie uległ zmianie ,obserwowałam jego parę dni ,ciągle sprawdzałam ,już prawie nie wstawał,ciężko oddychał ,prawie nie jadł miał taki smutek w oczach że nigdy tego nie zapomnę sad robił pod siebie ,przemywałam jego ,dałam antybiotyk od weterynarza ale to tylko pogorszyło dostał biegunki nie ustającej ,zalęgły się muchy i nawet już składały jajka na jego grzbiecie w okolicach ogona ,pogryzły jego okropnie ,czułam że to był już jego powolny koniec,wielkie cierpienie ,nie umiałam sobie poradzić z tym ,pojechałam po weterynarza ,przywiozłam jego do mojego Ramzesika.Ocenił jego stan na bardzo ciężki ,można było jego jakoś ratować ,podać silne sterydy kroplówki ,może by pomogło na chwile ale i tak by nie wstał na nóżki ,robiłby dalej pod siebie i żył by w stanie agonalnym ...musiałam podjąć decyzje -uśpienie .Nie zapomnę tego do końca życia ,jego spojrzenia błagalnego ,pełnego smutku i bólu ,tak jest lepiej dla niego ,skończyły się jego męczarnie ,odchodził przy mnie ,głaskałam jego,odganiałam te muchy sad bo on już nie miał sił.Myślałam że cały zabieg będzie trwał krócej,jednak nie...dostał dużo dawek dosercowych i nadal miał wole walki życia sad był taki silny do końca sad nie wytrzymałam rozpłakałam się odeszłam,gdy wróciłam oddał jeszcze dwa ciężkie oddechy i odszedł spokojnie .nie wiedziałam że będzie to taki ból i przeżycie ,jak strata bliskiej osoby z rodziny ,nie mogę się otrząsnąć z tego wszystkiego ,mam nadzieję że znajdą się tutaj osoby które przez to przeszły i dodadzą mi siły i otuchy do pogodzenia się z tym wszystkim i zaakceptowaniem .

2

Odp: Tęczowy most ...

Trzymaj się. To są członkowie rodziny. I to najbardziej wbrew pozorom bezradni. Są całe życie skazane na naszą opiekę. Odpłacają miłością i przywiązaniem. Czasami nasza miłość do nich może się komuś wydawać przesadna. Ale czy oni mają zwierzęta w domu ? Kiedyś mój kuzyn po takiej decyzji jaką Ty podjęłaś powiedział (a miał wtedy 40 lat): "Nigdy w życiu tak nie płakałem, jak wróciłem do domu". Smutne, że odchodzą. Ale jak wszyscy bliscy, których kochaliśmy zostają przecież z nami smile I to niech będzie pociechą.

3

Odp: Tęczowy most ...

Dziękuję za miłe słowa otuchy .Ludzie zazwyczaj nie rozumieją ,a bo to tylko pies ,dla mnie był członkiem rodziny równie ważnym ,nigdy nikomu nie wyrządził krzywdy ,każdy jego darzył sympatią .Ja muszę przyznać że również nigdy tak nie płakałam po stracie jego niżeli gdy odchodził ktoś z rodziny dalszej lub bliższej ,pewnie to kwestia przywiązania obcowania ze sobą na co dzień ,z każdym dniem jest coraz to lepiej ,wsparcie bliskich ich obecność jednak dużo daje ,ale gdy tylko ktoś mnie zaczyna o niego pytać łzy napływają same do oczu .

4

Odp: Tęczowy most ...

Kto tego nie przezyl, ten nie zrozumie. Nascie lat przyjazni i trzeba podjac najtrudniejsza decyzje - wlasnie z szacunku dla tych wspolnych lat. Jeden z najtrudniejszych momentow w zyciu. W takim momencie nie ma dobrych slow. Dlatego przytulam, po prostu.
Od siebie powiem, ze mnie po latach boli juz mniej. Dalej jest to nieprzyjemne klucie, ze juz nie ma tych zwierzakow, ktore kochalam, ale silniejsze sa wszystkie te dobre wspomnienia. I tego nikt i nic mi nie odbierze.

5

Odp: Tęczowy most ...

Dokładnie ,nie zrozumie ten kto tego nie przeżył i kto nie potrafi kochać zwierząt szczerym sercem.Jak na razie omijam jego miejsce ,wczoraj się przełamałam poszłam i znalazłam jego patyczek do rzucania oraz kółko ,to było jego całe życie aportowanie ,nawet ludzie przechodzący obok podwórka rzucali jemu bo tak to lubił.Nie chcę na razie tego wszystkiego wspominać bo wracają te ostatnie dni gdy tak bardzo cierpiał,gdzie byłam bezradna i już nie mogłam temu wszystkiemu się przyglądać i pozostawiać jego na pastwę losu ,mam nadzieje że biega sobie tam w niebie na łące szczęśliwy bez bólu i męki i kiedyś się spotkamy i uściskam mojego kochanego zwierzaka .

6

Odp: Tęczowy most ...
nocnalampka napisał/a:

Kto tego nie przezyl, ten nie zrozumie...

Zgadzam się... Ktoś, kto nigdy nie miał zwierzaka, nie zrozumie nic z tych emocji. A i ktoś będący "właścicielem", traktujący taką istotę po macoszemu - też nie pojmie tego stanu...
Moje życie od lat wypełnione jest "braćmi mniejszymi". Na marginesie - dziwne określenie...
Też rozstawałem się kilka razy w podobny sposób. I też nie zapomnę ...ostatniego, radosnego machnięcia ogonem, ostatniego tchnienia, tych wpatrzonych i gasnących oczu...
I tej cholernej pustki później.

7

Odp: Tęczowy most ...

sad mam jeszcze dwa pieski ale Ramzes był z nami najdłużej ,myślałam że nie będę chciała być przy tym jak weterynarz dokona uśpienia ,że tego nie zniosę ,ale postanowiłam być silna ,być z nim do końca żeby czuł że nie jest sam że zawsze był kochany aby jemu było łatwiej ,raźniej nie wiem sad wszystko to co zrobiłam to z myślą o nim ,ta decyzja ,odłożyłam swoje uczucia na bok .Nie żałuje ,jednak to wszystko zostanie ze mną na zawsze ,ten widok jego ostatnie tchnienie ...

8

Odp: Tęczowy most ...

Emilko, wiem, ze teraz bol jest jeszcze ogluszajacy, ale przyjda takie dni, kiedy najsilniejsze wspomnienia to beda te z czasu jego mlodosci, nieporadnego szczeniectwa, wspolnych zabaw.

9

Odp: Tęczowy most ...

Wspolczuje i zycze sily.
Mnie to dopiero czeka. Razy dwa.
Tez mam dwa owczarki i czasem mysle czy dam rade byc silna dla nich..?
Czas pokaze...
Poki co ciesze sie kazdym dniem z nimi i staram sie uwiecznic jak najwiecej wspomnien.
Wiem ze bedzie trudno, juz teraz jak sobie pomysle to mi przykro...
Chcialoby sie zatrzymac jak najdluzej istoty ktore kocha sie bezgranicznie...

10

Odp: Tęczowy most ...

Emilko współczuję Ci całego serca, wiem co przeżywasz.
Całkiem niedawno musiałam uśpić psa, który był z nami ponad 15 lat.
Nie wiedziałam wcześniej, że odejście psa może tak samo mocno zaboleć jak śmierć człowieka.
Już nigdy więcej nie wezmę żadnego zwierzaka, nie czuję się na siłach przeżyć ponownie taką traumę
jak podejmowanie decyzji o uśpieniu psa. Bo myślę, że łatwiej byłoby się z tym pogodzić, gdyby
sam zamknął oczy.
Jak przeczytałam twój post, wszystko wróciło i łzy miałam w oczach.
Trzymaj się, wszystko mija i kiedyś będzie lepiej.

11

Odp: Tęczowy most ...

Dziękuje Wam wszystkim :* Brenka tak bardzo współczuje ,ja też nie wiedziałam że tak mnie to dotknie ,z czasem jest lepiej ,póki jego nie wspominam jestem spokojna jednak jak tylko o nim pomyślę ktoś coś wspomni to zaraz łzy mnie zalewają.Zastanawiam się nie raz jak by było gdyby żył dalej ,jakbym może starała się jego ratować i zrobić wszystko co w mojej mocy ,ale wiem że na wiele by się to nie zdało ,że tylko przedłużyłabym jego cierpienia ,żaden cud by się nie stał i również myślę w ten sposób że już nigdy więcej zwierzaka ,a już na pewno nie owczarka ,mam jeszcze dwa psy -yorka do którego jestem bardzo przywiązała bo jest naszym domownikiem i mieszańca zabawnego na podwórku ,ale Ramzes wiadomo spędził z nami kawał życia ...mam nadzieję że pózniej będę pamiętała tylko tego zdrowego wesołego pieska co kiedyś a nie schorowanego cierpiącego sad Przytulam mocno Was ,tych których czeka ten straszny moment i tych którzy mają już to za sobą ,musimy być silni ,oby tam było im lepiej .

12

Odp: Tęczowy most ...

sytuacja podobna sprzed dwu miesiecy ...pamietnej nocy ..chwila gdy Maykuś sam biegał za ogrodzeniem ..a robil to poznym wieczorem codzien ..i ..bol łzy i cierpienie ...i jego przepraszający wzrok1!  ..Potrącił go ktos lub zakatowal ..łamiąc kręgosłup i obezwladniajac nóżki ! ..nieqiwiemy co stalo sie w ciagu kilku chwil ..ale Nasz najslodszy Matus niemogł sam sie poruszac tylko ciagnął  nnóżki za soba ...żal patrzec widok straszny! ..szukanie po nocy weterynarza i pomocy ..i wyrok!-nie ma ratunku ..................Nie wstanie na nozkach ..ciężka decyzja i wtedy ...zacząłpadac deszcz!!! ...padac ..potem lał..aż ..rozpętła sie burza ..gdy jego wzrok gasł .....uspiony strzykawka ....Kochamy Cie Majkuś ...nadakl tak bardzo ...ze bół dusze rwie ..Biegaj ...za tęczowym mostem ......................

13

Odp: Tęczowy most ...

Emilko - trzymaj się.
Doskonale rozumiem bo przeszłam to dwa lata temu. Mój owczarek miał dopiero 11 lat, ale dopadł ją nowotwór kości. Pierwszego dnia kiedy sterydy przestały działać (leczyliśmy ją 6 miesięcy) i zaczęła cierpieć, została uśpiona. Ja nie byłam w stanie pojechać do weterynarza, pojechał mój mąż z naszym przyjacielem. Sam nie dałby rady jej nieść, a nie mogła stać. Wrócił dopiero po paru godzinach, domyślam się, że musiał się wypłakać poza domem. Ja ryczałam w domu.

Nie mogę znieść "mądrości" niektórych ludzi twierdzących, że "przecież to tylko zwierzę". To oczywiste, ale przecież także je kochamy, nie tak jak ludzi, inaczej, ale też zostawiają pustkę.

Podobnie jak Brenka postanowilismy na razie nie brać nowego zwierzaka, bo przeżycie było zbyt bolesne.

14

Odp: Tęczowy most ...

Agnieszko to samo myślałam ,on był już w bardzo złym stanie ,martwiłam się bo rozpadał się deszcz a on jak zwykle nigdzie się nie chował ,biegałam do niego co chwile płakałam nie mogłam już tego znieść ,jak wstał ,potykał się o własne nogi i sam nie wiedział gdzie idzie sad mój biedny piesek sad i ten jego wzrok który utkwił mi w pamięci chyba na całe życie.Luc te zwierzaki zostaną w naszych sercach na zawsze ,wspomnienia dalej będą przywoływać ból ale oby i te dobre myśli zanim jeszcze to wszystko się stało.Ja się mam już lepiej,bynajmniej nie siedzę i nie płaczę ,boli ,ale kiedyś to minie.Nie chcę na razie żeby ktoś mi o nim przypominał ,bo to wraca wszystko.

15

Odp: Tęczowy most ...

Emilka - mnie juz wspomnienia o mojej suni bólu nie sprawiają bo minęło dwa lata. Teraz tylko wspominamy miłe chwile z nią, te zabawne, to jak pomogła nam wychować dzieci - naprawdę. Tylko teraz gdy czytałam Twój post, wspomniałam o jej chorobie i łzy same popłynęły.

16

Odp: Tęczowy most ...

I znowu tragedia...nie mam już sił na to wszystko ,ojciec kupił ponad tydz temu szczeniaczka -owczarek niemiecki długowłosy ,cudowny psiak ,taki jak niedźwiadek miał 9 tyg a był taki wielki puchaty ,słodki po prostu .Pierwsze dni u nas wiadomo oswajał się ,stawał się coraz fajniejszy ,weselszy ,skory do zabaw po prostu cudowny ,cieszył się na każdy nas widok witał ,był z nami nie całe dwa tyg ...:( i stało się dziś coś strasznego ,mama na chwilę wyszła do sklepu i zostawiła go na podwórku miała zaraz wracać .Przyszła a Basterka nie ma...zaczęliśmy go wszyscy szukać ,ale podejrzewaliśmy najgorsze,że wpadł do przerębla w stawie...łudziłam się że może gdzieś na podwórku leży albo ktoś ukradł ,jednak okazało się to najgorsze...brat wyłowił Go ze stawu ;( nie mogę się pozbierać ,zawsze mówiłam że on jak dziecko nie wolno zostawiać zwłaszcza że staw na podwórku ,ale każdy że to chwila nic się nie stanie a jednak...a zdążyłam już Go pokochać ,chciałam żeby dorastał u nas że te kilkanaście lat będzie z nami do starości ehhh:(

17 Ostatnio edytowany przez nokiaaa (2013-03-20 16:51:57)

Odp: Tęczowy most ...

Witam mam przypadek chorego kota u mojej dalekiej krewnej, kot ma straszliwe robaki, odrobaczanie nic nie dało, od razu powiem że nie stać mnie na ratowanie zwierzęcia, a daleka krewna(ciotka) jest jakąś rencistką, czy jest możliwe uśpienie zwierzęcia?uśpienie na zyczenie.

18

Odp: Tęczowy most ...

uśpienie też kosztuje i robi się to w wypadku gdy już nie ma żadnego ratunku ,gdy medycyna zawiodła ,leki nie pomagają stan się pogarsza i nie ma światełka nadziei a zwierzę cierpi.Na życzenie się nie zabija zwierzaka ,może lepiej iśc z nim do weterynarza który oceni sytuację koszt nie powinien być wielki takiej wizyty a może uratować kotka.

19

Odp: Tęczowy most ...

Gladys moja krewna nie jest osobą, która wyłoży pieniądze na leczenie zwierzęcia, a mi szkoda żeby po prostu powoli zdychało! Już lepiej dac zastrzyk raz i koniec. Szkoda że mnie nie stać na leczenie, za taki 60zł miałabym 2paczki pieluch. Nie stać.

20

Odp: Tęczowy most ...

Jeśli nie stać kuzynkę to po co jej zwierzaki w domu?? przecież wiadomo że to wydatki ,czasem niezbędne wizyty u weterynarza i leczenie ,trzeba być odpowiedzialnym .

21

Odp: Tęczowy most ...

Nie wiem czemu bierze skoro ja nie stać. Ja mówię do niej w trzeciej osobie "ciociu" a z jej córkami jestem na dzien dobry. Ostatnia rzecz jaką zrobie, to będzie doradzanie jej.
Gladys co zrobic, nie moja sprawa:(

22

Odp: Tęczowy most ...

ehh szkoda mi tych zwierzątek no ale co poradzić świata nie zmienimy ...kotek zamęczy się na śmierć za pewne zostawią go samemu sobie .Nie wiem ja mam inne podejście zwierzeta traktuje poważnie i z godnością nie mogę pozwolić na cierpienie tych stworzeń.Dobrze że chociaż Ty nie pozostałaś obojętna na los tego kotka a może niech po prostu pójdzie do jakiegoś weterynarza powie o jej sytuacji że nie stać jej i czy po prostu nie pomoże temu zwierzakowi bez interesownie ...może są jeszcze na tym świecie ludzie z wrażliwością

23

Odp: Tęczowy most ...

Gdyby jednak była możliwość uśpić i tyle!na pewno by sie nie meczył tak:( a weterynarze?drodzy

24

Odp: Tęczowy most ...

Ferdusia znalazłam 05.12.2012 na śmietniku wraz z siostrą Lenką. Dzieciątka wykarmiłam przez strzykawkę, z wielką radością obserwowałam, jak otwierają oczka i stawiają pierwsze kroki. Martwiłam się, gdy któreś nie ma apetytu czy jest smutne...
Ferduś był wspaniałym, pełnym energii kocurkiem. Uwielbiał siedzieć w koszu na pranie, rano domagał się saszetki w sosiku... Niedawno dostał hamaczek, na którym odpoczywał... Przekochany kot...
Mam jeszcze inne koty - w domu i bezdomne, ale ze stratą żdnego nie można się pogodzić...
Ferduś odszedł w nocy 08.10.2014
Świat się zawalił...
Stracił tylko apetyt, był trochę markotny... Wyniki badania krwi wykazały stan zapalny w organizmie. W gabinecie miał lekką tachykardię - emicjonalną?
Po 21:00 Jego stan nagle się pogorszył... Zaczął ciężko oddychać... Nie chcę sobie tego przypominać...Zbyt boli...
Moje Słoneczko zgasło... Nie mogłam pomóc, dodzwonić się do weterynarza...
Pozostały pustka, żal, smutek i ból...
Żegnaj, Aniołku..
Czekaj tam, gdzie jesteś...
Przyjdż choć we śnie...
Do zobaczenia...

25

Odp: Tęczowy most ...

Trzymajcie się, Drodzy. Też trzy lata temu musiałam pożegnać swoją kicię. Miała chłoniaka nerek. Walczyłyśmy o nią z matką do końca. Był zwierzęcy onkolog, regularne kroplówki, podawanie leków w domu. Kicia odeszła 3 miesiące po postawieniu diagnozy. Dziś nadal mi jej brakuje, a sprawy nie ułatwia fakt, że wielu ludzi nie rozumie takiego przywiązania do zwierzęcia. W Ameryce podobno są psychologiczne grupy wsparcia dla właścicieli umierających czworonogów. Być może doczekamy się takich również w Polsce.

26

Odp: Tęczowy most ...

Witam jestem tu nowa znalazlam ta strone szukajac pomocy po stracie ukochanego przyjaciela .W Wielkanoc moja stokrostka odeszla z tego swiata a ja nieumiem sobie z tym poradzic bol jest tak mocy ze nieumiem funkcijonowac normalnie czy moze ktos wie jak sobie poradzic

27

Odp: Tęczowy most ...
ania291 napisał/a:

Witam jestem tu nowa znalazlam ta strone szukajac pomocy po stracie ukochanego przyjaciela .W Wielkanoc moja stokrostka odeszla z tego swiata a ja nieumiem sobie z tym poradzic bol jest tak mocy ze nieumiem funkcijonowac normalnie czy moze ktos wie jak sobie poradzic

Cóż, jedyna pomocą będzie tylko stwierdzenie, że czas będzie Ci pomocnym... Zawsze taki ból jest nie do zniesienia, ale za jakiś czas bliższe staną Ci sie wspomnienia zabawnych i miłych - z Nią - chwil, a te ostatnie, jakże dojmujace będą już tylko czymś nieodłącznym, ale będącym jedynie w tle. Dla złagodzenia tego żalu uświadom sobie, ze ta śmierć to naturalna kolej rzeczy. Zakładam, że całym sercem dbałaś, by Twoja Przyjaciółka miała dobre życie. To wszystko co mogłaś dla niej - przez cały dany jej czas - zrobić. Tylko i aż. Znam to już dobrze... Nawet teraz, pomimo upływu lat wspominam, ale ze smutnym usmiechem te wszystkie dane nam chwile. Musisz przejść tą żałobę, to naturalne... Kto wie, byc może znów Ja kiedys spotkasz...?

28

Odp: Tęczowy most ...

Doskonale to rozumiem i bardzo Ci współczuję. Pół roku temu miałam podobną sytuację z moim labradorem. Charlie miał 11 lat. Zaczął puchnąć w okolicach szyi, dusił się. Szybka wizyta u weterynarza i diagnoza - nowotwór tarczycy. Leczyliśmy go w każdy możliwy sposób. Okazało się, że ma przerzuty do jąder - więc trzeba było przeprowadzić kastrację. Operacja, silne leki sterydowe. Po operacji był tak osłabiony, że wdało się zakażenie, potem ropne zapalenie skóry. Trzeba było całego psa ogolić i codziennie myć specjalnymi szamponami i smarować całego maściami. Po dwóch tygodniach było lepiej, sierść zaczęła odrastać. Potem okazało się, że pies ma przerzuty do mózgu i rdzenia kręgowego. Oślepł, obijał się o ściany, spadał ze schodów. Robiłam co mogłam,ale sama nie dałam rady nosić ponad 40 kilogramowego psa na rękach.  Na szyi wychodziła opuchlizna co dwa dni, miał wielkiego guza wielkości drugiej głowy. Przestał chodzić, łapy odmówiły posłuszeństwa, załatwiał się pod siebie. Pamiętam, że ostatniego dnia pojechałam po takie duże pieluchy do apteki żeby chociaż na to mógł się załatwiać. Jak wróciłam (po około 10 minutach) guz był tak wielki, że pękło naczynie krwionośne, pies już był w agonii. Telefon do weterynarza i niestety trzeba go było uśpić, chociaż w praktyce sam już umierał,bo oddech miał bardzo nieregularny. Przeżyłam to strasznie, nie chciałam od niego odejść chociaż już nie żył, cały czas siedziałam i go głaskałam. Miałam wiele psów,ale ten był szczególnie wierny i przepełniony miłością. Mam żal do weterynarz, która się nim zajmowała, bo często było tak, że bagatelizowała moje słowa, twierdząc że "Czego pani chce,przecież sierść odrasta, a jakby był chory to na pewno tak ładnie by nie rosła. Jeść je, pić pije, więc będzie dobrze".  A ja jej wierzyłam, bo chciała wierzyć, że z Charliem będzie dobrze, w końcu to weterynarz to chyba wie co mówi. Poza Charliem mam jeszcze jednego psa, spaniela, który od szczeniaka wychowywał się z naszym labradorem, po jego śmierci miał ciężką depresję, przestał jeść, wychodzić z domu, bał się własnego cienia, ciągle szukał Charliego. Wszyscy domownicy byli przekonani, że za chwilę stracimy drugiego psa. Na szczęście znaleźliśmy dobrego weterynarza, który nie zbagatelizował problemów psychicznych naszego spanielka i teraz jest z nami zdrowy i szczęśliwy. Żałuję, że nie pojechałam z Charliem do tego weterynarza, ale on potwornie bał się jeździć samochodem i nie dojechałby tak daleko. Wiem, że pewnie nie udałoby się już pomóc Charliemu, ale mam bardzo złe wspomnienia z Panią weterynarz, która się nim zajmowała. Sama mówiła do mnie, że ma dyżury 24 godziny i gdyby się działo coś złego to mam dzwonić niezależnie od pory dnia i nocy. To zadzwoniłam kiedy widziałam, że jest już w agonii i cierpi, a ona powiedziała mi , że mam jej nie przeszkadzać i nie dzwonić z głupotami... Żal pozostał.
Wiem co czujesz, ja po pół roku nadal nie mogę myśleć o moim kochanym piesku, bo od razu płaczę. Nie ma innej rady jak tylko czas,on złagodzi trochę cierpienie, ale nigdy i tak nie zapomnisz swojego przyjaciela. Trzymaj się.

29

Odp: Tęczowy most ...

7 września- mój 8 letni Opliś czekał na mnie, ale już nie przy drzwiach, tylko leżał na swoim kocyku. Wróciłam z pracy wcześniej, żeby z nim pojechać do weterynarza. W momencie, w którym odpaliłam silnik, odwróciłam się i zobaczyłam jego wpatrzone w siebie oczy i cichutkie skomlenie. Wyskoczyłam z auta i dopadłam do mojego przyjaciela na tylnym siedzeniu, głaskałam, błagałam, żeby na mnie spojrzał, że musi żyć, że...z oczami pełnymi łez, z płaczem, szlochaniem jechałam do weterynarza. Żywy, pełen energii kundelek, pogryziony 8 dni wcześniej przez psa, któremu pani nie założyła smyczy. Jego smutek i apatię składałam na karb tego pogryzienia, nie pomyślałam, że mamy przed sobą tylko jeden tydzień sad W sobotę wizyta weterynarza w domu. Zastrzyki wzmacniające, przeciwbólowe, witamy B..pobrana krew...i wieczorem telefon. Babeszjozy nie ma, ale nerki w stanie fatalnym. Będziemy próbować leczyć. W niedzielę wizyta w gabinecie. Mój psiak słabiutki, ale pani weterynarz daje nadzieję...trzeba płukać nerki.. W poniedziałek miała być kolejna wizyta... Mijają prawie 3 tygodnie a ja nadal jestem w rozsypce i nie potrafię sobie poradzić. Piszę i płaczę...

30

Odp: Tęczowy most ...

Poplacz poprzezywaj jak tak czujesz.
Wiem co czujesz. Miałam tak samo. Może pomoże Ci pisanie tutaj? Na pewno był miłym i pięknym psem. No widzisz tak to już urządzone, ze one odchodzą pierwsze. Podobno żyją pięć razy krócej niż ludzie i to ich jedyna wada. A może i dobrze? Kto by chciał osierocic swojego psa?
Trzymaj się ciepło.

31

Odp: Tęczowy most ...

Mój kot odszedł dwa lata temu, miał koci katar, myślałam że z tego wyjdzie, tak jak z innych chorób, ale nie wyszedł, następnej nocy znalazłam go martwego w piwnicy, miał 15 lat i był moim najlepszym przyjacielem. Ciężko się pogodzić z tym, że przyjaciele odchodzą. Trzymajcie się !!!

32

Odp: Tęczowy most ...

Moja kochana  Mikusia miala 11 lat.Tak bardzo ją kochalismy. Jestesmy starszym małzenstwem.Była naszym kochanym serduszkiem.Szczegolnie mąż bardzo był z nią związany,to on chodzil na spacery,karmil, odpoczywali razem.

W poniedzialek rano jak zwykle wyszli na spacer,weszla na dosc wysoki murek,zawsze tam chodzila...i nagle wystraszyla sie duzego psa odskoczyla w bok i spadla na chodnik.Maz wziąl ja na rece z bolu chyba ugryzla go w palec ,przyniosl do domu,byla juz w agonii..Glaskalam ,tulilam plakalam a ona nic, języczek wysuniety, oczka zmienily kolor.Szybko do lekarza ,zastrzyk w serce zeby pobudzic , usg wykazalo zlamany kregoslup i glowna zyle do serca.

Nie mozemy przestac plakac,nie mozemy normalnie funkcjonowac,mogla z nami jeszce dlugo zyc,byla sprawna zdrowa.Mąz sie obwinia za ten wypadek.Jest nam strasznie cięzko.Tęsknimy.

33

Odp: Tęczowy most ...

Pieknie to opisalas.Ciesze,ze sa takie osoby,ktore tak kochaja swoje zwierzeta.Niestety,tez tego doswiadczylam.Przezylam smierc kotka,pieska,drugiego kotka ,pajaka.Pisanie o tym jest chyba dla mnie zbyt intymne...Moge jedynie napisac o tym,co mnie spotkalo 4 dni temu.Szlam ulica w centrum mojego miasta i zobaczylam grupke dzieci ,pochylona nad martwym kotem.Byly bardzo jego smiercia poruszone.Kilka razy dzwonily po straz miejska ,a oni ciagle te dzieci oklamywali,ze juz jada po niego.Nawet wymyslili bzdure o pogotowiu dla zwierzat,ktore juz po tego kotka jedzie.Pamietam ich upor,jak mowily do mnie"wie pani,my pojdziemy do domu nawet o zmroku,ale ta straz musi po niego przyjechac".To bylo dla mnie bardzo wzruszajace.I powrocila we mnie wiara w ludzi...

34

Odp: Tęczowy most ...

my wszyscy, milosnicy zwierzat, musimy przez to przejsc.
Pozegnalam nie tak dawno swojego kundelka i bylo to dla mnie koszmarne doswiadczenie. Umieral spokojnie, w domu, dostal narkoze a potem, po kilkunastu minutach, gdy zasnal gleboko, wlasciwy zastrzyk... ale mimo tego komfortowego odejscia, to bylo dla mnie przerazajace. Nie chce juz o tym pisac, bo raz, ze juz o tym pisalam, dwa, nakrece sie i znowu wszystko wroci, jakby dzialo sie tu i teraz.
Zastanawiam sie tylko, kiedy przestane odczuwac smutek, myslac o nim. Kiedy bede mogla ze spokojem i usmiechem wspominac jakim zabawnym i kochanym byl wariatem. Na razie, gdy zaczynam rozmyslac o nim, nie moge powstrzymac lez... Ide ulica, widze psa ganiajacego radosnie, usmiecham sie na ten widok, ale zaraz zaczynam wspominac swojego i juz mam mokro w oczach... Nie moge nad tym zapanowac. Pochowalam wszystkie jego zdjecia, zeby nie prowokowaly wspomnien. Wyrzucilam w koncu jego miske na wode, do ktorej ciagle te wode wlewalam...
Ech... Trzymajcie sie cieplo...

Posty [ 34 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Tęczowy most ...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026