Witam, nie potrafię już sobie sama poradzić.... Dobija mnie moje małżeństwo, jeszcze tylko ze względu na córeczkę żyje, wstaje rano oddycham... mój mąż nie ma nałogów... nie pracuje 24/7... Mieszkamy u niego, blisko teściowej... Przed ślubem mieszkaliśmy razem ok 1,5 roku... było super... teraz jest inaczej, pomimo tego, że nie jestem sama czuje się samotna, mijamy się bez słowa na korytarzu ja w jedym pokoju on w drugim... rozmawiałam, tłumaczyłam i prosiłam. Obiecał nie raz, że będzie ok, postara się ale nic z tego nie ma. Myślałam już o samobójstwie... Jemu to i tak obojętne... Nie mam tu żadnej koleżanki, kogoś z kim mogłabym porozmawiać, kogos kto by spojrzał z boku, wysłuchał... Jest teściowa ale zawsze weźmie strone syna, jest szwagier ale stary kawaler wiec zero zrozumienia... moja mama za granicą, interesuje się ale jednak stara się go bronić a ja potrzebuje tylko odrobinę miłości i zainteresowania. czy to tak wiele? czy muszę się na to godzić? Planuję jutro od niego odejść... zostawić list i uciec jak najdalej, żeby tylko nas nie znalazł... martwie się jedynie o córeczkę jak to będzie... wieże, że jakoś dam radę. On nie raz mówił, że jak mi nie pasuję to, żebyśmy wzieli rozwód, że mnie nie trzyma na siłe... Ja juz nie wiem... mam dość.. za dużo opisywania jak to wygląda... mam dość małżeństwa, jego, życia...
Podobne tematy
Jak mamy Ci doradzić, skoro tak naprawdę o niczym nie napisałaś? Czujesz się samotna i nie rozmawiacie, o.k., ale nikt z tego powodu nie myśli o samobójstwie (mając małe dziecko) i nie planuje ucieczki jak najdalej, modląc się, żeby mąż nie odnalazł miejsca kryjówki.
Nazbyt ogólnikowo opisałaś sytuację w swoim życiu...
Napisz od kiedy takie są pomiędzy Wami relacje, co może być tego przyczyną, dlaczego tego nie próbowaliście oboje zmienić? Być może wpadliście w jakąś rutynę, zwątpienie, kryzys...
Napisz ile lat jesteście razem, jak było na początku...?
Więcej informacji bo to, co napisałaś w niczym nie rozświetla problemu...
miło, że odpisał mężczyzna ale ich mam dośc
jest tak od paru miesięcy... nie wiem co napisać.. przygnębia mnie to wszytsko....
Najgorsza jest obojetnosc od najblizszej osoby i to ze staje sie obca, a powinna byc nam najblizsza....
Smutne
i nie maju tu do tego nic dzieci ![]()
miło, że odpisał mężczyzna ale ich mam dośc
Ok, wychodzę - nie mam zamiaru nikogo uszczęśliwiać na siłę ![]()
A myślałaś o wizycie u psychologa? Ewidentnie nie radzisz sobie i potrzebujesz pomocy. A samo to, że mąż Cię olewa to jeszcze nie powód do samobójstwa. Poszukaj profesjonalnej pomocy. Pomyśl o sobie i o córeczce...
Anonimka nikt nie będzie kazał Ci pozostać w nieszczęśliwym związku. Udaj się do psychologa, na terapię. Szukaj pomocy z zewnątrz bo jest Ci potrzebna. Uważam, że ucieczka nie jest rozwiązaniem. Zamiast uciekać, powinnaś powiedzieć o wszystkim mężowi i odejść jeśli jest Ci źle. Powodzenia!
myślałam o psychologu.... ale mieszkam w małej mieścinie zaraz zaczną sie komentarze ze mam cos z głową i wgl ![]()
ja potrzebuje tylko odrobinę miłości i zainteresowania. czy to tak wiele? czy muszę się na to godzić?
Czy prosisz o to wprost, czy żebrzesz?
A może są to pretensje, żale?
W jakiej formie tej miłości i zainteresowania chcesz?
I co za to jesteś w stanie zaoferować?
Z Twojego opisu sytuacji łypie okiem ofiara losu. Dziewczyna, która się nudzi, potrzebuje/POTRZEBUJE/potrzebuje uwagi i docenienia i która sobie nie radzi z emocjami, a przede wszystkim nie ceni siebie.
Można to nazwać depresją, czemu nie. Łatwiej wtedy przekonać do rozmowy z psychologiem. Ale po co, skoro psychologa wyręczy opinia sąsiedzka.
Twój mąż wywiązuje się ze swojej roli społecznej, w ten sposób okazuje Ci miłość i nie za bardzo widzi potrzebę rozmowy z Tobą. Może to nic przyjemnego? Może zamiast poczuć wsparcie z Twojej strony czuje tylko rosnące wymagania? W dodatku dla niego niezrozumiałe?
Dać coś z siebie i dopiero wtedy powiedzieć, czego się chce.
Prościzna.
piosenka, jako "ofiara losu" mogę ci tylko napisać, że nic o mnie nie wiesz... nie wiesz co byłam w satnie zrobić, żeby nie było kłótni i powodów do kłótni... nie jesteś sobie w stanie tego wyobrazić...
zmykam stad... tu i tak nikt nie zrozumie...
dałam od siebie za dużo. Miłość, zrozumienie, wsparcie, godność, poczucie własnej wartości...
piosenka, jako "ofiara losu" mogę ci tylko napisać, że nic o mnie nie wiesz... nie wiesz co byłam w satnie zrobić, żeby nie było kłótni i powodów do kłótni... nie jesteś sobie w stanie tego wyobrazić...
zmykam stad... tu i tak nikt nie zrozumie...
dałam od siebie za dużo. Miłość, zrozumienie, wsparcie, godność, poczucie własnej wartości...
to nie twoja wina... Najlepiej jest kogos krytykowac gdy nie rozumie sie co ta druga osoba czuje... Ja cie rozumiem, i przykro mi, ze ktos taki jak piosenak tak cie ocenia..
Sama nie wiem dokladnie jaki jest twoj problem ale wiem co to znaczy jak ta druga osoba zachowuje sie w taki sposob...
I wiem co to znaczy chciec milosci bo po to z kims jestesmy.
Twój mąż wywiązuje się ze swojej roli społecznej, w ten sposób okazuje Ci miłość i nie za bardzo widzi potrzebę rozmowy z Tobą. Może to nic przyjemnego? Może zamiast poczuć wsparcie z Twojej strony czuje tylko rosnące wymagania? W dodatku dla niego niezrozumiałe?
Dać coś z siebie i dopiero wtedy powiedzieć, czego się chce.
Prościzna.
Ale piszesz glupoty!!
Ja również uważam że "piosenka" pisze bzdury. Doskonale rozumiem to uczucie, jak brakuje miłości i zainteresowania ze strony partnera. Jak nie da się już porozmawiać i wyjaśnić przyczynę jego zachowania, to chyba też bym wiała! Więc trzymaj się dziewczyno i jak podejmiesz taką decyzję, to życzę ci powodzenia! I napewno dasz sobie radę z jednym dzieckiem!