Cześć
Zdradził i porzucił mnie mąż. Po jakimś czasie i ja kogoś poznałam. Nowy związek trwał dwa lata. Nowy partner nawet nie powiedział dlaczego odchodzi. Miesiąc temu po prostu przestał się odzywać ..ale ja nie o tym chciałam właściwie napisać.
Mieszkam sama i spędzam głównie wolny czas w czterech ścianach. Postanowiłam się otworzyć i wychodzić z domu jeśli będzie okazja. Umawiam się z koleżankami. Jednak wszystkie moje najbliższe koleżanki właśnie planują wesele/wyszły niedawno za mąż i remontują swoje nowe gniazdko/są młodymi mężatkami i właśnie urodziło im się pierwsze dziecko/są szczęśliwymi mężatkami i mają dziecko, męża świetne wakacje i prowadzą własne firmy... spotykam się z nimi, szczerze cieszę się ich szczęściem bo je bardzo lubię i życzę jak najlepiej.
.. jednak wczoraj spotkałam się ze znajomą która ma cudownego męża, ale nie może mieć dzieci. Wiem jak to brzmi, ale miałam wrażenie, że mimo tego że nasze problemy są różne, ona rozumiała że mi jest ciężko i czuła że ja rozumiem że ona też cierpi. Powiedziała, że potrzebowała się spotkać z kimś kto nie ma dzieci, bo ma samych znajomych z małymi szkrabami i chciała choć raz porozmawiać o sobie a nie tylko o dzieciach znajomych. Ja potrzebowałam kogoś kto rozumie smutek.
..dziś zadzwoniła do mnie jedna z moich koleżanek, prawie się obraziła że jej wczoraj też nie zaprosiłam..wiem mogłam nic nie mówić, ale powiedziałam jej co czuje, że też raz chciałam się spotkać z kimś kto nie żyje w idealnym świecie.. Teraz mam poczucie winy! ale ona cały czas opowiada o swoim wspaniałym synku, mężu, staraniach o drugie dziecko i pokazuje zdjęcia z wakacji z których właśnie wrócili. Ja zostałam po raz drugi sama, musiałam odwołać swój urlop bo nie mam z kim pojechać, nie mam ani męża ani dziecka i naprawdę jest mi cholernie ciężkooo.
Co sądzicie o tym że chciałam na moment zapomnieć, że otaczają mnie ludzie, którym się wszystko w życiu udaje? mimo tego że są mi bliscy ![]()