witam wszystkie dziewczyny! jestem tu nowa i proszę was o radę. Z moim chlopakiem znalam sie od dawna- jako koledzy, ponad trzy lata z pewnym momencie zakochalismy sie w sobie. Przez ten caly czas wszytko bylo dobrze, klotnie raczej sporadycznie, zaskakiwal mnie czesto np. niezapowiedzianym przyjazdem, od czasu do czasu kwiatek bez okazji. Moje zycie ukladalo sie wspaniale az do czerwca - bylismy na weselu, drobna klotnia, nerwy - z wesela wrocilam sama, on zostal z bratem i rodzicami. Przepraszal, obiecywal ze juz tak nie zrobi. Po ok 3 tyg nie chcialo mu sie do mnie przyjezdzac, jak to stwierdzil zlapal jakiegos dola, ale to tez minelo, przyjechal z kwiatami przeprosil i bylo ok. Ostatnio znowu bylismy na weselu, w drugim dniu wesela przypadkowo rozwalil mi palec i juz bylo po mojej zabawie, siedzialam za stolem. Grzecznie zapytal czy moze sie bawic dalej - w koncu to wesele jego ulubionej siostry ciotecznej - zgodzila sie, bo dlaczego by nie? prawi 3 godziny bawil sie z koleznka, ktora w dodatku jest samotna i przyszla z kolega na wesele! Nastepnego dnia awantura, placz. A on zdziwiony ze co ja od niego chce? przeciez tylko sie bawil. Ale w koncu przeprosil i juz myslalam ze bedzie dobrze, az tu nagle przyjezdza zaplakany i stwierdza ze on nie wiem co sie z nim dzieje, ze nie wie co ma robic, nie wie czego chce, ze mnie kocha ale potzrbuje czasu, bo nie chce mnie wiecej ranic swoim zachowaniem. Prosze pomozcie mi! co ja mam o tym wszystkim sadzic? (nadmienie iz jakies 3 miesiace temu zaczal mowic o weselu, poszukiwalismy juz nawet zespolu) POMOCY!!!
Podobne tematy
2 2012-08-16 17:08:12 Ostatnio edytowany przez BabaOsiadła (2012-08-16 17:10:12)
Doprawdy nie rozumiem, z czym masz problem. Byłaś na weselu, zostałaś kontuzjowana, nie mogłaś bawić się dalej. Chłopak grzecznie i z szacunkiem Ciebie pyta, czy może bawić się dalej sam, zgadzasz się, no to on się bawi, a następnego dnia dostaje ochrzan ![]()
A ten jego tekst "potrzebuję czasu, nie chcę Cię ranić" to najprawdopodobniej sygnał, że chłopak ma Cię chwilowo (oby!) dosyć i chce mieć świety spokój.
Gratuluję umiejętności "zbucikowania" chłopaka, czego efektem jest dwukrotne przepraszanie Ciebie nie za swoje winy. Nic dziwnego, że po dojściu do przytomności chłopak zastanawia się nad sensem dalszego trwania u Twego boku.
sama sie zgadzilam to fakt, ale nigdy bym nie przypuszczala ze bedzie sie bawic z jedna dziewczyna przez 3 godziny, w dodatku upil sie i nawet podroz do domu spedzilismy w jednnym autobusie ale osobno, on lal wodke razem z ta kolezanka!
mnie naprawde bylo smutno! I jest mi do tej pory, bo kocham go z calego serca!
za nie jego winy? czyli jego zostanie na weselu samemu i zabawa na kolejnym weselu z inna dziewczyna przez 3 godziny to moja wina? naprawde tak uwazacie? ![]()
6 2012-08-16 17:43:29 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-08-16 17:45:27)
(...)Ostatnio znowu bylismy na weselu, w drugim dniu wesela przypadkowo rozwalil mi palec i juz bylo po mojej zabawie, siedzialam za stolem. Grzecznie zapytal czy moze sie bawic dalej - w koncu to wesele jego ulubionej siostry ciotecznej - zgodzila sie, bo dlaczego by nie? (...)
Rozumiem, że wściekłaś się, bo nie przypuszczałaś, że chłopak weźmie na serio Twe słowa. A on, bezczelny, zapytał, dostał "pozwolenie" i z niego skorzystał.
Rozumiem też, że teraz dla poparcia Twego twierdzenia o nim jako obrzydliwym człeku i Tobie, ofierze jego poczynań, będziesz nas raczyła coraz to nowymi faktami. Tymczasem ja odpowiedziałam na przytoczone przez Ciebie sytuacje, nie byłam ich uczestnikiem, wiem tylko tyle, ile dobrowolnie napisałaś.
***
Na Twą prośbę, bo tak rozumiem rozpoczęcie wątku, wyraziłam swoją opinię. Nie musisz, na szczęście, z nią się zgadzać.
wiec co moge zrobic zeby to wszystko naprawic?
8 2012-08-16 18:07:06 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-08-16 18:09:05)
Przeprosić za takie go potraktowanie.
Pogadać wspólnie (czyli nie Twój monolog) o waszych uczuciach w różnych sytuacjach, obawach, wyobrażeniach.
Dać mu czas, o jaki poprosił.
Zastanowić się, czemu (wbrew swym intencjom) robisz się sekutnicą.
Mówić o swych uczuciach na bieżąco, a nie schodzić do poziomu dziecka w piaskownicy.
ale teraz go przepraszac czy poczekac jeszcze? jestesmy teraz juz na etapie nie odzywania sie
Na etapie nieodzywania się?
Proszę, kobieto, wyjdź z piaskownicy.
Będąc na Twoim miejscu zadzwoniłabym z przeprosinami. Z niczym więcej. Nie rozpoczynałabym pogaduszek, nie dopytywałabym się o nic, tylko przeprosiła i zakończyła rozmowę. Gdyby zaś on nie odbierał telefonu, wysłałabym sms-a z przeprosinami.
Odwagi!
napisalam i cisza i wiem ze juz nie odpisze
rozwalilam swoj szczesliwy zwiazek
napisalam i cisza i wiem ze juz nie odpisze
rozwalilam swoj szczesliwy zwiazek
Jezu, co z Ciebie taki nerwus? O 18.16 Wielokropek doradziła Ci napisanie smsa, a Ty 23 minuty później histeryzujesz, że nie odpisał
Oszalałaś? Ludzie nie muszą chodzić z telefonem przy tyłku, mogą spać/srać/kąpać się/pić ze znajomymi, a wtedy niegrzecznie jest bawić się komórką...
W gorącej wodzie jesteś kąpana!
Napisałaś sms z przeprosinami, świetnie.
Czemu uważasz, że on powinien się rzucić na telefon i od razu zadzwonić?
Oczekując natychmiastowej jego reakcji wykazujesz, że Twoje przeprosiny to jedynie manipulacja. Że przeprosiłaś jedynie po to, by on zdarzenie puścił w niepamięć, by uznał za niebyłe.
Powoli, daj czas o który poprosił.
To, co zwróciło moją uwagę, to Twoje przekonanie o własnej wszechwiedzy. TY już wiesz. Co prawda on poprosił o czas, ale TY już wiesz (lepiej od niego) co on zrobi.
Weź zimny prysznic. ![]()
Jezu, co z Ciebie taki nerwus? O 18.16 Wielokropek doradziła Ci napisanie smsa, a Ty 23 minuty później histeryzujesz, że nie odpisał
Oszalałaś? (...)
BaboOsiadła,
teraz do mnie dotarło! Przecież gdyby rzeczony chłopak kochał, to od kilku dni czekałby na jakąś wieść od autorki z telefonem w dłoni. A tak, wydało się. Nie czeka, nie trzyma w dłoni, nie odpisuje natychmiast, znaczy nie kocha. ![]()
To my, czyli Ty i ja, oszalałyśmy i nie znamy ogromu i siły miłości. Jej objawów też nie.
wiem przesadzam... jestem nerwus. Chialam slow pocieszenia a dostalam kopniaka w dupe. ktory chyba byl mi potrzebny
nie widzialam tego wszystkiego w ten sposob, uwazalam ze to on zle robi, ale dziekuje ze otorzylyscie mi oczy!
wiem przesadzam... jestem nerwus. Chialam slow pocieszenia a dostalam kopniaka w dupe. ktory chyba byl mi potrzebny
Do usług
I daj temu biednemu chłopakowi odetchnąć, jeśli my dostałyśmy szału po kilku Twoich postach, to co on musiał czuć z Tobą przez te 3 lata, tresowany i manipulowany?
Nie martw się, jeszcze wszystko może być dobrze. Tylko popracuj nad sobą.
zrobie wszystko zeby sie zmienic, sms z przeprosinami byl ostatnim jaki wyslalam, teraz poczekam cierpliwie na jego decyzje. Pozdrawiam
Trzymaj się dzielnie ![]()
20 2012-08-16 19:18:35 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-08-16 19:21:15)
Jeśli jesteś nerwusem i wiesz, że przesadzasz, to... owocnej pracy nad sobą życzę.
Powodzenia. ![]()
***
Na kopniaki w odwłok, by oprzytomnieć, możesz liczyć. ![]()
By nie było wątpliwości. Też przytulam, gdy naprawdę jest taka potrzeba.
dziewczyny pomozcie mi! mam taka ochote sie z nim spotkac i porozmawiac, wszystko wytlumaczyc, przeprosic, nie moge sobie znalezc miejsca, nie moge spac a zyc mi sie nie chce!
Wypij duszkiem szklankę zimnej wody. ![]()
A tak na poważnie.
Rozumiem, że masz ochotę. Nie wszystkie jednak ochoty trzeba realizować.
Rozpoczęłaś pracę nad sobą i już chcesz rezygnować z niej? Chcesz chłopakowi udowodnić, że jesteś osobą despotyczną? Chcesz dać mu kolejne argumenty, które będą na "nie" dla waszego związku? Przecież on od takiego Twego namolnego zachowania uciekł!
wiec nie rozmawiac? nie robic nic tylko czekac? wiem ze zawalilam, jednak nie wyobrazam sobie zycia bez niego
tak bardzo sie boje ze odejdzie
24 2012-08-17 18:00:07 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-08-17 18:01:05)
Niezależnie od dalszych losów waszego związku, zacznij budować SWOJE życie, zacznij rozwijać SWOJE zainteresowania, dbać o SWOICH znajomych, kolegów, przyjaciół. Inaczej, jestem pewna, staniesz się bluszczem, kobietą uzależnioną od mężczyzny.
Dla otrzeźwienia możesz poczytać tutaj na forum różne wątki, w których uzależnione kobiety opisują swoje związki. Nie jest to optymistyczna lektura.
no to mnie pocieszylas wielokropku
............
26 2012-08-17 18:07:45 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-08-17 18:09:01)
Chcesz pocieszenia?
Proszę.
zuzia20-1986,
nie martw się, nie przejmuj.
Na pewno wszystko będzie dobrze.
Na pewno wszystko się ułoży.
Na pewno chłopak zrozumie, jak wielki błąd popełnił w stosunku do Ciebie i już za chwilę wróci na kolanach błagając o wybaczenie. Zastanów się tylko, czy od razu będziesz te jego błagania przyjmować, bo przecież potraktował Cię nieludzko. Ale jesteś osobą szlachetną, chcąc mieć z nim jeszcze jakiś kontakt.
Teraz lepiej?
nie.... najgorsze ze ja taka nie bylam wczesniej, albo tego nie widzialam u siebie
28 2012-08-17 18:18:16 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-08-17 18:22:59)
To dziękuj sobie, że zobaczyłaś u siebie takie cechy.
Dziękuj sobie, że znasz kierunek pracy nad sobą.
Że wiesz, jakie swe zachowania mocno trzymać na smyczy.
Uciesz się z tego, że wreszcie zaczęłaś patrzeć na siebie realną, nie idealną.
Ciesz się, że te wszystkie swe cechy zobaczyłaś teraz, będąc młodą kobietą, a nie po 20 latach związku.
Wiedz też, że KAŻDY ma swój "chory" rozum, nie tylko Ty jedna.
***
Dzięki tej wiedzy o sobie możesz żyć przytomniej.
popelnilam najwiekszy swoj blad w zyciu... trace faceta ktorego kocham i to przez siebie, przez swoje zachowanie, przez swoje chore ego! i nic nie moge zrobic.... to jest najgorsze. Mam 26 lat a zachowywalam sie jak najgorsza idiotka! Przepraszam ze was tak tutaj gnebie
Dziewczyno,
skończ z tym biciem się w piersi (mnie nie masz za co przepraszać, naprawdę.
) i czarnowidztwem.
no i stalo sie, zakonczyl zwiazek w sobote,nie umial tego powiedziec, bylo mu bardzo ciezko, ale w koncu powiedzial. Byl placz niesamowity z jego strony, ale jak to stwierdzil cos sie wypalilo, ze zawsze bedzie mnie mial w sercu, ale nie moze juz byc ze mna - bylam jego pierwsza dziewczyna.Twierdzil, ze to nie przez ta dziewczyne z wesela, zapieral sie, ze to nie o nia chodzi... Jednak dowiedzialam sie, ze podczas gdy ja siedzialam w domu i plakalam, ze popelnilam takie bledy, on sie z nia spotykal. Bardzo dobrze ja znam i wiem jaka jest, potrafi niejednemu zakrecic w glowie, niejeden juz zwiazek rozwalila i tak tez zrobila z naszym - stad ta awantura po ostatnim weselu (tak bardzo sie balam ze do tego dojdzie).Ja i ta dziewczyna jestesmy z tej samej malej miejscowosci - to jest straszne! Zostalam sama jak palec, wszystkie plany poszly w pi..u. Cala moja rodzina jest w szoku, nie wierza w to co sie stalo, znajomi przecieraja oczy ze zdumienia, wszak idealnie do siebie pasowalismy - tak nas kazdy postrzegal. Do tej pory wazylam 48 kg, przez tydzien schudlam juz 5 kg. Nie moge wogole jesc, spac tez nie moge, budze sie w nocy i ide do mamy spac bo juz nie daje rady! Zyc mi sie nie chce, na ludzi nie moge patrzec, juz nie mowie o chodzeniu do pracy....
Takie macie historie teraz, a co byłoby jak pojawią się dzieci, praca, brak pieniędzy? Może dobrze, że masz szansę ułożyć sobie życie na nowo. Spójrz na wątek o zdradach -- np. wątek "Dramat" przez MoniaCo.
Miałaś jednak intuicję. ![]()
Odpłacz, odsmutkuj, poszukaj innego uczucia pod tym żalem i daj mu ujście.
Najważniejsze aby teraz wyciagnąć wnioski i nie popełniać tych samych błędów.
Ból po rozstaniu minie wiem coś o tym.
Znajdź sobie teraz zajęcia dla siebie i pracuj nad sobą.
Brak pieniędzy przerabialismy... nie mial pieniedzy zeby przyjechac... i takie tam.... ciagle zmienial prace, a ja wszystkie swoje plany ukladalam pod niego - urlopy, wyjady, dni wolne w pracy... od rozmowy w sobote napisal tylko w niedziele "przepraszam, ze zmarnowalem ci zycie. Mam nadzieje, ze kiedys mi wybaczysz". Ja nie odpisalam nic, wczoraj mama mi mowila, ze widziala go u nas w miejscowosci... Jechal samochodem gdzies... Wszyscy mi mowia, ze musze w koncu zyc sama dla siebie, bawic sie, poznawac ludzi, ale ja nie mam sily... ze widocznie nie byl wart. Nie dal zadnych oznak, ze cos jest zle, ze cos mu nie pasuje, ze jestem taka czy taka... znal mnie bardzo dlugo i nigdy mu nie przeszkadzal moj charakter. Czulam, ze na tym ostanim weselu cos sie wydarzy, jeszcze przed wychodzeniem z domu, mowila do mamy jak bardzo nie chce tam isc....
mialam wilelokropku, ilekroc cos sie dzieje zle w moim zyciu, zawsze to wyczuwam...
37 2012-08-21 12:50:15 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-08-21 12:51:57)
(...)musze w koncu zyc sama dla siebie, bawic sie, poznawac ludzi, (...)
To jest drogowskaz dla Ciebie na całe życie.
***
Rozumiem smutek, rozpacz, rozczarowanie kłębiące się w Tobie. Gdy te silne emocje miną, wyciągnij wnioski i... powodzenia.
Zuziu, nie flekuj siebie. Żałuję, że nie przeczytałam tego wcześniej.
Miałaś absolutną rację.
Gdyby mój kochany uszkodził mi palec chyba by się zapadł pod ziemię. Nie sądzę, że chciałby tańczyć, a już na pewno nie spędziłby całego wieczora obtańcowując jedną laskę. Raczej wybierałby starsze ciotki. Gdybyśmy rozstali się w gniewie, pierwszy by wysłał sms, niezależnie od tego kto by był "winny". Ex zachowałby się jak ten, o którym piszesz. No ale ex mnie nie kochał.
Jeśli jesteś despotyczna to jesteś. Chcesz być kochana taka, jaka jesteś? Nie udawaj że nie czujesz gniewu, smutku, żalu.
Czy teraz wiesz, że to co czułaś było prawdziwe? Wiedziałaś, że coś nie gra, BO NIE GRAŁO.
Krotko w punktach:
1. Jak mężczyźnie zależy, to Ciebie poznaje.
2. Gdy już Cię zna, wie jak odbierasz takie czy inne zachowania.
3. Gdy to wie, ma możliwość wpływać na Twoje emocje.
4. Jeśli kocha, będzie tak działał, żebyś czuła się dobrze. Nie będzie szukał zabaw z innymi Kobietami. Chyba że jest wielokochający a Ty się zgadzasz na powiększenie Waszego związku.
Nie, nie idealizuję. Mam taką wizję miłości. I - wbrew temu, co mówiły przyjaciółki - wiem że to możliwe.
Wiem, że tęsknisz. Chciałabym Cię przytulić. I chciałabym Ci powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Z tym smarkaczem byłoby dużo bólu, mało przyjemności i rychły rozwód.
Ufaj, że na Twojej drodze pojawi się książę z bajki. Z Twojej bajki. On gdzieś czeka, tylko byłaś zajęta, więc nie zbliżał się. Teraz jesteś wolna. Bądź szczęśliwa sama. Wtedy Cię zauważy.
Witaj! zadna w tym Twoja wina!! cos bylo na rzeczy i to od dawna wiec nie obwiniaj siebie !! to ze ci zranil palec to powienien siedziec przy tobie zaopiekowac sie toba albo zabrac do domu a nie bawic sie z inna!! pozwolilas mu bo co mialas zrobic? nie bedzie przeciez na weselu sie z nim klocic czy ma siedziec przy tsoliku z toba czy bawic sie z inna... on sie zapytal ciebie o pozwolenie bo dobrze wiedzial ze mu pozwolisz. gdyby byl facetem ktory cie kocha i jest ciebie wart nie zostawil by cie samej przy stole. musisz zapomniec o tym dupku wiem ze latwo mi sie tylko mowi a tak na prawde sama jestem rozdrata
tez przezywam horror:(:(
dlaczego my dziewczyny tak bardzo musimy to przezywac?:(
Pierwsze wesele w czerwcu, pierwszy dzien... drobna sprzeczka o pierdole, obrazil sie na reszte wieczoru, dalej bawilam sie juz tylko z wujkami, tata i bratem... czas odjazdu, mowie do niego - chodz, bo jest autobus juz - milczy. Pojechalam sama, on wrocil z rodzicami, przyjechal do mnie. Rano klotnia, ze co on robi, jak sie zachowuje - oboje bylismy swiadkami na tym weselu - przepraszal, mowil, ze nie wi co mu sie stalo, ze nie chcial...pogodzilismy sie, bo przeciez trzebabylo isc na drugi dzien wesela, wszystko bylo idealnie.
Kolejna sprzeczka byla jakis czas po pierwszym weselu, o to, ze nie mial czasu przyjechac, a byl w domu bo znam jego grafik, malo pisal, prawie wcale nie dzwonil - ja z wyrzutami znowu do niego, ze co on znowu wyprawia... ze zachowuje sie jak dziecko i takie tam... to trwalo kolo tygodnia - przyjechal z kwiatami, Wyjasnial, ze ma chyba klopoty ze soba, ze jakby go cos zamulilo, jakby wogole nie myslal...byly przeprosiny i znow obietnica. Bylo jak w bajce.
W dzien przed weselem (piatek) jeszcze sie chwalil bratu i jego narzeczonej, ze bierzemy slub za dwa lata, ze szukamy zespolu....
Kolejne wesele - on za swiadka, ja jako gosc. Tak jak pisalam wczesniej, mialam przeczucia co do tego wesela... Pani mloda na tym weselu, jego kuzynka, nigdy za mna nie przepadala, zreszta nie wiem czemu, nigdy jej nic nie zrobilam... Pierwszy dzien, wszystko fajnie, kazdy mowil, ze bedzie miec duzo latania, zebym sie tylko nie zloscila i tak tez bylo. wspolna zabawa do rana. Drugi dzien wesela, wszystko dobrze - do czasu palca.... dalej znacie historie...
W ktorym momencie cos przeoczylam? co zrobilam zle? czy moglam to przewidziec?
no wlasnie, dlaczego my to musimy tak wszystko przezywac.... on sie bawi w najlepsze, a ja glupia siedze w domu i placze.... zyc sie odechciewa.... zeby jeszcze dal jakis znak, ale tu tak nagle to na mnie wszystko spadlo jak grom z nieba.... staram sie o tym rozmawiac, wmawiac sobie zeby sie juz nie przejmowac.... ale za cholere nie potrafie!
prosze was, czy ktos mi pomoze? nie jem, nie spie, nie chce mi sie myc, ubierac, czasac, malowac, nic mi sie nie chce. Do pracy chodze na sile, bo musze tam chodzic, a prace mam taka, ze caly czas jestem wsrod ludzi. Oni wszyscy mnie dobijaja, nie moge na nich patrzec, bo zaraz zbiera mi sie na placz. W domu robie wszystko calkiem automatycznie i wszystko od niechcenia. Zawsze bylam pogodna, usmiechnieta, pewna siebie i stanowcza, a teraz? wrak czlowieka.... doslownie
To, co teraz przeżywasz, to żałoba.
Żałoba po związku, po utracie człowieka, którego kochałaś i którego, mimo wszystko, jeszcze kochasz. Nie bez powodu zwykle czas żałoby trwa rok. Za Tobą ledwie kilka dni po rozstaniu. Daj sobie czas na przeżycie wszystkich uczuć.
Rozumiem, że nie masz na nic ochoty, że zmuszasz się do wykonywania różnych czynności. Zmuszaj się.
Zbiera Ci się na płacz?
Nie hamuj go. Płacz nie jest niczym złym. Wypłacz swój ból, rozczarowanie, smutek. To normalne w Twej sytuacji.
Witajcie, dawno tu nie zagladalam, moje sprawy troszke sie zmienily ostatnio, choc nieznacznie. Znajomi jego i moi, ktorzy utrzymuja z nim kontakt mowia mi, ze bardzo schudl,ze nie moze jesc, ze siedzi caly czas tylko w domu sam, ze malo wychodzi, ze chodzi caly czas struty i ze to juz nie tez sam facet, ktorego oni znaja. Podobno z zadna dziewczyna sie nie spotyka. Ostatnio napisal zyczenia urodzinowe, zadne tam jakies wyjatkowe, takie zwykle, a dzis w nocy wyslal pustego smsa, tylko po co? jaki mial w tym cel? Udalo mi sie choc troszke nie myslec o nim a tu ten sms...spotykam sie ze znajomymi, staram sie normalnie zyc, choc nie ukrywam, jest mi bardzo ciezko. Wszystkie jego ubrania, ktore byly u mnie oddalam mu, ale nie bezposrednio, zawiozlam je do jego kuzyna, wiem, ze je odebral, jednak moich nie oddal do tej chwili. Co o tym myslec? znowu milion mysli na minute...