Nigdy się nigdzie nie wypowiadałam i piszę właściwie trochę bardziej z ciekawości, bo nie jestem przekonana czy z samego opisu sytuacji (dokonanego tylko przez jedną stronę) da się naprawdę coś doradzić, ale spróbuję.
Z chłopakiem (23lata) (ja też 23) jestem prawie dwa lata, znaliśmy się wcześniej jakieś dwa lata, ale był to głównie kontakt internetowy (koleżeński), ponieważ on mieszkał daleko ode mnie. W tym czasie byłam czymś w rodzaju jego powierniczki. Był wtedy nieszczęśliwie zakochany w jednej dziewczynie, która dawała mu nadzieję, ale z drugiej strony miała faceta. I no to jest jeden z problemów, bo wiem co pisał mi o niej. A to, że jest piękna, cudowna. (dalej będę pisać o tej dziewczynie jako K.)
Po jakimś pół roku od bycia razem przeczytałam e-maila, którego do niej napisał po naszym pierwszym spotkaniu. Napisał, że nigdy mu się nie podobałam, że z wyglądu to nic zachwycającego, ale, że jestem urocza itd. Było mi strasznie przykro. Tym bardziej, że no właściwie nie ma nowych osób, które by mi nie mówiły jaka jestem ładna itd. (tak było ze wszystkimi jego kolegami lub nawet ich rodzinami i znajomymi gdy widzieli mnie na zdjęciach). Zdarza mi się, że obcy ludzie zaczepiają mnie na ulicy i mówią mi komplementy (nie tylko faceci). Nie chcę się chwalić czy coś w ty rodzaju, po prostu mam rysy twarzy, które są chyba popularyzowane w mediach i przez to uznawane za atrakcyjne. Chciałam jakoś udowodnić, że naprawdę nie jestem brzydka:)
Tylko jemu akurat chyba się nie podobam. Naprawdę nigdy nie powiedział mi, że jestem ładna (wie, że przeczytałam e-maila) i to nawet jak mi mówiłam, że no chyba powinnam mu się podobać skoro mnie kocha.
Teraz czemu piszę tyle o tym wyglądzie? Bo myślę, że wiąże się z seksem. A tu leży jeden z głównych problemów. On się mną prawie w ogóle nie interesuje pod tym względem. Próbowałam jakiś podniecających wiadomości (i wszystkich innych rzeczy, które działały choćby na mojego byłego), ciuchów i nic. Tzn. no uprawiamy seks, raz na dwa tygodnie - tak najlepiej dla niego.
Dodam, że mówił mi jak na początku go podniecałam (byłam jego pierwszą dziewczyną) i no na początku oczywiście nie było żadnego co 2 tygodnie, ale o wiele częściej...
Dla mnie to wszystko jest niesatysfakcjonujące. Często sobie myślę, że gdybym mu się podobała, choćby tak jak K. to byłoby zupełnie inaczej...
Jest jeszcze inny problem. Ostatnio on kilka razy powiedział mi, że nie wie czy chce ze mną być, potem zmieniał zdanie i mówił, że nie wie czy chce w przyszłości. Wynika to pewnie bardziej z mojego charakteru, kilka razy na niego nakrzyczałam i no jestem bardzo emocjonalną osobą. Czasem się denerwuje, on nigdy.
Z drugiej strony mówi mi, że mnie kocha.
Jestem jego pierwszą dziewczyną. Gdy rozmawiamy o jakiś problemach on prawie nigdy nie chce nic mówić. Gdy go o coś proszę to na ogół nie potrafi podjąć żadnego działania. Tzn. no nie robi nic takiego za co chciałabym skończyć związek, jest dobrym partnerem stara się, ale no chciałabym, żebyśmy sobie oboje mówili o tym co nam przeszkadza i starali się to zmienić.
Czy to ma sens?