Czesc.jestem zonaty od 12 lat.mamy z zona dwojke dzieci-11 i 3 lata.ja od 5 lat pracuje za granica,a zona jest w domu z dziecmi.rok temu spotkalo mnie cos niewyobrazalnego.otoz dostalem pozew do sadu o ustalenie ojcostwa i przyznanie alimentow.pozew ten byl od dziewczyny,ktorej w zyciu na oczy nie widzialem i na dodatek z miasta oddalonego o 400km od mojej miejscowosci.od tego czasu w zonie cos pryslo.na poczatku bylo jeszcze dobrze,ale z miesiaca na miesiac zona coraz bardziej sie odemnie oddalala,oczywiscie mowila ze mi wiezy,ale ja wniej cos widzialem ze jest nie tak.bylismy razem przez 5miesiecy,a wiosna znowu musialem wyjechac.i tu sie zaczely problemy.zona zaczela mnie unikac,nie chciala ze mna rozmawiac,ani nie pisala do mnie.czulem ze jest cos nie tak.po dwoch miesiacach przyjechalem na urlop do domu,zona wogole sie nie cieszyla z mojego powrotu.przez pierwsze 3 dni wogole nie rozmawialismy,a zona caly czas mnie unikala.w nastepnym dniu znalazlem u zony inna karte sim do telefonu i zapiski o tresci milosnej.domyslilem sie ze chyba kogos ma na boku.zapytalem ja o to,a ona zaczela zwalac wszystko na mnie-ze ja kontroluje na nic jej nie pozwalam,ze jestem zazdrosny i ja osaczam. jak ona mogla mi to zrobic,przecierz ja ja tak bardzo kocham.na drugi dzien powiedziala mi ze tylko z kims pisala i czasami on do niej dzwonil.powiedziala,ze po tej sprawie z tym dzieckiem /ktora jest juz zakonczona,poniewaz poddalem sie badanion DNA i to mnie oczyscilo z zarzutow/bardzo sie zalamala i nie miala odwagi nikomu o tym powiedziec i ze cos w niej peklo.bardzo sie odemnie oddalila i chyba mnie juz nie chce.zrobila sie bardzo tajemnicza i nie chce ze mna rozmawiac.bardzo ,mnie zranila,czuje sie wstretnie i jestem kompletnie zalamany. na dodatek mowi ze nie wie co bedzie z nami dalej i na pierwszym miejscu stawia dobro dzieci i zeby dac jej czas,a ona sama sie z tym upora. prosze pomozcie mi,co ja mam robic.czy zona mnie zdradzila,czy tylko gdzies sie zagubila i nie moze sie w tym odnalesc.co jej chodzi po glowie. Bartek1972
tylko nie wiem czy jest sens czegos ratowac.
Może zacznij się zastanawiać co z dziećmi, żeby znowu jakaś dobroduszna sędzina nie zostawiła ich matce jak się zdecydujecie rozstać. Natomiast o ile jest co ratować, to trzeba po prostu rozmawiać. Być może coś w niej pękło po tej sprawie o ustalenie ojcostwa. A może to tylko pretekst bo po prostu poczuła że już ciebie nie kocha i takie tam. Jeśli tyle lat byliście ze sobą, to może warto zaryzykować udanie się w dwójkę do jakieś poradni ? Albo wróć do domu na stałe, przestań żyć jak przysłowiowy Cygan i zacznij się o nią starać jak przed kilkunastu laty.
Witaj.Skomplikowane...Zaczne od konca.Jako kobieta rozumiem Twoja zone.Mysle,ze dokladnie jest tak jak napisales na koncu-poguila sie.Ta informacja o zdradzie,ktorej -jak piszesz -nie bylo ,mocno nia wstrzasnela,\.Wydaje mi sie,ze yla to jej proba odreagowania,chciala sie po prostu komus sie zwierzyc.Sadze,ze byla to relacja aseksualna.Wiesz,do poki nie wyjasnilo sie to,byla przekonana,ze ta zdrada nastapila.Nazieraly sie w niej emocje,ktorych trudno sie pozbyc.Ale mysle,ze wszystko jest do odratowania.Pzdr.
Witaj slodka czarodziejko.Czy masz ma mysli zdrade ze strony mojej zony,piszac ze mialo to podloze seksualne .Co mam przez to rozumiec.Czy moze tak byc,ze ona poszla po pomoc do bylego,ktory byl przedemna,a mi mowi ze to jakis obcy facet z daleka.Prawdopodobnie on ja zapraszal do siebie i zona cos do niego poczula-tak mi mowila.ale ja mysle ze moze to byc jej pierwszy chlopak.Amnie poprostu mydli oczy. Czy moge liczyc jeszcze na Twoja pomoc,co o tym myslisz.......
Czesc.Ja sugerowlam Ci,ze NIE MIALO to podloza seksualnego.Z Twojego tekstu bowiem nie wynika,ze cos powaznego ich laczy.
W sposób naturalny Twoja żona udała się do kogoś jej bliskiego po wsparcie. Możliwe że to był były, co nie oznacza że miało to jakiś seksualny ciąg dalszy. Jak pisałeś trwało to ustalanie trochę a co się działo w jej głowie wtedy to tylko można się domyślać. Pomyśl sam. Dowiadujesz się że jakiś facet złożył pozew o ustalenie ojcostwa TWOJEGO synka !!! Żona twierdzi że to bzdura, ale kilka miesięcy trwa cała procedura a jeszcze nie jesteście razem cały czas bo ona wyjeżdża. Może się w głowie popieprzyć i chcieć gdzieś znaleźć pocieszenie. Można się pogubić, można coś stracić w uczuciach prawda ?
Rozmawiajcie rozmawiajcie. Wiem, nie chce. Ale zastanów się w jaki sposób zaczynasz rozmowę ? Nie wyśmiewaj jej, nie traktuj pobłażliwie w stylu: hahaha co ty mówisz, spokojnie z uczuciem. Staraj się o nią jak pisałem. Może dajcie rodzinie dzieciaki i pojedźcie gdzieś sami. No nie wiem. Masz dziewczynę do zdobycia
Więc ją zdobywaj
Witam,
ja myślę, że nie ma czego ratować. Co z tego, że była nie pewna sytuacja z tym ustalaniem ojcostwa? Fakt trzeba było czekać i w czasie tego czekania mogła być ta niepewność ale na to potwierdzenie nie czeka się latami. Wystarczyło tylko poczekać na odpowiedź...
A tu co? nagle przestała kochać? nagle coś w niej pękło? - przecież się wyjaśniło, że to jakaś pomyłka.
Ciężko cokolwiek radzić bo nie zna się wszystkich szczegółów.... może ona w czasie Twoich wyjazdów już utrzymywała z kimś kontakt i sytuacja z tym ojcostwem była idealnym pretekstem???
Musicie koniecznie ze sobą porozmawiać, co dalej, co z dziećmi....
Witaj!Trudna sprawa ale zawsze jest jakieś rozwiązanie.Wydaje mi się że Twoją żonę po prostu to wszystko przerosło czuła się samotna i to był jej sposób na odreagowanie tej całej sytuacja jaka się wydarzyła.Na pewno musicie porozmawiać w 4 oczy jeżeli się kochacie walczcie o tą miłość będzie trudno ale na pewno się to opłaci.Trzymam kciuki
dziekuje wszystkim za wsparcie.duzo mi to dalo do myslenia.jestem juz w polsce w domu.bylo ciezko to wszystko wyjasnic ,ale mysle ze bedzie dobrze.du zo mnie to zdrowia kosztowalo,nerwow.ale gdyby nie ja,gdybym nie chcial tego ratowac,to nic by z tego nie wyszlo.mam nadzieje ze on juz dla niej nie istnieje.