Witam ! Mialam chlopaka z zagranicy...wiem ze zwiazki na odleglosc sa na ogol trudne i niemozliwe jednak w tym wypadku czuje ze to ja zawinilam i to przeze mnie nie jestesmy razem.
Pisalismy codziennie , gadalismy na skypie az do czasu kiedy on napisal ze wyjezdza na tydzien z kolegami w gory.
Przez ten czas napisal do mnie 4 wiadomosci ze jest wszystko ok, ze teskni, kocha i zebym sie nie martwila.
Codziennie jak go nie bylo bylam zla i smutna ze nie wiem co robi, z kim jest , gdzie...na dodatek nie ufam jego kumplom, oni mnei nie lubia bo uwazaja ze go tylko wykorzystuje, ze nie traktuje go powaznie i nie raz mowili zeby dal sobie ze mna spokoj.
Kiedy wrocil ja mu zrobilam potworna awanture ze woli kumpli ode mnie, ze mnie zostawil na tydzien i nie raczyl wyslac glupiego smsa na dzien ze jest wszystko ok...i powiedzialam ze lepiej bedzie jak sie rozstaniemy i zostaniemy przyjaciolmi on na poczatku mowil ze kiedy ja gdzies jade to on nie robi mi pretensji ale potem powiedzial ze jesli tak chce to ok. Zmienilam status na facebooku i on po tym tez...i tak sie stalo...potem pisalismy ze soba wiadomosci przeprosilam go za to wszystko i napisalam za zaluje ze tak zrobilam. On mi na to odpisal ze bardzo mnie kocha , ze chcialby byc ze mna ale ta odleglosc jest bardzo ciezka dla niego i ze moze przerwa dobrze nam zrobi. Zebym przemyslala czy na prawde chce z nim byc i czy widze go w swojej przyszlosci. Zebym zyla swoim zyciem tak jak on, ze nie chce mnie stracic i sprawic zebym byla smutna.
Po tym wszystkim juz drugi tydzien sie nie odzywa....
Czy to byl list pozegnalny? czy jest jeszcze szansa dla nas?
Nie potrafie o nim zapomniec i tak bardzo zaluje ze przez moja zazdrosc go stracilam...