Kaja74 napisał/a:Pytanie do Elede - ukonczylaś terapię czy nadal pracujesz ? Możesz coś więcej na jej temat...?
Terapię ukończyłam już dawno. Była to terapia grupowa w nurcie psychodynamicznym, 2, 5 miesiąca, codziennie od 8 do 14, jak do pracy, do pracy nad sobą
Z jednej strony było strasznie ciężko, sama miałam w sobie mnóstwo strasznych i skomplikowanych emocji, a tu trzeba jeszcze siedzieć i słuchać innych i jakoś im pomóc. Bardzo przeżywałam każdą historię i cierpienie innych. Z drugiej strony w ten sposób widziałam, że inni mają podobne problemy, że nie jestem jakimś kosmitą, że nie jestem nienormalna, że inni też przeżywają katusze z powodu swojej psychiki i pokręconego życia. Magiczna była atmosfera zaufania, zrozumienia i pomocy ze strony obcych przecież na początku ludzi. Ale to wszystko dzięki prowadzącym psycholożkom, one nakierowywały nas na właściwe tory, czuwały nad zasadami dyskusji, pomagały gdy się utknęło, mądrze podsumowywały i wyciągały wnioski.
Zgadzam się jednak, że kluczowa jest osoba psychologa, pani która kierowała tym zakładem ( publicznym zresztą, na nfz) to dla mnie niesamowita osoba, o ogromnej wiedzy i wręcz zdolności czytania w myślach. Chodziłam do niej z przerwami jeszcze prywatnie ok 2 lat i każda jedna z jej rad czy spostrzeżeń okazała się 100% słuszna.
Kluczowa jest jednak też nasza współpraca. Widziałam parę przypadków, kiedy ludzie bez słowa przerywali terapię, jeden był szczególnie dramatyczny, bo baliśmy się, że popełni samobójstwo
ale na szczęści po prostu nie miał odwagi się odezwać i poinformować, że już nie wraca. Niektórzy nie są gotowi, mają zbyt silne mechanizmy obronne, zbyt silny jest ich opór.
Cała terapia bazuje na tym, że nerwica, depresja, anoreksja itp to objawy wewnętrznego, nieuświadomionego konfliktu. Jak ktoś tu pisał, ta forma terapii daje odpowiedź na pytanie, dlaczego tak dziwnie się zachowuję, boję się wyjść z domu,wymiotuję, wrzeszczę itp? Zazwyczaj wraca się do dzieciństwa, moim zdaniem jest to niezwykle potrzebne, to jak oczyszczenie głębokiej wrzodziejącej rany, dopiero po jej odkryciu można ją leczyć. Ale to dopiero początek, nie ma tu magii, terapeuta nie pstryknie palcami i powie - teraz jesteś zdrowa. Kiedy jednak wiesz, dlaczego, możesz (ale nie musisz ) coś z tym zrobić. Możesz dalej tkwić w starym schemacie, możesz próbować go zmienić. Zapewniam, warto próbować 
Z perspektywy czasu - wielu lat czytania, myślenia, płakania, wkurzania się na niesprawiedliwość świata/losu/Boga, z perspektywy sporej kwoty wydanych pieniędzy stwierdzam, że nie ma lepszej życiowej inwestycji. Żeby było jasne - nie pozbyłam się do końca nerwicy ani jej objawów, ale nauczyłam się z nią żyć, kiedy czasem mi dokucza. Ale już nie dezorganizuje mi życia. Moje życie nie jest idealne, ale w końcu jestem szczęśliwa 