aitvaras napisał/a:Nie obrażam się, po prostu wyczerpałem już to, co chciałem i mogłem napisać. Bardzo dziękuję wszystkim, którzy zechcieli przeczytać, co napisałem, a zwłaszcza na to odpisać. Wszystkim.
Z poważaniem,
A.
AITVARAS - zaglądasz tu jeszcze?
bardzo przypominasz mi mojego męża. on tez do dzisiaj nie wie czemu, gdyby mógł to zrobić, chciałby cofnąc czas i w ogóloe. to mnie nie dotyczyło, nie było warte tego cierpienia, które ja przezywałam.
Chcę ci napisac coś szczerze, otwarcie i na temat.
jestem kobietą zdradzoną. kilka dni temu myslałąm o tym, żeby otworzyć nowy wątek - miał byc zatytułowany: co musisz wiedzieć, gdy zdradzasz zonę. I miał opiusywać, przez to przechodzi taka zona, gdy sie dowie. Gdy ty deklarujesz, że to był błąd i chcesz naprawić swój błąd. Gdy ona daje ci/wam szansę.. jakie ona przezywa rozsterki, etapy uczuć....
i pojawił sie twój wątek. i pomyslałam sobie, że to jakby odpowiedź na moje pomysły.
i napiszę ci tylko jedno - co przezywa kobieta, możesz przeczytać w moich postach - znajdziesz tam cały przegląd - żalu wątpliwości, bólu, straty...
Ale napiszę ci coś, co mogłabym powiedzieć, cofając się wstecz mojemu męzowi:
AITVARAS - musisz mieć pewność że TY, własnie TY chcesz być ze swoją zoną. jej chcemnie nie ma tu nic do rzeczy, bo w jej ocenie - i tak ją opuściłeś, odszedłeś, straciła ciebie. każde twoje słowo, zapewnienia o miłości, komplementy przyjmowane będa teraz z nieufnością, niepełnością... za każdym twoim słowwem będa się czaić tysiące mysli i żalów i pretencji.
NAJWIĘCEJ z tych słow ona po proostu nigdy nie wypowie.
Nigdy nie usłyszysz tego wszystko, co ona ma głowie, nigdy nie usłyszysz, jakimi epitetami cie obrzuca. wiesz dlaczego? bo ona - mimo wszystko - nie potrafi tak bardzo zranić drugiego człowieka - jak wie, że by mogła. Mogłaby cię teraz zniszczyć - w oczach rodziny, przyjaciół, włąsnych dzieci, w pracy - wszędzie - ale tego nie robo - bo jest dobrym człowiekiem i uznaje, że to byłoby poniżej jej godności.
musisz wiedzieć, że to TY chcesz z nią być. bo uleczenie związku ze zdrady nie trwa miesiąc, ani dwa. ciągnie się latami
musisz wiedzieć, że chcesz z nią być - i miec pewność, że to był jednorazowy wyskok- bo jesli kiedykolwiek zrobisz coś podobnego - ona drugi raz się wahać nie będzie - wtedy, gdy złamiesz zasady, jakie własnie wypracowujecie świadomie - wprowadzi w czyny wszystkie słowa, mysli, plany i sny pełne nienawiści, które teraz odczuwa. Bo nienawiśc do ciebie czuje też. nie dlatego, że się gziłeś namiętnie z jakąs flamą - ale dlatego, że potraktowałeś ją, jej uczucia i jej MIŁOŚC- jako coś kompletnie niewaznego, nieistotnego, martwego. jakby ona nie istniała, jakby nie była człowiekiem, jakby nie miała uczuć.
I to wszystko wejdzie w wasz związek i w nim będzie - ona już nigdy nie otworzy się wobec ciebie tak, abys mógł ją ponownie tak zranić. już nigdy nie będzie ufnie, bezstrosko przy tobie trwać.
gdybym mogła cofnąc się w czasie i podjąc decyzję jeszcze raz- powiedziałabym mojemu męzowi - nie mysl teraz o mnie. odpowiedz sobie na pytanie - czy ty chcesz, czy ty dasz radę, czy to co do mnie czujesz będzie warte kilku lat udreki? czy kochasz na tyle, aby potem coś z tej miłości jeszcze w tobie zostało?
zastanów się ty.
Bo żony bardziej niz skrzywdziłeś, już nie skrzywdzisz. ona i tak będzie musiała przez to przejść. SAMA. czy jesteś blisko, czy daleko - to nie runął związek jej z tobą.
przez twoją zdradę runęła ona i jej świat - jej wiara, nadzieja miłość. to ona SAMA musi znaleźć w sobie siłę, żeby odbudować się jako pełnowartościowy, nieporaniony, nieskrzywiony w relacjach człowiek. Musi odbudowac swoje poczucie piekna i kobiecości, musi UWIERZYĆ. twoja zona potrzebuje bardzo duzo czasu - żeby zrozumieć i przyjąc do wiadomości - że zdradziłeś - BO CHCIAŁEŚ.
i twoja zdrada w niczym jej nie umniejsza, niczego nie odbiera - ona umniejszyła tylko ciebie i zniszczyła relacje między wami.
to co budujecie teraz, to nowy związek.
ŻONO AITVARASA - a ty się zastanów, czy chcesz. pwoiem tak. cięzko ci będzie przesz to przejść. Czy z nim, czy bez niego. Nigdy mu do końca już nie zaufasz. zawsze będziesz się bać, że znowu skretynieje (nie wiem dlaczego.. o ja taki biedny, bezradny, podatny, słąby.....). Więc wyjścia są dwa - albo będziesz z nim - z ryzykiem gdzieś tam z tyłu głowy, które sprawi, że juz nigdy nie zawierzysz nikomu oprócz samej siebie..... albo sama, już bez obaw, że kurna najbliższy ci człowiek znowu może ci wbic nóż w plecy i przekręcać... przez pół roku.
ja wybrałam opcje numer jden - a raczej tak się złozyło. czekałąm z decyzją, szukałam odpowiedzi w sobie. Czy jest żle? nie.
ale gdyb ym się wtedy z nim rozstała - już dziś nie musiałabym o nim mysleć. a tak mam go codziennie przy sobie....
w tajemnicy ci pwoiem - sa całe tygodnie, które sa spoko... ale czasami nie chce mi się do domu wracać.. rozumiesz? on nie musi nic robić, nic mówić- po proostu czasami czuję, jak obcym człowiekiem się stał.