Od ponad 1,5 roku mam romans z żonatym, poznaliśmy się w dość dziwnych okolicznościach, ale nie chcę wnikać w szczegóły. Jestem bardzo młoda a on dużo starszy. Na początku to wyglądało tak, że się spotykaliśmy 2 góra 3 razy w tygodniu, po czasie jakiś 4 miesięcy spotykamy się już regularnie prawie 5 dni w tygodniu. On mówi, że mnie kocha (ja go zresztą też) dużo mi pomaga i wspiera obiecywał, że odejdzie od żony jak tylko skończę szkołę i faktycznie był taki okres do niedawna, że jego relacje z żoną były w totalnej rozsypce, ale są takie momenty kiedy mam dość, gdy on musi jechać do domu wcześniej, albo gdy wgl nie przyjeżdża, jak wychodzi z żoną na jakieś urodziny znajomych. Gdy zależy mi na jakimś wydarzeniu olewa to. Przez pewien okres czułam, że naprawdę jest mój, ale teraz dochodzi do mnie, że ta relacja jest zła, niszczy mnie psychicznie- że rozbijam rodzinę. Zaczynam się czuć wykorzystywana. Chcę skończyć ten toksyczny związek, bo czuje, iż za jakiś czas mogę się wykończyć. Tracę najlepsze lata mojego życia. Z drugiej strony boję się być sama, przy nim mam poczucie bezpieczeństwa - uzależniłam się od niego w każdy możliwy sposób. Co ze mną nie tak ??
Proszę o jakąś radę...