Witam, jestem tu nowa. :-)
Jestem z moim facetem 1.5 roku. Bardzo się kochamy... a raczej chyba tylko ja. Mówi mi, że mnie kocha, tylko wtedy, gdy robię mu jakiś problem. Ja się staram jak mogę, poświęcam się i kocham. Ostatnio mówił, że jestem dla niego idealna z charakteru, ponieważ nie zrobię mu wstydu i potrafię zachować się w każdej sytuacji. Owszem, widzę, że robi dla mnie rzeczy, których nie zrobiłby nigdy - oznaka miłości. ALE...
No właśnie, jest to ale.. Nigdy mnie nie komplementuje, nie mówi, że ładnie wyglądam, lub cokolwiek. Wiem, nie jest wylewny, ale każda dziewczyna potrzebuje miłych słów. Moja pewność siebie już chyba jest na stopniu zerowym. Czuję się głupia, brzydka, gruba, dziewczyna co nic nie potrafi. Popadłam w depresję, na pewno. Czasem myślę, po co ja w ogóle żyje? Nadszedł taki czas, że wstydzę się przed nim rozebrać. Jestem trochę przy sobie, ale nie mam nadwagi. Mówi mi, że się 'spasłam', niby w śmiechach, ale wiecie. Komplementuje inne dziewczyny! Mówi, że są śliczne, mówi nawet, że ' taką mógłbym wziąć '. Przezywa mnie, gdy tylko coś mi nie wyjdzie. Boję się cokolwiek przy nim zrobić. Ostatnio nawet powiedział, że "w seksie też mogłabym się postarać". Ośmiesza mnie publicznie. Mówi takie rzeczy, że po prostu chce się aż płakać. Zresztą bardzo często przez niego płaczę. Kiedyś okazywał mi uczucia wszędzie, przy kimś i jak byliśmy sami. Teraz nawet jak jesteśmy sami on nie ma ochoty mnie przytulić, a co dopiero dać buzi. Nie mogę z nim porozmawiać normalnie, bo od razu się śmieje , że co ja za pierdoły opowiadam. A gdy zrobię coś głupiego, od razu leci do swoich braci mówić, co ja zrobiłam i się śmieją. Jego bracia za mną nie przepadają i wyzywają mnie na każdym kroku. On nie broni mnie tłumacząc ' co mam im zrobić? braci nie uderzę ' .
Kocham go dlatego w tym wszystkim siedzę. Boję się zerwać. Boję się samotności i braku jego. Gdy jest dobrze to jest dobrze, ale gdy jest źle to do końca. Nie umiem być w takim związku. Brak czułości i ośmieszanie mnie boli. Ale mimo wszystko, głupia ja, nie potrafię go zostawić. Wiem, że się nie zmieni, bo wyniósł to z domu. Wiem również, że mnie nie zdradza - to na pewno. Nie wiem, może moc miłości straciła swój urok. Dodam jeszcze, że mamy 20 i 21 lat.
Pomóżcie proszę, bo nie wiem co mam zrobić sad Jestem w totalnej rozsypce!
PS. Dodałam wątek w Psychologia, ale dopiero odnalazłam się tutaj.