Od 10 lat tkwię w chorym związku z mężczyzną od którego całkowicie się uzależniłam.Przez lata mnie urabiał pod siebie pozbawił godności i wiary we własną osobę.Stosował wobec mnie przemoc fizyczną i psychiczną.Wmówił że bez niego jestem nikim.Trzy lata temu pod wpływem alkoholu wylał na mnie rozpuszczalnik i trzymając w ręku zapalniczkę groził że podpali.Uciekłam i wezwałam policję.Zabrali go i sprawa trafiła do prokuratora.Pojechałam za nim klękał przede mną i przysięgał przy prokuratorze że się zmieni.Trafiliśmy do Centrum Pomocy Rodzinie na terapię.Wszystko zaczęło się układać.Niestety sielanka nie trwała długo przemoc fizyczna ustała ale psychiczna wciąż trwała.Wyzwiska upokarzanie i zastraszanie nasilały się.Ja milczałam tłumacząc sobie że jeżeli mnie nie bije to nie jest tak źle.Oszukiwałam sama siebie do wczoraj kiedy po pijanemu znowu zrobił awanturę i powiedział że najlepiej gdybym zdechła to nie byłoby problemu.Coś we mnie pękło kiedy zasnął przeglądnęłam mu telefon i znalazłam sms-y od innych kobiet.To mnie dobiło.Pojechałam dzisiaj do prokuratora później na policję złożyć zeznania o znęcaniu się psychicznym nade mną.Wróciłam wieczorem on zaczął tłumaczyć że mnie nigdy nie zdradził przysięgał na życie dziecka że to co mówi to prawda.Powiedział że jest chory a ja nie chcę mu pomóc tylko uciekam od problemu.Chciałam jutro jechać złożyć do sądu pozew o separację i alimenty ale zaczynam mieć wyrzuty sumienia że go podałam na policję.Proszę jeżeli ktoś może mi pomóc to będę wdzięczna.
Podobne tematy
Dobrze zrobiłaś.
Nie miej jakichkolwiek wyrzutów sumienia.
Przestałaś wreszcie oszukiwać siebie i zaczęłaś o siebie i swój spokój, walczyć.
Witaj
Jeśli możesz I CHCESZ skorzystaj z pomocy psychologa to pomaga sama tez przeszlam dużo tez uzależniona byłam od kogoś kto potrafił manipulować mną perfekcyjnie .
A Ty NAJWAŻNIEJSZE ze w końcu potrafiłaś powiedzieć dość i umiesz o tym mówić , teraz już będzie tylko lepiej .
Bardzo dziękuję za odpowiedź.Nie wierzyłam że ktoś się mną zainteresuje .Najbardziej przeraża mnie to że moja córka nie chce nawet słyszeć o odejściu od swojego ojca.Kocha go nad życie pomimo tego że tyle bólu nam zadał a zarazem boi się go jak ognia.Rozumiem ją to jej tata i pomimo wszystko chce żeby było dobrze.Nie chcę nastawiać jej przeciw niemu.Jak mogę jej pomóc ma 11 lat i nie chce rozmawiać ze mną na ten temat.
Możesz zapewnić ją o swojej miłości i (jeśli to prawda) o miłości jej ojca.
Możesz zapewnić ją, że to wy przestaliście się kochać i ze względu na zachowanie jej ojca zdecydowałaś się na rozstanie.
Możesz zapewnić ja, że będzie mogła utrzymywać kontakt z ojcem, jeśli tylko oboje wyrażą na to zgodę.
możesz zapewnić ją, że nie będziesz sprzeciwiała się jej kontaktom z ojcem.
Dla Ciebie, dorosłej osoby, sytuacja rozstania jest trudną. Dojrzewałaś do niej latami. Nie dziw się córce, że dla niej ta wiadomość jest szokiem. Że buntuje się. Że boi się o przyszłość. Że nie wie, jak będzie teraz. Każda zmiana wywołuje opór. Daj czas na uporanie się ze wszystkimi uczuciami: i złością, i strachem, i niepokojem, i wieloma jeszcze innymi.
Jeśli Twoja córka nie chce z Tobą rozmawiać, to nie zmuszaj jej. Możesz jej tylko przekazać najbardziej istotne informacje, jeśli nie zrobiłaś tego do tej pory.
Daj jej czas nie nawiązuj do rozmów o mężu ,ona wszystko przezywa podwójnie , z czasem więcej zrozumie. Rozmawiajcie natomiast na tematy o przyszłości pytaj ja co chce robić , teraz po-prostu bądź dla niej wsparciem i poproś żeby i ona nim dla ciebie była.
Zaraz, zaraz.
Jedenastolatka wsparciem dla swojej mamy?
Nie za duży obowiązek dla dziecka?
I to w sytuacji, kiedy sama przeżywa bardzo wiele trudnych uczuć?
W sytuacji, w której dowiedziała się o rozstaniu rodziców ONA ma być wsparciem?
Dość tutaj na forum historii, teraz już dorosłych osób, które musiały wspierać swoich rodziców. Warto poczytać, jakie to wspieranie poczyniło spustoszenie w rozwoju tychże wspierających dzieci. One wsparły swoich dorosłych. Koszty tego wspierania ponoszą do dziasiaj.
8 2012-02-22 00:54:11 Ostatnio edytowany przez kiedyś zapomnę (2012-02-22 00:55:28)
o wspieranie w tym konkretnym przypadku co do którego ja pozwoliłam się odnieść mam na myśli zrozumienie się wzajemne ,a rozumienie wsparcia jak widzę każdy interpretować będzie na swój sposób ,nawet mi przez myśl nie przeszło ze to tak można rozumieć jak napisał wielokropek .
Dobrze, że wyjaśniłaś.
Dla dziecka zrozumienie, czyli nie buntowanie się, jest też trudnym zadaniem. Bo oto rozstają się dwie kochane przez dziecko osoby. Cóż z tego, że jedna z tych osób krzywdziła. U dziecka pojawiają się sprzeczne uczucia: radości i złości, szczęścia i nienawiści, strachu i zaciekawienia.
By dziecko zrozumiało, musi najpierw przeżyć te wszystkie uczucia.
Są dzieci, które od razu, z ulgą przyjmują decyzję o rozstaniu. To te, które nie dostały od tego jednego rodzica żadnego pozytywnego uczucia, doznały za to mnóstwo bólu, krzywdy, upokorzenia.
(?)pozbawił godności i wiary we własną osobę.Stosował wobec mnie przemoc fizyczną i psychiczną.Wmówił że bez niego jestem nikim.Trzy lata temu pod wpływem alkoholu wylał na mnie rozpuszczalnik i trzymając w ręku zapalniczkę groził że podpali.
(?)przemoc fizyczna ustała ale psychiczna wciąż trwała.Wyzwiska upokarzanie i zastraszanie nasilały się.
(?)powiedział że najlepiej gdybym zdechła to nie byłoby problemu.
Chciałam jutro jechać złożyć do sądu pozew o separację i alimenty ale zaczynam mieć wyrzuty sumienia że go podałam na policję.
Kobieto i Ty masz jeszcze jakieś wyrzuty sumienia? Co takiego dobrego spotkało Cię z jego strony?
Już trzy lata temu powinni go wsadzić za próbę usiłowania pozbawienia Cię zdrowia i (lub) życia.
Musisz być cholernie odporna psychicznie, że nadal mieszkasz z takim psychopatą pod jednym dachem.
Rozumiem, że tego zajścia z rozpuszczalnikiem córeczka nie widziała?
Jeśli by widziała to nawet ośmioletnie dziecko potrafi odróżnić dobro od zła i wtedy nie była by tak za tatusiem.
Możesz zapewnić ją o swojej miłości i (jeśli to prawda) o miłości jej ojca.
Możesz zapewnić ją, że to wy przestaliście się kochać i ze względu na zachowanie jej ojca zdecydowałaś się na rozstanie.
Możesz zapewnić ja, że będzie mogła utrzymywać kontakt z ojcem, jeśli tylko oboje wyrażą na to zgodę.
możesz zapewnić ją, że nie będziesz sprzeciwiała się jej kontaktom z ojcem.
Wielokropku pisałaś to z przekonaniem? Wierzysz w to, że ktoś, kto postępuje tak z własną żoną a matką swojego dziecka jest w stanie kochać?
Oczywiście dziecku nie można zabronić kontaktów z ojcem, jeśli tego chce, chociaż jak inni wiedzą lepiej (sądy), ale czy Ty po takim zdarzeniu z tym rozpuszczalnikiem byłabyś w stanie powierzyć własne dziecko jego ojcu?
Nie wiem może wyolbrzymiam problem, ale ten właśnie fragment czytałem parokrotnie, bo myślałem, że mam przewidzenia a takie sytuacje znam tylko z filmów.
duromito,
przeczytałam post autorki kilkukrotnie, zanim zdecydowałam się napisać swoje.
Zastanowiłam się nad każdym pisanym przeze mnie słowem. ![]()
Fakt, oblanie rozpuszczalnikiem i chęć podpalenia szokuje. Dotyczył jednak autorki, nie córki.
Niezależnie jednak od tego, moim zdaniem, córka jeśli tego chce (a na razie wszystko wskazuje, że chce) ma prawo do kontaktów z ojcem. Napisałam o tym celowo, bo teraz córka przeżywa dramat. Zabronienie jej kontaktów byłoby dodatkową traumą. Po co? Po pewnym czasie, gdy miną tak silne emocje, jeśli zachowanie ojca było dla niej tak traumatyczne, córka prawdopodobnie sama zrezygnuje ze spotkań.
Fakt, oblanie rozpuszczalnikiem i chęć podpalenia szokuje. Dotyczył jednak autorki, nie córki.
Tak i to jest fakt, lecz faktem jest również to, że normalny człowiek tak nie postępuje.
Nie można przecież mieć gwarancji, że to, co zrobił żonie i matce własnego dziecka nie zrobi i dziecku, chociaż mam oczywiście nadzieję, że do tego nigdy nie dojdzie.
Zauważ, co napisała autorka:
Najbardziej przeraża mnie to że moja córka nie chce nawet słyszeć o odejściu od swojego ojca.Kocha go nad życie pomimo tego że tyle bólu nam zadał a zarazem boi się go jak ognia.
Miłość miłością a córki na pewno, ale czy jego? Nie może być tak by dziecko żyło i dorastało w strachu w strachu o siebie i strachu o mamę.
Ten facet, jeśli kocha córkę to powinien iść się dobrowolnie leczyć. Nie wiem czy autorka tematu celowo napisała, że "pod wpływem alkoholu" czy też z rozpędu, lecz dla mnie to zabrzmiało trochę jak jego tłumaczenie.
Wiele osób próbuje wytłumaczyć swoje i innych zachowanie wypitym alkoholem, ale tu zasada jest prosta, bo skoro ktoś nie umie pić to nie powinien pić.
Zabronienie jej kontaktów byłoby dodatkową traumą. Po co?
Przecież ja nie napisałem nigdzie o zabranianiu kontaktów dziecka z ojcem. To była tylko moja luźna uwaga, że ja na miejscu autorki nie spuszczałbym z córki oka czy raczej z tatusia w trakcie tych kontaktów, bo niemiałbym pewności, co i kiedy mu do łba szczeli.
Od 10 lat tkwię w chorym związku z mężczyzną od którego całkowicie się uzależniłam.Przez lata mnie urabiał pod siebie pozbawił godności i wiary we własną osobę.Stosował wobec mnie przemoc fizyczną i psychiczną.Wmówił że bez niego jestem nikim.Trzy lata temu pod wpływem alkoholu wylał na mnie rozpuszczalnik i trzymając w ręku zapalniczkę groził że podpali.Uciekłam i wezwałam policję.Zabrali go i sprawa trafiła do prokuratora.Pojechałam za nim klękał przede mną i przysięgał przy prokuratorze że się zmieni.Trafiliśmy do Centrum Pomocy Rodzinie na terapię.Wszystko zaczęło się układać.Niestety sielanka nie trwała długo przemoc fizyczna ustała ale psychiczna wciąż trwała.Wyzwiska upokarzanie i zastraszanie nasilały się.Ja milczałam tłumacząc sobie że jeżeli mnie nie bije to nie jest tak źle.Oszukiwałam sama siebie do wczoraj kiedy po pijanemu znowu zrobił awanturę i powiedział że najlepiej gdybym zdechła to nie byłoby problemu.Coś we mnie pękło kiedy zasnął przeglądnęłam mu telefon i znalazłam sms-y od innych kobiet.To mnie dobiło.Pojechałam dzisiaj do prokuratora później na policję złożyć zeznania o znęcaniu się psychicznym nade mną.Wróciłam wieczorem on zaczął tłumaczyć że mnie nigdy nie zdradził przysięgał na życie dziecka że to co mówi to prawda.Powiedział że jest chory a ja nie chcę mu pomóc tylko uciekam od problemu.Chciałam jutro jechać złożyć do sądu pozew o separację i alimenty ale zaczynam mieć wyrzuty sumienia że go podałam na policję.Proszę jeżeli ktoś może mi pomóc to będę wdzięczna.
Zapomnij o wyrzutach sumienia. Pamiętaj że robisz to co słuszne. Zakładam, że macie dzieci skoro piszesz o alimentach. Nie myśl o nim, tylko o nich i o tym co dla nich najlepsze. Tatuś psychol, to nie jest dobra sprawa przy wychowywaniu dzieci.
Na mnie zapewne poleci grad kamieni za to, co napiszę. Ale mimo to zrobię.
Mnie osobiście zastanawia, dlaczego mimo takich silnych przeżyć autorka na nowo chciała tworzyć rodzinę z mężem? Poza tym skoro po tym okresie, kiedy w miarę było dobrze, ale na nowo zaczęło się psuć ( pijany mąż, awantura, inne kobiety), to niezwłocznie po tym wydarzeniu autorka poleciała na policję. Wiem, że kobiety w inny sposób postrzegają świat niż faceci. Ale czy wskazane jest donoszenie na naganne zachowanie męża na policję? Co takie zachowanie ma dać autorce? Satysfakcję, że nie wiem zamkną męża ( mało prawdopodobne), albo wzbogaci się przez to? Autorka pisze, że zastanawia się nad złożeniem pozwu o separację i alimenty. O ile takie działanie w zakresie alimentów jest zrozumiałe to składanie pozwu o separację całkowicie nie. Chcąc separacji potwierdzasz to, że liczysz na to, że mąż się zmieni. Ja nie chcę być złym prorokiem, ale według mnie się nie zmieni. Więc, po co Ci separacja? Dlaczego po prostu nie zachowasz się jak dorosły odpowiedzialny człowiek i nie odejdziesz od niego? Dla dziecka? Według mnie tkwienie w takim związku dla dobra dziecka też jest nie odpowiedzialne z Twojej strony. Bo to tylko daje przykład Twojej córce jak winna wyglądać rodzina. A zapewne nie tak powinna wyglądać normalna rodzina. Nie oceniam nikogo. Szukam jedynie odpowiedzi na pytania, które nasuwają mi się po przeczytaniu tego wątku. Mam też przekonanie, że skoro w związku kobieta jest tak źle traktowana powinna odejść a skoro tego nie robi to zapewne jest jej tak dobrze. Oczekuje tylko zrozumienia, wygadania się. No, bo czego innego może chcieć skoro nawet, gdy dostanie setki podpowiedzi i tak z nich nie skorzysta?
Chciałabym odnieść się do wpisu CZEREPACH.Wcale nie jest mi dobrze w takim związku,nie chcę też się wzbogacić.Napisałam dlatego żeby osoby postronne nie związane ze mną ani moim mężem mogły realnie spojrzeć na tą moją sytuację z boku.Na policję pojechałam zgłosić ponieważ tak podpowiedział mi prokurator oraz chciałam przerwać to milczenie i udowodnić mojemu mężowi że nie jest bezkarny a ja mam już dosyć bycia jego ofiarą.Przez te wszystkie lata mówiłam mu że to zrobię po czym stałam w miejscu i nic nie robiłam dając mu tym samym ciche przyzwolenie aby dalej mnie tak traktował.Wybaczałam wiele ale wiedział że zdrady nie wybaczę,dlatego postanowiłam pokazać mu,że znajdę resztki sił aby wreszcie to przerwać.Wątpliwości biorą się z tego,że na swój sposób dalej go kocham,gdyż ma dwie twarze.Potrafi być bardzo dobry,ale jak jest coś nie po jego myśli zamienia się w potwora aby sprowadzić mnie znowu do parteru.Dlatego też moja córeczka widzi jego dwie twarze wie,że tata potrafi uchylić nieba i dać jej wszystko czego pragnie ale przeraża ja gdy nie wraca po pracy do domu bo już denerwuje się ,ze wróci pijany ,a wtedy znajdzie byle powód do kłótni i tak koło się zatacza.Ja nie mogę już dłużej żyć tylko pod jego dyktando i zastanawiać się czy przypadkiem nie zrobiłam czegoś co mogłoby go zdenerwować i wywołać kłótnię.Nie chcę już czekać na jeden dzień dobroci z jego strony chcę byc szczęśliwa i widzieć szczęście mojej córeczki.Wiem że skrzywdziłam ją tak długo z tym zwlekając, ale ktoś kto nie był w takiej sytuacji nie wie jak trudno podjąć taką decyzję,kiedy nie ma się wiary we własną osobę i każdą decyzję rozważa się czy dobrze zrobię.
jak to przeczytałam to mój jedyny komentarz brzmiał: Boże...
wg mnie bardzo dobrze zrobiłaś, że postanowiłaś zgłosić wszystko na policję. wyrzuty sumienia? w żadnym wypadku. czy on je miał kiedy Cię maltretował? raczej wątpię...
Fakt, oblanie rozpuszczalnikiem i chęć podpalenia szokuje. Dotyczył jednak autorki, nie córki.
Niezależnie jednak od tego, moim zdaniem, córka jeśli tego chce (a na razie wszystko wskazuje, że chce) ma prawo do kontaktów z ojcem. Napisałam o tym celowo, bo teraz córka przeżywa dramat. Zabronienie jej kontaktów byłoby dodatkową traumą. Po co? Po pewnym czasie, gdy miną tak silne emocje, jeśli zachowanie ojca było dla niej tak traumatyczne, córka prawdopodobnie sama zrezygnuje ze spotkań.
a czy Ty byś się odważyła zostawić dziecko z takim człowiekiem? w życiu bym nie zostawiła swojego z kimś takim, kte chciał pozbawić mnie życia. w życiu! nigdy przenigdy bym tego dziecku nie zrobiła.
(...)a czy Ty byś się odważyła zostawić dziecko z takim człowiekiem? w życiu bym nie zostawiła swojego z kimś takim, kte chciał pozbawić mnie życia. w życiu! nigdy przenigdy bym tego dziecku nie zrobiła.
Szkoda, że usiłujesz przypisać mi wypowiedzi nie należące do mnie.
Napisałam jedynie o nie bronieniu kontaktów. Nic nie wspomniałam o ich przebiegu i obecności lub też nieobecności matki dziecka podczas tychże spotkań.
Zycie Twoje i córki jest przerażajace, dawno powinnas odejśc od tego człowieka, a teraz pozostaje Ci rozstac się z nim jak najszybciej ale przedtem koniecznie idz do psychologa i żebys nie popełniała tych samych błędów i miała siłę wyrwać sie wraz z córką z tej matni. Psycholog pomoże Ci nie tylko zrozumieć że nie powinnaś miec wyrzutów sumienia ale tez ukierunkuje relacje córki z Tobą i jej ojcem. Dziecko potrzebuje oparcia , dlatego chwyta się mocno ojca bo wie że to on ma decydujący głos w tej rodzinie i zauważ że niezbyt liczy się z Tobą bo nieraz widziała wasze piekło i wie że na Ciebie liczyć nie może. Musisz z psychologiem dużo nad sobą pracować bo jak czytam ze masz wyrzuty sumienia że poszłaś na policję, to ręce opadają. W kazdym pokoleniu jest tak samo, kobiety dają sie manipulować, znecać się nad sobą psychicznie i fizycznie i jeszcze boją się ze krzywdę swojemu oprawcy robią. Życzę Ci powodzenia w pracy nad sobą, wszystko rozumiesz to weż sie za działanie a ze wszystkim sobie poradzisz.
N Według mnie tkwienie w takim związku dla dobra dziecka też jest nie odpowiedzialne z Twojej strony. Bo to tylko daje przykład Twojej córce jak winna wyglądać rodzina. A zapewne nie tak powinna wyglądać normalna rodzina.
Właśnie o tym samym pomyślałam.
Jeżeli jeszcze o tym nie wiesz autorko, to uświadomię Cię- swoim biernym zachowaniem i poniekąd akceptacją dla patologicznych zachowań męża, dajesz bardzo zły wzorzec zachowań na przyszłość dla swojej córki.
W moim najbliższym otoczeniu kiedyś też znajdowała się taka rodzinka.... najpierw była wielka miłość, dwójka dzieci.. potem alkohol, agresja i psychiczne znęcanie się nad żoną. Doszło do tego że pijany mąż stał nad żoną z siekierą i kazał jej odmawiać zdrowaśki.. pewnego dnia ona nie wytrzymała i sama zatłukła go tą siekierą. Historia bez happy endu i 100% prawdziwa.
Nie pierwszy raz zadaję to pytanie na tym forum- dlaczego niektóre kobiety chcą aby je szanowano, a jednocześnie same siebie nie szanują?
RoBaCeK78 napisał/a:(...)a czy Ty byś się odważyła zostawić dziecko z takim człowiekiem? w życiu bym nie zostawiła swojego z kimś takim, kte chciał pozbawić mnie życia. w życiu! nigdy przenigdy bym tego dziecku nie zrobiła.
Szkoda, że usiłujesz przypisać mi wypowiedzi nie należące do mnie.
Napisałam jedynie o nie bronieniu kontaktów. Nic nie wspomniałam o ich przebiegu i obecności lub też nieobecności matki dziecka podczas tychże spotkań.
źle mnie zrozumiałaś.
mówisz, że dziecko ma prawo do spotkać z ojcem. ok. z ojcem tak, ale czy z takim potworem? czy kogoś takiego można nazwać ojcem?
ja osobiście bym się panicznie bała zostawić dziecka z taką osobą. Ty mówisz o spotkaniach. ale na spotkanie muszą mieć ochotę obie strony i spotkanie to powinno się odbywać w sprzyjających i dobrych warunkach a osobą NORMALNĄ
cześć,jestem w podobnej sytuacji,znam mąża już 15 lat(12 lat po ślubie),mamy 2 córki,popija odkąd pamiętam,tyle że z roku na rok jest coraz gorzej,tak jakby mu rozum odejmowało przez alkohol.Jest zazdrosny,posądza o zdradę,wygraża się,po pijanemu są wyzwiska,i powiem ci że nie boli mnie to jak mnie nazywa,ale to że słyszą to dzieci,a moja córka ma już 12 lat więc dużo rozumie.Mam o tyle szczęście że mieszkam z mamą(mąż nie mieszka z nami,ale obecnie u swojej mamy),bo nie umiał się dostosować,a mieszkanie jest mamy.No niestety jak się napije to nas odwiedza,nawet potrafi przyjść w nocy i się dobijać,jak długo można to znosić?mam zamiar złożyć pozew o separację,albo od razu o rozwód,bo nie wiem czy jest sens czekać na jakąkolwiek zmianę,ale boję się jego reakcji,bo kiedyś powiedział mi że to ON zakończy ten związek jak będzie chciał,
napisz jak dajesz sobie radę
22 2012-02-24 21:04:40 Ostatnio edytowany przez agula123 (2012-02-24 21:42:43)
Puchatku czasami nie daję rady lub ostatkami sił.Ty masz mamę przy sobie i mam nadzieję,że możesz liczyć na jej wsparcie.Ja mam wspaniałą przyjaciółkę która pomimo,że jest młodsza umie mądrze doradzić i razem szukamy wyjścia z tej chorej sytuacji.Jak pewnie czytałaś mojego posta byłam gotowa złożyć pozew o separację ale coś pękło w moim mężu i przyznał się,że jest chorym człowiekiem,że jest w stosunku do mnie potworem i wie jak wielka krzywdę mi wyrządza ale błagając prosił o jeszcze jedną szansę.Powiedział,że zrobi wszystko co zechcę,tylko żebym dała mu ostatnia szansę.I wtedy przypomniałam sobie,że moja przyjaciółka była kiedyś u księdza,który ma dar ducha świętego.Pomyślałam,że jeżeli on nam nie pomoże to już nikt.W środę popielcowa dzwoniła do niego od rana dopiero za którymś z kolei razem udało jej się dodzwonić i kr ótko przedstawić naszą sytuację.Kiedy jej wysłuchał powiedział,żeby zrobiła wszystko abyśmy jeszcze w ten sam dzień do niego dotarli,gdyż musi z nami koniecznie porozmawiać.Zawiozła nas do niego.Mój mąż przyznał,że jesteśmy tu z jego winy,że oddalił się od boga i już dłużej nie umie tak żyć.Ksiądz słuchał całej naszej historii z przerażeniem stwierdził,że to nie miłość,że to ogromne uzależnienie od siebie nawzajem.Nie umiem Ci wszystkiego powiedzieć co usłyszałam,gdyż targały mną tak silne emocje.pobłogosławił nas i oddał w opiekę Matce Boskiej,kiedy wyszliśmy poprosił moja przyjaciółkę aby weszła.Powiedziała,że podziękował jej że nas do niego przywiozła i,że moja miłość do męża jest tak ogromna,że jeżeli go zostawię będę najbardziej nieszczęśliwą osobą na świecie.Postanowiłam mężowi dać tą ostatnia szansę.Nie wiem czy to gra z jego strony i strach,że go zostawię,czy w końcu zrozumiał jak bardzo krzywdzi mnie i moja córkę.Pewnie niektórzy pomyślą-jaka naiwna znowu dała mu się oszukać,ale ja chcę wierzyć,że może w końcu coś się ułoży,że warto dawać ta ostatnią szansę,że warto spróbować,że tyle lat to znosiłam może dlatego,żeby doczekać lepszych dni.Dlatego Puchatku jeżeli gdzieś w głębi serca czujesz,że może się ułoży to walcz o szczęście i spróbuj z nim porozmawiać na spokojnie i szukaj różnych sposobów rozwiązania tej trudnej sytuacji.Na koniec napiszę,że mąż wrócił dzisiaj do domu dość mocno pijany,nie było wyzwisk upokarzania,zaczepek.Położył się spać pierwszy raz w spokoju.
a ja właśnie dziś jechałam do pracy i widziałam mojego męża jak wracał pijany,nie do mnie(bo nie mieszkamy już razem) i tu nie mogę zrozumieć,żeby nie odwiedzić własnych dzieci,kiedy był niedaleko, co kieruje takim człowiekiem?dodam jeszcze że to ja pracuję i utrzymuję dzieci,bo on jak na razie nie ma pracy,a jak coś znajdzie to nie na długo,to wtedy da "parę groszy" na dzieci,Wiesz ja nie umiem sobie odpowiedziec co do niego czuję,ja już nie wiem czy go kocham,czy to tylko przyzwyczajenie,czasami wręcz czuję nienawiść i przedewszystkim wstyd,przed ludźmi,którzy mnie znają,że mam takiego męża,ja po prostu potrzebuję czasu na to wszystko,zeby pomyśleć
agula123, dlaczego mielibyśmy Cię wyśmiać? że wierzysz? ja też wierzę, wiara czyni cuda. na Twoim miejscu też bym pewnie walczyła o miłość. zwłaszcza jeśli tak bardzo go kochasz
życzę powodzenia
Dziękuję za zrozumienie.Tak bardzo wierzę i chcę poczuć moc słów:JEŚLI BĘDZIECIE MIEĆ WIARĘ...NIC NIEMOŻLIWEGO NIE BĘDZIE DLA WAS!Chciałabym aby ta ostatnia szansa była tą najważniejszą abym mogła kiedyś powiedzieć...nigdy nie jest za późno aby spróbować jeszcze raz!
Bardzo bym chciała żebyś miała rację .
pozdrawiam i trzymam kciuki