Wracam do tematu po kilku miesiącach od doświadczenia jakim jest znieczulenie ogólne.
Po pierwsze rozwiewam wszelkie wątpliwości- żele na paznokciach mogą zostać
, tak więc sprzeczne z tym informacje odkładam na półkę z napisem ,,nieprawdziwe" i niech tam sobie leżą
.
A tak na poważnie... Samą narkozę wspominam bardzo dobrze, powiedziałabym, że świetnie nawet i z perspektywy czasu nie wyobrażam sobie, że moja operacja miałaby być wykonana w znieczuleniu miejscowym. Anestezjolog fantastycznie się mną zaopiekował, wyjaśnił, że ten rodzaj znieczulenia da mi komfort psychiczny, nie będę bowiem musiała patrzeć na to wszystko, co będzie się ze mną działo. Dziś wiem, że to była naprawdę najlepsza decyzja, choć muszę też przyznać, że do samego końca miałam ogromne wątpliwości. W dniu operacji lekarz raz jeszcze ze mną porozmawiał, uspokoił, wyjaśnił wszelkie wątpliwości, a na pół godziny przed zabiegiem podał jakiś lek przeciwwymiotny, który miał zapobiec ewentualnemu zachłyśnięciu się. Pan doktor ma doskonałe podejście do pacjentów, zapytał jeszcze czy się boję, ale doprawdy wtedy strach był mi już obcy, po prostu czułam, że trafiłam w naprawdę dobre ręce.
Położono mnie na stół, podłączono do aparatury, podano tlen, jeden wdech pamiętam, a po drugim chyba już zasnęłam. Tak czy inaczej chyba nic mi się nie śniło, a w każdym razie zupełnie sobie tego nie przypominam. Straszono mnie, że po przebudzeniu jest przeraźliwie zimno, często mdli, a nawet ma się wymioty, boli gardło (od rurki intubacyjnej), że ogólnie bywa ciężko. Nic takiego się ze mną jednak nie działo, co więcej, pamiętając o tym wszystkim przebudziłam się i od razu pomyślałam ,,miało być zimno, a jest cieplutko (miałam na sobie jakiś kocyk czy cienką kołderkę)?, nie było mi niedobrze, nic nie bolało, leżałam sobie tylko cichutko i słyszałam głos anestezjologa ,,czy pani wie, że już jest po operacji??. Wtedy dotarło do mnie, że ,,żyję...?
. Przez cały dzień byłam jednak osłabiona i senna, dlatego nie wyobrażam sobie, że miałabym w tym samym dniu wyjść do domu, choć prawdopodobnie, po zabiegu takim jak mój, dosyć często tak właśnie się praktykuje, ale w klinice, w której leżałam obowiązkowo co najmniej jedną dobę przebywa się na oddziale na obserwacji, dzięki czemu ja czułam się zupełnie spokojna i bezpieczna.
Tak więc dziś mogę śmiało powiedzieć, że strach ma wielkie oczy, a w konfrontacji z rzeczywistością okazuje się, że zdecydowanie zbyt duże.
Oczywiście, że zdarzają się przypadki powikłań, skutków ubocznych, czasem coś wymknie się spod kontroli, jakiś ułamek ryzyka zawsze więc istnieje, niemniej zdarza się to tak naprawdę niezwykle rzadko i nie należy wpadać w panikę. A wszystkim, których czeka narkoza chciałabym przekazać, że jest to całkiem miłe przeżycie, ważne, aby trafić w dobre ręce
. Ja w każdym razie całkiem nieźle to przeżycie wspominam... 