Nie znalazłam takiego tematu w wyszukiwarce, a natchnął mnie do jego założenia artykuł, w którym pewna pani profesor dowodzi, że m.in. polskie szczepionki są zagrożeniem dla zdrowia i życia dzieci, bo zawierają rtęć (w postaci thimerosalu). I tu jest mowa o szczepionkach dla niemowlaków. Pani profesor sugeruje, że nawet do 85% zgonów noworodków może być spowodowane tak wczesnymi szczepieniami (już w ciągu pierwszej doby), które zawierają szkodliwą substancję. A organizm noworodka nie jest na taką dawkę przygotowany, stąd też coraz częstsze u dzieci ADHD, astma, padaczka etc. Ciekawe jest też porównanie Polski i USA (bo my nasz system szczepionkowy wzorujemy na amerykańskim) ze Skandynawią. W Skandynawii rtęci w szczepionkach nie stosuje się od dawna i na dodatek szczepienia nie są tam obowiązkowe, lecz zalecane. Dorzucę jeszcze taki ciekawy cytat:
"Co więcej, kraje skandynawskie, które stosują pierwsze szczepienia po 3 miesiącu życia i dawno wyeliminowały thimerosal, mają znacznie niższy odsetek dzieci z autyzmem (1:3000), niż kraje, które szczepią swe noworodki i nadal stosują thimerosal (USA, Polska), gdzie na autyzm cierpi obecnie 1 na 150 dzieci"
1:3000, a 1:150... Czy to nie jest przypadkiem OGROMNA różnica? Zapraszam do dyskusji, bo mnie szczerze mówiąc ten artykuł przeraził i bardzo się cieszę, że mieszkam w Norwegii... A jakby ktoś chciał wyszukać cały artykuł (długi bardzo, ale wciągający), to pani profesor nazywa się Maria Dorota Majewska.