Do tej pory myślałam, że dam sobie radę jakoś z moim zachowaniem, ale po ostatniej kłótni z mamą widzę, że nad sobą nie panuję. Kłócimy się zazwyczaj o pierdoły, tak się zaczyna, a potem wyrzucanie wszystkich brudów nawet sprzed kliku lat! Potem płaczę ja i płacze ona, mam okropne wyrzuty sumienia, że nie potrafiłam się opanować, a to w końcu moja mama, kocha mnie i bez niej byłoby źle. Najgorsze, że ja się zawsze "wyżywam" w domu, na najbliższych. Wśród znajomych albo obcych ludzi jestem zawsze miła uśmiechnięta i wesoła, a tylko przekroczę próg domu to pojawia się moja "druga twarz", nie chce mi się rozmawiać z nikim, ani nic opowiadać, z reguły zamykam się u siebie, a jak mnie o coś zapytają to odpowiadam z łaską.... Sama to widzę i źle mi z tym ale nie potrafię nic z tym zrobić.
Podobne tematy
wiesz ja przez takie "wylewanie na łeb" parę lat temu przestałam się zwierzać siostrze, mówiłam tylko mamie. bo potem dokuczała mi jak mialam 16 lat:
- w dupe cię kopnął i przeżyłaś raz w życiu upojne buzi
-nie chce cie bo jestes taka czy taka.
Dobra, nie chce to nie chce, ale nie bede sluchala o tym od osoby wtedy gdy powiedzmy ktos mnie zostawi, a ja cierpie. Gdy ostatni facet odszedl to przezywalam w ciszy bol, cieszac sie, ze nikt go nie widzial(zwiazek 5 mies), nie znal, nie polubil. I nie wyrzucal mi ze go nie ma. Powiedzialam mamie, ze zwinął sprzęt i poszedł dalej. Bolalo. Ale inaczej, nei bylam upokorzona.
Teraz z kims jestem i juz jest inaczej...
Afmin, mam tak samo.
Doslownie.
Wiesz z czego to wynika? Z tego, ze slowa twojej mamy zwykle sa racja, mimo ze bola. Nie mozesz zniesc tego i chcesz jedynie sw spokoju, chcesz by poczula to co Ty i klocicie sie. Zamykasz sie w pokoju, pokazujesz ze nie dopuszczasz nikogo do siebie.
Moja rada? Pracuj nad tym. To jest taki stan kiedy chcesz byc niezalezna i nie oceniana za przeszlosc, nie rozliczana ciagle.
Musisz szkolic swoj charakter i panowanie nad soba, bo inaczej w koncu zostaniesz sama. A zaden maz nie bedzie Twoja wlasna mama.
Powód jest bardzo prosty: o wiele łatwiej jest nam wyżyć się na najbliższych, bo wiemy, że oni nam zawsze wybaczą, bo nas kochają. Więc pozwalamy sobie na o wiele więcej, niż w przypadku mniej bliskich ludzi - oni mogą nie mieć do nas tyle cierpliwości i po prostu po którymś takim wybuchu odejdą.
Po prostu postaraj się zawsze o tym pamiętać przy okazji kłótni z mamą. Zastanów się świadomie, czy ona zasługuje na to, by się na niej wyżywać, czy jest czemuś winna, czy może to tylko łatwy "obiekt" do wylania swojej złości. Staraj się kontrolować swoje reakcje i czasem ugryźć się w język w porę.
Afmin, mam tak samo.
Doslownie.
Wiesz z czego to wynika? Z tego, ze slowa twojej mamy zwykle sa racja, mimo ze bola.
Oj z tym bywa różnie; ja zaczęłam tak naprawdę przechodzić przeprawy z mamą, kiedy okazało się, że mimo moich 30 lat, ona nadal (nieświadomie) traktuje mnie jak nastolatkę (co wynikało z faktu, że mieszkałyśmy razem i chyba nie zauważyła upływu lat). Wiem, że miała swoje racje, ale zapominała, że niekoniecznie sprawdzały się one w "moich czasach", choć kiedy ona miała 30 lat na pewno tak.
Racją jest jedynie, że każdy normalny rodzic chce dla swojego dziecka jak najlepiej, ale nie umie go nauczyć konstruktywnej wymiany zdań; "ma być tak i już, jestem Twoją matką / Twoim ojcem i dlatego wiem lepiej" - taki argument słuszny nie jest mimo najszczerszych chęci. A kiedy dziecko staje się nastolatkiem i później młodą, ale już pełnoletnią osobą, rozmowa z nim / nią powinna wyglądać zupełnie inaczej.
Zazwyczaj prawda tkwi w miarę po środku. Pracę nad relacją powinny podjąć obie strony.
Mi to się wydaje, że Ty niewyżyta jesteś. Zapisz się na tańce czy inną siłownie i zamiast do domu idź się wyżyj siłowo. Taki trening zmniejszy Twoją złość i być może pomoże Ci poprawić stosunki z rodziną.