witam. jestem tu pierwszy raz ale już nie wiem co mam myśleć o naszym związku... Znamy sie z P. od 5 lat, przez 3 lata byliśmy przyjaciółmi. Od zawsze czułam do niego słabość ale nigdy nie brałam pod uwage czegoś więcej bo on jest ode mnie 13 lat starszy. Zawsze mnie pocieszał i wspierał. Czesto przyjeżdzał na tak zwaną kawe. Moi rodzice go uwielbiali, zresztą jest typem człowieka którego nie da sie nie lubieć. Miły, szarmancki, tajemniczy, dzentelman. Liczyła sie dla mnie tylko przyjazn. Az do pewnego momentu kiedy wyjechałam na wakacje na 2 tygodnie. Tam myślałam ze oszaleje z tesknoty za nim. Zaczeło do mnie docierać ze to chyba coś więcej niz przyjazn... Kiedy pojechaliśmy w góre wszystko stało się jasne - nie mozemy bez siebie życ i kochamy sie do szaleństwa. Przeżyłam cudowny rok pełen niesamowitej miłości i szczęścia. Wszyscy mówili ze jesteśmy jacys nie normalni w tej miłości, ze ta milosc z nas ocieka. Cierpieliśmy gdy musieliśmy przechodzić do zwykłych obowiązków jak studia czy jego praca. Miłość idealna o jakiej marzyłam całe życie. Potem zaręczyny w naszych kochanych górach i ślub po roku bycia razem. Mieszkanie tylko sami. Szczęscie nie miało granic. po roku narodził sie nasz synek. na początku było idealnie, płakałam ze szczescia. Mały ma juz 3 miesiące i od jakiegos czasu mam wrażenie ze coś sie zmieniło... nie wiem co. moze to dlatego ze juz nie jestem taka ładna jak kiedys, jestem grubsza, mam rozstepy...to płytkie i on nigdy nie zwracał uwagi na takie przyziemne sprawy a przynajmniej tak myslałam ale teraz coraz mniej mnie przytula, duzo siedzi przed tv i kompem. Dla mnie ma mało czasu, jest jakis przybity a kiedy go pytam dlaczego to mówi ze boi sie o prace itp. I mówi ze mnie kocha ale ja juz tego nie czuje:( czasem sobie myśle że to straszne ze z tak wielką miłością mogło sie cos stać... jego zachowanie odbieram tak jakby miał juz dosć i mnie i naszego synka. Mały daje w kość ale to chyba nie powód zeby mnie nie przytulać. Nie kłocimy sie bo nigdy tego nie robiliśmy ale jest jakiś obcy. Zachowuje sie jakby mnie juz nie kochal. Ostatnio jak rozmawialiśmy o jego bracie to powiedział ze w jego wieku to juz byle jaka byle była, tyle że on ma teraz tyle lat ile miał mój mąż gdy braliśmy ślub... Co mam zrobic zeby znów było jak kiedyś? zeby znow za mną szalał... czy on mnie wogóle kochał tak bardzo jak twierdził.
Podobne tematy
Ja myślę, że Cię kocha, tylko powiedz, czy ty sama nie odsunęłaś męża od siebie kiedy urodziłaś dziecko? Wielokrotnie kobiety wtedy odsuwają mężczyzn. oczywiście jest to podświadome działanie i wynikające z instynktu, ale jednak się dzieje.
Musisz rozmawiać z mężem, i tak długo go naciskać, aż Ci powie co się dzieje, bo wydaje mi się że praca to wymówka.
Ja sie facetowi nie dziwie, ze sie o prace martwi. Ekonomiczna sytuacja jest ciezka, a on (jak przypuszczam) ma teraz na utrzymaniu i Ciebie i dziecko. To strasznie nerwowe i wyczerpujace. Do tego jeszcze dodaj niemowlaka, ktory budzi Was kilka razy na noc. No przeciez to masakra! Twoj maz BARDZO Cie pewnie kocha ale jest tylko czlowiekiem i stres mu w kosc daje. Badz bardziej wyrozumiala i sprobuj sobie znalesc choc odrobine czasu dla siebie (wiem, ze trudne przy dziecku, ale nianke na kilka godzin miec mozesz, przeciez to nie za drogie, albo zostaw na dzien z rodzicami czy kolezanka) i rozluznij sie sama, moze do silowni idz, poplywaj, ksiazke poczytaj, ze znajomymi sie zobacz i odciaz troche meza od czucia sie tym na ktorego barkach cala rodzina lezy. Sama poczujesz sie lepiej, oboje wreszcie sie wyspicie pozadnie i zmniejszony stres zwroci jego uwage na to jaka wspaniala kobiete ma za zone.
nie, urodzenie dziecka we mnie nic nie zmieniło, wręcz przeciwnie. Stale chce go przytulać i to robie ale czasem mam wrazenie ze sie narzucam wiec staram sie rzadziej to robić ale do czego to prowadzi? często go pytam o co chodzi ale zawsze to samo: że ciężka praca, że niewiadomo czy go nie wyrzucą, że co wtedy zrobimy itp. Tylko ze on zawsze był optymistą i nigdy nie martwił sie na zapas. Dlatego dziwi mnie to ze teraz sie zaczal tak przejmowac...
Macie dziecko, wiec chce byc rozsadny i odpowiedzialny, kto inny zapewni Wam bezpieczenstwo finansowe, jak nie On. Dziecko to ogromna zmiana, ktora wymaga juz potem "suchych kalkulacji", wiec martwi sie bardzo,ze Zonie , ktora tak bardzo uwielbia i ktora urodzila Mu to kochane Dzieciatko bedzie moglo czegos zabraknac.
LOLKA, po pierwsze myślę, że on nadal Cię kocha, wasza miłość dojrzewała w przyjaźni, wiele razy mogliście na siebie liczyć i wspieraliście się, taka miłość nie kończy się z dnia na dzień. Miłość się nie skończyła tylko zmieniła się. Kiedyś byliście tylko we dwoje, szaleńczo zakochani. Teraz jesteście rodziną i wasza miłość dojrzała.
Jak już ktoś zauważył, Twój mąż czuje teraz na sobie większą odpowiedzialność, za dziecko. I z tego powodu nasiliły się obawy o stratę pracy, bo boi się, że wtedy nie będzie w stanie zapewnić wam stabilizacji finansowej. Wspieraj go i porozmawiaj: skąd biorą się te obawy, czy są zasadne czy to tylko czarny scenariusz męża. Zapewnij go, że we dwoje napewno sobie poradzicie.
Wasza miłość nigdy nie będzie już taka sama, bo tak to jest z miłością, że z czasem zmienia się jej oblicze. Ale to nie znaczy, że inna, znaczy gorsza. Wciąż trzeba dbać o nią, przytulać się, wspierać, spędzać razem czas. Zaangażuj męża we wspólne prace i planuj jak ciekawie spędzać czas rodzinnie i sam na sam z mężem, aby nie wkradła się nuda i monotonia.
Jak zacznie tak znów mówić, zapytaj: ilu znałeś ludzi, co umarli z głodu? Damy radę, dopóki mnie kochasz. Ale musisz mi to okazywać jak kiedyś. Bo moje poczucie bezpieczeństwa zależy od tego, czy mi okazujesz miłość. Nie bój się, synek zaraz urośnie, jak będzie trzeba pójdę do pracy. Nie jesteś sam i nie będziesz. Tylko bądź dla mnie ciepły i gorący, a nie letni, bo jak jesteś letni to się źle czuję.
On musi wiedzieć, co czujesz. A Ty postaraj się dowiedzieć, co on czuje. Praca... Cóż, nie ta to inna. A nie mógłby założyć własnej działalności? Wtedy nie będzie zależny od jednego pracodawcy, tylko od 1000 klientów. Jeden klient zrezygnuje, to będzie jeszcze 999.
Przeczytalam i postanowilam ze tez cos napisze. tez mam problem moj maz pracuje za granica od nie calego roku, malzenstwem jestesmy 6 lat. wlasnie kilka dni temu znowu pojechal a ja strasznie tesknie, poprostu jest mi bardzo ciezko. mamy dwojke dzieci 4 latka i roczek. ja staram sie jak moge dzwonie i pisze smy, wieczorami on dzwoni na skypa rozmawiamy kilkanascie minut i jemu to wystarcza. ma ciezko napisac smsa, bo twierdzi ze szkoda kasy , mowi zebym dzwonila a jak juz rozmawiamy to czuje sie jak jego kolezanka...zero czulości . mam wrazenie ze on tam dopiero odzywa, jest radosny i to cholernie mnie boli bo ja nie widze tej tesknoty... ![]()
mój mąż tez sie czasem zastanawia nad praca za granicą...ale jesli to ma wyglądac tak jak u Ciebie to nigdy sie nie zgodze. no i ja tez mam wrazenie ze jak gdzies wychodzi to odzywa a siedzenie z nami go przygnębia...nie wiem co o tym myśleć. moze faceci tacy poprostu są
nad własną działalnością tez myslal ale to nie jest takie proste:(
Faceci tacy są? Nie. To my im pozwalamy się opuszczać (W KAŻDYM ZNACZENIU). Ex się odsuwał, więc ja się starałam, żeby jakoś to posklejać (dzieci). W końcu ja dawałam z siebie wszystko, a gdy chciałam czegoś dla siebie to była wielka łaska albo obraza. Gdy nie dało się porozumieć postanowiłam odejść I CO? On zaczął błagać, prosić i tłumaczyć, że było mu dobrze i był ze mną szczęśliwy i nie zauważył, że ja nie jestem szczęśliwa. Gnojek.
Powiem Ci co możesz zrobić. Jak trzeba to wymusić, wykrzyczeć, wytupać takie traktowanie, jakie Tobie odpowiada. Koniec kropka. Nie ma innego sposobu. ON MA ROBIĆ TAK, ŻEBY TOBIE BYŁO DOBRZE. Jeśli nie uda Ci się tego wyegzekwować, powiedz że odchodzisz. I odejdź. Oszczędzisz czas i zdrowie.
Co się stanie gdy tego nie zrobisz? On będzie się smutał. Ty będziesz niepewna, coraz bardziej niepewna i nieszczęśliwa. Zszarzejesz, zmęczysz się, zbrzydniesz, zestarzejesz się. On będzie się czuł niemęski będzie szukał potwierdzenia swojej męskości w ramionach innej. Ty będziesz cierpiała i gasła.
Co się stanie gdy zrobisz co mówię? On będzie czuł się męski, spełniony jako mężczyzna - będzie obok siebie miał szczęśliwą, kwitnącą Kobietę. Inne będą na niego patrzyły, ale on nie będzie miał dla nich czasu i energii - całą weźmiesz Ty i dziecko. On będzie dumny - inne zszarzałe kobiety drepcące gdzieś za swoimi mężami nie będą go kusić - Ty będziesz atrakcyjniejsza - dla niego i wielu innych, którzy będą mu zazdrościć.
Przyjaciel mojego kochanego chlapnął kiedyś, gdy mu tłumaczyłam sprawy damsko-męskie: bo ty jesteś wyjątkowa. Mój kochany był dumny, a ja się rozejrzałam, czy nie słyszy żona tego kolegi. Tak. Jestem wyjątkowa. Szanuję siebie i swój czas. Gdyby mój kochany przestał okazywać mi miłość w sposób, którego chcę i gdyby nie naprostował się po moich instrukcjach, zostawiłabym go.
Brzmi brutalnie? Trudno. Dostajesz to, na co się zgadzasz. Zapamiętaj. Dostajesz to, na co się zgadzasz.
Artemida to ma sens co napisałaś ale fakt brzmi brutalnie:( nie wiem czy bym tak potrafiła...jestem naiwna, słaba i wrażliwa, zawsze taka byłam. Kocham go nadludzko i chce żeby był szczęśliwy bo o to w miłości chodzi...żeby poświęcić siebie dla szczęścia tej drugiej osoby tylko że teraz ja sie zastanawiam czy jestem szczęśliwa... niby tak ale byłam bardziej.
Artemida, nie przeginaj. Przeciez jasno z postu widac, ze facet Lolke kocha ale jest zapracowany, zmeczony i w ciaglym stresie. To nie jest wina ani Lolki ani jego. To po prostu rzeczywistosc po narodzinach dziecka- nowa odpowiedzialnosc i wiele nowych obowiazkow. Poza tym, on jest duzo od niej starszy wiec tez mu energii brakuje czasem.
Lolka, odprez sie, zajmij sie soba i daj mezowi odpoczac. Nie naskakuj na niego- to irytujace zachowanie. On wkrotce sie przyzwyczai do malego dziecka, ochlonie troche i zacznie znajdowac czs dla Ciebie. Glowa do gory! ![]()
Lolka, wyjazd za granicę niech twój mąż zostawi na czas kiedy faktycznie będziecie z głodu umierać. Jeżeli juz to razem. Byłam za granicą 10 lat, wiem co tam się dzieje i co faceci tam wyprawiają jak sa sami. Zreszta dziewczyny też, nie oszukujmy się.
Moim zdaniem mąż Cię kocha, musisz mu szczerze powiedzieć co czujesz i od niego też wyciągnąć co czuje.
Często ludzie w małżeństwie rozmawiają o wielu rzeczach, dogaduja się, kochają, niby jest OK, ale uczucia nie do końca nazwane gdzieś zostają, pojawia się żal "bo on (ona) nie rozumie, nie domyśli się". No cóż nikt wróżką nie jest.
Rozmawiajcie o tym co czujecie.
I jeszcze jedno, musicie sie wspierać: on musi być pewny, że może na Ciebie liczyć i Ty na niego.
Zastanów się, jaki ciężar odpowiedzialności za waszą rodzinę na nim ciąży, jeżeli jak piszesz ty jesteś naiwna, słaba i wrażliwa to on MUSI byc tym silnym a to nie takie łatwe, facet też człowiek, może się bać, może być niepewny i potrzebować Twojego wsparcia. Wcale się nie dziwię że jest przybity.
Uśmiech na twarz, głowa do góry, może on też się zastanawia co z Tobą nie tak bo pewnie chodzisz smutna po domu.
Artemida, nie przeginaj. Przeciez jasno z postu widac, ze facet Lolke kocha ale jest zapracowany, zmeczony i w ciaglym stresie. (...) On wkrotce sie przyzwyczai do malego dziecka, ochlonie troche i zacznie znajdowac czs dla Ciebie. Glowa do gory!
Gdzie widzisz jego miłość? Jeśli Lolka jej nie czuje, nie może odwzajemniać. Czuje że coś jest nie tak, jak być powinno. Nie mów Lolce, że ma zignorować własne uczucia i czekać. Napisała, bo Ją boli.
Jeśli Kobieta zgadza się na takie zachowanie mężczyzny, jakie jej nie odpowiada, sama sobie grabi, sama kopie grób dla ich miłości, związku, szczęścia. Gdyby była joginem i mogła się z tym pogodzić, jak radzisz, nie pisałaby tu z rozpaczą. Coś się wali. Zamykanie na to oczu jest NAJGORSZYM, co można zrobić.
Te dwie drogi, które opisałam, poznałam dokładnie. Jedna: małżeństwo bliskiej mi osoby, która wprost powiedziała: jak nie działa normalne upomnienie, krzyczę, tupię, robię tak, żeby nie mógł myśleć, że zrobił dobrze, gdy zrobił źle. I trzyma linię. Ten związek funkcjonuje, małżeństwo jest szczęśliwe, choć doświadczone bardzo (2 dzieci, kilkoro straconych, żadne zdrowe, operacje, rehabilitacje, cuda). Oni się wciąż kochają, wciąż iskrzy między mężem i żoną.
Drugie małżeństwo - moje. Ex był zakochany bardzo i podatny na mój wpływ - na początku. Ale ja chciałam być dzielna i dojrzała, gdy coś mi nie pasowało, tłumaczyłam: zmęczony, utrzymuje nas. I dawałam radę, nie wymagałam, odpuszczałam. Dawałam coraz więcej i coraz więcej odpuszczałam. A on, coraz mniej się mną przejmował - bo sobie radziłam! Bo pozwalałam, żeby się ze mną nie liczył, żeby nie przejmował się moimi uczuciami. W końcu ranił mnie nieustannie, a ja zaciskałam zęby i do przodu - bom dzielna.
Znajomi byli zdumieni gdyśmy się rozwodzili: przecież nie bił, nie pił, płaszcz podawał, drzwi otwierał, zakupy robił, nie migał się od zajęć w domu. O co jej chodzi? O to, że miłość umarła. I jego, i moja.
Lolka, jeśli ktoś robi to samo, a oczekuje różnych rezultatów, zgodzisz się ze mną, że nie świadczy to dobrze o stanie jego umysłu.
Kiedyś nie musiałaś robić nic, żebyście byli zachwyceni sobą, zaświergoleni i szczęśliwi. Teraz musisz coś w tym kierunku zrobić, BO SYTUACJA SIĘ ZMIENIŁA. I zrób to. Nie słuchaj nikogo, kto Ci radzi, żebyś zignorowała, co czujesz. To co czujesz jest prawdziwe. To, co mówią inni, niekoniecznie - mogą zmyślać, mogą się wybielać, mogą oszukiwać. Kieruj się tym co czujesz!!!!
I nie bój się. Strach tworzy niepotrzebne napięcia, nakręca w złym kierunku.
Właśnie dlatego, że jesteś naiwna, słaba i wrażliwa, musisz ochraniać siebie, on musi ochraniać Ciebie. Mężczyźni maja być męscy, a Kobiety mają być kobiece - nikt nie pragnie kobietona.
Ty masz ponadto ochraniać dziecko, masz mieć w związku siłę i odpowiednio wysoką pozycję. Dla dziecka możesz się czasem nie wyspać, mimo zmęczenia pracować. Nie dla męża. On to dostał od swojej Matki, żeby teraz dać Tobie i swoim dzieciom. Natura.
Nawet jeśli mężczyźnie bardzo brakuje energii, nie jest to żadnym usprawiedliwieniem dla oschłości i oddalenia. One nie pojawiają się od razu. Przychodzą małymi kroczkami. Najpierw zamiast uśmiechu blade spojrzenie, zamiast długiego serdecznego przytulenia i ucałowania uprzejme "cześć", potem suche "cześć", aż do zerowej reakcji.
Jeśli nie dodajesz drew do ognia, on przestaje płonąć. Gdy on nie dodaje, dodajesz wyłącznie Ty, zmęczysz się, a on nie zauważy, że nie zachowuje się właściwie. Bo wciąż ciepło. W końcu Ty nie masz siły i z boku pojawia się ktoś trzeci - troskliwy, ciepły. Wtedy mąż się budzi i oburza: o co jej chodzi? Nic nie mówiła. A to dziwka!
Wyegzekwuj tego całusa, to przytulenie, upomnij się o jego rozjaśnienie na Twój widok. Uśmiech generuje wyrzut serotoniny - jak się będzie uśmiechał, będzie szczęśliwszy. Nie przejmuj się tym co mówią niektórzy - że on sam powinien, bla, bla, bla. On może nie wiedzieć, że to dla Ciebie tak ważne.
Gdyby mój Kochany zbyt długo błądził myślami, przyszłabym do niego, odsunęła zdecydowanie komputer i usiadłabym na kolanach, oświadczając: a teraz będziesz mnie przytulał i całował, długo i mocno.
Przytulanie jest potrzebne i dobrze robi obojgu.
Jeśli mężczyźnie brak energii, to można mu odpuścić tańce do białego rana, polowanie na krokodyle i takie tam. Ale trzeba wymagać, jeśli nie da się inaczej - wymuszać, zachowania pełne troski o Żonę i rodzinę.
Mój kochany podkreśla, że cokolwiek zrobisz, masz zrobić z miłością. W to, co robisz masz włożyć miłość, nie egoizm. Mój kochany mówi, że mężczyźnie możesz przyłożyć patelnią, jeśli to zrobisz z miłością, ale pogrożenie palcem z oschłością rozwali związek.
Ta miłość ma być dla niego widoczna, a jej oznaki czytelne - przez cały czas, cokolwiek robisz.
Jeśli odpuszczasz i w ten sposób się poświęcasz, a on myśli, że odpuszczasz, bo Ci nie zależy, popatrz do czego MUSI to doprowadzić.
Mój kochany: jeśli Kobieta mówi, że kocha i jednocześnie odpuszcza, to on w tym widzi kłamstwo (czyli brak miłosci) - to męski punkt widzenia.
Poświęcenie jest "mateczkowate". Pożądanie gaśnie, bo mężczyzna nie chce seksu z matką! On chce kochanki. A kochanka wymaga - żeby był męski.
Jest cała masa dowcipów o małżeństwach. Jasno z nich wynika, że jest standardem staranie tylko na początku. Potem jest miłość, ale brak starania, zdobywania... I miłość gaśnie.
Jesteś w ważnym punkcie swojego związku i swojego życia. Wybierz drogę, którą chcesz. Nie mówię, że ta jest właściwa a ta nie. Ja wybrałam drogę wiodącą do zniszczenia miłości i rozsypania związku, A ODWAŻYŁAM SIĘ ZREZYGNOWAĆ, gdy odchowałam dzieci i byłam dobrze po 40. W końcu dostałam wielką miłość i wielkie szczęście. Widocznie potrzebowałam ostrej lekcji (i długiej).
Są tacy, którzy mówią: posłuchaj mnie, bo ja wiem. A ja mówię: słuchaj SIEBIE. Proszę. Słuchaj siebie. Nie strachu. Strach nie jest Tobą. Ty jesteś częścią Boga, a Bóg jest Miłością.
Chłopiec w którymś momencie odchodzi od matki i odrzuca jej opiekę, wchodząc w dorosłość. Jeśli Ty zaczynasz się poświęcać i wchodzić w rolę matki, będzie - broniąc się przed tym - odrzucał Cię (mam nadzieję, że nie sprawdzasz czy zabrał szalik i nie szykujesz mu - kosztem swojego snu -śniadania do pracy?).
Tradycyjne role męska i kobieca są takie: mężczyzna - głowa rodziny, zarabia, troszczy się, kobieta - szyja, która głową kręci (kieruje JEGO uwagę tam, gdzie trzeba - on, gdy zaUWAŻy, a nie jest idiotą, będzie wiedział co robić; gdyby nie miał doświadczenia, i nie wiedział, trzeba mu jeszcze podpowiedzieć).
Pozdrawiam serdecznie
Jezu, to przeciez jak podrecznik do WYCHOWYWANIA meza!
Nigdzie nie napisalam w moich postach o plaszczeniu sie przed partnerem, czy odpuszczaniu sobie. To nie o to chodzi. Chodzi za to o zrozumienie ludzkiej psychiki. Narodziny dziecka sa duzym szokiem nie tylko dla kobiety ale takze dla mezczyzny- bezsenne noce, wydatki, stres zwiazany z utrzymaniem rodziny, planowanie na przyszlosc. Jak mozna to ignorowac? To tak jakby facet domagal sie seksu zaraz po porodzie, bo "przeciez juz urodzilas". Szalenstwo!
Czasem dobrze jest troche czasu dla siebie miec- mloda matka moze dziecko dac rodzicom na dzien i sie zrelaksowac, jej maz wyjsc z kolegami na piwo i sie oderwac choc na chwile od bycia ojcem i ciagla praca. Jeden dzien na tydzien, i szybko da sie zauwazyc roznice. Stres zas powiekszany dzieciecym zachowaniem jak tupanie nozka i wrzaski nie znika a tylko eskaluje w zastraszajacym tempie.
Ja dzieci nie mam, jednak jak autorka, jestem w zwiazku z mezczyzna znacznie starszym od siebie, ktory bardzo ciezko pracuje jako prawnik. Dobrze wiem, ze jak ma ciezka sprawe, to nie ma sensu umizgiwac sie czy probowac go odciagnac od pracy, bo seks go nie interesuje i jest po prostu smiertelnie zmeczony i skoncentrowany tylko na robocie. W tym czasie ja sobie z kolezankami/ kolegami na drinka wychodze albo znajduje sobie jakies zajecie (silownia, basen, kino, ksiazeczka,granie na pianinie) i po paru dniach wszystko wraca do normy. Ja jestem zrelaksowana, moj partner osiagnal co chcial i oboje jestesmy zadowoleni. Nie musze nawet mowic, ze moj partner tak samo zachowuje sie gdy ja mam naukowy artykul do napisania czy sie musze na seminarium przygotowac- calus w czolko i drzwi mieszkania sie zamykaja.
Zanim zaczniesz go tresować, a tresowany facet nie zawsze daje się wytresować, to zastanów się spokojnie o czym i JAK byś chciała z nim porozmawiać. Macie teraz oboje niezłą szkołę życia, która zaburzyła sielankę. Spokojnie, to minie. Jak już zaczniesz rozmowę, nie pozwól żeby zaczął teksty w stylu:a o czym tu rozmawiać, zmęczony jestem, przecież Ciebie kocham, o co CI chodzi, odłóżmy to. Nie daj się zbyć. Inna sprawa, wybierz odpowiedni moment. Musicie zdobyć się na uczciwą, szczerą i SPOKOJNĄ!!!! rozmowę.
Macie w miejscu zamieszkania rodziców ? To zostawcie wnuka im. Niech się dziadki cieszą. Nie bój się, nic mu się przy nich nie stanie ![]()
I pójdźcie gdzieś, pojedźcie na kilka godzin.
Jezu, to przeciez jak podrecznik do WYCHOWYWANIA meza!
Nigdzie nie napisalam w moich postach o plaszczeniu sie przed partnerem, czy odpuszczaniu sobie. To nie o to chodzi. Chodzi za to o zrozumienie ludzkiej psychiki. Narodziny dziecka sa duzym szokiem nie tylko dla kobiety ale takze dla mezczyzny- bezsenne noce, wydatki, stres zwiazany z utrzymaniem rodziny, planowanie na przyszlosc. Jak mozna to ignorowac?
Właśnie - o zrozumienie ludzkiej psychiki. Kobieta potrzebuje męża, nie współlokatora. On już jakiś czas zachowuje się w sposób, który jest przykry dla Żony. Nie porównuj, proszę, spraw zawodowych z przewrotem po urodzeniu dziecka. Bo to zupełnie inna jakość. A problem trwa miesiące, nie kilka dni.
adlernewman napisał/a:Jezu, to przeciez jak podrecznik do WYCHOWYWANIA meza!
Nigdzie nie napisalam w moich postach o plaszczeniu sie przed partnerem, czy odpuszczaniu sobie. To nie o to chodzi. Chodzi za to o zrozumienie ludzkiej psychiki. Narodziny dziecka sa duzym szokiem nie tylko dla kobiety ale takze dla mezczyzny- bezsenne noce, wydatki, stres zwiazany z utrzymaniem rodziny, planowanie na przyszlosc. Jak mozna to ignorowac?
Właśnie - o zrozumienie ludzkiej psychiki. Kobieta potrzebuje męża, nie współlokatora. On już jakiś czas zachowuje się w sposób, który jest przykry dla Żony. Nie porównuj, proszę, spraw zawodowych z przewrotem po urodzeniu dziecka. Bo to zupełnie inna jakość. A problem trwa miesiące, nie kilka dni.
No wlasnie, kobiete rozumiec, a faceta wcale nie? Jaka to sprawiedliwosc?
I kolezanko, dni, nie miesiace? Niektore trudne sprawy trwaja MIESIACAMI, a poza tym plecowych nozownikow w firmie nie brakuje, a jakos mozna sie soba zajac i docenic troche wolnego czasu w weekend, zamiast naskakiwac na faceta, ktory flaki sobie wypruwa by zapewnic wygodny byt dla swojej partnerki i dla siebie.
A tym bardziej, w przypadku dziecka, zgodzilabym sie na wiecej empatii. On pracuje ciezko na rodzine. Nie robil by tego gdyby nie kochal i mu nie zalezalo. A dziewczyna powinna sie soba zajac i przestac wisiec na mezu jak bluszcz na murze.
czasem sobie myśle że to straszne ze z tak wielką miłością mogło sie cos stać... jego zachowanie odbieram tak jakby miał juz dosć i mnie i naszego synka.
Dam Ci radę - zacznij myśleć o sobie. Macierzyństwo to nie jest sielanka, wiem, ale młode matki zapominają czasem że ich mężczyzna wolałby widzieć w swojej żonie ponętną kochankę zamiast babę bez makijażu i w rozciągniętym dresie... (wiem mocno podkolororowałam).
Niestety kobiety po porodzie mają często tak niski poziom własnej wartości że nie potrafią dostrzec i wydobyć własnego piękna (w czym pomagają salony mody,spa i urody) - ich organizm i myślenie jest skierowane jedynie na dziecko ... a mężczyźni to jednak wzrokowcy..
Jeśli się mylę - przepraszam, piszę wyłącznie z obserwacji i wiem że niestety to jest niesprawiedliwe.
czasem sobie myśle że to straszne ze z tak wielką miłością mogło sie cos stać... jego zachowanie odbieram tak jakby miał juz dosć i mnie i naszego synka.
Dam Ci radę - zacznij myśleć o sobie. Macierzyństwo to nie jest sielanka, wiem, ale młode matki zapominają czasem że ich mężczyzna wolałby widzieć w swojej żonie ponętną kochankę zamiast babę bez makijażu i w rozciągniętym dresie... (wiem mocno podkolororowałam).
Niestety kobiety po porodzie mają często tak niski poziom własnej wartości że nie potrafią dostrzec i wydobyć własnego piękna (w czym pomagają salony mody,spa i urody) - ich organizm i myślenie jest skierowane jedynie na dziecko ... a mężczyźni to jednak wzrokowcy..Jeśli się mylę - przepraszam, piszę wyłącznie z obserwacji i wiem że niestety to jest niesprawiedliwe.
Podpisuje sie, z jedna roznica- nie dla meza ale dla siebie. Dziewczyno, odprez sie, zadbaj o swoje cialo, Jezu kwiatki wachaj, jezeli pomoze Ci to sie lepiej poczuc. Nie oczekuj od swojego partnera byciem terapeuta czy tam jakas skala. On robi bardzo duzo dla Ciebie opiekujac sie nowa rodzina.
22 2012-08-21 12:35:00 Ostatnio edytowany przez Artemida (2012-08-21 12:39:12)
No wlasnie, kobiete rozumiec, a faceta wcale nie? Jaka to sprawiedliwosc?
I kolezanko, dni, nie miesiace? Niektore trudne sprawy trwaja MIESIACAMI, a poza tym plecowych nozownikow w firmie nie brakuje, a jakos mozna sie soba zajac i docenic troche wolnego czasu w weekend, zamiast naskakiwac na faceta, ktory flaki sobie wypruwa by zapewnic wygodny byt dla swojej partnerki i dla siebie.
A tym bardziej, w przypadku dziecka, zgodzilabym sie na wiecej empatii. On pracuje ciezko na rodzine. Nie robil by tego gdyby nie kochal i mu nie zalezalo. A dziewczyna powinna sie soba zajac i przestac wisiec na mezu jak bluszcz na murze.
Jak napisze on, będę pocieszać jego i wskazywać możliwe sposoby rozwiązania problemu.
Teraz napisała ONA i próbuję pomóc JEJ.
Krytykowaniem i wkładaniem czapki załatwiacza mężczyźni wdeptują Kobiety w ziemię. Nie zamierzam im w tym pomagać. Mówieniem co kto powinien (gdy sytuacji nie znasz dokładnie) i krytykowaniem możesz dowartościować siebie, ale raczej nie pomóc Kobiecie, która potrzebuje ciepła i zrozumienia.
Czy dobrze zrozumiałam? Twoim zdaniem Kobieta powinna miesiącami zgadzać się na coś, co ją rani i odbiera jej siłę? Nie zgadzam się z takim stanowiskiem, PONIEWAŻ TEGO DOŚWIADCZYŁAM. Jest to droga donikąd. Nie uważam też, że nadmiernym wysiłkiem dla męża jest przytulenie kobiety i kilka ciepłych słów. Jeśli mężczyzna nie umie się zdobyć na taki wysiłek, to może lepiej go nie męczyć swoją obecnością i znaleźć takiego, dla którego Kobieta jest Kimś. Przynoszenie pieniędzy to ważna sprawa, ale nie jest to jedynym zadaniem męża. Bliskie relacje z ukochaną i dzieckiem działają terapeutycznie, co udowodniono.
Nie jestem feministką i nigdy nie byłam. Zawsze byłam babską szowinistyczną świnią - do chwili gdy spotkałam mężczyzn w obrzydliwy sposób wykorzystanych przez Kobiety. Teraz patrzę uważniej. Nie łykam wszystkiego co mówią Kobiety. Lolka się nie skarży na brak pieniędzy, tylko na brak przepływu energii między mężem a sobą. Nie widzi w nim bankomatu, lecz ukochanego człowieka. Chce kochać i być kochana. To w żadnym razie nie są nadmierne wymagania. Lolka jest Kobietą wartą pełnego zaangażowania; jeśli nie dostanie go od męża, jeśli teraz męża nie obudzi, bardzo jest prawdopodobne, że odsunięcie się teraz zaszkodzi bardziej jemu niż Lolce. Nie mówię, żeby na niego naskakiwała, tylko żeby go obudziła. Dla siebie? Nie tylko, dla całej rodziny, dla niego samego.
Jeśli w aucie zaświeca się kontrolka oleju, można ją zignorować i jechać dalej, ale skończy się zatarciem silnika. Mój ś.p. Ojciec powiedział: w tej sytuacji wysiadasz, samochód SPYCHASZ na pobocze itd. Ani metra dalej, bo narobisz szkód.
Nasze CZUCIE jest jak kontrolka. Można je zignorować, czego jesteśmy uczone od najmłodszych lat. Mamy być grzecznymi dziewczynkami, uśmiechać się gdy chce się płakać, udawać że jest ok, gdy nie jest. To odbiera nam siłę, niszczy stabilność emocjonalną, niweczy radość życia. Ja uważam, że lepiej być świadomą swoich uczuć i silną. Podkreślam, że to MOJE zdanie, można się z nim nie zgadzać.
Nie będę więcej na ten temat z Tobą dyskutowała. Jeśli musisz mieć ostatnie słowo - proszę bardzo.
Nie masz jednak dzieci i nie doświadczyłaś (nawet w przybliżeniu) tego co Autorka. Byłoby elegancko, gdybyś Jej nie krytykowała i nie pouczała.
Ani nie pouczam, ani nie krytykuje. Staram sie pomoc.
Nigdzie nie napisalam, ze ma Autorka dusic w sobie uczucia, udawac smiech gdy chce sie Jej plakac i byc "dobra dziewczynka". Natomiast napisalam, ze lepsza droga do poprawienia stosunkow z mezem lezy przede wszystkim w docenieniu wlasnej osoby, odpoczynku i tolerancji w bardzo stres rodzacej sytuacji, a nie opieraniem sie na nim do punktu przelamania. Zapytala sie Forumowiczek/-ow czy Ja maz kocha, ja odpowiedzialam "Pewnie, ze kocha.", wiec trudno to odbierac jako krytyke.
Tu nie chodzi, zeby sie mezowi podporzadkowac i byc jego sluga czy podnozkiem, ale zeby zrozumiec jego sytuacje. Jezeli Autorka czuje sie zaniedbana pod wzgledem uczuciowym, madrze by bylo dziecko dac rodzicom na pare godzin i sie mezowi zwierzyc w relaksujacej atmosferze, moze z lampka wina. Zwierzyc, nie robic awanture jak trzylatka, ktora sie obrazila. I co bardzo wazne, podkreslic w tej rozmowie, ze Ona docenia jego wysilki i prace. Mezczyzni widza czesto ich najwazniejszy sposob w okazywaniu uczuc przez utrzymywanie rodziny i zapewnienie zonie i dzieciom odpowiedniego bytu, szczegolnie gdy zona nie pracuje a dziecko/ dzieci sa male.
Artemida, nie wiem co zrobilo z Ciebie taka militantke. Tylko Ty bys mogla to wyjasnic. Wydaje mi sie jednak, ze przeginasz. Jest roznica w dawaniu sie "wbijac w ziemie", dawaniu sie ponizac czy zagluszac od inteligentnego starania sie zrozumiec sytuacji partnera. Zrozumienie nie oznacza odpuszczania grzechow, oznacza tolerancje i komunikacje kierujaca sie na rozwiazanie problemu, a nie udowadniania kto jest szefem.
przeczytałam...i bardzo dziękuje za poświęcenie swojego czasu żeby mi pomóc. Ale szczerze mówiąc nadal nie do końca wiem co robić...
przeczytałam...i bardzo dziękuje za poświęcenie swojego czasu żeby mi pomóc. Ale szczerze mówiąc nadal nie do końca wiem co robić...
To Twoje życie. Ty poniesiesz konsekwencje, więc Ty musisz zdecydować.
Ja radzę - rób nie to, co najłatwiejsze, tylko to, do czego jesteś przekonana.
Nie bój się - strach jest złym doradcą.
Kieruj się tym, co czujesz - to jedyna prawda. Nikt inny nie siedzi w Twojej głowie.
Pozdrawiam serdecznie