Jesteśmy ze sobą 5 lat. Mamy Dziecko. Od roku mieszkam w domu rodzinnym. Wyprowadziłam się z ''naszego mieszkania'' po tym jak nie było Go po 3 dni w domu ( non stop był na imprezach: pijaństwo, kłamstwa, zero zainteresowania Dzieckiem, zero wsparcia, a na sam koniec Jego nowa ''koleżanka'' ). Wybaczałam wszystko - pozwalał sobie na wszystko. Kilka razy był wobec mnie agresywny, ubliżał - zazwyczaj po alkoholu. Już nie jeden raz przepraszał, błagał, obiecywał zmiany - zawsze wierzyłam, a On zawsze zawodził. Od dłuższego czasu ma bardzo dobry kontakt z Dzieckiem, a mnie zapewnia, że jest już innym człowiekiem - ewidentnie z boku widzę Jego starania. Niestety tyle razy już cierpiałam przez Niego, płakałam, nie spałam, nie jadłam, ze wszystkim musiałam poradzić sobie sama, że już teraz w nic Mu nie wierzę - mojego uczucia już chyba nie ma. On teraz robi wrażenie męczennika w depresji. Dzwoni do Mnie jakby nigdy nic. Ja od dłuższego czasu nie mogę płakać - po prostu mimo to że chce nie lecą mi łzy. Czy wierzycie, że taki człowiek, niby dojrzały wiekiem, przystojny, niezależny facet z nieodpowiednim towarzystwem w który tkwi chyba od dziecka jest w stanie się zmienić ???
Podobne tematy
To wszystko zalezy od czlowieka. Ludzie na prawde potrafia sie zmienic, to wiem akurat z doswiadczenia. Teraz pytanie jest czy ty kochasz go na tyle, ze moglabys zapomniec od wszystkim co bylo wczesniej i zaczac od nowa, bez wypominania tego co bylo. Nie mowie tutaj o tym, ze od razu zamieszkacie razem i wszystko bedzie tak jakby nic sie nie stalo. Moze umowcie sie na jedna, druga, trzecia randke. Zobacz czy ten facet w ktorym sie kiedys zakochalas nadal tam jest. Malymi kroczkami moze uda sie wam do czegos dojsc, pod warunkiem, ze bedziesz w stanie ponownie mu zaufac.
Nie wiem czy doradzę coś mądrego bo sama tkwię 12 lat w chorym związku w którym wszystko wybaczałam i we wszystko wierzyłam.Teraz wiem jak bardzo byłam i jestem naiwna i że mogłam odejść juz dawno.Kiedy przeczytałam to o czym piszesz to trochę tak jakbym czytała o sobie.Mój mąż też zawsze obiecywał poprawę i na jakiś czas się zmieniał.Potrafił oszukać nawet prokuratora klęcząc przede mną i obiecując poprawę.Spróbuj i zrób to co podpowiada Ci serce lepiej żałować czegoś czego się spróbowało niż tego że mogło się spróbować.
Dość zaskakująca metamorfoza. Może napisz więcej o tym, co mogło stać się powodem takiej "przemiany" w jego postępowaniu? Rozumiem stopniowe zmiany, na przestrzeni dłuższego czasu, ale takie - prawie - z dnia na dzień? Jest taka piosenka zespołu "Kowalski" o tytule "Marian". Bohater ze schodów spadł i "...całkiem pozmieniał mu się świat...". Rozumiem jakąś traumę, która powoduje tak nagłą przemianę, ale w przypadku Twojego faceta chyba czegoś takiego nie było? Osobiście wątpię w tak nagłe przeobrażenie, Może to jakaś gra z jego strony? Było coś, co mogło tak diametralnie go odmienić?
Każda "udawana", wymuszona zmiana nie będzie trwać wiecznie. Z czasem - jeśli to pozoranctwo - wróci do poprzedniego sposobu życia.
Czy taka przemiana mogła nastąpić po jakiejś Waszej rozmowie? Może rzeczywiście ten człowiek uświadomił sobie, że pobłądził?
Napisz więcej o Waszych relacjach.