... i jestem z tym sama. Nikt mnie nie słucha. Sluchają, ale nie chcą usłyszeć co do nich mówię.
Bardzo długo z mężem staraliśmy się o dziecko. w końcu się udało, Maluch urodził sie zdrowy. Nic tylko się cieszyć.
W tym czasie mieszkaliśmy z moją Mamą, ciagle się z Nią kłociłam. Nigdy mnie nie sluchała, wciąż podważała moje zdanie, zawsze wiedziała jak lepiej wychowywać moje dziecko. Ogólnie nie mogłam na Ną liczyć.
Męża całe dnie nie było w domu, wychodził bladym świtem, wracał około 22.
Ja ciagle niewyspana, wszytskie problemy przytłaczały mnie coraz bardziej... nie miałam z kim porozmawiać.
Wreszcie nadszedł wymarzony dzień przeprowadzki do swojego domu. Myślałam że to rozwiąże moje problemy. Niestety z czasem było coraz gorzej. Maluch rósł, wymagał coraz więcej uwagi, w zasadzie cały czas trzeba mu było poświecić, ledwo udawało mi się obiad ugotować o zadbaniu o siebie nie było nawet mowy. Zaszłam w drugą ciąże. szaleliśmy ze szczęścia. Niestety czułam się koszmarnie, wiadomo uroki ciązy. Mdłości, ciagłe zawroty głowy, no i to notoryczne zmęczenie...
Z dnia na dzień było coraz gorzej... Mąż pracuje po 12 godzin na dobę, więc wszytski obowiązki domowe i te związane z dzieckiem należą do mnie.
Coraz mniej czasu dla siebie.... Wyglądam coraz gorzej, czuje sie coraz gorzej. Niestety ta ciąża jest bezlitosna dla mojego ciała. Nie moge się z tym pogodzić! Unikam patrzenia w lustro, wychodzenia gdziekolwiek. Ktos kto tego nie przezył pewnie pomysli sobie , że to błachostka, a ja panikuje. Mam nadzieje, że znajdzie sie na forum , ktos kto przeszedł przez to samo, wie co czuje.
Nie mam z kim pogadać, mąż jakby słuchał , ale ignoruje to co do niego mowię. Moja Matka odpowiada " a co ja mama Ci poradzić..??!!"
Codziennie proszę Boga by zesłał na moja drogę osobę , która zechce mnie wysłuchać i może pomóc.
jestem na wyczepaniu nerwowym, a przeciez mam dziecko, drugie w drodze, nie moge się poddać, a sił mam coraz mniej....
ola