Z moim Lubym znamy się dwa lata, jesteśmy razem od roku.
Jako że mamy po te 19 lat (taak, szczeniaczki jeszcze z nas
), to widujemy się, nie mieszkamy razem.
Moi rodzice go uwielbiają, jego rodzice.. Hm, nie miałam zbyt dużo okazji do poznania ich, ale raczej jestem przez nich lubiana.
Ma bardzo trudną sytuację rodzinną, problemy z pieniędzmi. I ja to rozumiem, wspieram go, ale ostatnio zauważyłam u niego dziwne..maniery.
Jest zazdrosny o to, że ?mam za łatwo w życiu?. Że córeczka rodziców, że samochód mi kupują, że mam z nimi taki dobry kontakt.
Gdyby tylko miał powody.. Nigdy, przenigdy nie dałam mu powodów do myślenia w takich kategoriach. Moi rodzice wiedzą, jak jest, również starają mu się pomóc,
nie tylko świadomością, że jeśli coś by się działo, zawsze może do nas się wprowadzić, znajdzie się dla niego miejsce, bo juz jest traktowany jako członek rodziny,
ale też uruchamiają wszelkie znajomości, jeśli takowe maja, by ułatwić mu dostanie pracy, bowiem jest po maturze, a na studia..po prostu nie ma pieniędzy
i szkoda mu czasu, bowiem jego rodzice mu warunków do dalszej nauki nie zapewnią. Nawet apropos studiów, kiedy się kłóciliśmy powiedział mi w gniewie,
że mój wybór dalszego kształcenia jest tylko i wyłącznie podporządkowany woli rodziców. A to nieprawda, oczywiście, sama chcę się dalej uczyć.
Najgorzej jest, kiedy ma ?napady czarnych myśli?. Nic nie daje, żadne moje słowa, zawsze tylko wygarnia mi, że mam za dobrze, że nie wiem co to znaczy mieć problemy,
liczyć sie z każdym groszem. Wręcz mnie czasem straszy! Że nie będziemy się widywać, bo mu się zepsuje samochód, nie ma ani na naprawę, ani na nowy,
a mnie nie pozwoli do siebie przyjeżdzać, bo nie ma warunków, a poza tym nie wypada, że dziewczyna przyjeżdża do chłopaka.
A z drugiej strony zaraz zapewnia, że jestem tą, z którą chciałby spędzić już całe życie, i że nawet takie problemy nam nie przeszkodzą.
Niestety to nie jest fajna sytuacja, bowiem nawet zaproponować kina , czy czegokolwiek się boję.. Bo boję się, żeby nie poczuł się źle.
Nieraz kombinowałam, nawet skłamałam, że dostałam bilety, a tak naprawdę za swoje kieszonkowe je kupowałam, albo cokolwiek..
To wygląda tak, że jeśi nie dostaniemy gdzieś zaproszenia, komunia, wesele, czy jest okazja, np. studniówka itd., to praktycznie w ogóle NIGDZIE nie wychodzimy. I nei wiemc zy to jest kwestia tylko pieniedzy, czy też jego chęci..
Bo adekwatnie, inną rzeczą, która mnie zastanawia, jest to, że pomimo rocznego związku, ja nadal nie poznałam prawie nikogo (oprócz kilku pojedynczych ludzi, i to przypadkiem) z jego znajomych.
Nigdy nic takiego nie zaproponował, chociaż ja mu wyraźnie dałam do zrozumienia, że bardzo chciałabym ich poznać. Tym bardziej, że oni też się o mnie pytają, że kiedy mnie im przedstawi, że może się zaprzyjaźnimy (o czym sami mi mówił!).
Przy czym muszę zaznaczyć, że Luby poznał wszystkich z moich przyjaciół i znajomych. O co tu chodzi? Ciągle towarzyszy mi myśl, że się mnie wstydzi.
Nie mam idealnej figury, tu i ówdzie mam zaokrąglenia.. Kiedy mu to powiedziałam, to powiedział, że jak mogę tak myśleć, że by ze mną nie był, gdyby się wstydził.
Hee, nawet taka głupota.. Głupi portal społecznościowy. Na jego profilu nie ma ani jednego naszego wspólnego zdjęcia.
Mam sporo kompleksów, od zawsze byłam grubsza, schudłam 10kg, ale to było przed poznaniem Lubego. Ostatnio trochę przytyłam, ok.3 kg.
Powtarzał zawsze, że jego nie obchodzi, czy waże 50 kg, czy 150, bo pokochał mnie i mój wygląd tego nie zmieni. Aczkolwiek czasem zdarzają mu się uszczypliwości, bowiem od pół roku słyszał, że wezmę się za odchudzanie,a póki co tylko przytyłam trzy kilo.
Przez to mam wrażenie, że on czekuje tego odchudzania, tylko nie chce mii o tym powiedzieć wprost. A z drugiej strony...
Może naprawdę mu nie przeszkadza moje ciało, skoro nawet podczas seksu czy pieszczot zachowuje się tak, jakbym była najpiękniejszą istotą dla niego..
Następna sprawa! Chorobliwa wręcz zazdrość. I gniew zarazem.. Juz nie będę przytaczać dokładnie sytuacji,
ale chociażby studniówka i tańce z kolegami z klasy. Wypominanie do tej pory przy okazji. I do tego fochy.. Ja nigdy praktycznie tak porządnie nie strzeliłam typowego kobiecego focha. Bo kiedy była ku temu sposobność, typu Luby cos przeskrobał, odwracał tak kota ogonem, że to ja musiałam go przepraszać jeszcze.
I niesttey mój błąd - pokazałam mu moja słabość. Wie, że ma nade mną wyższość praktycznie. Przez co? Przez mój płacz, bowiem często z bezsilności
podczas kłótni zaczynam płakać. Raz go to aż tak ruszyło, bowiem wiłam sie w spazmach wręcz, że sam aż miał łzy w oczach, i uspokajał mnie..
Podsumowując - źle nie jest. Wiem, że mnie kocha. Nieraz mówił, że jestem jego całym światem, i że beze mnie nie wyobraża sobie już życia. Jednak co zrobić, żeby i te problemy, które - chyba trochę chaotycznie - opisałam powyżej, zniknęły? Mogę prosić o jakieś rady..?
Przepraszam, że się tak rozpisałam..