Jakiś czas temu u mojego dziecka lekarze wykryli dysplazję stawu biodrowego. Dokładniej, nie wykształciła się panewka. Dziecko ma już 9 miesięcy i na razie nosi szelki Pavlika, ale być może, że skończy się to operacją. Są poprawy, ale dziecko chce wstawać, siadać, raczkować, a te szelki nie dopuszczają do tego... Serce mi się kraja jak to widzę. Alternatywą do szelek jest wsadzenie dziecka w gips i wyciąg szpitalny, ale nie wiem na jak długo. Czy ktoś był w podobnej sytuacji? Jak się u was skończyło? Proszę o porady!
Podobne tematy
U mojej córeczki tuż po urodzeniu stwierdzili dysplazje bioderek , nosiła poduszke prawie do roku (z przerwa bo okazalo sie ze wszystko ok i nie bylo potrzeby noszenia). Pozniej okazalo sie ze jednak jest znow zle i nosilismy dalej takie plastikowe gatki
poki co córka ma 1,5 roczku i jest ok chodzimy co pare miesiecy na kontrole. Wiem co czujesz mi tez sie serce krajało jak prubowala sie chociazby odwrócić na drugi bok , to bylo straszne... A kiedy dokładnie wykryli ta dysplazje u twojej córeczki? Wiem ze w Polsce robi sie usg bioderek jakos do 3 miesiaca zycia , u mojej malutkiej stwierdzili zaraz pierwszegoo dnia po narodzinach i drugiego dnia miala juz na sobie poduszke, ale to tylko dlatego ze mieszkam za granica. Pozdrawiam i duze całusi dla malutkiej ksiezniczki :*
Sprawy z bioderkami nie należy bagatelizować, i jak widać dobrze jest konsultować się u co najmniej dwóch specjalistów. ![]()