Od roku mój partner ma dla mnie coraz mniej czasu. Faktem jest, że firma w której pracuje się rozwija i absolutnie nie mam żadnych pretensji, że poświęca jej teraz więcej czasu. Wygląda to jednak tak, że nawet na 5 minutową rozmowę w ciągu dnia nie ma czasu. Albo jest w pracy, albo załatwia jakieś swoje sprawy, albo ktoś inny coś od niego chce a ja ? Brakuje miejsca. Nawet weekendów nie spędzamy razem bo albo idzie do pracy i tu trudno siła wyższa, albo się pokłócimy i on nie chce się spotkać
Kiedy już uda się spotkać nam na jakieś 3 godzinki to nie spędzamy tego czasu miło tylko się kłócimy. Mam żal, że w ogóle do mnie nie dzwoni, on nawet nie wie co się u mnie dzieje. Nie zdradza mnie. Poza tym, że nie ma dla mnie czasu nie ma innych objawów. Kiedy wspominam o rozstaniu bo uważam, że jemu już przeszło to on mówi, że mnie kocha i nie chce tego kończyć. Oddaliliśmy się jednak i przecież on to widzi i nie robi nic by to ratować. Nie mam kiedy z nim rozmawiać, a jak już się uda to i tak nic się po rozmowie nie zmienia. Kiedy się wkurzam i sama do niego nie dzwonie, nie pisze to on mi wtedy wyskakuje z sms z pretensją, że się nie odezwę, że tylko od niego wymagam i potem mnie pyta czy to ma jeszcze jakiś sens itd. Ciągle wysyła mi sprzeczne sygnały bo raz mówi, że kocha, że pracuje więcej na naszą przyszłość, a potem milczy albo ma do mnie pretensje o brak kontaktu i zaczyna pisać o rozstaniu. Pogubiłam się i nie wiem już co mam robić. Cieszyć się, że uda nam się spotkać raz na dwa tygodnie i się uśmiechać czy ... ? Mogę mu też pokazać jak to jest nie mieć dla niego czasu ale po co, tylko się wkurzy, nie zrozumie. Powiedziałam mu ostatnio, że jestem samotna, jestem sama, nie mam chłopaka i żeby zdawał sobie sprawę z tego, że jeśli ktoś się pojawi, komu będzie zależało i będzie mi to okazywał to ja nie wiem jak się zachowam, bo jego proszę już od roku o zmianę, rozmawiam z nim i jest tylko gorzej. Obraził się. Powiedział, że to nie było miłe, odwołał spotkanie. Nie rozumie, że to co robi dla MNIE TEŻ MIŁE NIE JEST
Co mam robić ? Jak Wy byście postąpiły ? Jeśli chodzi o mnie to nie siedzę w domu wpatrzona w telefon czy da znać. Wychodzę z domu, spędzam czas na mieście sama lub ze znajomymi. Jest mi najnormalniej w świecie przykro bo widzę, że to się rozpadnie, a sama tego nie uratuję i szkoda, że nie mogę nim wstrząsnąć zanim będzie za późno.
Podobne tematy
Zajmij się robotą zamiast się obijać ze znajomymi. Kobietom to zawsze źle raz marudzą, że nie ma kasy jak koleś pracuje i jest ambitny to też źle.
Ciekawe, że jak kobieta zajmuje się robotą to facet ma pretensje, że dla niego nie ma czasu ale teraz wiem co wam facetom odpowiadać w takiej sytuacji.
4 2012-05-17 11:14:55 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-05-17 11:15:34)
Jak tu zrobić, by zjeść ciastko i to samo ciastko mieć na talerzyku?
Tak oto przedstawia się Twój problem.
Z jednej strony nie masz pretensji o to, że Twój partner więcej pracuje i więcej zarabia, z drugiej złościsz się, że ma dla Ciebie znacznie mniej czasu.
Podobają Ci się jego dochody; podoba to, że zarabia na waszą przyszłość, ale nie chcesz, by odbywał się to kosztem Twoich z nim spotkań.
Może najwyższa pora na podjęcie zmian?
Jeśli chcesz spędzać z nim więcej czasu, zaproponuj mu... zmianę pracy na taką, w której respektowany jest 8 godzinny czas pracy każdego dnia i wolne soboty i niedziele. Co prawda, jego zarobki będą znacznie niższe, ale czasu dla siebie będziecie mieli do woli.
***
Wyjaśniam.
Jestem kobietą. ![]()
Zajmij się robotą zamiast się obijać ze znajomymi. Kobietom to zawsze źle raz marudzą, że nie ma kasy jak koleś pracuje i jest ambitny to też źle.
Nie no z pewnością dziewczyna, która chce się spotykać częściej ze swoim chłopakiem to maruda...ciekawy męski punkt widzenia ale daje do myslenia
Słuchajcie poza pracą On ma wolny też czas, którego razem nie spędzamy i o to mi chodzi. Nie o pracę tylko o to, że mając wolny weekend my się nie widzimy.
Zależy jeszcze jaki ma zwód. No mniejsza, nie lepiej z nim pogadać i wyjaśnić o co chodzi, że może (oj może może może) nie chcesz żeby tak tyrał bo aż taka pazerna nie jesteś (cuda się zdarzają) i wolisz żeby więcej czasu z tobą spędzał bo Ci na nim zależy. Ale nie tonem WTF BOOM tylko jak człowiek. No ludzkie i logiczne argumenty każdy przyjmie zwłaszcza facet.
Słuchajcie poza pracą On ma wolny też czas, którego razem nie spędzamy i o to mi chodzi. Nie o pracę tylko o to, że mając wolny weekend my się nie widzimy.
Jak ktoś kołki na głowie łamie na 3 godzinnym spotkaniu to perspektywa weekendowego linczu jest średnio ciekawa. Już lepiej sobie na ryby jechać.
A co do dochodów to to są tylko jego dochody, bo na mnie on nic nie wydaje. Prezentów mi nie kupuje, kwiatka dostaje na dzień kobiet lub urodziny. Nigdzie nie chodzimy : puby, pizza więc na mnie nie wydaje i to ja mam auto a nie on więc jak mamy gdzieś jechać to moim autem więc on kosztów nie ponosi. To by było o jego dochodach.
Najlepszym rozwiązaniem jest nie mieć czasu dla niego i oznajmiać mu to z uśmiechem, a nie fochem. Boisz się, że się obrazi i nie zrozumie? Widać nie było Wam pisane. Brak czasu i ciągłe zapewnienia o miłości to taki chwyt, który sprawia, że trwasz przy nim mimo wszystko, choć nic z tego nie masz.
Zatnij się w sobie i zacznij zajmować się sobą. Przetrwaj jego fochy, przetrwaj pretensje i zobacz co się wydarzy. Jeśli mu zależy znajdzie czas, wierz mi.
A co do dochodów to to są tylko jego dochody, bo na mnie on nic nie wydaje. Prezentów mi nie kupuje, kwiatka dostaje na dzień kobiet lub urodziny. Nigdzie nie chodzimy : puby, pizza więc na mnie nie wydaje i to ja mam auto a nie on więc jak mamy gdzieś jechać to moim autem więc on kosztów nie ponosi. To by było o jego dochodach.
Bidactwo, zrób to co kobiety robią zwykle w takich sytuacjach, zmień na inny model.
Z tego co napisała autorka w pierwszym poście, to chłopak bynajmniej nie jest jakimś świętym męczennikiem, który ma upierdliwą dziewczynę...sam się nie odzywa, pisze do niej z pretensjami, że ona się nie odzywa i sugeruje, ze ich związek na ma sensu. Jakaś durna gra w podchody kto pierwszy sie złamie i się odezwie?
Słuchajcie poza pracą On ma wolny też czas, którego razem nie spędzamy i o to mi chodzi. Nie o pracę tylko o to, że mając wolny weekend my się nie widzimy.
O tym nie napisałaś w swym pierwszym poście, a swoją opinię oparłam właśnie na nim.
Zapytaj wprost swego partnera, bez pretensji, bez wywlekania tego, że dużo pracuje, bez złości i bez fochów, czemu on nie chce się z Tobą spotykać. Zapytaj wprost, bo jeśli swe pytanie "ubierzesz" tak, jak swój pierwszy post, to jasnym jest, że Twego pytania nie usłyszy.
Biedactwo ? Lepszy model ? Mało konstruktywne.
Przeczytałam raz jeszcze Twój pierwszy post. Znalazłam, chyba, źródło jego niechęci do waszych spotkań:
(...) Kiedy już uda się spotkać nam na jakieś 3 godzinki to nie spędzamy tego czasu miło tylko się kłócimy. (...)
Też unikałabym spotkań z wiadomym scenariuszem.
Dlatego zapytałam czy mam się cieszyć z tych spotkań raz na dwa tygodnie i nie pokazywać, że mi przykro ? Jest to jakieś wyjście. Jest mi przykro ale mogę spróbować odpuścić. Dlatego Was pytam. Nie wiem jak zrobić by było najlepiej a zależy mi na nim, na nas. Chętnie zastosuje wasze pomysły, chce dobrze... Ja nie chce dużo, tylko czasem jak się w końcu spotkamy to gdy pada jego pytanie : i co tam u ciebie słychać ? to czuję się jak jego znajoma, z którą się dawno nie widział.
Ale ok, wyluzuje. Bez pretensji.
Dlatego zapytałam czy mam się cieszyć z tych spotkań raz na dwa tygodnie i nie pokazywać, że mi przykro ? Jest to jakieś wyjście. Jest mi przykro ale mogę spróbować odpuścić. Dlatego Was pytam. Nie wiem jak zrobić by było najlepiej a zależy mi na nim, na nas. Chętnie zastosuje wasze pomysły, chce dobrze... Ja nie chce dużo, tylko czasem jak się w końcu spotkamy to gdy pada jego pytanie : i co tam u ciebie słychać ? to czuję się jak jego znajoma, z którą się dawno nie widział.
Ale ok, wyluzuje. Bez pretensji.
Ale Kasiu, to musiałoby być szczere...To znaczy, że naprawdę musiałabyś wyluzować i nie mieć pretensji. To wymaga zmiany sposobu myslenia, musiałabyś przetrawić jakoś ten temat.
Szczerze? Ja bym się przed facetem nie płaszczyła. Powiesz mu "przez kwiatek" to nie zrozumie,a powiesz mu wprost to wyjdzie z tego wielka afera i pokłócicie się o coś jeszcze innego:/
Więc jakbym miała wybierać to wolałabym ten czas poświęcić dla siebie:)
Moze zamiast sie klocic czas zaczac rozmawiac? Bez oskarzen, bez atakow, ale z mowieniem o swoich emocjach, oczekiwaniach, niepokojach. Takie rozmowy wiele zwiazkow juz uratowaly. A nieumiejetnosc, czy niechec do nich wiele fajnie zapowiadajacych sie zwiazkow naprawde fajnych ludzi spieprzylo.
Ma wolne weekendy - tylko dla siebie i nie spędzacie ich razem - rozumiem, też czułbym się olewany/ignorowany w takim przypadku.
Gdy już się spotkacie - to albo się kłócicie albo On się Toba nie interesuje w taki sposób jakbyś tego oczekiwała - to tez rozumiem.
Stosujecie wobec siebie pewien szantaż emocjonalny - Ty robisz mu afery - On zwyczajnie chce odpocząć - dlatego te spotkania tez odwołuje - bo scenariusz pewien jest zakładany.
Ty mu mówisz że jak znajdziesz kogoś kto się będzie bardziej interesował, to się być może na taki model zdecyduje - dobrze, że na mnie nie trafiło bo miałbym równie dotkliwą ripostę ![]()
On - gra w podobna grę, próbuje sie nieco odegrać - stąd te pretensje o braku zainteresowania z Twojej strony
Jakie widzę rozwiązanie? Musicie odstawiając wszelkie emocje przedyskutować wasz związek i wasze relacje - przedstawić swoją wizje związku i oczekiwania względem partnera - powiedz mu jak Ty to widzisz i niech On powie jak On to widzi. Bo w takiej formie widując się raz na 2 tygodnie jak napisałaś to dla mnie taki związek nie ma sensu. Gdy już ze sobą porozmawiacie i będziecie wiedzieć czego od siebie chcecie wzajemnie - będzie Wam łatwiej wypracować kompromis - a potem wprowadzajcie postanowienia w życie.
Był taki czas, że starałam się podchodzić do tego z dystansem i nie było kłótni ale też nie byłam taka jak kiedyś, jednak starałam się by spotkanie było miłe i udawało się ale ... nie potrafiłam się przestawić by tak to już wyglądało bo po cichu miałam nadzieję, że skoro ja nie mam pretensji i się staram to i spotkania będą częściej. Musze sobie to jakoś przemielić w głowie, zmienić chyba myślenie na : jak się lubi co się nie ma , to się lubi co się ma ...
A dlaczego czasem wydaje mi się, że jemu już przeszło ? Bo kiedyś widywaliśmy się częściej a weekendy zawsze były tylko nasze i to było oczywiste
były sms na dzień dobry i dobranoc, telefony w ciągu dnia a teraz nie ma prawie nic. Potrafi odwołać spotkanie i pójść do kolegi by sobie przez jego konto na allegro buty zamówić i my się nie widzimy. Z drugiej strony kiedy mi coś wypadnie (a są to sprawy typu, że muszę babcie gdzieś zawieź bądź rodzinie w czymś pomóc), to się obraża i nie rozumie. Ja go pytałam dlaczego się rzadko widujemy, odpowiedział, że nie wie, że on chce częściej i że będziemy się widywali częściej jednak jest coraz gorzej. Kiedyś od tak dzwonił zapytać co u mnie lub tylko mnie usłyszeć, teraz już tylko ja to robię, a w zasadzie robiłam to przez rok sama a teraz już też przestałam.
Teraz potrafi się ze mną umówić, a w ciągu dnia napisze mi : miłego dnia. Więc to oznacza, że się u niego zmieniło. Mi potem jest przykro, że tak mnie traktuje i się nie odzywam no bo co mam znowu mówić to samo i się złościć i kłócić ? Nawet mi nie wytłumaczy ani nie napisze co się zmieniło tylko to głupie : miłego dnia.
Skonczyc gierki, zaczac rozmawiac. Sio z forum! Z facetem swoim gadac, a nie z nami!
Jemu nie zalezy bo gdyby mu zalezalo okazywal by Ci to i walczyl o Wasz zwiazek.Ten zwiazek na dluzsza mete nie wytrzyma,chyli sie "ku upadkowi"niestety.Widocznie zadna ze stron nie potrafi zakonczyc tego tylko sie klocą i borykają ze sobą.Dla niego najwazniejsza praca,dla niej-on.Gdy spotykaja sie nie ma czulosci,milosci,tesknoty są tylko klotnie.Wiec po co sie spotykac,by sie wciaz klocic?Ona meczy sie bo chce okazywania tego co on mowi,on meczy sie bo nie chce jej tego okazac,juz nie potrafi,juz w nim wypalilo sie i ma dosc klotni/dosc spotkan z nią bo sie kloci.Reasumując ranicie siebie nawzajem.Probowalabym wyciszyc sie,nie pisac do niego,nie "latac"i nie prosic sie o czas,o spotkania.Jak jemu zalezy bedzie walczyl i Ci pokaze,ze mu zalezy.Jak nie,bedziesz miiala jasnosc.
Wtrące swoje trzy grosze ![]()
Nie wiem czy mój pomysł jest dobry, ale ja w taki sposób załatwiłam swojego faceta ![]()
Miał problem ze spóźnianiem się, co mnie wkurzało jak sto diabłów. Nie pomogły płacze, proszenie itd.
Problem opisywałam na tym forum szukając rozwiązania. Pewnego dnia zrobiłam tak: wysłałam mu link do tego forum i do postów opisujących sytuację z podpisem "jak przeczytasz i przemyślisz to daj znać".
Najpierw oczywiście była mega awantura, że opisuje publicznie Nasze problemy. Spokojnie i rzeczowo oznajmiłam, że forum jest anonimowe i że opisałam problem, bo on go nie widzi. Jak już przeszły wszystkie "fochy" usiedliśmy razem i wreszcie spokojnie porozmawialiśmy. Przyznał mi rację, że dla niego nie był to problem i że nie wiedział, że aż tak mnie tym krzywdzi. Doszliśmy do kompromisu: on stara się nie spóźniać, ja zawsze robię 15minutowy margines dla niego i umówiliśmy się tak, że jak się spóźni więcej niż 15 minut to wychodzę sama
Na szczęście nauczył się też informować mnie jeśli będzie nawet 5 minut później ![]()
Moim zdaniem tylko ROZMOWA jest w stanie coś zdziałać. Spokojna rozmowa bez kłótni i wyrzucania sobie nawzajem.
Wypij jakąś meliskę czy coś
i do dzieła ![]()
Trzymam kciuki!
Kasiu 27... troszkę Cię rozumiem... mam podobnie.. Mój chłopak (mieszkamy razem od roku) z rodziną jego żyję dobrze (wspierają mnie), ale cóż z tego jak ON nie chce bym pracowała (ale nie mam pracy) zajmuję się domem... i wszystko. Całe dnie spędzam w domu... sama.... OBOWIĄZKI! A ON jak wraca z pracy to zjada obiad i... idzie np. na drzemkę... i dzień się kończy... szukam pracy na co nie (chętnie się zgadza) tylko mnie boli to że zawsze jestem sama a przychodzą weekendy i też nie mam jak wyjść nawet do koleżanek... tylko albo sama w domu albo sama bo śpi.. nie wiem też co robić...