Dziewczyny, jestem w kompletnej rozpaczy. Jestem ok 2 lata po studiach i tuż po studiach coś stało się chyba z moim żołądkiem. Odczuwam niesamowity ciężar i ból pod lewymi żebrami, a to powoduje też niesamowite mdłości. Chodzę cała czas zapłakana i nie mogę jeść. Jestem przerażona, bo w takim stanie nie mogę za dużo zrobić, efekty mojej pracy są naprawdę mierne, nie chce mi się wstawać ani przychodzić do pracy, a jeśli chodzi o zajęcia dodatkowe to już w ogóle beznadzieja. Jestem w depresji bo zawsze byłam bardzo ambitną osobą. Nie pamiętam u ilu lekarzy byłam, wiem, że stwierdzono lamblie i małe nadźerki błony śluzowej żoładka - to wszystko. Brałam leki typu Controloc ale nic nie pomogło, w końcu rodzice zabrali mnie do psychiatry i biorę małe dawki DOXEPINY I CLARANXENU. Potem miałam drugą kontrolną gasstroskopie i wykazalo ze nadzerki sa wyleczone i ze mam nadkwasote. BŁAGAM WAS dziewczyny pomozcie mi jakos, bo ja juz nie daje rady, wegetuje a dluzej tak nie moge. Myslalam nawet o tym zeby sie po prostu zabic , to trwa za długo i nic mi nie pomaga. Inni korzystaja z zycia bawia sie pracuja rozwijaja a ja nic nie robie tylko placze bo wciaz zle sie czuje.
Kaśka